Loading...

wtorek, 22 grudnia 2009

Gwiazdka w Wielkiej Brytanii

Jako wielki Brytofil (a dokładnie anglofil) postanowiłem przybliżyć rodakom nieco brytyjski wariant obchodzenia Świąt Bożego Narodzenia.

Brytyjskie zwyczaje bożonarodzeniowe stanowią połączenie wielu tradycji. Zwyczaj dekorowania jemiołą pochodzi z czasów druidów. Ostrokrzew chronił ludzi średniowiecza przed czarami Bluszcz symbolizował nieśmiertelność. Bierwiono palili wikingowie ku czci swego bóstwa Thora, a świece wywodzą się z czasów rozkwitu feudalizmu.

Znacznie młodszą tradycję mają kartki świąteczne z życzeniami, lecz jest to właśnie tradycja typowo brytyjska. Pierwszą tego typu kartkę sporządził w roku 1843 John Calcott Horsley dla Sir Henry'ego Cole'a.



Od około 1840 roku Anglicy zaczęli szerzej adaptować niemiecki zwyczaj dekorowania choinki. Spopularyzowaniu drzewka świątecznego przysłużył się ks. Albert von Sachsen-Coburg-Gotha, mąż królowej Wiktorii. Znany jest rysunek z wydania "Illustrated London News" z 1848 roku przedstawiający rodzinę królewską wokół drzewka.

Każdego roku na Trafalgar Square, obok kolumny lorda admirała Nelsona stawia się ogromną choinkę symbolizującą brytyjsko-norweską współpracę podczas II WŚ.

Anglia ma długą i bogatą tradycję śpiewania kolęd. Naród angielski wydał obok Niemców i Polaków najwięcej tych pieśni świątecznych. Kolędy w WB. śpiewa się przede wszystkim 24 XII (Christmas Eve). Jest to dzień przygotowań- ubierania choinki itd.

Najpopularniejsze i najpiękniejsze angielskie kolędy:
# Coventry Carol (XVI w.) zob.
# Joy to the world (XVIII w., muz. Haendel ) zob.
# Adeste Fideles – lub - O come all ye faithful (XVIII w. muz. Wade) zob.
# Ding Dong Merrily on High (muzyka Jehan Tabourot (1519-1593), tekst XIX w.) zob.
# Hark! The Herald Angels Sing (słowa Charles Wesley – 1739 r, śpiewana zwykle do melodii Felixa Mendelssohna-Bartholdy'ego z 1840 r.) zob.
# God Rest Ye Merry, Gentlemen (XIX w.) zob.

Do tego dnia dzieci piszą listy do Gwiazdora tradycyjnie wrzucane potem do kominka (płomienie powinny go wznieść w otwór wylotowy komina); jeśli list spali się trzeba go napisać raz jeszcze.




Właściwe świętowanie rozpoczyna się 25 XII (Christmas Day). Prezenty otwiera się rankiem, a wieczorem zasiada się do stołu świątecznego. Menu jest zupełnie inne niż w naszym kraju; brukselka, indyk, rozbef, smażone ziemniaki, gęś, śliwkowy pudding. W puddingu chowa się niespodzianki dla dzieci (monety symbolizują bogactwo, pierscień - staropanieństwo, itd). Inne niespodzianki zawiera tzw. christmas cracker przy każdym nakryciu - kolorowa kartonowa tuba zagięta na obu końcach, którą trzeba rozerwać, by dostać się do ukrytych słodyczy, zagadek i małych prezentów.
Od 1932 roku monarchowie brytyjscy wygłaszają bożonarodzeniowe orędzie do narodu.

26 XII to tzw. "Boxing Day" - od dawnego zwyczaju obdarowywania mleczarzy, gazeciarzy, śmieciarzy i pocztowców, dziś daje się im raczej napiwki.
Sezon świąteczny trwa jednak do 6 stycznia nast. roku.

piątek, 18 grudnia 2009

Dobry wg. Polaków, mierny wg. Anglików - czyli czy nie za dużo Normana Daviesa ?

Norman Davies wybrał RP na swą ojczyznę i jest naszym polskim zasłużonym obrońcą przeciw nieuzasadnionej krytyce i kłamliwej polityce historycznej innych państw wymierzonej przeciw Polsce i za to jesteśmy mu wdzięczni i tak też jest spójrzmy choćby na te cytaty:

Historia Polski, Węgier, Czech i wielu innych krajów uznawanych przez lata za znajdujące się w orbicie wpływów rosyjskich, za zacofane czy wręcz barbarzyńskie, została opisana na równych prawach z historią Francji, Niemiec, Anglii czy Rosji. Tym samym Davies stworzył wyłom w europejskiej historiografii; dla wielu jego wizja Europy ma wręcz charakter polityczny
. - independent.pl

Pomnikowa historia Polski God's Playground. A History of Poland (1981), która w Polsce stała się absolutnym bestsellerem (Boże igrzysko. Historia Polski, Znak 1989-1991), uzyskując dotychczas nakład przeszło 150 000 egzemplarzy, ściągała na autora niejednokrotnie gromy nieprzychylnie nastawionych do Polski historyków amerykańskich żydowskiego pochodzenia. Słynna jest już przygoda Daviesa z uniwersytetem w Stanford, na którym Davies starał się o profesurę. Profesury nie otrzymał, a zarzuty dotyczyły właśnie rzekomego "polonofilstwa" historyka, który przecież w swoich pracach nie szczędził Polsce słów gorzkich i prawdziwych.
independent.pl

i jeszcze to:

W 1996 roku Norman Davies przeszedł na emeryturę, poświęcając się wyłącznie pisaniu oraz - niechętnie - promocji swoich książek. Niedawno wydał The Isles. A History (1999), czyli Historię Wysp Brytyjskich. To kolejna książka, która zmusza historyków, głównie brytyjskich, do zmiany spojrzenia na swój kraj, na jego historię i korzenie tworzących go narodów. Davies, od dawna zresztą, przepowiada rozpad brytyjskiej Korony.
independent.pl

Czy jednak polonofilstwo Daviesa jest mitem? Wystarczy wspomnieć jego wypowiedzi na temat I RP youtube , które są wręcz laurkowe na zasadzie: "och jakże cudowny był to kraj, taki wolny, taki demokratyczny, taki wspaniały, taki wielonarodowy -ach och" Nie powinniśmy zapominać, że archaiczny i niewydolny system I RP, połączony z przekupnością polskich "szlacheckich demokratów" doprowadził do rozbiorów, które są - jak naucza szkoła krakowska od niemal 150 lat - naszą własną winą, bo każde państwo powinno przede wszystkim umieć przetrwać - więc cóż z tego, że "wolne" (a chłopi pańszczyźniani?) skoro niewydolne?



Przy okazji warto wspomnieć o raczej kiepskiej prasie Daviesa w Anglii, gdzie jest często uważany za nierzetelnego rewizjonistę. Zresztą przepowiadanie upadku własnego kraju, który go wychował jest co najmniej w złym guście.

Pomijając fakt, że Davies wieszczył też upadek UE - co zapewne jest też częściowo zabiegiem marketingowym, stwierdzić należy, że łatwo krytykować własne mieszkając nad Wisłą. Przy okazji warto zauważyć, że główne anglosaskie pochwały dla "Wysp" Daviesa pochodzą z USA zob., nacjonalistycznych środowisk celtyckich itd, a nie od Anglików.

To, że Davies uchodzi za znawcę dziejów Polski jest słuszne - uchodzi on za takiego także w Wielkiej Brytanii zob., ale czemu w Polsce uważamy go za specjalistę od historii Anglii? Tym na pewno Davies nie jest.

W jego ojczyźnie uważa się go za dekonstruktora historii Wielkiej Brytanii, który dowolnie bawi się dziejami swego kraju:

After toying with various names for the title of his book, such as the Anglo-Irish Archipelago and Europe's Offshore Islands, Davies opted for The Isles. He professes to find the concept of Britain confused and contradictory, because it can apply to the United Kingdom, to Great Britain, or the island of Britain. Motor vehicles, he complains, still drive with “GB” plates whose letters denote “an eighteenth century designation” which is “set in mental stone” when the state has long since become the United Kingdom.
Deconstructing History
Review of The Isles by Norman Davies

profesor Christopher Harvie i to na łamach independent.co.uk, czyli tej samej gazety, której polska edycja tak bałwochwalczo chwali Daviesa.

różne opinie brytyjskie o The Isles Książka bywa oceniana jako staroświecka, nierzetelna, rewizjonistyczna itd.

A oto jak książki Daviesa odbierają zwykli Brytyjcycy:

I don't like Norman Davies, but I have to give this book at least 4 stars.
Davies is another revisionist historian, but unlike most, he gives good justification for most of his revisions, and is a first rate historian when it comes to historiographical criticism. I think all history students should read the part of this book where Davies savages the previous historical writing about the United Kingdom. He obviously writes from a Celtic/catholic viewpoint
bloger Dhsparkman o książce Daviesa

Osobiście odnajduję w książce Daviesa wiele nieuzasadnionych skarg do Anglików za niewspieranie Szkotów przed Unią z 1707 roku. A niby czemu mieliby Anglicy ich wspierać? Przecież to była tak samo obcy kraj jak Francja, a unia personalna z 1603 roku nic tu nie zmieniła. Davies tak silnie walczy z marginalizacją celtyckich narodów w historiografii brytyjskiej, że przesadza niejednokrotnie w drugą stronę i to bardziej niż stara wigowska historiografia anglocentryczna.

Davies mieszkając w Polsce o kraju tym pisze dobrze, nawet czasem zbyt dobrze, natomiast, Anglikom serwuje swoją brutalną "prawdę" (mocno przerysowaną w wielu miejscach), choć sam jest nie Walijczykiem, lecz jak sam przyznaje Anglo-Walijczykiem. Taka postawa włącznie z wieszczeniem rozpadu UK nie powinna budzić sympatii.

wtorek, 8 grudnia 2009

Voltaire - konserwatysta i monarchista

Największy francuski filozof XVIII wieku jest postacią wzbudzającą kontrowersje. Najczęściej za jego spadkobierców uważają się osoby, którymi on sam zapewne by wzgardził – czyli lewicowcy (np. racjonalizm.pl). W moim tekście postanowiłem pozamawiać konserwatystów do wyrwania Voltaire’a z rąk lewicy.



Po pierwsze Voltaire nie był ateistą, lecz deistą, a to, wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu coś zupełnie innego. Ateiści są prawdziwymi przeciwnikami wiary w Boga, bo uważają, że taka wiara nie ma sensu. Deiści w Boga wierzą i to równie mocno, a czasem nawet mocniej niż praktykujący katolicy czy protestanci, lecz uważają podobnie jak ich mistrz, i faktyczny „wynalazca” deizmu, fanatycznie wręcz religijny Issac Newton, iż Bóg po stworzeniu świata i ustawieniu zegara czasu zostawił sprawy rządzenia planetą ludziom. Deista uważa więc, że Bóg istnieje i życie po śmierci również, lecz tu - na ziemi winniśmy zachowywać się tak, jakbyśmy nie mogli liczyć na Jego pomoc. Voltaire był najważniejszym popularyzatorem idei Newtona we Francji i jako popularyzator Newtona właśnie rozpoczął swoją karierę i żywot filozofa.

W przeciwieństwie do wielu filozofów francuskich mu współczesnych (np. teistów Helvetiusa, Diderota i d’Holbacha i komunistów Mably’ego, Mesliera i Morelleta) Voltaire doceniał rolę religii i wieszczył upadek obyczajów na skutek rugowania religii z życia publicznego. Kościoła nie lubił, tak jak wielu arystokratów swojego czasu (rodzina Voltaire’a aspirowała do statusu noblesse de robe i sam filozof dystansował się nieco od mieszczaństwa), jako instytucji wtrącającej się do spraw szlacheckich, czyli politycznych. Nie zapominajmy, że wówczas na prowincji typowa sytuacja było to, iż biskupi-hipokryci często utrzymujący kochanki doprowadzali do uwięzień liberałów z powodów osobistych, kłamiąc, iż liberałowie, z którymi weszli w zatarg „urągali Bogu” itd. Voltaire nie miał zrozumienia dla nietolerancji wynikającej z prywaty i politycznych aspiracji. Ganił zarówno nietolerancję katolicką, jak i protestancką, ortodoksyjną , żydowską czy islamską. Voltaire był bardzo często atakowany „z lewej strony” przez wspomnianych filozofów.

W podręcznikach przedstawiany jest fałszywy obraz Voltaire’a jako mieszczańskiego liberała, anglofila-konstytucjonalisty i kontestatora swoich czasów. Nigdy nie chwalił on jednak angielskiego parlamentaryzmu, przeciwnie drwił sobie z niego. W Londynie podobał mu się klimat tolerancji religijnej, wynikającej z rozsądku (20 religii sekt by mogło się nawzajem powyrzynać), a także to, że ludzie pióra współtworzyli żywą politykę i opinię publiczną – czyli słowem, ze ludzie tacy jak on mają w Wielkiej Brytanii sporo do powiedzenia, a przez instytucje nadawania statusu rycerza – knighthood , granica między szlachcicem a elita gminną jest łatwiejsza do przekroczenia. W ówczesnej Anglii gentlemanem zaczynano nazywać zarówno szlachcica wiejskiego z herbem, jak i wykształconego mieszczanina, zaś we Francji przejście do noblesse de robe odbywało się w ciągu życia kilku pokoleń, a gentilhomme musiał być człowiekiem z herbem.

Voltaire całe życie był zwolennikiem monarchii absolutnej z tolerancyjnym (oświeconym) władcą na czele. Pewne nadzieje wiązał z Fryderykiem Wielkim, władcą Prus, który wykorzystał filozofa do własnej propagandy, a czasem sam niestety urągał ideałom wolteriańskim. Dość powiedzieć, że w 1745 roku, jak podaje Stefan Zabieglik, Voltaire wyraził solidarność z jakobitami, czego jego angielscy wigowscy znajomi z lat 1727-1729 nigdy mu nie wybaczyli. Republikanizmu Voltaire nie znosił zarówno w jego wersji amerykańskiej (stary Diderot, Mercier, Condorcet, Jaucourt), ani protosocjalistycznej (Rousseau – zresztą religijny hipokryta trzykrotnie zmieniający wyznania – typowy pobożny socjalista, Mably, Morellet), w sporze Ludwik XV-parlamenty poparł króla, jako bodaj jedyny intelektualista pierwszego sortu. Choć aspirował do arystokratyzmu, nie akceptował wzmocnienia rządów szlachty kosztem wpływów króla (co postulował Montesquieu zostawiający jednak królowi pozycję sędziego rozstrzygającego spory kompetencyjne między różnymi władzami). Demokracja dla Voltaire’a była szaleństwem.


Voltaire’a interesowała wolność rozumiana jako obrona ludzkiej godności i prywatności, a nie jako wrzucanie karteczki do urn. Stąd nie chwalił Rzeczpospolitej z typowym dla niej upośledzeniem mieszczaństwa i chłopstwa, stad zapewne poparłby pomysły Kołłątaja i Dekerta , by jakieś „wąskie gardło” dla mieszczan aspirujących do stanu szlacheckiego wreszcie otwarto. Rewolucją Voltaire gardził, zresztą połączenie miedzy oświeceniem (reformą) a rewolucją to podział marksistowski odpowiadający fałszywemu lewicowemu obrazowi rzeczywistości; pamiętajmy słowa ks. Saliny z „Lamparta” : - „coś musi się zmienić by wszytko pozostało tak jak jest”.

W przeciwieństwie do hr. Boulainvillersa uważał, że szlachta musi być zasilana wybitnymi mieszczanami. Podobnie jak jego szkolny kolega i wieloletni przyjaciel markiz Rene d’Argenson, czy jeden z ludzi, których zainspirował – Vauvenargues. Voltaire pochwalał decentralizację i ganił hegemonię Paryża w kulturze francuskiej. Zastanawiało go, dlaczego akademia marsylska jest jak grzeczna dziewczyna, że nic o niej nie słychać. Paryż do dziś jak rak toczy całą Francję, tłamsząc nie-stołeczne inicjatywy kulturalne, a więc obawy Voltaire’a jest ciągle aktualne. Filozof ten był znacznie bliżej problemów ludu i prowincji niż każdy inny filozof francuski tego czasu. Angażował się w sprawy prowincji, bronił wiary w Boga przed kretynami, którzy dla dobra ludu, chcieli go pozbawić wpływów Kościoła, widział wyraźnie związki na linii religia-moralność ( jeśli nawet nie stanowiły one głównego tematu jego rozważań jak u np. Burke’a) i nie uciekał do tematów zastępczych, głosząc potrzebę reformy ustroju w konkretnych dziedzinach. Pamiętajmy również, że żył on w czasach , gdy Kościół był nadal wielką siłą polityczną, stąd jego polemiki z tymi, którzy chcieli podtrzymać dotychczasowy ścisły związek ołtarza i tronu (Palissot, Freron).

Moim zdaniem był więc i jest Voltaire patronem prawicy laickiej , tak samo jak np. Hume, Spencer czy Tocqueville, a arystokratyczni liberałowie, doceniający konserwatywne wartości – to prawica. Nie oddawajmy zatem Voltaire’a lewicy, z którą nic go nie, tak naprawdę nie łączy!

Największa zbrodnia w dziejach ludzkości - pobór powszechny

W innym moim tekście: „Dlaczego monarchia jest lepsza od demokracji” pisałem, że w monarchii sprawy wojska i wojna ograniczają się do królewskich sił wojskowych i nie angażują całego narodu, podczas gdy demokratyczny pobór powszechny przyniósł rzezie czasów napoleońskich i I wojny światowej (prowadzonej przez demokratycznych ministrów i demokratycznych ministrów marionetkowych cesarzy). Pisarz Laurence Sterne bawiący we Francji w czasach wojny siedmioletniej nie wiedział nawet, ze jest wojna, bo wojna to sprawa książąt – nie ludu. Lud nie ma w niej nic do wygrania, więc takie postawienie sprawy jest uczciwe.

Przed 1789 rokiem większość ludzi nie znała nieszczęść wojny; przeciwnie – sami żołnierze szli czasem na nią z radością, byli to żołnierze zawodowi bądź najemnicy, a wojna była ich zawodem – szansą na społeczne wybicie się i świadomie podejmowanym ryzykiem. Kilka kilometrów od frontu nie wiedziano nawet czasem, iż trwają walki (P. Gaxotte).



Przed rewolucją francuską przymusowy pobór był zjawiskiem rzadkim i marginalnym; republikanie francuscy uczynili z wojny obowiązek każdego, nawet człowieka, który nigdy nie widział karabinu czy muszkietu – człowiek taki otrzymuje w momencie poboru – „idź i daj się zabić komuś, kto włada bronią lepiej od ciebie”. Moralnie jest to całkowicie nie do przyjęcia. Państwo zabija w ten sposób z premedytacją własnego obywatela.

Totalitaryzmy wynikły tylko z tego, że dyktatorzy zauważyli, że skoro wojna nie toczy się do ostatniego żołnierza lecz do ostatniego kowala, piekarza czy pianisty to może by tak zabić go zanim dostanie do swych drżących rąk karabin a na nienawykły do wojennych trudów grzbiet – mundur, kraju, którzy żąda od niego by dał się zabić? Po I wojnie światowej wielu wojskowych darzyło cywilów niechęcią, że choć sami byli cywilami musieli zginąć jako żołnierze – wiec komunizm, faszyzm i nazizm zbudowali właśnie tacy niezadowoleni maruderzy-kombatanci (pięknie o tym pisał Z. Kałużyński w „Pamiętniku Orchidei”).

Dlatego ważne jest wyznaczenie granicy miedzy państwem a obywatelami i dlatego należy popierać wojsko w 100 % zawodowe.

Leibniz, Kant i osłabienie wiary ludzkości we własne siły

Nie jestem filozofem, lecz historykiem zajmującym się nowożytną kulturą polityczną, dlatego interesują mnie nie tyle teorie filozoficzne, lecz skutki wiary w ich słuszność, co z kolei, rzadziej zajmuje filozofów niż powinno.



Ludzkość wiele zawdzięcza filozofom; trudno sobie wyobrazić nasz świat bez Arystotelesa, Św. Tomasza, Ockhama, Descartesa, Hume’a czy Voltaire’a, lecz wielu filozofów nie myślało dostatecznie o ewentualnych szkodliwych następstwach swych ideologii; jak Spinoza, który gromił wyrzuty sumienia jako zachowanie autodestrukcyjne wobec tego, kto je odczuwa, lub Helvetius starający się obalić moralność jako pozytywną wartość.

Leibniz był wielkim filozofem, nazywanym ze względu na swe rozliczne zainteresowania „ostatnim człowiekiem, który wiedział wszystko” (od kopalnictwa po dyplomację). Stworzył on ostatni spójny system filozoficzny nie pachnący prymitywizmem tak jak manicheizm heglowski (atrakcyjny filozoficznie ale nieprzydatny i wewnętrznie sprzeczny), lecz rzeczywiście spójny wewnętrznie. Jednak w pewnym stopniu był to pierwszy filozof ograniczający zaufanie ludzkości we własne siły; ponieważ stwierdzał, iż każda jednostka ma z góry określone możliwości intelektualne i poza nie wyjdzie – każda monada jest, jak byśmy dziś powiedzieli, zaprogramowana do czynów wielkich lub mniejszych.




Mimo to Leibniz był jednak przyjacielem nauki i ludzkości gdyż podzielał zdrowy barokowy pogląd o tym, że wiedza jest sumą informacji z różnych dziedzin, i że prawda jest poznawalna niczym wielkie ciastko, które można dotknąć i którego można posmakować, podczas gdy Kant zwątpił w tą możliwość i stwierdził, ze właściwie nigdy nie badamy prawdy i rzeczywistości lecz jedynie siebie, a więc – jakby powiedział jeden z kantystów – robimy sobie nieustanną psychoanalizę. Czy taka ludzkość, która wątpi w możliwość poznania prawdy może się rozwijać? Stawiam więc tezę, że Kant był najszkodliwszym pasożytem w historii filozofii i ludzkości i zamiast stawiać mu pomniki, powinniśmy o nim jak najszybciej zapomnieć.

poniedziałek, 30 listopada 2009

Zdeideologizowana historia świata w pigułce

Wszyscy popierają de-ideologizowanie historii i słusznie, ale czy jesteście państwo w stanie znieść dzieje oddarte ze wszystkich idei? Ja zajmuję się tym zawodowo i wiem, że ludzie nie rozumieją historii pozbawionej mitów, bo jak by ona wyglądała? - otóż musiałaby na początek zostać osnuta wobec kilkunastu banalnych i łatwych do potwierdzenia źródłowo konstatacji, które wprawią wielu w osłupienie a nawet gniew - mimo to proszę bardzo:

1. Chrześcijaństwo stanowiło w dużym stopniu religię ludzi wyjętych spod prawa; żebraków i quasi-rewolucjonistów występujących przeciwko "prawowiernym" (wierzącym w Jupitera i Junonę) patrycjuszom rzymskim - najgodniejszym mieszkańcom imperium.

2. masoneria i narodowcy to w zasadzie jedno środowisko - demokratów obalających XIX-wieczne monarchie a wiec skąd ta wrogość ludzi określających się jako narodowcy do masonów? Wrogość to czy konkurencja?

3. Niemal wszyscy ideologowie socjalizmu i pracy nie musieli pracować i chcieli by nikt nigdy nie musiał - stworzyli więc socjalizm - religię nieróbstwa. Egalitaryzm stworzony przez elitę.

4. Konserwatyzm jest w dużym stopniu dzieckiem oświecenia a katolicyzm nie troszczył się kiedyś wiele o zachowanie tradycji.

5. II wojna światowa to wojna Niemców z USA i to wojna ideologiczna reszta krajów praktycznie się tu nie liczy. (Spengler)

6. Lincoln nie myślał o niewolnikach i ich niedoli tylko rękami murzynów pobił armie konfederacji i wreszcie stworzył upragnione centralistyczne państwo narodowe a la Mazzini. (Th Woods)

7. rewolucja amerykańska wybuchła dlatego, że paniczowie z Wirginii nie chcieli oddać długów zaciągniętych u Brytyjskich kupców. (m.in. Libiszowska)

8. sankiuloci to w dużej mierze byli rzemieślnicy którzy stracili źródło zarobku gdy wygilotynowano arystokratów.

9. Ludwik XVI popełnił tylko jeden błąd - nie kazał strzelać gdy jeszcze mógł - był za dobry jak na swój naród i swoje czasy. (trad. rojalist.)

10. I Rzeczpospolita była od XVI wieku zupełnym przeżytkiem - jedyni konstruktywni królowie Polski od tego czasu to ci, którzy chcieli zrobić z niej prawdziwą monarchię : Walezy i Sasi - akurat ci, kt. polska historiografia opluwa.

11. liberalizm od czasów Milla utożsamia wolność z wrzucaniem kartki do głosowania do urny, a podatki coraz większe... (I. Berlin etc.)

12. Piotr Wielki zrobił z Rosji potęgę, ale najpierw musiała ona przestać być Rosją - czasem tak trzeba.

13. rewolucja francuska wybuchła bo każdy miał pomysł na reformę (Arthur Young)

14. nie ma różnicy miedzy Robespierrem ateistą i Savonarolą - katolikiem co do metod działania

15. nie ma różnicy między Chmielnickim a Washingtonem. (M. Franz)

16. I wojna światowa wybuchła bo ludzie wtedy umierali z nudów. (F. Mitterand)

17. Dlaczego w Szczecinie jest ulica Krzywoustego, który rabował i wyrzynał Pomorzan?

18. duch prawicy to duch rycerstwa, a nie Kościoła, który często zbaczał w stronę swoistego komunizmu (monastycyzm) lub rewolucjonizmu - "zostaw wszystko co masz, rozdaj ubogim (jak rozda to będą bogaci) i idź za mną".

19. Ludwik XIV nie wiedział ile zarabiają jego poddani dlatego by ich nie drażnić podatki były niskie (ok 10%). Demokracje współczesne mają ową wiedzę więc podatki wynoszą 20-80% (Gaxotte etc.)

20. Monarchiści nie chcą rządzić lecz być dobrze rządzeni, tego demokrata nie rozumie bo on właśnie chce (współ)rządzić. (Waszkiewicz)

myślę, że na razie wystarczy. W połowie tylko moje teorie. Trudne do strawienia choć prawdziwe, lub do prawdy zbliżone. Tak wygląda historia pozbawiona mitów i sprowadzona do zasady: kto?-kiedy?-co?-po co? Myślę, że warto poznawać prawdę historyczną, mimo iż uczy nas ona nie tyle, że historia lubi się powtarzać - bo tak nie jest, ale tego, że wczorajsi mordercy są dzisiejszymi świętymi, a to w co wierzyliśmy świecie okazuje się zwykle jeśli nie kłamstwem to przynajmniej manipulacją. Prawda jest jednak ważniejsza niż mity - nawet te najpiękniejsze.

piątek, 27 listopada 2009

Mit o "złych" Sasach i "genialnym" sarmacie

W Polsce mamy do czynienia z powieściowo-filmowym trudnym do przezwyciężenia mitem pochodzenia pruskiego dotyczącego rzekomej słabości rządów saskiej dynastii Wettinów i równie rzekomego upadku Rzeczpospolitej w latach 1697-1763. Człowiekiem, który przyczynił się do tego stanu rzeczy był Józef Ignacy Kraszewski, który (w powieściach: „Hrabina Cosel”, „Brühl”, „Z siedmioletniej wojny”) ośmieszał wygórowane, jego zdaniem ambicje Wettinów. Stąd w naszej wyobraźni utrwalony jest obraz Augusta II jako nierozsądnego lowelasa kupczącego polską ziemią i prymitywnego, głupawego Augusta III, którego interesuje jedynie czy jego minister Heinrich von Brühl (1700-1763), główny saski minister od 1738 roku ma pieniądze (sakramentalne pytanie zadawane podobno co rano przez władcę, który skądinąd ponoć nie lubił zajmować się sprawami państwowymi: Habe Ich noch Geld Brühl?. Ten negatywny stereotyp utrwaliły w Polsce ekranizacja Hrabina Cosel (1968) i nakręcone w NRD trzy filmy z serii: Sachsens Glanz Und Preußens Gloria; Gräffin Cosel (1983), Brühl (1985) i Aus Dem Siebenjahrigen Krieg (1987) Hansa-Joachima Kasprzika.

Jako pierwszy, wyłom w tym micie nieudolnych Wettinów uczynił Jacek Staszewski , największy dziś badacz epoki saskiej w Polsce. Niedawno zaś jego śladem poszli Sławomir Suchodolski i Dariusz Ostapowicz . Okazuje się, że August II nie tylko nie handlował polska ziemią, ale zabezpieczył ziemie odzyskane od Turków (1699), czego nie potrafił zabezpieczyć mimo wiktorii wiedeńskiej „bohater” Jan III Sobieski. August obronił też Elbląg przed zakusami Prus wysyłając tam swe saskie wojska. Chwilami można mieć wrażenie, że pomagał Polsce i walczył o jej interesy wbrew woli nie umiejących myśleć racjonalnie Polakom. W ten sposób dotrzymał, znów w odróżnieniu od Sobieskiego, zobowiązań elekcyjnych. August II musiał być znakomitym politykiem, skoro obmyślił koalicję anty-szwedzką .

Sam przydomek „Mocny” nadali Augustowi XIX-wieczni historycy sascy broniąc się przed wpływami propagandy fryderycjańskiej i historiografii pruskiej, które przedstawiały Wettinów jako kiepskich polityków. Król Prus Fryderyk II (pan. 1740-1786) czynił to z całą premedytacją, fałszując treść przechwyconych w zdobytym (1757) Dreźnie dokumentów ministra Brühla i publikując anonimowy paszkwil pt: Życie i natura hrabiego B . , stąd właśnie wzięła się opinia o nim jako o chciwcu i karierowiczu, który opętał nieudolnego Augusta III. Historia pruska i Kraszewski, darzący niechęcią wszystkich Niemców, (wszak były to czasy zaborów) w tym Bogu ducha winnych Sasów nadali propagandzie pozory prawdy.



Suchodolski i Ostapowicz udowadniają, że każdego dnia od 3:00 rano do 12:00 August III zajmował się sprawami Polski i Saksonii , bynajmniej nie był miłośnikiem prymitywnych rozrywek, lecz koneserem sztuki i zwolennikiem Oświecenia. Nie dawał też Brühlowi tak wielkiej władzy, jak przedstawiał to Kraszewski. Bardzo ważnym doradcą monarchy był hrabia Joseph von Wackerbarth-Salmour (1685-1761), z którym August konsultował się codziennie miedzy 7:00 a 8:00. Reformy Augusta III w Polsce z trzeciego dziesięciolecia jego panowania wróżyły dobrze. Propaganda pruska, wsparta powieściami Kraszewskiego i ich ekranizacjami jest jednak trudna do wykorzenienia.

Suchodolski i Ostapowicz pokazują także przypadek przeciwny; króla, którego historycy i pisarze uczynili bohaterem, choć on sam był właśnie karierowiczem i wielokrotnym zdrajcą. Już Henryk Sienkiewicz maskował jego zdradę w czasach Potopu szwedzkiego, wspominając jedynie o zdradzie starosty jaworowskiego. A kimże był ten starosta? Był to właśnie Sobieski, którego imienia Sienkiewicz nie chciał kalać zdradą, lecz zdrady tej magnat niewątpliwie się dopuścił. Niestety później zdradzał też Rzeczpospolitą będąc (dosłownie) na jurgielcie Francji i forsując w Polsce nielegalnymi metodami kandydatury niepopularnych francuskich kandydatów. Zaś, będąc już u władzy pokazał, że interesuje go nie tyle dobro Rzeczpospolitej, ile własna legenda pogromcy Turków, których fanatycznie i irracjonalnie nienawidził , dlatego m.in. poszedł pod sam Wiedeń (1683), choć rozsądniej ze strategicznego punktu widzenia byłby atak na Turków na innym odcinku, by doprowadzić do podziału ich sił, czego oni sami panicznie się obawiali. Niektórzy Historycy dokonywali i niestety nadal dokonują nieprawdopodobnych słownych wygibasów by wybielać Sobieskiego (bo Polak) i oczerniać Sasów (bo obcy, a co gorsza Niemcy)., mimo iż to za Wettinów Polska podniosła się ekonomicznie i cywilizacyjnie. Jak powiedział cytowany przez Suchodolskiego i Ostapowicza Norman Davies; „można wybaczyć człowiekowi, który pomyśli, że mity bywają potężniejsze od historii”. Można jedynie wyrazić nadzieję, że wysiłki Staszewskiego, Suchodolskiego i Ostapowicza nie pójdą na marne. Na razie jedyne o co twórcy filmowi odważyli się zaczepić Sobieskiego to jego pantoflarstwo względem małżonki Marii („Ojciec Królowej” (1979)) podczas gdy na Sasów posypały się niezasłużone gromy.

Konwencja, jaką Kraszewski przyjął w „hrabinie Cosel” – skrzywdzonego Kopciuszka, również obciąża władcę. Pisarz uczynił z Anny Konstancji Hoym (1680-1765) niemieckiej poddanej króla Duńskiego niemal polską patriotkę, co prawdopodobnie wiąże się z tym, że wyraziła kiedyś pogląd, że unia z Polska jest szkodliwa dla Saksonii, a Polacy powinni mieć króla-Polaka , ale kim ona była by jej słowo coś tu miało znaczyć? Kraszewski po prostu wybrał ja na swą bohaterkę pozytywną i jednocześnie na narratora, który krytykuje domniemane zepsucie swych czasów. Cosel uchodząca za jedną z najpiękniejszych i najinteligentniejszych kobiet XVIII stulecia świetnie się do tej roli literackiej nadawała, lecz nie ma to nic wspólnego z historyczną prawdą. Cosel do śmierci Augusta była w nim zakochana, lecz musiała odejść z dworu, ponieważ minister Jacob Heinrich von Fleming (1667-1728) nie tolerował jej wtrącania się do polityki, którego nie przewidział przedstawiając ją królowi w 1704 roku. Pod wpływem Fleminga, August II poprosił ją o zwrot kontraktu ślubnego. By uczynić zadość tym „prośbom” Cosel pojechała m.in. do Berlina (1713). W Wittenberdze została pojmana jako zdrajczyni. W 1716 osadzono ją na zamku w Stolpen, gdzie przebywała do śmierci.

Wybór narratora, czy głównego bohatera zwykle przesądza o przesłaniu powieści czy filmu. Wszyscy pamiętamy austriacką trylogię; Sissi (1955, 1956, 1957), w reżyserii Ernsta Marischki z boską Romy Schneider w roli głównej, opowiadający o losach Elżbiety Bawarskiej (1837-1898), małżonki (od 1854 r.) Franciszka Józefa, cesarza Austrii (pan. 1848-1916). Warto zadać tu retoryczne pytanie dlaczego to ona a nie Franciszek Józef jest głównym bohaterem? Film został nakręcony w konwencji Kopciuszka, który wyrwany z sielskiej Bawarii nie może się przystosować do życia na dworze wiedeńskim.

Musimy zatem zdecydować; czy wierzyć specjalistom, czy bajkopisarzowi Kraszewskiemu, pruskim propagandzistom i rozmaitym filmidłom.

środa, 28 października 2009

Konflikt dwóch światów. Terezjańscy i józefińscy biurokraci w Galicji (1772-1790)

Osiemnastowieczna Austria była osobliwym państwem składającym się z wielu niepodobnych do siebie nawzajem prowincji, którymi handlowała z innymi państwami. W roku 1714 gdy trwały rozmowy pokojowe zakończone w końcu traktatem pokojowym kończącym Wojnę o hiszpańska sukcesję (1702-1714) delegacja austriacka i Cesarz Karol VI (1711-1740) forsowali pomysł zamiany Austriackich Niderlandów (Belgii) uzyskanych od Hiszpanii na Bawarię położoną bliżej Wiednia a wiec bardziej możliwą do związania z tą metropolią. Wówczas ani bawarscy Wittelsbachowie ani nikt inny nie poparł tego projektu. Wiedeń nie wyrzekł się jednak podobnych planów na przyszłość.
Wszystkie prowincje jakie przynależały do państwa Marii Teresy (1740-1780) możnaby podzielić na dwie kategorie; prowincje związane z dziełem wzbogacenia kraju i prowincje użyteczne w wypadku możliwości zamiany ich na bardziej pożądane obszary.

Do pierwszej kategorii wypada zaliczyć Lombardię uzyskaną, tak jak Belgia, kosztem Hiszpanów na podstawie tego samego traktatu. Nie ma wątpliwości, że prowincje włoskie, a zwłaszcza Triest, będący dla Wiednia oknem otwartym na handel lewantyński ożywiał austriackie aspiracje gospodarcze tak jak nie mogła tego uczynić Belgia, ponieważ Holendrzy i Brytyjczycy nie pozwolili Karolowi VI na rozwijanie baz dla handlu dalekomorskiego w tym regionie . Na rozwój handlu w Trieście Wiedeń wydawał miliony guldenów .

Galicja, na teren której z początkiem lipca 1772 roku wkroczył generał hrabia Andreas Hadik von Putak (1710-1790), Węgier z pochodzenia i późniejszy drugi gubernator Galicji, miała według planów Marii Teresy należeć do kategorii drugiej. Hrabia Hadik stanął w Skniłówku pod Lwowem. Miał on pilnować by po finalizacji układów rozbiorowych Rosjanie wynieśli się odpowiednio szybko z przejmowanych terenów . 14 września kpt. Braun zebrał w ratuszu wszystkich urzędników cywilnych. Następnego dnia Rosjanie wycofali się a Austriacy wkroczyli do miasta. Hadik uradził na swe potrzeby mieszkanie na lwowskim Kreczetnikowie. Żołnierze zostali zakwaterowani w arsenale i w mieszkaniach cywilnych .

Józef II Dopuszczony do władzy obok Marii Teresy jako współregent w roku 1765 miał inne niż matka wyobrażenie o korzyściach z nowych nabytków terytorialnych. Chciał on bowiem wykorzystać spolegliwość Galicjan w swym dziele cywilizacyjnego i administracyjnego ujednolicania imperium habsburskiego. Dokładał on starań by porzucili oni marzenia o „wariancie węgierskim”.

Zazwyczaj Józef II popierał politykę matki i stanowił dla niej nieocenioną pomoc, z czasem jednak stworzył on własne stronnictwo w ramach Dworskiej Rady Wojennej (Hofkriegsrat) i Rady Państwa (Staatsrat) utworzonej w 1761 roku, będącymi naczelnymi organami władzy w państwie Habsburgów. Po śmierci zdolnego marszałka Leopolda Josepha Dauna (1705-1766), który kierował Hofkriegsrat od roku 1762 zamyślał przejąć całość spraw wojskowych, jednak matka nie ufała mu na tyle by na to przystać, więc następcą Dauna został hrabia Franz Moritz von Lacy (1725-1801), który dopiero w 1774 roku został za sprawą Józefa odwołany . W 1765 roku zmarł również kanclerz hr. Friedrich Wilhelm von Haugwitz (1702-1765), który wraz z samą monarchinią przewodził tradycjonalistycznemu skrzydłu polityki austriackiej, podczas gdy Józef II i kierujący dyplomacją hr. Wenzel Anton von Kaunitz (1711-1795) tworzyli stronnictwo nowatorskie.

W tych latach Maria Teresa coraz chętniej słuchała rad syna, również tych, które zapowiadały nadchodzący józefinizm. Pierwsze memoriały skierowane do państwa dotyczące potrzebnej reformy zakonów i kleru w oparciu o ich podporządkowanie władzy państwowej tworzyli jeszcze za życia cesarzowej przedstawiciele austriackiego Katholische Aufklärung; jezuita Michael Denis (1729-1800), profesor prawa Paul Josef Riegger (1705-1775), inny prawnik Karl Anton Martini (1726-1800) i znakomity Josef von Sonnenfels (1733-1817) .

Sama Maria Teresa zapoczątkowała kolonizacje terenów Galicji, choć trzeba przyznać, że jakkolwiek popierała ona usilnie kolonizację niemiecką na Węgrzech tak Galicję traktowała ona ciągle jako ziemię do wymiany i dopiero trudności w prowadzonej stale od końca XVII wieku chaotycznej kolonizacji terenów węgierskich, skłoniły ją do zmiany zdania . Wojna o sukcesję bawarską (1778-1779), podczas której o mało nie doszło do nowej wojny z pruskim „sojusznikiem” i kolejna tym razem już prowadzona głównie przez Józefa II nieudana próba zamiany Belgii na Bawarię spowodowało, że na Bärenland („kraina niedźwiedzi”), jak określano polski nabytek terytorialny, spojrzano jako na nowy rezerwuar sił dla państwa Habsburgów a nie jak na ziemię z których należy wycisnąć co się tylko da przed wymianą na bogatą Bawarię. Pod sam koniec XVIII wieku określano Galicję jako jedną z najpiękniejszych prowincji austriackich, która przynosiła kasie habsburskiej ponad milion guldenów rocznie . Być może to niewiele w porównaniu z Belgią (Niderlandami Austriackimi) , która dawała 5. 000. 000 guldenów dochodu już w roku 1749, lecz porównywalnie z rocznym dochodem z pozornie bogatszej Lombardii.

Pierwszym gubernatorem Galicji (od września 1772 do stycznia 1774 roku) został hrabia Johann Baptist Anton von Pergen, urodzony w 1725 roku w Wiedniu, gdzie również zmarł w 1814, późniejszy Statthalter (namiestnik) arcyksięstwa Austrii (1782-1790), twórca tajnej policji wiedeńskiej i pierwszy formalny Polizeiminister od roku 1804.



Pergen był także jednym z reformatorów austriackiego Oświecenia, choć przedstawione przezeń w 1773 roku pomysły odrzucono na rzecz projektów wspomnianego już Martiniego. Hrabia należał do rodziny o licznych koligacjach. Wcześniejszymi wybitnymi przedstawicielami tego rodu, byli hrabia Johann Baptist von Pergen (1656-1742), a także hrabia Johann Ferdinand Wilhelm von Pergen (1684-1766), komisarze Dolnej Austrii (Niederösterreich). Pergen został mianowany za plecami Józefa II dlatego nie cieszył się jego sympatią. Był znany jako dość kiepski administrator, więc nie powierzono mu kontroli nad siłami zbrojnymi co zazwyczaj leżało w gestii gubernatora, lecz pozostawiono dowództwo Andreasowi hr. Hadik.
Pergen wielokrotnie się na to uskarżał w swych listach do Wiednia . Był on człowiekiem dobrze znającym ludzi i ich słabości. Potrafił przypodobać się magnatom przez szacunek dla ich drażliwości w sprawach honoru i dla innych dziwactw .
W dniu 4 października 1772 roku dokonał uroczystego przejęcia Galicji przez nowe władze Tego dnia napisał on do kanclerza Kaunitza list w którym donosił o tym ważnym wydarzeniu: „…Mam zaszczyt zakomunikować posłusznie miłą wiadomość, że w tutejszym mieście Lwowie (…) miał miejsce dzisiaj uroczysty akt objęcia w posiadanie całego naszego dystryktu w tym kraju (…) dziś nie tylko asystował cały kler i Magistrat z wyjątkiem jednego starosty, który prawdopodobnie z osobliwego przywiązania do Króla [Stanisława Augusta – P.N.] (…) usprawiedliwił swa nieobecność chorobą (…) sufragan odśpiewał sumę, po niej Te Deum i odprawił modły za pomyślność Cesarskich Mości; wszystko zakończyło się w zupełnym porządku zwykłą salwą armatnią i karabinową. Ten porządek i spokój (…) mogę przypisać wyłącznie zarządzeniom wydanym z największą gorliwością i przezornością przez generała artylerii hrabiego Hadika …” Dalej Pergen delikatnie krytykował swego konkurenta Hadika za to, iż nie wykrył on kto stał za nielicznymi aktami wrogości wobec nowych władz, podsycanymi, jak uważał Pergen, przez Warszawę .

Uroczystego zhołdowania stanów galicyjskich (Homagium, Huldigung) dokonano dopiero w rok później – dnia 29 grudnia 1773 roku. Hołd składany był kolejno klasami, przy czym Austriacy podzieli Galicjan na pięć klas; Kler, szlachtę (possesionata), miasta, miasteczka i wsie, gminy żydowskie. Pergen uwzględniał wrażliwość szlachty i dbał by hołdowała ona według rangi a nie alfabetycznie co mogłoby być dla niej drażniące. Podobnie postąpiono w przypadku Kleru . Sama uroczystość rozczarowała jednak nieco szlachtę. Magnaci i rycerze mieli nadzieję przysięgać przed samym władcą a nie przed jego urzędnikami. Spodziewali się, ze ich przywileje będą potwierdzone, musieli się jednak zadowolić powierzeniem ich w opiekę zaborcy. Nie pomogły przygotowywane przez cały rok i składane przez pro-stanisławowskich szlachciców memoriały, w których postulowali otrzymanie tych samych przywilejów jakimi cieszyła się szlachta węgierska. Chcieli również zniesienia opłat celnych z Węgrami by swobodniej handlować.

Pergen i jego podwładni traktowali ich wprawdzie z wyszukaną grzecznością, lecz niczego nie obiecywali . Już w liście do Kaunitza z 24 grudnia Pergen obiecywał zrobić wszystko by ugasić nadzieje na przywileje: „…dam taką odpowiedź, która im odejmie rozpowszechnioną tu od niejakiego czasu nadzieję otrzymania rządów na wzór węgierski …” Sam gubernator próbował dołączyć do listy zhołdowanych samego Króla Stanisława Augusta, lecz wobec oporu nieszczęsnego monarchy poprzestał na domaganiu się homagium w imieniu Króla przez królewskiego urzędnika.

Gubernator nie pozwolił sobie na spoczynek na laurach będąc świadomym nieustannej potrzeby umacniania władzy Wiednia nad Galicją. Za największy problem uważał nieprzygotowanie szlachty na zmianę ustroju, która nadeszła wraz z rozbiorem: „…trudności zwiększają się jeszcze, jeżeli prawodawca kraju, przechodzącego od republikańskiego ustroju pod rząd monarchiczny, musi walczyć z zepsuciem obyczajów, z prywatą pozbawionej przywilejów oligarchii, a nawet z nikczemnością, zwłaszcza jeżeli pragnie, aby prawa odpowiadały życzeniom roztropnej albo uciśnionej części narodu …”. Pergen uważał poskromienie szlachty za fakt korzystny również dla samych Galicjan. Stwierdzał, ze ludność odpocznie pod rządami austriackimi po pięciu latach panoszenia się Rosjan pacyfikujących region po pokonaniu Konfederacji Barskiej .
„Uciśnieni” byli to mieszczanie i innowiercy dla których urzędnicy gubernatora od początku byli bardzo serdeczni, lecz nawet wśród katolickiej i sarmackiej szlachty znalazło się wielu szukających wsparcia gubernatora i ofiarujących mu swą pomoc. W kolejnym liście Pergena do Kaunitza, z dnia 7 stycznia 1774 roku, Pergen wymienia jako pozyskanych dla wiedeńskiego dworu pp.; Trembińskiego, Hordyńskiego, Ankwicza, Radziewicza, Ulińskiego, Skarbka, a także cały kler, hrabiego Potockiego, hrabinę Kossakowską, hrabinę Moszyńską i hrabinę Kantakuzenę.

Hrabia Pergen poradził więc sobie dobrze, lecz nie uchroniło go to przed oddaniem (na skutek nacisków Józefa II i Kaunitza), stanowiska hr. Andreasowi Hadikowi, który został jeszcze w styczniu drugim gubernatorem Galicji i pozostał nim aż do czerwca 1774 roku. Pergena czekały jednak inne zadania w austriackiej stolicy. Sytuacja galicyjska 1774 roku doświadczała pewnych zgrzytów. Urzędnicy austriaccy, których przywiózł w 1773 roku do Galicji hr. Koczan nie należeli do urzędniczej śmietanki austriackiej. Wielu z nich było butnymi karierowiczami nie myślącymi respektować przykazań grzeczności wobec polskiej szlachty a zwłaszcza magnatów. Często szydzili oni z polskich patriotycznych przekonań (polnischer waspan), jakby samo istnienie aparatu biurokratycznego wydającego tysiące dokumentów spisanych w niezrozumiałym dla Galicjan języku niemieckim nie było dla nich wystarczająco uciążliwym . Władysław Łoziński w swych Galicjana przytaczał szereg przypadków awantur pomiędzy austriackimi Kreishauptmannami (szefami cyrkułów na jakie podzielono ziemie galicyjskie na obraz innych państw Habsburgów) a szlachtą, choć większość z nich wydarzyła się już za samodzielnego panowania Józefa II.
Poeta Franciszek Karpiński (1741-1825) miał w swym pamiętniku opisać scenę kiedy to Kreishauptmann brzeżański kazał szlachcie długo antyszambrować, po czym odezwał się do nich tylko kilku słowami karząc im zachowywać przepisy cesarskie. Poeta opisywał też przypadek gdy lwowski urzędnik austriacki Ferdinand, niegdyś lokaj w Wiedniu, uderzył szlachcica galicyjskiego biczem w twarz, za co ten zamknął go na całą noc w chlewie. Wiele awantur z Austriakami urządzał także hrabia Józef Gozdzki herbu Doliwa, który pokłócił się na przyjęciu u gubernatora hr. Brygido z lwowskim Kreishauptmannem Guicciardim. Poprzedni lwowski Kreishauptmann hr. Rudolf Strassoldo potrafił o wiele lepiej dogadać się z szlachta polską, lecz pewnego ranka 1781 roku zdefraudował pieniądze urzędu i uciekł do Turcji . Gozdzki został ukarany grzywną za nieprzyjemny figiel spłatany innemu urzędnikowi nazwiskiem Haan . Kasztelanowa kamieńska Katarzyna Kossakowska (1722-1803) często skarżyła się Pergenowi i Marii Teresie na jego podwładnych czyniąc to z sarkazmem i humorem. Mawiała, że Wiedeń stał się bezpieczny gdy „…z wszystkich przestępców zrobiono urzędników…” w Galicji . Przypadek hr. Strassoldo wskazuje, że miała nieco racji.

Ostrożność Pergena dotyczyła także osławionej kolonizacji niemieckiej w Galicji. Prywatna kolonizację tych ziem rozpoczął już w 1750 roku, za zgodą hrabiego Stanisława Augusta Poniatowskiego, Niemiec Rudolf Ötykier . W odpowiedzi na list Kaunitza z 20 października 1772 roku, Pergen wyraził się sceptycznie co do możliwości kolonizacji. Odtąd już ciągle starał się ograniczyć jej rozmiary nie chcąc spowodować niepokojów religijnych, do jakich mogłoby dojść w przypadki kolonizacji większej liczby protestanckich Niemców w katolickiej Galicji. Maria Teresa podzielała te obawy i przychyliła się do jego argumentacji. Sam Pergen pracował jednak nad odpowiednim „patentem osiedleńczym” (Ansiedlungspatent), który został już ogłoszony po jego ustąpieniu ze stanowiska gubernatora.



Drugi gubernator hr. Andreas Hadik von Futak urzędował jedynie do czerwca 1774 roku. Dla tego węgierskiego generała odznaczonego podczas Wojny Siedmioletniej (1756-1763) Gubernium lwowskie nie było żadnym specjalnym zaszczytem. Jeszcze w tym samym roku został on najwyższym urzędnikiem po kanclerzu w państwie Habsburgów prezydentem Nadwornej Rady Wojennej (Hofkriegsrat), którym pozostał aż do swej śmierci w 1790 roku.

Trzecim gubernatorem Galicji został w czerwcu 1774 roku książe Heinrich Joseph Johann von Auersperg (1697-1783). Ten już wówczas wiekowy arystokrata był ostatnim gubernatorem z nadania Marii Teresy. W czerwcu 1780 roku, na pięć miesięcy przed śmiercią cesarzowej zastąpił go hr. Joseph Brigido. Von Auersperg kazał wydać Ansiedlungspatent Marii Teresy 1 października 1774 roku. Był on skierowany do rozmaitych rzemieślników: wszystkich wyznań:

allen Auswärtigen, desgleichen denen in Unseren Erblanden zwar wohnhaften, aber noch nicht wirklich ansässigen römisch – katholischen oder griechisch – oder armenisch-unierten katholischen Handelsleuten, Künstler, Fabrikanten, Professionisten und Handwerkern (…) an welchen Orten sie immer wollten sich niederzulassen


Jednocześnie wydano drugi patent przeznaczony dla protestantów (Dissindenten).
Jako miejsce oferowane tym mieszczańsko – kupieckim kolonizatorom wybrane zostały: Lwów (Lemberg), Jarosław (Jaroslau), Zamość i Zaleszczyki. Przysługiwało im sześcioletne zwolnienie podatkowe (…6-jährige vollkommene Befreiung von allen Personal-Steuern und Abgaben…).
Wybór tych właśnie miast okazał się trafny. Były to bowiem najprężniej rozwijające się ośrodki handlu tych ziem .



Maria Teresa próbowała za pośrednictwem Auersperga zaprowadzić nieco sprawiedliwości w stosunki pan – chłop. Ordynacja sądowa z 1775 roku dopuszczała skargi chłopów na dziedziców. Ci jednak potrafili dochodzić swych praw nieformalną drogą (łapówki), wiec zachowali swą dominującą pozycję. Podobnie zakończył swój żywot patent zakazujący stosowania wobec chłopów niektórych kar cielesnych. Niektórzy magnaci mieli dobre kontakty w samym Wiedniu.

Prawdziwą zmianę w polityce Wiednia wobec Galicji przyniosło dopiero objecie pełni władzy przez Józefa II Habsburga w listopadzie 1780 roku, a fotela gubernatora przez hrabiego Józefa Brigido jeszcze w czerwcu tego roku. Brigido, który był najdłużej urzędującym z osiemnastowiecznych gubernatorów Galicji, gdyż pełnił tą funkcję aż do października 1794 roku, był odpowiedzialny za wprowadzenie reform józefińskich w tej prowincji. Gubernator wydał nowy Ansiedlungspatent we wrześniu 1781 roku, który w treści nawiązywał do poprzedniego, był już jednak przesiąknięty oświeceniową tolerancja religijną. Jeden patent dotyczył zarówno dysydentów - protestantów jak i katolików i unitów. Celem patentu było ułatwienie kolonizacji i przyciągnięcie jeszcze większej ilości chętnych, zwłaszcza protestantów, którym gwarantowano wolność wyznania: „…Um jedoch diese Ansiedlungen noch mehrers zu erleichten und sonderheitig denen prostestantischen Glaubengenossen durch eine gewunschene Religions- und Gewissen- freyheit desto angenehmer zu machen ...”. Okres zwolnienia podatkowego przedłużono do lat dziesięciu.

Sprawie kolonizacji pomógł wielce słynny Patent Tolerancyjny Józefa II. Toleranzpatent z 10 listopada 1781 roku, wprowadzany sukcesywnie we wszystkich dominiach Habsburgów, który przyznawał protestantom i innym nie-katolikom prawa równe tym jakimi cieszyli się katolicy. Jednym z najdonioślejszych postanowień zawartych w patencie jest postanowienie otwarcia wyższych stanowisk miejskich i wyższych uczelni dla dysydentów: „…7tens können die Akatholischen zum Häuser- und Güter- Anlauf, zu dem Bürger- und Meisterrechte, zu akademischen Würden und civil-Bedienungen hinkunft dispensando zugelassen werden ...”. W ten sposób Austria podążyła drogą tolerancji, tak jak nie uczyniła tego Francja, mimo nauki Woltera i głośnego procesu Jeana Calasa.
Zadbano również o kolonistów prywatnych wydając w dwa lata później, 14 marca 1783 roku Patent über Privatkolonisation, a 14 kwietnia tego samego roku dokument zwany Ansiedlungsvorteile und Begünstigungen polepszył jeszcze sytuację prawną kolonistów „państwowych ”.

Wydaje się jednak ,że aż do połowy lat osiemdziesiątych najsilniejszym bodźcem dla Niemców przybywających do Galicji była chęć zrobienia kariery w świeżo tworzonej administracji, tym bardziej, że ani Maria Teresa ani Józef II nie myśleli udzielić akcji kolonizacyjnej pomocy finansowej z własnej kiesy, chodź doradzał to już w 1774 roku minister Cavriari na posiedzeniu Hofkriegsrat .
Sam Brigido podobnie jak przed nim Pergen miał własne pomysły na kolonizację. Proponował osadzać jedynie pruskich i polskich emigrantów, Cesarz jednak chciał by byli to przede wszystkim Niemcy z Rzeszy. Dzięki patentom z roku 1781 kolonizacja przybrała bardziej masowy, a przy tym zdecydowanie rolniczy charakter. Szybko (styczeń 1782 r.) przybyli członkowie sekty braci morawskich (Herrnhutter). Jeszcze w tym roku Johann Lem rozpoczął werbunek w Badenii i Szwabii, a austriacki rezydent Franz Röthlein we Frankfurcie na Menem na północnym zachodzie Rzeszy. W Rottenbergu nad Neckarem w roku 1783 kolonistów werbował wiedeński radca dworu Franz Blank, a w Westfalii hr. Metternich, ojciec słynnego później polityka. Zwerbowani docierali do Wiednia, gdzie witał ich agent dworu Joseph Anton Wendt i kierował w dalszą podróż na przyznane ziemie w Galicji, gdzie kwaterowano ich zrazu w budynkach rządowych . Dopiero w drugiej połowie lat osiemdziesiątych XVIII zaczęto ujednolić technikę stawiania osiedli i wysokość dofinansowania dla akcji kolonizacyjnej. Cała akcja zakończyła się w zasadzie w 1789 roku, lecz koloniści mieli prawo zakładać nowe osady.

Intensywna kolonizacja józefińska była przedsięwzięciem udanym. Ocenia się, że liczba wszystkich osadników osiągnęła około 18.000 ludzi (3.000 rodzin). Powstało 120 czysto niemieckich osad i 55 mieszanych. Zakładano je w okolicach Starego Sącza, Lubaczowa, Mielca i Ustrzyk Dolnych . Osady z pewnością przyczyniły się do rozwoju galicyjskiego handlu nie miały jednak wpływu na położenie przemysłu, mimo iż Maria Teresa wspierała kolonistów-rzemieślników. Sytuacja przemysłu w Galicji mocno kontrastowała z sytuacja w Prusach, gdzie budowano już pierwsze wielkie zakłady przemysłowe . Jednak dla rządu Imperium zamieszkałego przez około 26 milionów mieszkańców pod koniec XVIII wieku Cesarstwa 2.5 miliona Galicjan (A.D. 1772) z pewnością nie było najważniejszymi z poddanych.

Józefinizm niewątpliwie przyczynił się do poprawy życia chłopów galicyjskich. W 1782 roku zniesiono ich poddaństwo osobiste (Leibeigenschaft), a z biegiem lat następnych przymierzano się do stopniowego całkowitego zastąpienia pańszczyzny czynszem. Najdalej w swych założeniach szła reforma urbarialna z roku 1789 roku. Obowiązywała ona jednak tylko kilka miesięcy ponieważ galicyjska szlachta użyła swych wiedeńskich wpływów do jej zablokowania. Nowy Cesarz Leopold II odwołał ją w 1790 roku .
Hrabia Józef Brigido sumiennie wprowadzał w życie także te postanowienia Józefa II, które dotyczyły polityki typowo kulturalnej. Jeszcze za czasów Marii Teresy rozpoczęto usilne propagowanie wiedeńskiej mody i architektury w Galicji. Mimo, iż w muzyce Maria Teresa i Józef II udzielali poparcia nowemu stylowi klasycystycznemu (Franz Joseph Haydn, Wolfgang Amadeus Mozart), w architekturze i sposobie noszenia się miał dominować barok, styl, który kojarzono z Austrią czasów jej największej potęgi; z Karolem VI Habsburgiem, kościołami wznoszonymi przez wybitnych architektów; Johanna Lukasa von Hildebrandta (1668-1745) i Johanna Bernharda Fischera von Erlacha (1656-1723), a także z muzyką Johanna Josepha Fuxa (1660-1741), największego mistrza muzyki baroku w Austrii. Barok przyjął się więc na długo jako austriacki styl państwowy. Jeszcze na początku XIX wieku, gdy Metternich zaczynał swą karierę w Wiedniu był niczym egzotyczny, rokokowy „kolorowy motyl”, wśród barokowo ubranych dworzan i ministrów . Również w Galicji Austriacy wspierali barok walcząc z przejawami „warszawskiego klasycyzmu” w budownictwie.

Józefinizm miał potrójne oblicze; z jednej strony odwoływał się do wartości Oświecenia; tolerancji i praktycyzmu Był także konsekwentny w dziele ściślejszego związania wszystkich prowincji ze sobą nawzajem. Po trzecie; wiązał się z germanizacją prowincji nie-niemieckich w celu ujednolicenia systemu politycznego panującego w całym Cesarstwie. Maria Teresa miała duży sentyment do Węgrów, którzy pomogli jej w wojnie o austriacką sukcesję (1740-1748), gdy zawiedli ją Czesi, przechodząc na stronę francusko-bawarskich wojsk inwazyjnych. Józef II nie akceptował nawet węgierskiej odrębności, lecz w końcu zauważył, że wobec oporu tamtejszych elit, nie jest w stanie jej przezwyciężyć. Józefinizm był także wrogi łacinie, która używana przez elity urzędnicze wszystkich krajów habsburskich tuszowała nieporozumienia między poszczególnymi nacjami. Z tego powodu memoriał szlachty galicyjskiej z 1790 roku, która postulowała oddanie części urzędów w ręce Polaków nie miała szans na uzyskanie akceptacji . Tego rodzaju postulaty szlachta zgłaszała już wcześniej ale w sposób mniej zorganizowany.

Sami zaborcy uznali za zasadne zapytać swych galicyjskich poddanych o ocenę stanu kraju i dotychczasowego sposobu rządzenia nim. Kreishauptmann tarnowski Philipitz wysłał w grudniu roku 1783 do szlachty tzw. Interrogatoria, w których zapytywał o powody niezadowolenia szlachty. Odpowiedzieli wówczas, że zmian wprowadzanych przez nowy rząd jest zbyt wiele i prosili o zakazanie ich poddanym używania pieniędzy. Zaborca stał się bowiem przypadkowym obrońcą mieszczan i chłopów przed znanymi z czasów Rzeczpospolitej szlacheckiej zakusami szlachty. Niezależnie jednak od tego czy postulaty były moralnie słuszne nie były one nigdy wysłuchiwane. Interrogatoria pełniły, w najlepszym razie, funkcję typowego „wentyla bezpieczeństwa”. Szlachta zorientowała się ostatecznie jak jest oszukiwana i odpowiadała setkami wierszowanych pamfletów na urzędników cesarskich . Józefińscy biurokraci wcale nie zamierzali liczyć się ze szlachtą więcej niż gen. Richecourt wymuszający dostawy dla swej armii w 1773 roku, który twierdził, że Polacy są narodem kłamliwym, „który nawet rumienić się ze wstydu nie umie” i który „zasługuje na pogardę”.

Powszechne jest mniemanie o szkodliwym wpływie jaki józefinizm wywarł na naukę i sztukę galicyjską XVIII wieku. W tych czasach w Polsce najlepsze szkoły były ciągle w posiadaniu Jezuitów i innych zakonów nauczających. Przykładem takiej wybitnej placówki było założone jeszcze w 1730 roku kolegium pijarskie w Złoczowie, w którym nauczali min. Adam Jan Truczborski (1749-1799) i Ildefons Zubowski (1745-1804). Z rozkazu Józefa II kolegium zamknięto w 1784 roku pod pretekstem szydzenia z władzy .
Po kasacji zakonu Jezuitów w 1773 roku przez papieża Klemensa XIV we wszystkich krajach katolickich władza usilnie starała się nie tylko przejąć majątek Societas Jesu , ale też wytworzyć własne struktury nauczania w miejsce dawnego jezuickiego szkolnictwa wyższego. Rzeczpospolita przechodząca trudne chwile nie mogła uczynić w tej materii tyle co inne kraje. Do Galicji idee warszawskiej Komisji Edukacji Narodowej nawet nie dotarły.

Symbolem udanej reformy szkolnictwa wyższego w Austrii jest działalność słynnego lekarza holenderskiego pochodzenia i ucznia wielkiego holenderskiego lekarza Hermanna Boerhaave (1668-1738) Gerarda van Swietena (1700-1772), który zwalczył scholastykę na wydziale medycznym Uniwersytetu Wiedeńskiego . Jego reformy edukacyjne z powodzeniem i pasją wdrażał i poszerzał ich zakres syn Gerarda, Gottfried van Swieten (1733-1803) minister odpowiedzialny za sprawy edukacji znany przede wszystkim jako miłośnik muzyki Johanna Sebastiana Bacha i Georga Friedricha Händla, a mecenas Haydna i Mozarta. Zreformowany w duchu Oświecenia został też Uniwersytet w Innsbrucku.

Tymczasem wiedeńskie projekty edukacyjne przeznaczone dla Galicji, których wyrazem był Allgemeine Schulordnung z roku 1774 i następne rozporządzenia z 1805 i 1849 roku, były zachowawcze w swej idei i w treści. Austria nie chciała się podzielić zdobyczami intelektualnymi Katholische Aufklärung z Galicją. Głównym celem tych rozporządzeń było zachowanie kontroli państwa Habsburgów nad całością galicyjskiej edukacji.

Biurokraci wiedeńscy uważali szkolnictwo za narzędzie polityki (das Schulwesen ist ein Politikum) . W tym przypadku chodziło o germanizację. W odpowiedzi na wspomniany już memoriał szlachty z roku 1790 Staatsrat z Kaunitzem na czele odpowiedzieli jasno, ze celem ich polityki jest, by Galicjanin przestał się uważać za Polaka. Jako drogę do tego celu uważali niewzruszalną dominację języka niemieckiego jako języka urzędowego.

Gimnazja miały również być narzędziem germanizacji, lecz ważniejsza okazała się oszczędność. W 1784 roku z 17 gimnazjów istniejących w rok wcześniej ostało się sześć. W tym samym roku otwarto „józefiński” uniwersytet we Lwowie. Sposób nauczania na wszechnicy był jednak krytykowany jako zbyt scholastyczny. Franciszek Kratter (1758-1830), syn szwabskiego emigranta ocenił, w swych; Briefe über den itzigen Zustand Der Galizien z roku 1784, poziom kształcenia na tej uczelni bardzo nisko. Jakości nauczania tego „gniazda scholastycyzmu” nie poprawiał jak widać fakt, ze pracowali tam profesorowie wywodzący się ze wszystkich narodów Imperium Habsburgów; Włosi (Capuano), Niemcy (Fessler, Peltz), czy Węgrzy (Martinovics) . Według Mariana Tyrowicza również sztuka znajdowała się w tym okresie w letargu i była zasilana jedynie wpływami z terenów Rzeszy, bądź z Warszawy.
Nawet wysokiej klasy barokowa elegancja i moda wiedeńska przenikała do Galicji przede wszystkim w postaci zwulgaryzowanej i „zbiurokratyzowanej” jako Haarzopfstil („styl męskich warkoczy”).

Austriacy bardzo szybko przystąpili do zakrojonej na szeroką skale germanizacji. Patrząc z punktu widzenia Wiednia trzeba przyznać, że potrafili wyzyskać możliwości jakie stwarzały nowe tereny. Wobec tradycji wcześniejszej odnosili się z pogardą, co tylko czasami było uzasadnione i co uniemożliwiło im konstruktywne rozwiązanie problemu edukacji.
Austriacy nie zamierzali uznać szlachty galicyjskiej za podmiot polityki, uznając ją za zwykłych poddanych, co nie mogło budzić entuzjazmu galicyjskiej elity. O wiele zręczniej prowadzono sprawę kolonizacji. Patenty Józefa II zjednały Austriakom taką sympatię chłopstwa, że powstanie krakowskie (1846) było skazane na klęskę, gdy mrzonki powstańców próbowano przeciwstawić konkretnym austriackim posunięciom i pamięci dobrego cesarza Józefa. Kultura w zaborze austriackim była rozszczepiona pomiędzy wpływami Wiednia i warszawy, co nie mogło stanowić zbyt solidnej bazy. Sytuację ratowały importy z Niemiec i zmiana (po 1779 roku) polityki Austrii wobec Bärenlandu, którego nie zamierzano już nikomu oddawać.

BIBLIOGRAFIA

• Bernard P., From the Enlightenment to the Police State: The Public Life of Johann Anton Pergen, Illinois 1991.
• Bulzacki K., Zawsze mój Lwów, http://www.lwow.com.pl/bulzacki/zawsze.html
• Herre F., Metternich. Orędownik pokoju, Warszawa 1996
• Kryciński S., Kolonizacja józefińska w Galicji, Warszawa 1984.
• Lepucki H., Działalność kolonizacyjna Marii Teresy i Józefa II w Galicji 1772-1790, Lwów 1938.
• Łoziński W., Galicjana – kilka obrazków z pierwszych lat historyi galicyjskiej, Lwów 1872.
• Galicja i jej dziedzictwo – tom 8 – Myśl edukacyjna w Galicji 1772-1918, Rzeszów 1996.
• Napierała P., Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi, Wydawnictwo Naukowe UAM 2008.
• Papée F., Historia miasta Lwowa w zarysie, Warszawa 1924.
• Seefeld E., Quellenbuch zur deutschen Ansiedlung in Galizien unter Kaiser Joseph II., Plauen im Vogtlande 1935.
• Tyrowicz M., Galicja od pierwszego rozbioru do Wiosny Ludów 1772-1849 – wybór tekstów źródłowych, Wrocław 1956.
• Zwiedineck-Südenhorst H. von, Wolf A., Maria Theresia, Josef II. Und Leopold II. 1740-1792, Berlin 1884.


Piotr Napierała, "Konflikt dwóch światów. Terezjańscy i józefińscy biurokraci w Galicji (1772-1790)", W: G. Pełczyński, K. Święcicki (red.), Polacy wobec wielości kultur. Wczoraj-dziś-jutro, KMB-DRUK Gniezno 2009, s. 91-102. ISBN 978-83-61352-40-2

wtorek, 6 października 2009

Odpowiedź na recenzję mojej książki o Walpole'u

Cieszę się, że p. Adrian Nikiel (OMP) zainteresował się moją książką i dziękuję za słowa pochwały. Moim celem było właśnie zamknięcie pewnej luki w polskiej historiografii na temat brytyjskiej historii politycznej pierwszej połowy XVIII wieku.

recenzja mojej książki autorstwa Adriana Nikla (fragm. 46. numeru "Rojalisty")


Jednocześnie odpowiem pokrótce na słowa krytyki, która odnosiła sie przede wszytkim do kwestii ideologicznych. Moim celem było przedstawienie polityki głównego bohatera w odniesieniu do swojego kraju i krajów sąsiednich, więc siłą rzeczy prezentowałem tu obraz zdarzeń z perspektywy Walpole'a - polityka wigowskiego, a jako główne kryterium oceny wybrałem skuteczność, moralne kwestie pozostawiając nieco na uboczu (jedynie przy omawianiu słynnej walpolean corruption).

Sam identyfikuję się w dużej części z torysami, lecz raczej torysami hanowerskimi, ponieważ polityka Jakuba II i w ogóle Stuartów bywała tak niekompetentna i dążąca do konfrontacji (może wystarczyłoby, gdyby Jakub II był kryptokatolikiem jak Karol II), że choć trudno pochwalać glorious revolution można zrozumieć iż sami się do niej przyczynili.



Trzeba pamiętać, że Anglicy to od XVI wieku naród silnie akcentujący swój protestantyzm, więc przy ocenie słuszności działań politycznych I poł. XVIII wieku nie można uznać opinii ówczesnych elit za mniej istotną od idei legalizmu. Z punktu widzenia ludu angielskiego Stuartowie byli takimi samymi przybyszami jak Hanowerczycy. Stuartowie nie przelewali też raczej własnej krwi, lecz krew popierających ich Szkotów, traktowanych przez naród angielski z biologiczną wręcz niechęcią. Nie mógł być w oczach XVIII-wiecznego Anglika dobry ten, kto stoi na czele szkockiej armii. Hanowerczycy zaś byli dość mało popularni, ale widziani w Anglii jako mniejsze zło, ponieważ byli protestantami. Katolickim monarchom nie ufano, gdyż wciąż żywe były wspomnienia Marii Tudor.

Dla mnie konserwatyzm nie łączy się tak ściśle z legalizmem, lecz raczej z oszczędnością, roztropnością i fachowością polityczną, jestem też przekonany, że pozycja władcy oświeconego - pierwszego sługi państwa, nie musi być słabsza niż władcy z Bożej łaski, tak więc uwagi odnoszące się do buntu motłochu w czasie rewolucji francuskiej, wywołane jakoby przez angielski przykład tchną chyba zbytnim determinizmem historycznym.

Nie mogę się zgodzić z tezą, że "chwalebna rewolucja" była skierowana przecie Chrystusowi. Żadnej tego typu retoryki z tego okresu nie napotkałem. Ateizm, a nawet deizm były w XVIII-wiecznej W. Brytanii skansenem, a wigowie zwykle bardziej wierzący od francuskich katolickich biskupów.

Zupełnie inną kwestią są takie sprawy jak; dlaczego monarchia absolutna musi być katolicka, skoro w krajach protestanckich też świetnie się przyjęła i określenia jakobitów jako "wywrotowców" - za takich uznać ich oczywiście nie można, w mojej książce są oni zepchnięci niejako na margines ponieważ po 1715 i 1716 roku tak naprawdę przestali być liczącą się siłą polityczną, a Walpole został premierem dopiero w 1721 roku.

piątek, 7 sierpnia 2009

Germain Louis Chauvelin (1685-1762) i rozbrat między Francją a Wielką Brytanią, 1727-1737


Piotr Napierała, "Germain Louis Chavelin i rozbrat pomiędzy Francją a Wielką Brytanią, 1727-1737", w: C. Taracha (red), Szpiegostwo, wywiad, państwo, Wydawnictwo Polihymnia, Lublin 2009, s. 45-65. ISBN 978-83-7270-727-8



Po wojnie o sukcesję hiszpańską (1702-1714) Wielka Brytania znalazła się w obozie zwycięzców i stała się potęgą europejską, cenioną jako sojusznik i groźną jako przeciwnik. Zrujnowana wojną Francja chętnie przystała na brytyjskie propozycje sojuszu w 1715 roku. Przygotowano nawet łapówkę dla brytyjskiego negocjatora gen. Jamesa Stanhope’a, 1. hrabiego Stanhope (1673-1721) przez jego francuskiego kolegę, polityka i dyplomatę, Guillaume Duboisa (1656-1723), późniejszego francuskiego pierwszego ministra (w latach 1718-1723). Mimo iż, Stanhope rozbawiony odmówił przyjęcia pieniędzy, ostateczny sojusz zawarto w 1717 roku . Odtąd oba te państwa wspólnie strzegły ładu ustalonego na kongresie pokojowym w Utrechcie (z 1713 roku). O sile sojuszu przekonała się Hiszpania, gdy jej minister Giulio Alberoni (1664-1752), próbował odzyskać siłą (desant na Sardynię w listopad 1717 roku i Sycylię w lipcu 1718 roku) byłe hiszpańskie posiadłości we Włoszech przyznane Austrii w Utechcie i Rastatt (1714). Już wówczas jednak pojawił się pierwszy zgrzyt we współdziałaniu Wersalu i St. James. Francja zdecydowała się na konfrontację z Hiszpanią jedynie dlatego, że wyszedł na jaw spisek (1718) ambasadora Hiszpanii w Paryżu Antonio del Giudica, księcia Cellamare (1657-1733). Giudica został wydalony z Francji. Zarzucono mu działalność w celu obalenia regencji Filipa Orleańskiego, co było związane z pretensjami Króla Hiszpanii Filipa V, wnuka Ludwika XIV do francuskiego tronu.

Z początku nieco kłopotliwy sojusz brytyjsko-francuski, stał się w latach dwudziestych ściślejszy, ponieważ w Wielkiej Brytanii od 1721 roku, a we Francji od 1726 roku rządy przejęli pokojowo nastawieni ministrowie. Kardynał André Hercule de Fleury (1653-1743), dawny preceptor małoletniego Ludwika XV, już wcześniej bardzo wpływowy na dworze, przejął w po regencie księciu de Bourbon ster rządów na osobiste życzenie pełnoletniego już Króla i teraz dążył do zacieśnienia współpracy z Brytyjczykami, by móc odbudować prestiż Francji. Charles Fleuriau, d'Armenonville, hrabia de Morville (1686-1732) preferowałby politykę bardziej niezależną od Londynu. Za Fleurym stał jednak autorytet ufającego mu bezgranicznie młodego Króla.
W Londynie już w 1721 roku rządy przejął jako minister skarbu Sir Robert Walpole (1676-1745). W jego czasach nazywano go prime minister szydząc, iż chce on rządzić tak absolutnie jak oficjalni pierwsi ministrowie monarchii kontynentu europejskiego. Walpole pełnie władzy zyskał w roku 1722, gdy zmarł jego oponent Charles Spencer, 3. hrabia Sunderland (1674-1722), współpracownik J. Stanhope’a.

Walpole był przeciwnikiem marnotrawstwa tak pieniędzy jak i życia ludzkiego, co czyniło zeń przeciwnika wszelkich wojen. Nie brakowało jednak w parlamencie zwolenników twardego kursu wobec Francji. Do dziś wielu historyków krytykuje gabinet Walpole’a za zbytnie zaufanie do Fleury’ego i Francuzów, którzy jakoby wyzyskali pokój do odbudowania własnej potęgi i izolacji Wielkiej Brytanii.
Według Henry’ego Dickinsona , Walpole był ignorantem w polityce zagranicznej, a geniuszem polityki wewnętrznej i ekonomicznej. Dickinson wskazuje również na to, że polityka pokojowa ministra, którą Walpole tak się chlubił i tak nie uchroniła kraju od wojny z Hiszpanią (1739) i później Francją (w obronie cesarskiej „Sankcji Pragmatycznej”), co prawda do pierwszej z nich zmusiła go opozycja.
Frank Oliver twierdził że osamotnienie Wielkiej Brytanii spowodowało iż nawet taki „pacyfista” jak Fleury pomyślał o rozprawieniu się z wrogiem zza Kanału. Amerykański historyk uważa Walpole’a za większego męża stanu niż był Fleury, jednocześnie przyznaje jednak, że Fleury osiągnął swój cel. Podźwignął on bowiem swój kraj finansowo, z pomocą Generalnego Kontrolera Finansów Orry’ego.

Brytyjski historyk John Harold Plumb uważa, że „uporczywe zachowywanie pokoju” było błędem, gdyż Francja więcej na nim skorzystała. Zwraca uwagę na rozbudowę francuskiej floty w tym okresie, nie dodając jednak, że jedyną stale unowocześnianą flotą europejską w latach trzydziestych XVIII wieku była flota brytyjska . Plumb stwierdza, że „pokój, sprawił, że Anglia została oszukana przez Francję” . Być może jest w tym trochę racji; nie spotkałem się bowiem z krytyką polityki sojuszu z Wielka Brytanią uprawianej przez Fleury’ego ze strony historyków francuskich.
Sojusz brytyjsko-francuski działał bez zarzutu do roku 1727, kiedy Fleury mianował na stanowisko sekretarza spraw zagranicznych Germaina Louisa Chauvelina (1685-1762) nie kryjącego swych anty-brytyjskich uprzedzeń. Chauvelin rozpoczął karierę polityczną jako korektor listów w kancelarii królewskiej. W 1715 roku został po swym zmarłym bracie advocate general parlamentu paryskiego. Od 1727 do 1737 był strażnikiem pieczęci i sekretarzem spraw zagranicznych . W dyplomatycznej korespondencji brytyjskiej Chauvelin występował właśnie jako: Garde des Sceaux. W 1727 roku był ceniony za polityczną trzeźwość i pragmatyzm, chociaż wyznawał poglądy ze szkoły Ludwika XIV, uważającym Anglików za odwiecznych wrogów Francji. Ta niechęć powodowała u niego wybuchy gniewu, również podczas negocjacji, czego z początku nie brano poważnie. Aż do 1732 roku, gdy patent Ludwika XV przyznał mu prawo zastępowania schorowanego kardynała w niektórych decyzjach i obowiązkach, a wiadomo że przynajmniej od 1731 próbował on prowadzenia własnej dyplomacji za plecami kardynała.



Marzeniem Chauvelina było doprowadzenie do ściślejszego związku między monarchiami burbońskimi po obu stronach Pirenejów. Obecność takich ludzi jak Chauvelin w najwyższych strukturach władzy we Francji, daje pojęcie o tym, na jak kruchych podstawach oparty był sojusz brytyjsko-francuski. Od 1729 roku brytyjscy dyplomaci wykazywali tendencje do wybielania kardynała Fleury i tłumaczenia jego zachowania w najbardziej przychylny sposób i zrzucania winy za wszystko co złe na Chauvelina. Nauczycielem polityki i protektorem Chauvelina był książę Adrien Maurice de Noailles (1678-1766), bardzo niechętny Anglikom, podobnie jak jego ojciec Anne Jules de Noailles (1650-1708), lecz nawet poczciwy Fleury nie był oddany sprawie sojuszu, jak choćby Dubois.

Fleury, który w 1727 roku miał już 74 lata, zaprzyjaźnił się z Horatio Walpole’m (1678-1757), posłem brytyjskim (1724-1730) w Paryżu, młodszym bratem brytyjskiego „premiera”. Ta zażyłość nie oznaczała jednak, że Fleury był skłonny poświęcić interesy Francji na rzecz swych brytyjskich sojuszników.
Po drugiej stronie Kanału również nie brakło polityków niechętnych sojuszowi. Wystarczy przyjrzeć się ówczesnym pomysłom na prowadzenie polityki zagranicznej, autorstwa czołowych polityków brytyjskich;

Autorem ciekawego projektu był przeciwnik Walpole’a John Carteret, późniejszy 2. hrabia Granville (1690–1763). Zakładał on stworzenie sojuszu „pangermańskiego” pod przewodnictwem Londynu. Był wielbicielem Niemców i ich kultury. Z państw północnoniemieckich chciał uczynić zaporę przeciw dążeniom Francji. Polityk ten cieszył się sympatią dworu i Jerzego I, a potem Jerzego II. Plan Cartereta był po części odbiciem dawniejszych sojuszy przeciwko Ludwikowi XIV, zwłaszcza Ligi Augsburskiej, mających izolować niebezpieczną Francję. Carteret i Jerzy II spróbowali przeprowadzić ten projekt w 1741 występując przeciw Francji.
Projekt brata „premiera” Horatio Walpole’a zakładał ścisłą współpracę z Holendrami, również przeciw Francji. Rola Holandii w Europie malała przez cały wiek XVIII, więc przy realizowaniu takiego projektu należałoby również zadbać o wciągnięcie do aliansu cesarza by zrównoważyć wpływ Francji.

Tylko plan szwagra R. Walpole’a, Charlesa Townshenda (1674-1738), sekretarza stanu spraw zagranicznych departamentu północnego w latach 1714-1716 i 1721-1730 zakładał współpracę z Francuzami. Powstał pod wpływem chwili; gdy w 1727 roku Europa podzieliła się na dwa obozy, a Wielka Brytania znalazła się u boku Francji, minister nie zawahał sie proponować Francuzom dokonanie rozbioru Austriackich Niderlandów (Belgii), by znów dać Anglikom terytorium na kontynencie. Przestraszony premier Walpole zdymisjonował Townshenda 16 maja 1730 roku.

Polaryzacja sił w Europie zaczęła się w 1725 roku. Niezadowoleni z brytyjsko-francuskiej mediacji Hiszpanie i Austriacy, prowadzący spór o posiadłości włoskie zdecydowali się porozumieć bezpośrednio. Pomysłodawca śmiałego planu był holenderski awanturnik Johan Willem Ripperdá (1680-1737), który pełnił od 12 grudnia 1725 do 14 kwietnia 1726 roku funkcję hiszpańskiego Primero Secretario de Estado. W 1725 roku przybył on do Wiednia, gdzie zaoferował cesarzowi Karolowi VI (pan. 1711-1740) sojusz na bardzo korzystnych dla Austrii warunkach. Cesarz nie był pewien czy można ufać Holendrowi , lecz propozycje przyjął bojąc się izolacji Austrii. Tak powstał tzw. sojusz wiedeński. W tym samym roku Francja i Wielka Brytania utworzyły tzw. sojusz hanowerski.

Pierwszym ogniwem sojuszu hanowerskiego był istniejący już od 1723 obronny sojusz brytyjsko-pruski w Charlottenburgu (wraz z projektem mariażu królewskiego). W marcu 1726 roku udało się Townshendowi zawrzeć traktat z Hesją-Kassel, która obiecała dostarczyć w razie konfliktu 12000 żołnierzy. Dołączyli niebawem Holendrzy, zaś Rosjanie, z którymi również prowadzono negocjacje (sierpień 1726 r.) wybrali jednak cesarza. Pakt z nim zawarty był jednym z najtrwalszych sojuszy XVIII wieku. W październiku 1726 roku Fryderyk Wilhelm I, stwierdził, że sprzeciwianie się cesarzowi sprzymierzonemu z Rosją, nie jest warte ryzyka i zmienił obóz na „wiedeński”. W 1728 i 1729 roku Brytyjczycy obawiali się ataku pruskiego na Hanower.

W maju 1727 roku oba obozy były juz ukształtowane:

- Sojusz Wiedeński - 387000 żołnierzy: Austria (200000), Hiszpania (60000), Prusy (70000), Rosja (30000) i książęta niemieccy (pod kuratelą cesarza – 27000).
- Sojusz Hanowerski - 315000 żołnierzy: Francja (160000), Wielka Brytania (26000), Hanower (22000), Hesja Kassel (12000), Zjednoczone Prowincje (50000), Dania (30000) i Szwecja (15000) .

W sytuacji zbrojnego pokoju nominacja Chauvelina (17 sierpnia 1727 roku) wzbudziła zrozumiały niepokój brytyjskiego gabinetu. Horatio Walpole, poseł brytyjski w Paryżu od początku nie znaleźć z nim wspólnego języka. Francuski polityk, o słabym poczuciu humoru opisywał Brytyjczyka jako: vif jusques à l’extrême. Walpole zdawał sobie z tego sprawę i w 1730 odetchnął z ulgą gdy na stanowisku posła w Paryżu zastąpił go James Waldegrave, 1. hrabia Waldegrave (1684–1741); którego flegma była właściwsza do negocjacji Chauvelinem, niż żywość Horatio Walpole’a (whose flegm and temper is much properer to a negotiation with Mr. Chauvelin than my vivacity) .

W instrukcji z 1/12 sierpnia 1727 roku , Horatio Walpole otrzymał polecenie poproszenia Fleury’ego o wsparcie dyplomatyczne w sprawie zagarniętych przez Hiszpanów okrętów brytyjskich, a także w sprawie założonej przez cesarza w 1717 roku handlowej Kompanii Ostendzkiej (Oostendse Compagnie), która mimo protestów brytyjskich kontynuowała działalność . Townshend w kolejnej instrukcji z 8/19 sierpnia nakazał Walpole’owi zapytać francuskiego pierwszego ministra o pomoc w odciągnięciu Prus od cesarza, na co jeszcze ciągle liczyli Brytyjczycy .

Na wieść o nominacji Chauvelina, Townshend stwierdził , że jako „nowicjusz w polityce” (perfectly a beginner in Foreign business) Chauvelin, będzie cicho wykonywał polecenia kardynała. Kolejny list Townshenda (z 21 sierpnia/1 września) tchnie zaufaniem do Fleury’ego, mimo iż wcześniej (list z 17/28 sierpnia) minister zaniepokoił się holenderskimi doniesieniami o odbudowywaniu francuskiego portu wojennego w Dunkierce . Aż do grudnia najważniejszym tematem instrukcji był postulat zwrotu okrętu HMS Prince Frederick, zagarniętego przez Hiszpanów. W instrukcji z 14/25 grudnia 1727 roku książę Newcastle, drugi sekretarz stanu obok Townshenda, nakazał Horatio Walpole’owi przypomnieć Fleury’emu o dependance that England and Holland have upon him .

Brytyjczycy zamierzali wciągnąć kardynała do wspólnej anty-cesarskiej akcji na terenie Niemiec, inspirując protestanckich książąt do wystąpień przeciw cesarzowi. Jego podstawą miał być sojusz Księstw Brunszwiku–Wolfenbüttel (książę August Wilhelm panujący w latach 1714-1731) i Wirtembergii (Eberhard Ludwik panujący w latach 1677-1733) zawarty w lipcu 1727 roku . Tak Brytyjczycy wyobrażali sobie ochronę praw Rzeszy, których były gwarantem od 1648 roku. Od marca 1728 roku Brytyjczycy starali się przekonać Francuzów do poparcia pretensji syna Króla Hiszpanii, Karola (don Carlosa) do Parmy i Piacenzy . Francuzi odnieśli się pozytywnie do obu inicjatyw.
Na kongresie w Soissons otwartym uroczyście przez kanclerza Austrii hrabiego Philippa von Sinzendorffa (1671-1742) 14 czerwca 1728 roku, okazało się, że wszystkie mocarstwa przybyły tam przeprowadzić własne interesy , mimo iż jego celem była, według Fleury’ego, który przemawiał po Sinzendorfie, „generalna pacyfikacja” (une pacification générale) ; w tym celu przyjęto do rozmów również reprezentantów Rosji i Bawarii. Hiszpański poseł wywołał sensację ujawniając treść starego listu Jerzego I do Filipa V, w którym zawarta była obietnica zwrotu Gibraltaru w zamian za jakieś inne terytorium .

Kongres nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Wielkim przegranym kongresu był cesarz Karol VI, ponieważ dalsze obrady przeniesione do Sewilli doprowadziły 9 listopada 1729 roku do podpisania przez reprezentantów Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii i Hiszpanii traktatu gwarantującego wzajemne uznanie terytoriów i przyznającego synowi królowej Hiszpanii prawa do sukcesji w Toskanii, Parmie i Piacenzie . Strona cesarska w przygotowaniach traktatu nie uczestniczyła. Nie spowodowało to jednak żadnych konsekwencji dyplomatycznych aż do stycznia 1731 roku, kiedy zmarł ostatni Książe Parmy z rodu Farnese, brat królowej Hiszpanii.
W sprawach niemieckich Francja i Wielka Brytania nadal współdziałały. Choć nie udostępniano sobie jak korespondencji dyplomatycznej, jak to miało miejsce między Szwedami i Brytyjczykami . Sam Chauvelin radził w styczniu 1729 roku połączyć wspomniany już sojusz książąt niemieckich pod opieką brytyjską zwany już wówczas Ligą Wirtemberską z elektorami tradycyjnie przyjaznymi Francji, takimi jak Elektor Bawarii Karol I Albrecht (pan. 1726-1745) czy Kolonii (Klemens August, również Wittelsbach) , dzięki czemu Brytyjczycy poparli prawa profrancuskich Bawarczyków do księstw Juliaku i Bergu na przekór proaustriackim Prusakom . Wersal i Londyn przeciwdziałały też wspólnie przeciw przeciągnięciu Danii na stronę Austrii przez Prusy.

Dnia 9 listopada 1729 roku Hiszpania, Francja i Wielka Brytania zawarły Traktat Sewilski. Mimo początków konfliktu między Hiszpanią a Wielka Brytanią, wokół kupców brytyjskich handlujących z hiszpańską Ameryką i konfiskat dokonywanych przez hiszpańską Guarda Costas , Brytyjczycy skłonni byli dogadać się z Hiszpanami i udzielić pomocy desantowi ich wojsk w Livorno przed ewentualnymi zakusami cesarza Karola VI .

Tymczasem niechęć Chauvelina do Anglików wychodziła na jaw. W liście z 16/27 grudnia 1729 roku do brytyjskich pełnomocników na kongres w Soissons; H. Walpole’a i Stephena Poyntz (1685-1750) , Townshend wspomina o przechwyconym liście francuskiego ambasadora w Londynie hrabiego de Broglie (1671-1745) do Chauvelina , w którym żalił się on w ostrych słowach m.in. na niechęć dworu brytyjskiego do pokrycia wydatków subsydiowanych niemieckich profrancuskich elektorów. List ten miał według słów Townshenda, oburzyć Jerzego II i zasiać w kołach rządowych wątpliwości co do prawdziwych intencji Francuzów, dlatego książę Newcastle polecił (w liście z 21/31 stycznia 1729/1730 roku ) by Poyntz nie podejmował żadnych działań bez konsultacji z Holendrami, których głos mógłby wzmocnić wpływ brytyjski na toczące się obrady , kolejny list nakazywał Poyntzowi wpłynięcie na Fleury’ego, by ten jasno dał do zrozumienia pruskiemu posłowi w Paryżu, że ewentualna agresja pruska wobec Hanoweru, będzie dla Francji casus foederis, a królowi Polski Augustowi II by nie próbował burzenia publick peace w Europie . Świadczy to o nieco już ograniczonym zaufaniu do Fleury’ego i jego zdolności kontrolowania całości francuskiej polityki zagranicznej. Dopiero po usilnych naleganiach brytyjskich Francuzi obiecali w marcu 1730 roku wzmocnić „sojusz sewilski” siłą 40.000 żołnierzy nad Renem , 18.000 w Delfinacie, 12.000 dla wzmocnienia obronności Holandii i 25.000 dla wsparcia hiszpańskiego kontyngentu we Włoszech .

7/18 maja 1730 roku książę Newcastle przesłał Poyntzowi kolejny przechwycony list de Brogliego do Chauvelina, sugerujący przekonanie Chauvelina, o całkowitej zależności Brytyjczyków od Królestwa Francji. Jerzy II miał nadzieję, że list ten odzwierciedlał jedynie zły humor ambasadora Francji w Londynie. Newcastle obawiał się, że Chauvelin zarazi swym sposobem myślenia Fleury’ego .

Od połowy roku 1730, aż do 1740 ambasadorem brytyjskim w Paryżu był James Waldegrave, 1. hrabia Waldegrave (1684–1741), z którego misją strona brytyjska wiązała duże nadzieje, jednak okazało się, że Chauvelin znielubił go jeszcze bardziej niż Horatio Walpole’a, mimo iż obaj (Waldegrave i Chauvelin) byli flegmatykami, być może na przeszkodzie stało postępowanie Waldegrave’a , który przykładał więcej wagi do elegancji i manier niż perswazji. Miał on dopilnować spełnienia francuskich obietnic, włącznie z wspieraniem hiszpańskich planów we Włoszech i subsydiowaniem Króla Sardynii Karola Emanuela III jeśli zdecyduje się on na konfrontację z cesarzem Newcastle podejrzewał Chauvelina o ustawiczne szukanie sposobu wymigania się od zaangażowania w sojusz sewilski. Coraz widoczniejsza była dążność brytyjskich posłów i ich mocodawców do odwoływania się wyłącznie do Fleury’ego omijając Chauvelina, czasem nawet w tajemnicy przed nim .

W styczniu 1731 roku zmarł ostatni Książe Parmy i austriackie wojska pospiesznie zajęły jego kraj. Zbulwersowana Elżbieta Farnese oczekiwała reakcji swych sojuszników. Brytyjczycy uznali, że czas najwyższy porozumieć się z Karolem VI Habsburgiem. Fleury zawahał się wówczas przed wyciągnięciem do cesarza gałązki oliwnej, ponieważ nie chciał kupić przychylności cesarza za zbyt wysoką cenę , czym zraził i Austrie i Hiszpanię. Chauvelin marzył o aliansie z Hiszpanią lecz nie śmiał się przeciwstawić szefowi francuskiego rządu. Ze swej strony Fleury, jak pisze F. Oliver, usiłował wówczas dać do zrozumienia Brytyjczykom, że zrozumienie Paryża dla ich polityki zmniejsza się.
Wahania Fleuryego wykorzystał Robert Walpole rozpoczynając negocjacje z cesarzem i księciem Eugeniuszem Sabaudzkim . Prowadził brytyjski ambasador w Wiedniu Thomas Robinson, 1. baron Grantham (1695-1770). Brytyjczycy wyrażali zdziwienie brakiem francuskiego współdziałania. Newcastle twierdził , że Chavigny zamierza nawet storpedować porozumienie z cesarzem Król Jerzy II wierzył, że kardynał nie zaakceptuje takich działań (…the King is willing in hope that the Cardinal has no part in it…). Jednocześnie Brytyjczycy liczyli na dobra wolę Hiszpanów, zwłaszcza ambasadora Hiszpanii w Paryżu od 1730 roku Baltasara Patiño, markiza Castelar (1667-1733), którego bratem był hiszpański pierwszy minister w latach 1734-1736 José Patiño (1666-1736). Jak na ironię markiz Castelar miał obalić Fleury’ego, co się oczywiście nie udało.
Drugi traktat wiedeński (podpisany przez Wielką Brytanię, Holandię, Austrię i Hiszpanię) z 16 marca 1731 był, być może największym sukcesem dyplomatycznym gabinetu Walpole’a. Traktat ten odwlekł w czasie zagrożenie aliansu państw burbońskich i polepszył nieco zaniedbane stosunki brytyjsko-holenderskie. Prestiż Wielkiej Brytanii, która przekonała Austrię do oddania Parmy i Piacenzy don Carlosowi wzrósł znacznie. F. S. Oliver wątpi, czy przy udziale Francji doszłoby w ogóle do podpisania traktatu . Zgodnie z warunkami traktatu Cesarz zlikwidował Kompanię Ostendzką, której konkurencji obawiali się brytyjscy kupcy i rząd. Odtąd nie było już interesów, które zdecydowanie dzieliłyby Austrię i Wielką Brytanię. Chauvelin uważał traktat wiedeński za celowe poniżenie Francji . Brytyjczycy zdawali się grawitować w stronę sojuszu z cesarzem, tym bardziej, że gwarantowali w 1731 nienaruszalność jego dominiów pod warunkiem, że Maria Teresa nie poślubi żadnego z potężnych książąt w Europie , zgodnie ze starą zasadą zachowania ballance of power.

Wówczas do Londynu w randze posła pojechał zdolny francuski dyplomata, a właściwie szpieg Anne-Théodore Chevignard de Chavigny (1671-1771) całkowicie oddany koncepcjom Chauvelina i nie szczędzący sił, by je urzeczywistnić. Chavigny był synem urzędnika w mieście Beaune. Później jako sekretarz księcia Burgundii Chavigny powodował skandale na dworze królewskim, zanim został wysłannikiem do Francji i Holandii i rozpoczął błyskotliwą karierę dyplomatyczną dzięki protekcji kardynała Guillaume Duboisa, a potem Chauvelina. Współcześni mieli skrajnie różne opinie o jego charakterze; słynny pamiętnikarz i dyplomata Louis de Rouvroy, książę de Saint-Simon gardził nim, Voltaire'a przeciwnie. Szwajcarski uczony Albrecht von Haller korespondował z Chavigny’m, co świadczyłoby o jego dużej inteligencji .
W klasycznej pracy o dyplomacji francuskiej Gaëtana de Raxis de Flassana z 1809 roku Chavigny został przedstawiony jako jeden z najwybitniejszych dyplomatów tych czasów i człowiek od trudnych zadań .

Jego poselstwo na dworze w St. James nie przyniosło Francji jakichś konkretnych zysków. Być może jałowość rozmów prowadzonych z Brytyjczykami była zamierzona. Frank Oliver uważa, ze winę ponosiły jego nieumiejętność pertraktacji, nieznajomość brytyjskich stosunków oraz naiwność polityczna. Chavigny wierzył przedstawicielom brytyjskiej opozycji zapewniającym, że kontrolują brytyjską opinię publiczną .
Chavigny spiskując z opozycją antyrządową demonstrował swą obojętność wobec brytyjskich rozmów z przedstawicielami cesarza i w ogóle zachowywał się prowokacyjnie. Walpole nie przejął się tym zbytnio. Sukcesja hanowerska była zabezpieczona, a Jakobici pozbawieni wsparcia. Mimo to Théodore de Chavigny był tym dyplomatą francuskim, który najbardziej zirytował ekipę Walpole’a. Jadał z opozycjonistami udzielając im rad jak powinni postępować, by osłabić rząd . W liście księcia Newcastle do Waldergrave’a z 9/20 grudnia 1731 roku, w którym poleca mu także rozmawiać z szwedzkim posłem w Paryżu baronem Niklasem Peterem von Gedda (1676-1758) w sprawie negocjacji francuskich ze Szwedami i Duńczykami , książę tłumaczy dlaczego unikał wypowiadania się na temat działalności Chavigny’ego; otóż Jerzy II był zdecydowany zachęcić, a nie zniechęcić francuzów do przysłania nowego reprezentanta dyplomatycznego. Możemy się domyślać, ze już wówczas Chavigny dziwił ekipę Walpole’a swym zachowaniem. W kolejnym liście z 3 marca 1731/1732 roku czytamy już:

...Powiadomisz kardynała , że masz królewskie rozkazy by dać znać..., że Monsieur Chavigny nie stosując się do instrukcji jakie miał mu udzielić kardynał...zachowuje się w sposób absolutnie nie satysfakcjonujący Jego Królewskiej Mości; że rozmawia on stale z oponentami polityki królewskiej; że często przebywa z Lordem Bolingbroke’m , Sir Williamem Wyndhamem , panem Pulteney’em et concortes; że przejmuje ich sposób myślenia i mówi w ich stylu, przedstawiając sytuację i politykę administracji Jego Królewskiej Mości w fałszywym i wysoce niekorzystnym świetle...


W depeszy z 18/29 maja 1732 roku Newcastle wspomina o chęci Chauvelina udania się wraz z królem Jerzym do Hanoweru i o królewskich staraniach odwiedzenia go od tego pomysłu. Książę prosił też Waldegrave’a o pomoc w tej materii, a także o zasugerowanie Francuzom, ze skoro JKM Jerzy II ma ambasadora w Paryżu, to może również Ludwik XV miałby takiego w Londynie. Poseł nadzwyczajny Chavigny kręcący się po Elektoracie Hanoweru to rzecz nieco podejrzana jak na kontakty międzysojusznicze. Waldegrave otrzymał też pośrednio polecenie wybadania możliwości odwołania Chavigny’ego.

Czerwiec i lipiec 1732 roku upłynęły brytyjskim służbom dyplomatycznym na nadzorowaniu spraw niemieckich i projektu traktatu hiszpańsko-austriackiego, o którym donosił z Wiednia ambasador Robinson. Lecz w październiku (list Newcastle’a z 30 października/10 listopada 1732) postępki Chavigny’ego znów zwracają uwagę. Spędzał on całe dnie z hiszpańskim ambasadorem, wykazując w tym ogromną, jak to ujął Newcastle, „wytrwałość” (assiduity), od czasu gdy Francja wysłała ambasadora Anne Claude de Thyard , markiza de Bissy, szwagra Chauvelina (sic !) do Don Carlosa, by pogratulować mu objęcia tronu Parmy . Już wówczas Newcastle domyślił się, że jest element programu Chauvelina zbliżenia z Hiszpanią i nakazał by Waldegrave jak najpilniej śledził wnioski jakie Chauvelin przedkłada Fleury’emu .
W liście z 2/13 marca 1732/1733 roku Newcastle wymienia możliwe źródła niestabilności politycznej w europie; sprawy tronu polskiego, konfliktu austriacko-hiszpańskiego w Italii i prusko-holenderskiego i poleca Waldegrave’owi dowiedzieć się jakie kroki zamierza wobec nich podjąć Francja.

Ambasador holenderski w Paryżu Abraham van Hoey (1684-1766) był wyraźnie zaniedbywany przez francuskie służby dyplomatyczne, co dziwiło i niepokoiło brytyjskich sekretarzy stanu. Waldegrave miał także obserwować reakcję francuskich ministrów na skargi na ich posłów w Londynie . Szwedzki minister w Paryżu, baron Gedda, przekazał, że Szwecja nie poprze Leszczyńskiego w Polsce. Przynajmniej jeden sojusznik wydawał się nadal pozostawać w brytyjskiej strefie wpływów . Jednocześnie Francuzi z Chauvelinem jęli przekonywać Brytyjczyków do popierania Leszczyńskiego. Newcastle uznał francuski punkt widzenia Chauvelina i Chavigny’ego za bezsensowny i wykrętny (in whole that Correspondence is such a heap of blustering nonsense, as there is no foundation for many of the facts upon which they argue). Na koniec stwierdził, że Francja zamierza traktować wszystkie kraje, prócz własnego, ze skrajną pogardą i nie przejmuje się efektem swej agresywnej polityki .

W czerwcu 1733 roku Brytyjczycy wiedzieli już, że francuski poseł w Polsce Antoine-Felix de Monti, markiz de Monti (1684- 1738) otrzymał od Chauvelina polecenia zrobienia wszystkiego dla wsparcia Leszczyńskiego i jego stronnictwa. Newcastle podejrzewał, ze Chauvelin wykorzysta tą sytuację do zerwania stosunki z Brytyjczykami, „z ich winy”. I rzeczywiście Chavigny zapytał brytyjskich ministrów czy Francja może liczyć na brytyjską pomoc i poinformował, ze jego rząd zapyta o to samo Holendrów. Z tonu listu Newcastle’a z 25 czerwca//6 lipca 1733 wynika, ze był on przekonany, że Chauvelin prowokacyjnie pytał o pomoc wiedząc, że Jerzy II i jego rząd niechętnie spoglądają na imperialną politykę Francji na kontynencie .

Francja lat trzydziestych XVIII wieku nie była już tym samym zrujnowanym krajem, jakim była po klęskach w hiszpańskiej wojnie sukcesyjnej. Od lat trzydziestych Pierre Chaunu datuje okres prosperity, choć równowagę budżetową przywrócił dopiero generalny kontroler finansów Philibert Orry w latach 1740-1741. Fleury odbudował siłę militarną Francji i przygotowywał kraj o walki o tron Polski. Brytyjczycy próbowali ograniczyć zapędy francuskie odwołując się do współpracy między obu państwami. Całymi latami wlokły się rozmowy w sprawie nowych umocnień w Dunkierce przez Francuzów . Francja, jak dał do zrozumienia kardynał Fleury w rozmowie z Marią Leszczyńską, wydała do września 1733 roku zbyt dużo na subsydiowanie przychylnych jej Polaków, by zrezygnować ze swych celów politycznych, nawet jeśli będzie trzeba użyć siły militarnej .

Wielka Brytania nie mogła poprzeć Francuzów, ponieważ zagwarantowała w traktacie wiedeńskim z 1731 roku nienaruszalność terytoriów cesarskich. Fleury, będący nadal w dobrych stosunkach z braćmi Walpole próbował zwalić winę za rozpętanie wojny na Chauvelina i generałów. Sam zaś przedstawiał siebie jako apostoła pokoju. Według Henrego Dickinsona dawanie wiary Fleuryemu było jednym z najpoważniejszych błędów Walpole’a. Dla niektórych członków opozycji stawało się jasne, że rzekoma „słabość” rządu Fleuryego może być groźniejsza niż brutalność innych francuskich ministrów.

30 lipca 1733 roku lord Harrington donosił Waldergrave’owi o zamiarze carycy Anny Iwanowny by wysłać przeciw Leszczyńskiemu swe wojska i o staraniach cesarza Karola VI by odwieść ją od tego zamiaru . Działania wojenne w Polsce były żywo odnotowywane w brytyjskiej prasie. Wychodzący od 1731 roku miesięcznik Gentleman’s Magazine informował o tym, że pod koniec września 1733 roku: „...pochód wojsk rosyjskich zbliżył się w stronę miasta [Warszawy – P.N.]. Król , Prymas i większość jego popleczników wycofali się w stronę Gdańska... ”. Francuzi postanowili więc uderzyć na zachodzie na posiadłości cesarskie. W tym celu zawiązali sojusze z Karolem Emanuelem, królem Sardynii (26 wrzesień/7 październik) i Hiszpanami. Sojusz z Hiszpanami podpisany w Escorialu 7 listopada 1733 roku, nazwany „Paktem Familijnym” (Pacte Familial – Pacto de Familia), był wyraźnym znakiem tego, że sojusz francusko-brytyski słabnie.

Wojowniczy Chauvelin i jego poplecznicy byli za wojną z Austrią. Uważali, że energia Francji jest marnowana, podczas gdy mogłaby posłużyć do gromienia przeciwników. Sprawa obsadzenia tronu polskiego była dla Francuzów ważna. Była też doskonałą okazją dla Chauvelina by dać jasno do zrozumienia, że rząd francuski nie chce już sojuszu z Wielką Brytanią . Niechętny wojnie Fleury został przez fakcję wojenną i dwór zmuszony do ochrony interesów Leszczyńskich. Skupił się na zapewnieniu neutralności Hagi i Londynu w obliczu nadciągającego konfliktu.
Republika Zjednoczonych Prowincji Niderlandów ogłosiła neutralność 24 listopada 1733 roku. Znaczenie tego faktu dla neutralności Wielkiej Brytanii w całym konflikcie jest różnie oceniane. Basil Williams uważa, że neutralność Holendrów posłużyła Walpole’owi jako pretekst do nieangażowania się w konflikt i odmowy pomocy cesarzowi. Według Dorothy Marshall nic w traktacie z 1731 nie zobowiązywało Wielkiej Brytanii do pomocy cesarzowi w roztaczaniu wpływów politycznych w Polsce, której przedstawiciele prosili przez pewien czas o brytyjską mediację między Saksonią a cesarzem. Cesarz oczywiście powoływał się na traktat, by uzyskać brytyjską pomoc, po niepowodzeniach jego wojsk we Włoszech była mu coraz bardziej potrzebna.

Holendrom wystarczyło ze strony Wersalu zapewnienie oszczędzenia Niderlandów Południowych. Walpole krytykował Holendrów za ich „egoizm”, ale Fleury uspokoił opinię publiczną w samej Wielkiej Brytanii, zręcznie unikając prowokacji. Horatio Walpole wielokrotnie przemierzał dystans między Londynem a Hagą, lecz kiedy już prawie uzgodniono wspólną linię działania brytyjski gabinet zdyskredytował się w oczach Holendrów, którzy dowiedzieli się o wysłaniu kopii postanowień cesarzowi. H. Walpole, który włożył bardzo wiele starań w porozumienie między obu państwami morskimi, wyszedł na idiotę. Nie pomogło to, że Simon van Slingelandt (1664-1736) Wielki Pensjonariusz Holandii (Raadpensionaris van Holland w latach 1727-1736) był probrytyjsko nastawiony. Horatio Walpole próbował uświadomić Holendrom jakie ryzyko również dla nich stanowi francuska aktywność w Niemczech połączona z powtarzanymi zapewnieniami Chauvelina o tym, że „Francja nie zaproponuje pokoju pierwsza”. Brytyjczycy jak widać postanowili działać, lecz sprawy europejskie nadal toczyły się swoim trybem. W grudniu 1734 roku wiadomo już było o pierwszych projektach pokoju miedzy Austria a Francją .

Nad Holendrami wytrwale pracował poseł Francji w Hadze (w latach 1724-1744) płk Gabriel-Jacques de Salignac, markiz de la Mothe-Fénelon (1688-1746) . Newcastle polecał hrabiemu Waldegrave przyjrzeć się negocjacjom francusko-holenderskim . Robert Jeannel, tajny wysłannik Londynu do Hagi poniósł fiasko w rozmowach z Holendrami, pomimo początkowych pozytywnych auspicjów .

Walpole bez poparcia parlamentu i Hagi miał związane ręce, więc próbował interpretować sytuacje na swoja korzyść; mówił królowej Karolinie (w początkach 1734 r.) , że mimo iż pierwszy rok powszechnej wojny przyniósł śmierć około 50.000 żołnierzy, nie było wśród nich Brytyjczyków. W tym roku odmówił on dwa razy prośbom cesarza o wsparcie , co powtórzyło się jeszcze raz na początku 1735 roku. Chociaż już na początku 1724 roku hrabia Stephan Kinsky, austriacki poseł w Londynie groził, że zaczeka tylko 8 dni, zanim wyjedzie z Anglii a jego rząd uzna wszystkie traktaty z Londynem za nieważne . Warto tu zauważyć, że w tym roku arbitraż francusko-brytyjski nadal funkcjonował na przykład wobec konfliktu rosyjsko-tureckiego . Ale pacyfikacyjne próby brytyjskie z 1734 zawiodły na całej linii ; ich mediację na linii Wiedeń-Wersal otwarcie odrzucono jeszcze w tym samym roku .
Do depeszy datowanej na 5/16 lutego 1733/1734 roku Newcastle załączył kolejny przechwycony list Chauvelina do Chavigny’ego, w którym Chauvelin rozpływa się w zachwytach nad polityka Króla Hiszpanii, który „dba o sprawę Burbonów” i pisze o potrzebie bezpardonowego zniszczenia wszystkich państw, które nie przyjmą francuskiego punktu widzenia .

Chavigny po wielu miesiącach podejrzanych kontaktów z opozycją zaprosił Roberta Walpole’a, lorda Harringtona i księcia Newcastle do siebie na obiad . Wykorzystał te okazję do wybadania możliwości dalszej współpracy z Brytyjczykami. Przekonywał, że Francja nie ma zamiaru dokonania podbojów w Niemczech i że popieranie przez nią Króla Sardynii nie naruszy europejskiej equilibre ; że Sardynia po zdobyciu Księstwa Mediolanu z rąk Austrii stanie się największą włoska potęgą, co wyjdzie Wielkiej Brytanii na dobre, gdyż dotąd często z nią współdziałał. Na pytanie ministrów czy następca tronu hiszpańskiego Filip ma dostać Toskanię i Parmę, Chavigny zasłonił się niewiedzą w tej materii. Brytyjczykom proponował mediację między Wersalem a Wiedniem, ale nie jak czyniła to Szwecja przed zawarciem pokoju w Ryswick w 1697 roku, lecz tak jak czyniła to Anglia Karola II Stuarta w 1668 roku gdy mediując miedzy Hiszpania a Francją popierała oddanie Flandrii Francuzom, co wówczas wyszło europejskiej equilibre na dobre ponieważ „król Hiszpanii był wówczas równie potężny jak sam cesarz”. Ministrowie odmówili mediacji. Newcastle stwierdził w swym liście do Waldegrave’a, że przykłady podane przez Chavigny’ego nijak miały się do sytuacji 1734 roku, gdy Francja jest najsilniejszą potęgą na kontynencie.
W 1735 roku Chauvelin przekazał lordowi Waldegrave brytyjskiemu ambasadorowi w Londynie wśród innych papierów urzędowych kompromitujący Francuzów list od Pretendenta „Jakuba III”, chociaż znając stosunek Chauvelina do Brytyjczyków można przypuszczać, że była to celowa farsa.

W liście z lutego 1735 roku lord Harrington polecał by Waldegrave zbadał jak dalece Chauvelin obznajmiony jest z treścią listów brytyjskich przesyłanych bezpośrednio Fleury’emu. Jak widać brytyjskie ministerium straciło resztki złudzeń co do Chauvelina . Brytyjczycy liczyli jeszcze na zażegnanie konfliktu w samej Italii , w czym pomagał im sardyński poseł Giuseppe Osorio (1697-1763) . Hiszpania i Sardynia nie miały ochoty być oszukane przez Francję i Austrię szykujące projekt wymiany Lotaryngii na Toskanię.

Pozostało wie dogadać się z głównymi aktorami wojny. Chauvelina próbowano przekupić, co jednak nie udało się . Thomas Robinson donosił z Wiednia o pewnych nadziejach w rozmowach ze zmęczonymi wojną Austriakami . Tymczasem między Francją a Wielką Brytanią doszło do kolejnego zgrzytu. W kolonialnym konflikcie o miasto Nova Colonia (początek 1736 roku) miedzy Madrytem a Lizboną, Londyn poparł Lizbonę, a Wersal – Madryt . Nie mogło być inaczej, gdyż Portugalia była brytyjskim sojusznikiem nieprzerwanie od 1703 roku i jest nim do dziś.

W 1736 roku Chauvelin zajął się sprawami militarnymi w zastępstwie chorego sekretarza wojny d’Angervillersa. Ponieważ jego wiedza o strategii i zaopatrywaniu armii była wątpliwa, nie radził sobie. Dodatkowo wojna, której był głównym autorem przeciągała się. Fleury w końcu zrozumiał, że podległego mu ministra koncepcje zagrażają jego własnym. Fleury unikał jak ognia antagonizowania jakiegokolwiek, może poza Austria, państwa europejskiego, aż Francja nie podreperuje swych finansów. Swą politykę manewrowania między dworami określał jako: joue de balancier. Kardynał wiedział, że Chauvelin stoi mu na przeszkodzie w wykonaniu dyplomatycznego zwrotu jaki był potrzebny by zakończyć mało owocną wojnę o polska sukcesję. Od 1735 negocjował za plecami Chauvelina. Posłowie brytyjscy i holenderscy zwykli skarżyć się w Paryżu, że działania Chauvelina są bardzo w stylu Richelieugo i jego „dyplomacji prowokującej wojny ”.

21 lutego 1737 Chauvelin zostaje odwołany i odprowadzony do swego château w Grosbois, a 6 czerwca do Bourges. 22 lutego 1737 roku Chauvelin otrzymał list od Fleury’ego, w którym czytamy:

...Król obdarzył pana swą łaskawością; której Pan nadużył w momencie gdy przeszkodził pan krokom, jakie Jego Królewska Mość powziął dla wzmocnienia Europy i spokoju jej ludów. Wie pan z jak otwartym sercem zawsze odnosiłem się do Pana, mimo iż zawiódł Pan moje zaufanie w sposób najmniej wybaczalny (…) Jeśli byłbym jedynym skarżącym się na Pana, przymknąłbym na to oko, lecz tu w grę wchodziły dobro i spokój państwa, a wobec nich nie mogę być obojętny. Zawiódł pan Króla, Francuzów i samego siebie. Takie są fakty jakie muszę panu uświadomić. Król zadowolił się oddaleniem pana od swej osoby, bez naruszania Pańskich dóbr...


Chauvelin ponoć nie zachował urazy do Fleury’ego. Po śmierci kardynała (1743) próbował wrócić na dwór, lecz popadł jedynie w większą jeszcze niełaskę i wycofał się do Issoire w Owerni. W 1746 pozwolono mu powrócić do Paryża, lecz nie uczestniczył już w życiu politycznym. Zmarł w stolicy Francji w 1762 roku. Po Chauvelinie nowym Sekretarzem Spraw Zagranicznych został Jean-Jacques Amelot de Chaillou (1689-1749) , który w 1742 skazał na więzienie pracownika departamentu spraw zagranicznych Pecqueta za utrzymywanie sekretnej korespondencji ze swym byłym przełożonym.

Brytyjczycy, którzy w listopadzie 1736 głowili się nad nowymi sposobami korespondowania z Fleury’m z pominięciem Chauvelina, żywo zainteresowali się jego niełaską. W liście datowanym na 8 marca 1736 (czyli: 19 marca 1737) roku Newcastle stwierdził, że skoro wina została już słusznie zrzucona na Chauvelina, może kardynał będzie mógł wyjaśnić kwestię wspomnianego już listu od pretendenta jakobickiego, a także sprecyzować swe plany pokojowe. Co do Chavigny’ego to Waldegrave miał w rozmowie z kardynałem wyrazić wątpliwości, czy taki człowiek, „który wmieszał kardynała w wojnę” powinien w ogóle zajmować jakieś znaczące stanowisko. Waldegrave miał spróbować przeszkodzić nominacji Chavigny’ego na stanowisko posła w Kopenhadze , co zresztą nie udało się. Chavigny miał przed sobą jeszcze dwie dekady wspaniałej dyplomatycznej kariery. Chauvigny jak widać był „niezatapialny”.
Niełaska Chauvelina nie poprawiła niestety relacji pomiędzy obu krajami. W rozmowach unikano poruszania drażliwych kwestii, a we wrześniu 1740 roku Harrington i Camelot nie mieli sobie już właściwie nic do powiedzenia . Sojusznicy przestali sobie ufać. Pojawiły się utrudnienia, wcześniej nie znane. Marynarze brytyjscy nie mogli już korzystać z francuskich portów w Indiach Zachodnich . Gdy w marcu 1743 roku minister Ludwika XV zakomunikował Harringtonowi decyzje królewskie o zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Londynem, sojusz już od trzech lat istniał tylko na papierze. Od 1739 roku Brytyjczycy byli w stanie wojny z Hiszpanią, która szła im jak najgorzej .

Można powątpiewać czy Fleury’emu naprawdę zależało tak bardzo na pokoju, jak wyobrażali to sobie Brytyjczycy. Jeśli mieli racje, to dlaczego kardynał tak późno zdymisjonował Chauvelina? Być może jednak ministerium Chauvelina to tylko jeden z przykładów tego jak kończy się sojusz krajów uprawiających zupełnie inny typ polityki.

BIBLIOGRAFIA
• Black J., Pitt the Elder, Cambridge University Press 1992.
• Black J., Walpole in Power, Sutton Publishing, Gloucestershire 2001.
• Bréban A., Germain Louis Chauvelin (1685-1762), ministre de Louis XV, thèse de l’École des Chartes, 2004. http://theses.enc.sorbonne.fr/document132.html
• British Diplomatic instructions 1689-1789, volume VI - France 1727-1744, Royal Historical Society Press, London 1930.
• Bromley J., Meyer J., The Second Hundred Years War (1689-1815) in: Britain and France Ten centuries, Folkestone (Kent) 1970.
• Bury J., Butler J., Clark G., The New Cambridge Modern History, volume VII: The Old Regime 1713-1763, Cambridge University Press 1950.
• Chaunu P., Cywilizacja wieku Oświecenia, PIW, Warszawa 1989.
• Coxe W, Memoirs of the Life and Administration of Sir Robert Walpole, T. Cadell & W. Davis, London 1798.
• Dickinson H.T., Walpole and The Whig Supremacy XXXXX
• Gentleman’s Magazine (since 1731)
• Flassan G. de, Histoire génerale et raisonnée de la diplomatie francaise; depuis la fondation de la monarchie, jusqu'à la fin du règne de Louis XVL. Avec des tables chronologiques de tous des traités conclus par la France. Par M. de Flassan, Paris 1809.
• Lynch J., Bourbon Spain, Clarendon Press Oxford 1989.
• Mowat R.B., A History of European Diplomacy 1451-1789, Edward Arnold and Co, London 1928.
• Napierała P., Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi, Wydawnictwo UAM Poznań 2008.
• Oliver F.S., The Endless Adventure-Personalities and Practical Politics in Eighteenth Century England, Boston/NY 1931.
• Perroy É., Doucet R., Latreille A., Historia Francji, t I: Od początku dziejów do roku 1774, Książka i Wiedza, Warszawa 1969.
• Pinon R., Histoire diplomatique 1515-1928, Plon 1929.
• Plumb J., The First Four Georges, B.T. Batsford Ltd., London 1956.
• Rill B., Karl VI Habsburg als barocke Großmacht, Styria Verlag, Wien 1992.
• Saint-Simon L. de, Pamiętniki, PIW Warszawa 1984.
• Svenskt biografiskt handlexikon, Stockholm 1906.
• Wawrykowa M., Niemcy 1648-1789, PWN, Warszawa 1976.
• Williams B., The Whig Supremacy 1714-1760, Oxford Clarendon Press 1939.