Loading...

wtorek, 6 października 2009

Odpowiedź na recenzję mojej książki o Walpole'u

Cieszę się, że p. Adrian Nikiel (OMP) zainteresował się moją książką i dziękuję za słowa pochwały. Moim celem było właśnie zamknięcie pewnej luki w polskiej historiografii na temat brytyjskiej historii politycznej pierwszej połowy XVIII wieku.

recenzja mojej książki autorstwa Adriana Nikla (fragm. 46. numeru "Rojalisty")


Jednocześnie odpowiem pokrótce na słowa krytyki, która odnosiła sie przede wszytkim do kwestii ideologicznych. Moim celem było przedstawienie polityki głównego bohatera w odniesieniu do swojego kraju i krajów sąsiednich, więc siłą rzeczy prezentowałem tu obraz zdarzeń z perspektywy Walpole'a - polityka wigowskiego, a jako główne kryterium oceny wybrałem skuteczność, moralne kwestie pozostawiając nieco na uboczu (jedynie przy omawianiu słynnej walpolean corruption).

Sam identyfikuję się w dużej części z torysami, lecz raczej torysami hanowerskimi, ponieważ polityka Jakuba II i w ogóle Stuartów bywała tak niekompetentna i dążąca do konfrontacji (może wystarczyłoby, gdyby Jakub II był kryptokatolikiem jak Karol II), że choć trudno pochwalać glorious revolution można zrozumieć iż sami się do niej przyczynili.



Trzeba pamiętać, że Anglicy to od XVI wieku naród silnie akcentujący swój protestantyzm, więc przy ocenie słuszności działań politycznych I poł. XVIII wieku nie można uznać opinii ówczesnych elit za mniej istotną od idei legalizmu. Z punktu widzenia ludu angielskiego Stuartowie byli takimi samymi przybyszami jak Hanowerczycy. Stuartowie nie przelewali też raczej własnej krwi, lecz krew popierających ich Szkotów, traktowanych przez naród angielski z biologiczną wręcz niechęcią. Nie mógł być w oczach XVIII-wiecznego Anglika dobry ten, kto stoi na czele szkockiej armii. Hanowerczycy zaś byli dość mało popularni, ale widziani w Anglii jako mniejsze zło, ponieważ byli protestantami. Katolickim monarchom nie ufano, gdyż wciąż żywe były wspomnienia Marii Tudor.

Dla mnie konserwatyzm nie łączy się tak ściśle z legalizmem, lecz raczej z oszczędnością, roztropnością i fachowością polityczną, jestem też przekonany, że pozycja władcy oświeconego - pierwszego sługi państwa, nie musi być słabsza niż władcy z Bożej łaski, tak więc uwagi odnoszące się do buntu motłochu w czasie rewolucji francuskiej, wywołane jakoby przez angielski przykład tchną chyba zbytnim determinizmem historycznym.

Nie mogę się zgodzić z tezą, że "chwalebna rewolucja" była skierowana przecie Chrystusowi. Żadnej tego typu retoryki z tego okresu nie napotkałem. Ateizm, a nawet deizm były w XVIII-wiecznej W. Brytanii skansenem, a wigowie zwykle bardziej wierzący od francuskich katolickich biskupów.

Zupełnie inną kwestią są takie sprawy jak; dlaczego monarchia absolutna musi być katolicka, skoro w krajach protestanckich też świetnie się przyjęła i określenia jakobitów jako "wywrotowców" - za takich uznać ich oczywiście nie można, w mojej książce są oni zepchnięci niejako na margines ponieważ po 1715 i 1716 roku tak naprawdę przestali być liczącą się siłą polityczną, a Walpole został premierem dopiero w 1721 roku.

Brak komentarzy: