Loading...

czwartek, 23 grudnia 2010

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!




Hallelujah!

czwartek, 16 grudnia 2010

Kolejna recenzja mojej książki o XVIII-wiecznym Londynie

Kolejna recenzja mojej książki: "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie".


Piotr Napierała, Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res, Gdynia 2010. ISBN 978-83-61194-43-9

"...Niezbyt obszerne, ale ciekawe kompendium wiedzy o osiemnastowiecznym Londynie zadowoli wszystkich tych, którzy fascynują się historią Anglii, a także tych, którzy kraj ten znają z powieści Jane Austen czy sióstr Bronte. Autor podzielił książkę na kilka rozdziałów opisujących, między innymi: politykę, tło historyczne, wydarzenia kulturalne, postrzeganie obcokrajowców przez Anglików i vice versa, rolę kobiet, fenomen popularności Haendla. Rozdziały ilustrowane są adekwatnymi fotografiami związanymi tematycznie z zagadnieniem aktualnie omawianym przez autora. Całość napisana jest przystępnym językiem i nie przytłacza nadmiarem informacji, zagęszczeniem faktów historycznych czy hermetycznością języka....".


zobacz dalszy ciąg


A oto nieco dawniejsza recenzja:

"...Bardzo cieszę z pojawienia się na rynku wydawniczym nowej pozycji dotyczącej życia codziennego. Tym razem czytelnik zostaje przeniesiony w czasy osiemnastowiecznego Londynu. Dzięki autorowi przenosimy się w przeszłość i wędrujemy uliczkami osiemnastowiecznego miasta. Poznajemy ówczesne domy arystokracji, dzielnice biedoty, sklepy, tawerny, zajazdy, targi, giełdy, pałace, teatry, ogrody. Czytamy o angielskiej ksenofobii, wrogości Anglików do cudzoziemców, popularnych rozrywkach, codziennych zwyczajach i przyzwyczajeniach, warunkach życia, higienie, ówczesnej przestępczości i wymiarze sprawiedliwości. Zaznajamiamy się z opinią publiczną tamtych czasów i prasą. Nie ominiemy także tematów ze świata polityki, bowiem w mieście miał siedzibę parlament. Poznamy sławne osobistości odwiedzające Londyn, dwór, grające pierwsze skrzypce w polityce czy sztuce. Wymienić tu należy miedzy innymi: malarza Williama Hogartha, Roberta Walpole’a, Samuela Johnsona, Beniamina Franklina. Wśród odwiedzających Londyn było wielu Polaków. Jeden z rozdziałów poświęcony jest Georgowi Friedrichowi Händelowi i jego powiązaniom z Londynem. Autor poświęca również nieco miejsca modzie, kobietom i ich miejscu w ówczesnym społeczeństwie oraz sposobowi życia. Poznajemy również londyńczyków od strony moralności i ich powiązań z kościołami.



Wraz z upływem stron wzrasta ciekawość u czytającego. Wiele tu znaleźć, bowiem można ciekawostek i anegdot. Uwagę przyciągają szczególnie rozdziały poświecone obyczajom. Dowiadujemy się o rozkładzie dnia typowego zamożniejszego londyńskiego mieszczanina, edukacji, angielskiej kuchni, zarobkach i ówczesnych cenach. Służący pomagający przy karecie ośmiu służąca pracująca ośmiu domu dostawali około ośmiu funtów rocznie, a pensja pierwszego lorda skarbu wynosiła około 4000 rocznie. W latach 1740-1770 można było upić się w pubie dżinem za dwa pensy, kupić bochenek chleba za pensa, zjeść obiad za osiem pensów, zapłacić 10-15 szylingów za perukę. W tym funt szterling = 20 szylingów = 240 pensów. Dowiadujemy się, że damy angielskie miały słabość do cudzoziemców cudzoziemców, że w XVIII wieku posiadanie dzieci uważano za podstawową funkcję małżeństwa. Za problemy przy porodzie lub słabowite dziecko obwiniano kobiety. To tylko niektóre kwestie wymienione w książce...".

z: http://slowemmalowane.blogspot.com/2010/07/piotr-napieraa-swiatowa-metropolia.html

Dziękuję za obie recenzje.

dla zainteresowanych nabyciem książki

wtorek, 14 grudnia 2010

Rządy patrycjatu w przedrozbiorowym Poznaniu na tle innych miast europejskich

Mój opublikowany artykuł o wczesnonowożytnym Poznaniu.




Piotr Napierała, "Rządy patrycjatu w przedrozbiorowym Poznaniu na tle innych miast europejskich", w: W. Łazuga, S. Paczos, Poznań-Szczecin-Wrocław, Trzy uniwersytety, trzy miasta, trzy regiony, Libron Kraków 2010, s. 397-412. ISBN: 978-83-62196-13-5

Ustrój wielu miast europejskich czasów nowożytnych jest dobrze znany historiografii, lecz rzadko dokonuje się porównań miedzy systemem władzy w poszczególnych miastach i miedzy sytuacją polityczną w jakiej się owe miasta znajdowały.
Na przełomie XIII i XIV wieku Poznań pod względem gospodarczym i politycznym należał już do warstwy kupieckiej pochodzenia śląsko-niemieckiego, a po części także czeskiego . To obce pochodzenie spowodowało było jedną z przyczyn zatargu z rycerstwem polskim i królem Władysławem I (bunt wójta Przemka). Istniały jednak również lokalne rody patrycjuszowskie, jak Naramowscy, którzy dzielili się władzą i wpływami z takimi przybyszami jak śląska rodzina Zytów (Sitten ?) i Strosbergów, Peszlów i prawdopodobnie przybyłymi z Niemiec Fafkami (Phaffe). Prawie zawsze scenariusz ich marszu ku bogactwu i wpływom był podobny. Przybyły z zagranicy kupiec lub rzemieślnik gromadził dobra, dzięki swej profesji, następnie drugie lub trzecie pokolenie lokowało majątek w ziemi, a tą z kolej traciło zwykle na spekulacjach lub z wianem córek . Stąd w XVI wieku już zupełnie inne rody trzęsły Poznaniem, m.in. Heltowie rodem z Norymbergii i von Endowie z Akwizgranu, a także Szylingowie, których główna gałąź współtworzyła mieszczańską elitę Krakowa.

Przed przywilejem Zygmunta I z 1518 roku sprawami miasta Poznania kierowali wójt z ławnikami, czyli sędziami (utrzymanie porządku w mieście) i burmistrz na czele rady miejskiej (sprawy administracyjne). Królewski przywilej nadał miastu bardziej demokratyczny ustrój. Odtąd starsi cechowi (kolegium dwunastu mężów) mogli wybierać swoich 24 kandydatów na burmistrzów. Tych zaś miało być dwóch, których z owych 24 wybierał starosta generalny (zwykle 21 września dokonywał owego wyboru). Pierwszy burmistrz sprawował swą funkcję od września (jeśli wybory odbyły się terminowo) do Wielkiej Nocy roku następnego, czyli przez około pół roku, a jego kolega od Wielkiej Nocy do wyznaczenia przez starostę składu nowej rady. Aktualnie przewodzącego radzie nazywano „prezydującym” (presidens) czyli prezydentem miasta. Burmistrzom przydzielono do pomocy 6 ławników, stanowiących nową, zmieniającą się z każdymi dwoma kolejnymi burmistrzami, radę miejską. Ława z wójtem (też wybierani co roku) na czele przetrwała jako organ władzy sądowniczej. Ustrój ten stanowił silny kontrast z Krakowem, gdzie władza znajdowała się stale w rękach kilkunastu osób. Krakowski model patrycjat poznański próbował bezskutecznie wprowadzić przed reformą Zygmunta I. Dopiero 7 sierpnia 1693 roku Jan III Sobieski wprowadził dożywotnią radę miejską, co wzmocniło ten organ a osłabiło wpływ cechów. Właśnie temu okresowi po 1693 roku poświęcony jest przede wszystkim ten artykuł.

Wyrok królewski 1693 roku stanowił prawdziwą odgórną rewolucję. Bezpośrednim powodem tej decyzji była skarga instygatora koronnego Gilbaszewskiego wniesionej do sądu asesorskiego. Instygator stwierdzał, ze coroczne wybory wynoszą do władzy ludzi słabo wykształconych, nieudolnych i co gorsza nieskutecznych (w 1692 roku tłum podburzony przez szlachtę złupił ratusz zupełnie nie licząc się z powagą władz miasta). Od 1693 roku nadal urzędować miało 2 burmistrzów po pół roku każdy, którzy mieli do pomocy 10 dożywotnich rajców. Ława sądowa z arcyławnikiem (nowy urząd) na czele i dożywotni ławnicy pełnili funkcje sądownicze. Wójt zyskał prawo głosowania i zabierania głosu na zebraniach rady miejskiej, nawet kiedy nie omawiano spraw sadowych, lecz administracyjne. Wójta wybierała rada, ona też dobierała skład kolegom dwudziestu mężów (szefów cechów i szanowanych mieszczan) również zasiadających dożywotnio w kolegium. Kolegium przewodniczył – na wzór rzymski – trybun ludowy. Dotychczas funkcję kolegium pełniło tzw. pospólstwo – organ liczniejszy (60 osób), lecz wyłącznie cechowy. Rezultatem była większa różnorodność opinii i wyjście z tyranii cechów.

Co roku wybierano 2 burmistrzów i wójta. Burmistrzów wybierał starosta generalny Wielkopolski spośród 4 rajców wytypowanych przez wójta, arcyławnika, ławę, trybuna i reprezentantów kolegium. Gdyby starosta nie mógł tego uczynić, wówczas uczyniłaby to sama rada. Przywilej Jana III ustanawiał też zasadę, że w razie śmierci rajcy, rada wybierała na jego miejsce któregoś z ławników, a ława zatykała powstałą lukę przedstawiając do wyboru radzie dwóch wytypowanych członków kolegium. Rada podporządkowała sobie też cechy. Każdy cech przedstawiał 4 kandydatów na starszych cechowych, z których rada wybierała dwóch. Starsi cechowi nie mogli już jednak, jak dotychczas brać udziału w wyborach rajców i wypowiadać się o polityce, chyba, że jednocześnie należeli do kolegium 20 mężów – uznanym za jedynych reprezentantów ogółu obywateli. W ten sposób urzędnicy dostali pod swój but ludzi przedsiębiorczych, a demokrację miejska zastąpiła oligarchia, co było typowe dla wielu miast polskich tej epoki, a co w Krakowie, jak wiemy nastąpiło już dużo wcześniej. Powołując się na przywilej z 1693 roku, rada uchwaliła w 1711 roku wilkierz, przydzielając każdemu cechowi jednego deputata rady miejskiej, bez obecności którego cech nie mógł obradować. Deputat był więc de facto szpiegiem rady. Finanse miasta podlegały 3 reprezentantom (po jednym) rady, ławy i kolegium . Ten stan trwał aż do zmian wprowadzonych przez Komisję Dobrego Porządku w 1779 roku.
Dożywotniość urzędów miejski pogłębiła podziały między „trzema porządkami” (rada, ława, kolegium); dwoma elitarnymi i jednym plebejskim. Mimo, iż ławnik mógł zostać rajcą, a członek kolegium – ławnikiem, wiadomo, że będzie się to zdarzało rzadko.
Porządek Jana III oznaczał, że wpływ ludzi aktywnie zajmujących się działalnością gospodarczą na sprawy miasta zmniejszy się, zaś bogatych patrycjuszy – rentierów ulegnie znacznemu zwiększeniu . Podobne zjawisko nastąpiło w tych czasach w kraju, a właściwie w federacji na wpół niezależnych krajów, w których miasta często pełniły, pod każdym względem, rolę pierwszoplanową – w Republice Zjednoczonych Prowincji Niderlandów.

Mieszkańcy Republiki Zjednoczonych Prowincji uważali się za ludzi wolnych mieszkających w wolnym państwie, jednak władza w nich była faktycznie zmonopolizowana przed tzw. „regentów” – regenten. Byli to członkowie potężnych wzbogaconych na handlu, bądź produkcji (traffieken - manufaktury) rodów. Tak pisał o nich w 1740 roku pewien Anglik od dawna zamieszkały w Republice:

„…Rządy mają arystokratyczne, przeto nie należy rozumieć owej tak bardzo zachwalanej wolności Niderlandczyków w znaczeniu powszechnym i absolutnym, lecz cum grano salis. Burmistrzowie i senat stanowią władzę; jeśli wskutek czyjejś śmierci otworzy się wakans, burmistrz poczytałby sobie za wielką obrazę, gdyby jakiś rozdrażniony mieszczanin ośmielił się szemrać przeciwko osadzeniu na tym stanowisku jednego z synów lub krewniaków onegoż burmistrza …”.

Ich sposób życia był w XVII wieku typowy dla zamożnych mieszczan (skromne jadło, mieszkanie w kamienicach, najwyżej jeden sługa podający posiłki i napoje), by z czasem coraz bardziej upodabniać się do stylu życia cudzoziemskiej szlachty (nabywanie majątków ziemskich, wykwintne dania, francuskie surduty i peruki). Spośród 24 regentów zajmujących w latach 1718-1748 stanowisko burmistrza Amsterdamu, tylko 2 było czynnymi kupcami. Zamach oranżystowski z 1748 roku, zmienił nieco te proporcje, aż 13 z 37 burmistrzów z lat 1752-1795 było albo czynnymi kupcami, albo ludźmi dopiero co porzucającymi profesje kupca (np. w związku z obowiązkami burmistrza).

Nie we wszystkich prowincjach górne piętro drabiny społecznej zajmowali regenten, w prowincjach pozbawionych dostępu do morza o zdecydowanie rolniczej gospodarce ich rolę grała typowa ziemiańska szlachta, podobna do niemieckiej. Chociaż dewizą zawiązanej w 1581 antyhiszpańskiej unii utrechckiej, która powołała do życia Republikę Zjednoczonych Prowincji było: Eendracht maakt macht (W jedności siła), to już w wieku XVII wiadomo było, iż Utrecht, Holandia, Zelandia, Overijsel , Fryzja, Groningen i Geldria tworzą raczej rodzaj politycznego sojuszu niż faktyczną federację. Prowincje miały oddzielny skarb i siły zbrojne , władzę ustawodawczą –stany prowincjonalne. Tym co łączyło poszczególne prowincje była legenda Domu Orańskiego, bowiem to pod wodzą Wilhelma I Orańskiego (1533-1584) Holendrzy oderwali się od Hiszpanii króla Filipa II.

Do 1650 stadhouderzy wybierali skład rad miejskich, potem uprawnienie to przejęły Stany Generalne, a więc de facto regenci, przeciw czemu w XVIII wieku zaczęli protestować rozmaici „demokraci” lub „patrioci” chcący ich wybór uzależnić, jak to było w średniowieczu, od woli lokalnych gildii lub cechów, lub od głosowania mieszkańców.

Faktycznymi przywódcami regentów, jako warstwy społecznej byli wielcy pensjonariusze (rodzaj głównych radców) prowincji Holandii i Zelandii (tzn. najsilniejszych ekonomicznie prowincji, w których w dodatku regenci stanowili elitę) - Raadpensionaris van Holland/Zeeland. W czasach gdy nie było stadhoudera (1650-1672 i 1702-1747), lub gdy ich pozycja była słaba (nie byli namiestnikami wszystkich prowincji, lub nie mieli charyzmy) pensjonariusze byli głównymi decydentami politycznymi Republiki. Do Orańczyków odwoływano się w sytuacjach zagrożenia. Wówczas niechętni im regenci godzili się (pod naciskiem biedoty i duchownych) uznać ich namiestnictwo, co wiązało się z uznaniem ich naczelnymi dowódcami sił zbrojnych Republiki. Za Orańczykami murem stała biedota miast i chłopi, liczący na ich ochronę przez zdzierstwem regentów i duchowni kalwińscy uważający regentów za zbyt liberalnych. Historia Republiki to w dużej mierze dzieje zmagań regentów (w tym pensjonariuszy) z namiestnikami z dynastii Orańskiej.
Regenci nigdy nie cieszyli się sympatią tłumów, wręcz przeciwnie uważano ich powszechni za chciwców. W XVII wieku wyjątkiem od reguły był cieszący się powszechną sympatią Reinier Pauw (1564-1636) .
Amsterdamscy regenci dysponowali około 3200 urzędami, z których większość obsadzana była przez czterech burmistrzów. Nie patrzono na zdolności lecz na koneksje. W pierwszej połowie XVIII wieku prawie wszyscy regenci Amsterdamu należeli do rodów: Trip, Corver i Hooft, miastem Delft trząsł ród Bleiswijk, a miastem Gorcum – ród van Hoey . Niektórzy regenci obawiali się nie bez podstaw, że rozdawnictwo urzędów szybko zamieni się w ich sprzedaż, także ludziom spoza kasty. W Geldrii, stany rządzące tą prowincją postanowiły w 1717 roku urzędy miejskie uczynić dożywotnimi, ustawę tą przeprowadzono mimo silnego oporu „małych ludzi” (tj. mieszczan . Po raz pierwszy (od 1702 roku) zabrzmiał wówczas krzyk o powrót silnej władzy stadhoudera, który wziąłby regentów w karby .

Uosobieniem rządów oligarchicznych regentów mógłby być bogaty rentier Jan Six II (1668-1750), syn Jana Sixa I (1618–1700), amsterdamskiego regenta i pisarza. Jan Six II był od roku 1719 szesnastokrotnie (sic!) wybierany na urząd jednego z czterech burmistrzów Amsterdamu, a od 1745 pełnił funkcję bibliotekarza miasta.
Taka sytuacja była możliwa także w dawnym Poznaniu, i to nawet w tym „demokratycznym” Poznaniu sprzed 1693 roku, w którym patrycjusze nie dawali rady zmonopolizować ani składu rady miejskiej ani ławy, co pokazuje przykład Jana Wielżyńskiego, który od 1514 do roku swej śmierci, czyli 1549 stale urzędował jako ławnik i rajca. Burmistrzem był w latach 1522-1524, 1528, 1533-1534 i 1536 . Podobnie było po nadaniu przywileju Jana III Sobieskiego. Przykładowo kupiec Jan Eyberle był jednym z dwóch burmistrzów m.in. w latach: 1696, 1697, 1699, 1710 i 1718. Później jego potomkowi również zdarzało się pełnić tę funkcje w latach pięćdziesiątych, zaś z samym Eyberle „konkurowali” również wielokrotni burmistrzowie Jan Barczewski i Paweł Pathun. Jeśli Eyberle, Pathun czy Barczewski nie byli burmistrzami, to pełnili funkcję rajców – tak czy owak władza skupiona była w rekach dość łatwo policzalnej liczby ludzi .

Niemal cała historia Niderlandów północnych w XVIII wieku przebiegała pod znakiem walki przeciw i w obronie praw regentów, którzy m.in. sprzeciwiali się silniejszej integracji prowincji (propozycje Simona van Slingelandta z 1717 roku, zresztą regenta) w jeden silniejszy organizm państwowy, co zaowocowało spadkiem znaczenia Republiki Zjednoczonych Prowincji na forum międzynarodowym . Przypadek Holenderski pokazuje jak może wyglądać państwo, w którym władzę przejmie jedna klasa nastawiona jedynie na lokalne i krótkoterminowe cele i przy tym niekontrolowana przez żaden organ odmienny pod względem swej natury, jak np. dwór książęcy.
Polskie miasta XVIII wieku, z wyjątkiem na wpół niezależnego od władzy centralnej, Gdańska, podlegały dość ściśle woli sejmu i króla, o czym przypominała rola starosty generalnego w wyborach burmistrzów.

Dziś sprawy obsady urzędów w XVIII-wiecznych miastach wydają się sprawą bardzo przebrzmiałą i wyobrażamy sobie ten proces jako coś najłagodniejszego pod słońcem, podczas gdy bardzo częste dzielenie wpływów pomiędzy poszczególne grupy, warstwy i kasty pokazują, że pod spokojną fasadą pięknych ratuszy, kipiał nierzadko wulkan emocji i indywidualnych ambicji. Walka o stanowiska odbywała się jednak zdecydowanie mniej na poziomie haseł, a zdecydowanie bardziej wokół kwestii urzędniczych i przywilejów konkretnych warstw społecznych. Skoro tak bardzo dbano o to by każda warstwa społeczna, czy grupa nacisku (w Poznaniu tzw. trzy „porządki”) miały dostęp do funkcji administracyjnych i skarbowych, widać wyraźnie głęboką nieufność między nimi, połączoną ze skłonnością do łączenia urzędu z indywidualnymi korzyściami, nie wspominając o całkowicie zrozumiałym prestiżu tych stanowisk. Gospodarka była regulowana ograniczeniami i zakazami, więc połączenie jej z polityką było oczywiste.
Walka o obsadę stanowisk nie pociągało za sobą haseł zmiany całego ustroju miasta tylko, jeśli miasto stanowiło siedzibę dworu i było odeń gospodarczo zależne, tak jak to było w przypadku Darmstadt, stolicy Landgrafstwa Hesji-Darmstadt od 1567 roku, powstałego w wyniku podziału Hesji. Prawa miejskie przyznał mu cesarz Ludwik IV Bawarski dekretem (Stadtprivileg) z 23 lipca 1330 roku . W dokumencie jest mowa o tym, że miast, ze Darmstadt ma cieszyć się takimi samymi przywilejami jak Frankfurt (…ze gleiche Weis als User und des (richs)stat Franchenfurt hat und auch stet …). Wówczas miasto należało do hrabiów von Katzenelnbogen, którzy wznieśli zamek do jego obrony, nieco na południe od Darmstadt. Ówczesny samorząd miejski składał się z 14-osobowej rady pod przewodnictwem sołtysa (Schultheiß). W mieście rządził patrycjat. Przedstawiciele klasy rządzącej piastowali swe urzędy dożywotnio. W roku 1457 hrabia Katzenelnbogen kazał podwoić liczbę członków rady. Od połowy XV wieku istniał też urząd burmistrza (Bürgermeister), początkowo zarządzającego jedynie skarbem miasta (Stadtkammer). Z początkiem XVI wieku urząd rozdwoił się; Ratsbürgermeister (potem zwany: Oberbürgermeister), wybierany był spośród radców i przez nich, a „młodszy burmistrz: - jüngerer Bürgermeister (potem: Unterbürgermeister), przez ogół mieszczan . Rada i plebs miejski z zasady nie ufali sobie wzajem . Landgraf Ernest Ludwik, władający Hesją-Darmstadt w latach 1678-1739 uczynił wiele dla rozwoju swej stolicy. Dnia 4 maja 1695, gdy położył kamień węgielny pod budowę nowych przedmieść . Miasto jednak w dużym stopniu rządziło się samo. 29 marca 1721 roku władze miejskie wydały regulamin (Stadtreglement), by wprowadzić bardziej regularną obsługę finansową poszczególnych miejskich potrzeb , Po 1724 roku kandydat na Unterbürgermeister był najpierw akceptowany przez radę, co zmniejszało jego samodzielność.

By zrozumieć jak bardzo miasto i jego gminy były uzależnione od dworu wystarczy krótkie zestawienie. Darmstadt w roku 1772 liczyło 9.800 mieszkańców, lecz liczba ta obejmuje także administrację landgrafa, dwór, jego służbę, urzędników, dość niewielką ilość dworaków, po ich odjęciu zostawało równo 6.600 mieszkańców. W 1777 roku minister Friedrich Karl von Moser (1723-1798) oceniał liczbę ludności na 9038, lecz z tego dworzan, urzędników i dworaków było 1.305, a żołnierzy aż 3045 . Darmstadt było wiec prawdziwym Residenzstadt – miastem w cieniu dworu. Prawdziwą władzą była zawsze jedynie landgraf i to do niego zgłaszano się w razie jakichkolwiek trudności, na przykład takich jakie wynikły wokół wyborów burmistrzowskich w grudniu 1789 roku. Tak jak w średniowieczu, tak i w tych czasach burmistrzów było dwóch, obu wybierano na rok; ważniejszy Oberbürgermeister i podległy mu de facto Unterbürgermeister. Pierwszego wybierała od czasów średniowiecznych rada spośród swego grona. Drugiego przed XVIII wiekiem wybierał lud, czyli de facto cechy rzemieślnicze, w XVIII wieku rada wybierała go spośród kandydatów przez te cechy zaproponowanych. Z wyborem Unterbürgermeister nie było w 1789 roku problemu. 17 grudnia tego roku odbyły się wybory Oberbürgermeistera i pojawiły się kłopoty. Czterej członkowie rady; Johann Justus Netz, Johann Philipp Dessel, Sparschneider i Dambmann poparli Johanna Wilhelma Beckera, który był już raz burmistrzem w 1779 roku. Pięciu członków rady; dotychczasowy Oberbürgermeister Schmidt, Johann Nicolaus Morneweck, Böhler, Schwarz i Orttenburger poparli Johanna Valentina Hessemera. Becker poparł Netza, a Hessemer Böhlera. Becker uważał, że teraz jest jego kolej na objecie urzędu, ponieważ nie chcąc się wzajem urazić rada wybierała burmistrza według pewnego określonego porządku; jeśli Becker był burmistrzem w 1779 roku, to teraz powinien być nim znów, dlatego już 18 grudnia 1789 roku poskarżył się landgrafowi , że motywy wyboru Hessemera zamiast niego były polityczne. Ze swej strony Hessemer dowodził, że większość poparła właśnie jego, ponieważ Becker bardzo nieudolnie zarządzał miastem w 1779 roku; poza tym przez dwa lata przed grudniem 1789 roku pojawiał się w siedzibie rady tylko na wybory burmistrzów. Syndyk miejski Wilckens popierał Beckera .

29 grudnia landgraf Ludwik IX (pan. 1768-1790) zwołał komisję do rozpatrzenia tych kwestii. Przewodniczył jej znany nam dobrze minister i asesor rządowy (Regierungsassessor) Andreas Peter von Hesse. Sporządzono 90-ciostronicowy raport, który przedłożono ministrom 16 stycznia 1790 roku, a 20 stycznia landgrafowi. Przyznano rację po trosze obu stronom, a wybór dano do potwierdzenia Ludwikowi IX. Władca odrzucił sugestię komisji o możliwym współrządzeniu obu burmistrzów i zarządził (29 stycznia) by Becker i Hessemer rzucali kośćmi; kto wyrzuci więcej oczek zostanie burmistrzem.
30 stycznia o godzinie 14:00 wszystko było już w ratuszu gotowe, lecz Becker odmówił rzucania kośćmi o urząd, podobnie zresztą uczynił zaraz po nim jego przeciwnik. Sprawa zakończyła się zarządzeniem landgrafa by na rok 1790 burmistrzem uczynić Beckera. Ten był zachwycony, że władca przyznał rację jego argumentom, nie wiedząc, że Ludwik IX po prostu sam rzucał kośćmi.
Zależność miasta-siedziby dworu z tym ostatnim musiały wyglądać podobnie w Poczdamie, który nie istniałby bez zamówień dworu i podobnych miastach. Bywało i odwrotnie. Niedostatek władzy centralnej, jak na przykład w Elektoracie Hanoweru po 1714, gdy elektor Jerzy Ludwik został królem Wielkiej Brytanii i wyjeżdżając do Londynu, przekazał rządy ministrom. Sama stolica – miasto Hanower wykorzystało zaistniałą sytuacje dla znacznego usamodzielnienia się, a nawet wtrącania się w sprawy prowincjonalne. Zdolny Christian Ulrich Grupen (1692-1767), długoletni (1725-1767) burmistrz miasta Hanoweru, w zabiegach o polepszenie bytu mieszkańców, nie bał się nawet ostrych słów wobec ministrów skupionych wokół Gerlacha von Münchhausena.

Jednak, jak zauważa polska znawczyni nowożytnych dziejów Rzeszy niemieckiej Maria Wawrykowa, już w ciągu XVII wieku niemal wszystkie niemieckie miasta, ongiś prawdziwe średniowieczne państewka o znacznym wpływie dyplomatycznym, zostały opanowane przez niemieckie świeckie i duchowne państwa terytorialne, jak to się stało z m.in. Erfurtem (W 1664 roku urząd miasta przejął arcybiskup moguncki Johann Philipp von Schönborn), Kolonią czy Bambergiem, które czasem nawet teoretycznie zachowywały tytuł wolnych miast Rzeszy podległych jedynie cesarzowi, lecz tak naprawdę podlegały przede wszystkim wpływowym sąsiednim księstwom, często z powodu czysto gospodarczych . Znacznie większą autonomią cieszyły się paradoksalnie duże handlowe miasta francuskie takie jak Marsylia czy Bordeaux, które w praktyce nie musiały oglądać się nawet na zdanie „absolutnego” króla Ludwika XIV. Zwłaszcza Rada kupców marsylskich zwykła wówczas prowadzić własną, czasem sprzeczna z wersalką, politykę handlową . W Niemczech właściwie jedynie Hamburg, Lipsk (który zachował znaczna autonomię od decyzji elektorów saskich) i Frankfurt cieszyły się jeszcze w XVIII wieku polityczną niezależnością.

Miasta cesarskie i stany księstw niemieckich mogły apelować do cesarza do Wiednia. Jeszcze w latach 1765-1790 wiedeńska Rada Nadworna (Hofrat) rozpatrywała ok. 10.500 procesów. Najwięcej dotyczyło stosunków w Meklemburgii, wolnym mieście cesarskim Frankfurcie i biskupstwie Liège . Na te apelacje władcy terytorialni patrzyli niechętnym okiem. Na przykład stany Wirtembergii nie pozwoliły tamtejszym książętom wprowadzić pełnego absolutyzmu władzy, dzięki poparciu płynącego dla nich z Wiednia i Hofratu . Był to jednak przypadek dość odosobniony. Patrycjat miasta cesarskiego Frankfurtu prowadził własną politykę niemiecką. Teoretycznie miasto stało murem za cesarzem, ale w praktyce było z tym różnie. Dziadek Goethego ze strony matki, Johann Wolfgang Textor (1693-1771), członek rady miasta (od 1727 roku) i burmistrz (od 1747 roku), był także radcą cesarskim, dzięki honorowemu nadaniu cesarza Karola VI, dlatego czuł się w obowiązku być lojalnym wobec niego, ale już jego zięć Johann Caspar Goethe (1710-1782), również urodzony Frankfurtczyk, który nabył tytuł radcy za 313 guldenów był miłośnikiem Prus i Fryderyka II, któremu życzył szczęścia w wojnie o austriacką sukcesję. We Frankfurcie obserwujemy ten sam proces życia po szlachecku wśród patrycjatu, co w Poznaniu i Krakowie (nabywanie ziemi, pałace miejskie).

Jeszcze większą niezależnością niż Frankfurt cieszył się w omawianych czasach Hamburg, co powodowało, iż musiał on stale manewrować między takimi potęgami jak Prusy, Dania, Szwecja, Wielka Brytania i Rosja dla których z różnych względów stanowił łakomy kąsek lub bezpardonowo zwalczaną konkurencję. Hamburg był potężnym graczem politycznym z własną flotą wojenną (wiadomo, że w 1594 roku miał już własne kolegium admiralicji) i armią lądową (własny garnizon od 1614 r.).
Polityczną głową Hamburga była rada (w latach 1663-1710 24 rajców i 4 burmistrzów plus 3 syndycy jedynie z głosem doradczym) , lecz już od XV wieku jej autorytet w mieście stale spadał, stąd w 1712 cesarz Karol VI Habsburg (pan. 1711-1740) interweniował by wzmocnić jej pozycje wobec licznych mieszczańskich kolegiów , czyniąc właściwie to samo co nieco wcześniej Sobieski wobec Poznania. W lutym 1767 roku już wysokie pensje rajców podniesiono jeszcze dodatkowo o ¼ . Trudno powiedzieć czy był to bardziej skutek stale rosnącej siły rady czy ekonomicznego wzrostu osiągniętego w okresie wojny siedmioletniej (1756-1763). To zainteresowanie dochodami związanymi z pełnieniem urzędu jest charakterystyczne dla epoki. Rajcy z kupców stawali się urzędnikami, często wykształconymi na najznakomitszych uniwersytetach Niemiec i coraz bardziej oddalonymi mentalnie od spraw kupieckich. Podobne zjawisko miało nastąpić w tych czasach również w Gdańsku.

Gdańsk, inaczej niż Hamburg wyszedł z „wieków ciemnych” z silną radą miejską (w XVII w - 14 rajców, 4 burmistrzów i 5 rajców Starego Miasta), której pozycja pozostawała właściwie niezachwiana aż do czasów potopu szwedzkiego. Własne siły zbrojne miasta były bardzo silnie zaangażowane w walki ze Szwedami. Prowadzenie wojny było rzecz jasna kosztowne stąd tzw. Trzeci Ordynek (pierwszy i drugi stanowiły patrycjuszowska rada i ława), który reprezentowali przede wszystkim mistrzowie poszczególnych cechów rzemieślniczych wykorzystał w lipcu 1655 roku wysuniętą przez radę propozycję rady uchwalenia nowych źródeł dochodów by zmusić rajców do przeprowadzenia reformy ustrojowej. Rada nie mogła stosować zwyczajowej taktyki przemilczania i zaniechania, ponieważ wojsko gdańskie stało nieopłacone a ze strony szwedzkiej groziło stałe niebezpieczeństwo. Trzeci Ordynek domagał się połączenia dwóch kas miejskich: dochodów zwyczajnych (kamlaria) i nadzwyczajnych (Hilfsgelderkasse) w jedną, nad którą pieczę sprawowaliby pieczę delegaci wszystkich trzech ordynków. Mamy tu więc do czynienia ze wspominaną już analogiczna sytuacją w poznaniu gdzie wzajemna nieufność między przedstawicielami poszczególnych warstw społecznych objawiała się przede wszystkim w dyskusjach o dysponowanie środkami finansowymi miasta. W 1658 roku rada zaczęła zgadzać się na postulaty Trzeciego Ordynku . Musiała się zgodzić nawet na to by każdy wydatek w wysokości ponad 20.000 florenów wymagał kolejnej zgody ordynków .

Rajcy czyli patrycjat gdański stanowili odrębna grupę społeczną lokującą swój kapitał w ziemi, często przejmując majątki, a nawet całe wioski w zamian za niespłacony kredyt . Kupcy apelując do króla o wsparcie dla postulowanych przez nich reform, przedstawiali rajców jako tych którzy wprowadzają w mieście rządy absolutne naruszając, co pewnie szczególnie przykuło wzrok króla, prerogatywy królewskie , mimo, iż dotychczas protestowali, gdy król, korzystając z owych prerogatyw otaczał na przykład swą opieką rzemieślników pozacechowych. Jednocześnie wszystkie trzy ordynki odcięły się od żądań cechów i nawet sugerowały by nie potwierdzał on przywilejów cechowych. Tak silna była niechęć między stronnikami rady i cechami. Jan III Sobieski potwierdził je jednak w kwietniu 1676 roku, a w 1677 wprowadził zasadę, że cztery najsilniejsze cechy mają przedłożyć 16 kandydatów na dożywotnich członków Trzeciego Ordynku, z których ta miała wybrać 8. Sam król, dbając o „prawdziwą wiarę” w odpowiedzi na dotychczasowe skargi katolików, wprowadził jeszcze 6 wyznawców katolicyzmu do ordynku . Trzeba zauważyć, że król nie poparł cechów, choć miał ku temu okazję. Poprzestał jedynie na drugorzędnych decyzjach, jak na przykład złamanie monopolu rady do dostępu do archiwum miejskiego. Edmund Cieślak sądzi, że ugodowa postawa Sobieskiego wobec rady wynikała z jego obawy przed osłabieniem całego Gdańska-jedynego naprawdę silnego ośrodka mieszczańskiej władzy i kultury w szlacheckiej Rzplitej . Temu monarsze z reguły przypisuje się najlepsze chęci i dalekowzroczność, choć miał obsesję na punkcie Turcji, nie umiał wyzyskać zwycięstw i kilkukrotnie był na jurgielcie obcych mocarstw w swej młodości . Być może po prostu bał się spadku wpływów podatkowych z Gdańska, a może po prostu wolał rozmawiać z wąska elitą niż z szerokim gremium, gdy chodziło o sprawy miast, w końcu tak prawdopodobnie rozumował w odniesieniu do Poznania. Rajców dzieliło z kupcami to jeszcze, że otrzymywali wysokie pensje, które przeszkadzały im w zrozumieniu kupców i ich interesów .
Prusy Królewskie, prowincja, do której należał Gdańsk i w której sejmiku zasiadali przedstawiciele tego miasta, Torunia oraz Elbląga miały specyficzny status częściowej autonomii wobec władzy królewskiej i sejmu. Miasta te były obrońcami interesów mieszczan w całej prowincji. Gdy przykładowo w 1688 roku Toruń popadł w ostry spór z biskupem Chełmińskim, uzyskał poparcie Gdańska . Poza tym rada gdańska starała się przeforsować tezę, że miasto podlega jedynie królowi ale sejmowi już nie (m.in. traktat Ernsta von der Lindego, burmistrza w latach 1712-1721: Ius Publicum Civitatis Gedanensis z II połowy XVII w.), gdyż ten jako ciało szlacheckie nie rozumiał interesów gdańska. Sytuację ratował fakt, iż sejm, choć uważał się za w pełni uprawnionego do ingerowania w sprawy miasta, nie robił tego zbyt często .
W połowie XVIII wieku w Gdańsku doszło do potężnego konfliktu społecznego, którego nasiona zostały zasiane wcześniej. Wówczas wąska elita miasta zmieniła się w grupę nazywaną „uczonymi” (die Gelehrten, litterati), była ona związana z radą i silnie w niej reprezentowana (mimo protestów Trzeciego Ordynku). „Uczeni” stanowili nową kastę, do której można było wejść kształcąc się w najlepszych europejskich uniwersytetach i/lub żeniąc się z córką „uczonego”. W latach 1699-1749 z 74 rajców urzędujących w owym okresie, aż 62 rekrutowało się z grupy „uczonych”. W 1749 roku król August III polecał wybitnemu gdańskiemu prawnikowi i historykowi Gottfriedowi Lengnichowi (1689-1774) dopomóc gdańszczanom zamierzającym złożyć skargę na „uczonych” . Ten zaś, choć uzyskał stanowisko syndyka miejskiego dzięki poparciu królewskiemu, już w 1750 roku zmieni front i będzie w składzie delegacji rady do Warszawy starał się wpłynąć na decyzje królewskie wobec ustroju Gdańska, które były w tym roku wydane, pokrywając się z reguły z nienawistnymi radzie, postulatami Trzeciego Ordynku . Delegacja mimo prób przekupienia wpływowych arystokratów i ministrów saskich i polskich nie odniosła sukcesu i w lipcu 1750 roku Gdańsk miał już radę i ławę, w której co najmniej 1/3 zasiadających miała być, zgodnie z wolą Augusta III, kupcami, aktywnie prowadzących interesy . Warto nadmienić, że wśród Gelehrten nie brakowało nawet ludzi pochodzenia szlacheckiego jak pruski szlachcic Joachim Hoppe, który dzięki studiom w kilku krajach został profesorem w gdańskim gimnazjum akademickim, a potem kolejno syndykiem i burmistrzem .
Bardzo interesujące, że podobnej ewolucji społecznej elit czyli rady i odwrotnie nie można zaobserwować we Wrocławiu, mieście o równie wysokich jak Gdańsk, pretensjach kulturalnych. Stolica Śląska była od 1526 roku posiadłością Habsburgów związaną ekonomicznie i politycznie z Królestwem Czech. Wrocław cieszył się autonomią, z której skwapliwie korzystał podporządkowując sobie inne śląskie miasta. W XVII wieku Habsburgowie patrzyli zwykle krzywym okiem na wrocławski protestantyzm, ale gdy próbowali wprowadzić kontrreformację musieli podstępem przemycać agentów kontrreformacji – tak bardzo bali się rady. Dopiero w drugiej połowie XVII wieku kontrreformacja przyniosła pewne postępy. Elita pozostała jednak w znacznej mierze potężna i niezależna i być może „wariant gdański” (Gelehrten) by się powtórzył, gdyby nie przejecie miasta wraz z cała prowincją przez scentralizowane państwo pruskie (1740-1741) . Tak to wariant holendersko-gdański przeszedł w darmsztadzko-berliński.

W Krakowie sprawy wyglądały jeszcze inaczej. Patrycjat z prawdziwego zdarzenia powstał w tym mieście w XV wieku z przybyszów z Niemiec (np. Betman z alzackiego Wissemburga), Włoch a nawet Węgier. Wszyscy polonizowali się. Najtrudniej przychodziło to Włochom . Rada Krakowska dominował w życiu politycznym miasta przynajmniej od roku 1475 , patrycjusze zaś byli związani z królewskimi urzędnikami i szlachtą, co było tym naturalniejsze, że Kraków był główna siedzibą dworu, wiec już w XVI wieku całym miastem trzęsło 20-25 rodzin głównie pochodzenia włoskiego i niemieckiego . I znów ważną rolę odegrał Jan III Sobieski, który w 1676 bawiąc w mieście przekazał w ręce rady kwestie wyboru składu nowych rajców, co dotychczas należało do kompetencji wojewody krakowskiego . Dzięki listom opłat na rzecz Szwedów (1701) okupujących Kraków pod wodzą gen. Magnusa Stenbocka, wiadomo, że najbogatszymi ówczesnymi krakowianami byli ludzie pochodzenia włoskiego: Merchetti, Belli, Meglioruci. Przynajmniej ta elita miejska zachowała mieszczański charakter bycia, choć wznosili oni wille poza miastem na wzór florencki i mediolański. Czynili tak nawet ci o nie-włoskim pochodzeniu . W 1747 roku ubożsi mieszczanie skarżyli się Augustowi III, że radni wyprawiają na sejm posłów, „którzy tylko z magistratem trzymają a mieszczan biją” . Jak widać problem konfliktów elit z kupcami był nieobcy i temu miastu. W mniejszych miastach takich jak na przykład Kościan nie mogła wykształcić się elita, której interesy byłyby sprzeczne z interesami najaktywniejszej klasy czyli kupców . Sam Poznań zresztą również, w porównaniu z Gdańskiem czy Krakowem był w opisywanych czasach miastem mało ludnym, dlatego tak wielkim wysiłkiem dla jego mieszkańców było goszczenie i utrzymywanie kilku tysięcy królewskich żołnierzy w 1711 roku, w sytuacji, gdy niedawna zaraza zredukowała liczbę poznaniaków do zaledwie 4 tysięcy (w 1777 roku – 8-9 tysięcy) . A mimo tej niewielkiej liczby mieszkańców elita żyjąca na sposób szlachecko-podobny wykształciła się.



W 1756 roku ordynacja sądu asesorskiego wprowadziła pewne niewielkie zmiany w ustroju w datującej się od czasów Sobieskiego formy ustroju miasta. Większe zmiany przyniosła dopiero działalność stanisławowskiej Komisji Dobrego Porządku. W 1779 roku władzę najwyższą w mieście miał stanowić magistrat w osobach prezydenta, wiceprezydenta, wójta i 5 radców. Wójt nadal przewodniczył sądowi miejskiemu wraz z 7 ławnikami, a kolegium 12 mężów straciło w zasadzie wszelkie swe kompetencje poza prawem wyborczym. Do tego należy dodać fakt, że dziedziczność miejsc w radzie została utrzymana. Wszystko to razem oznaczało kolejne wzmocnienie rady i miejscowej elity. Co skłania do zadania pytań czyżby ruch w drugą stronę (ograniczenie polityczne elity) był w ogóle niemożliwy? Nie tylko w Poznaniu ale gdziekolwiek? Dopiero sejm czteroletni wprowadzi w 1791 roku wybory władz miejskich. Wyborcami byli obywatele-posesjonaci . Autorka pracy o Komisji Dobrego Porządku, Bogna Tyszkiewicz do rady po reformach komisji zaliczała prezydentów , wójta, 2 radnych i 12 mężów, do ławy – ławników, a do Trzeciego Porządku – koła gminne kupców i rzemieślników, dowodząc, że to KDP przywróciła w Poznaniu rządy trzech porządków, jednocześnie podkreślając, że pospólstwo całkowicie straciło wszelki wpływ na bieg spraw miejskich. Jak widać nie ma zgody jak naprawdę wyglądał ustrój stanisławowskiego Poznania ale tendencje elitarystyczne widoczne są w obu wersjach. Warto też wspomnieć, że KPD bardzo zaostrzyła kary za znieważenie urzędnika magistratu a tumulty i nawoływanie do nich nakazała karać śmiercią .
Poznań jak widać nie był miastem wyjątkowym, ani pod względem ustrojowym, ani pod względem mentalności elity mieszczańskiej. W epoce, gdy bogactwo kojarzyło się ze szlacheckim sposobem życia, nie dziwi, że mieszczanie naśladowali ten styl. Najbardziej mieszczańskie państwo tych czasów – Republika Zjednoczonych Niderlandów także ulegała tej tendencji. Tak jak w XVII wieku kupcy obracający wielkimi sumami gotówki i towarami wartymi fortunę, specjalnie odżywiali się skromnie stosując dietę marchwiowo-rybną, tak w XVIII-wieku poczęli spożywać wykwintne frykasy na wzór arystokracji francuskiej i niemieckiej . Przypomina to niedawne doświadczenia Norwegów, narodu pamiętającego biedne czasy i nawet dziś jadającego skromnie, choć stać ich na luksusy.
To oszczędzanie na przyjemnościach, umiar i tendencja do stałego inwestowania własnych pieniędzy stanowiło przez wieki rdzeń mieszczańskiego etosu. Wykpiwał go m.in. rosyjski nacjonalista Dostojewski w swej powieści: „Gracz”, w której opisywał walkę i wyrzeczenia niemieckich mieszczan przez wiele pokoleń, aby po kilkuset latach rodzina mogła się wreszcie cieszyć luksusami. Johan Huizinga wspominał, że nawet bohater walki gandawskich mieszczan przeciw hrabiemu Flandrii i jego lennikom i przez wieki bohater mieszczańskiej historiografii, Jacob van Artevelde (1290-1345) żył jak baron, a nie jak miejski urzędnik . Skłania to do zadania sobie pytania w jakim stopniu etos starego mieszczaństwa był sztuczną konstrukcją wymyśloną przez antyszlacheckich intelektualistów, a w jakim stopniu czymś konkretnym i namacalnym. Czy na przykład niedawno wydana niemiecka książka: „Ludzie prości ludzie niepokorni”, chce ukazać, jak pisze autor Norbert Schindler społeczeństwo poza mieszczaństwem, tj. plebs, ma na myśli społeczeństwo nie-mieszczańskie jako to, które nie podziela mieszczańskich wartości, czy konkretne grupy nie należące do mieszczan . Schindler zdaje sobie sprawę z tych komplikacji, gdyż trafnie zauważa, że nowożytną, kulturę niemiecką (a zwłaszcza jej dzisiejszy oświeceniowy rdzeń) tworzyli przede wszystkim mieszczanie w oparciu o mieszczańskie wartości w znacznie większym stopniu, niż np. angielską czy francuską. Powracając do patrycjuszy. Wydaje się, że elity miejskie przez całe wieki przejawiały nie tylko, dość naturalna tendencję do zawłaszczania władzy, ale także do porzucania, kiedy tylko było to możliwe, mieszczańskiego sposobu bycia, co czasem nawet skutkowało ich niechęcią wobec mieszczaństwa i wobec prowadzenia interesów. W pogoni za czymś wznioślejszym i lepiej widzianym społecznie poszukiwali innych zajęć, niż to, które dały im, lub ich przodkom, bogactwo. Tak jak patrycjusze Gdańska w XVIII wieku uciekali w naukę i szczycili się, ze nie są już kupcami, tak elity innych miast naśladowały szlachecki sposób bycia i życia. Pod tym względem Poznań nie był żadnym wyjątkiem lecz podążał ścieżka typową dla dużych wczesno nowożytnych ośrodków miejskich.
Można by pokusić się o to co dzisiaj jest tym lepszym zajęciem do którego elity miejskie uciekają w pogoni za uznaniem, z kogoś lepszego. Jest nim, jak się zdaje już od XIX wieku filantropia i mecenat kulturalny. Być może właśnie to miał na myśli Oscar Wilde twierdząc, że „nikt nie ma tak nieczułych serc jak ludzie zakładający towarzystwa charytatywne” – czyniąc tak z wyrachowania i próżności. W kontekście dzisiejszych dyskusji o mentalności kapitalistycznej lub jej braku, warto zastanowić się dlaczego nawet w krajach, gdzie mieszczaństwo miało wysoką pozycję, mieszczański sposób życia był uważany za niegodny prawdziwych ludzi sukcesu i prawdziwych patrycjuszy.





BIBLIOGRAFIA:
• Balicki J., Bogucka M., Historia Holandii, Ossolineum Wrocław 1989.
• Battenberg F., Darmstadts Geschichte. Fürstenresidenz und Bürgerstadt im Wandel der Jahrhunderte. Eduard Roether Verlag, Darmstadt 1984.
• Bieniarzówna J., Małecki J. M., Dzieje Krakowa t. 2. Kraków w wiekach XVI-XVIII, Wydawnictwo Literackie Kraków 1984.
• Boxer C.R., Morskie imperium Holandii 1600-1800, Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1980.
• Bromley J., Meyer J., „The Second Hundred Years War (1689-1815)” in: Britain and France Ten centuries, Folkestone (Kent) 1970.
• Cieślak E. (red.), Historia Gdańska t. III/1, Gdańsk 1993.
• Darmstadt in der Zeit de Barock und Rokoko, Magistrat der Stadt Darmstadt, 1980.
• Davies N, Moorhouse R., Mikrokosmos. Portret miasta środkowoeuropejskiego. Wrocław. Breslau. Vratislavia, Wydawnictwo Znak Kraków 2002.
• Deppert F., Darmstädter Geschichte(n), Verlag H.L. Schlapp Darmstadt 1980.
• Dziesięć wieków Poznana. I. Dzieje społeczno-gospodarcze, Sztuka Poznań/Warszawa 1956.
• Florkowski H. (red.), Kościan rzemiosłem stał, Kościan 1974.
• Gallois J.G., Geschichte der Stadt Hamburg nach den besten Quellen bearbeitet, B. II., Stern Hamburg 1854.
• Gaxotte P., Rewolucja francuska, Wydawnictwo ARCHE, Gdańsk 2001.
• Gersdorff D. von, Matka Goethego, Warszawa 2005.
• Goslinga A., Slingelandt's efforts towards European peace, M. Nijhoff The Hague 1915.
• Huizinga J., Jesień średniowiecza, PIW Warszawa 1961.
• Jarochowski, Zdobywcy i okupanci staropolskiego Poznania, Wydawnictwo Miejskie Poznań 2007.
• Lademacher H., Geschichte der Niederlande. Politik-Verfassung-Wirtschaft, Wissenschaftliche Buchgesellschaft Darmstadt 1983.
• Łukaszewicz J., Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania w dawniejszych czasach, Wydawnictwo Miejskie Poznań 1998.
• Mika M. J., Studia nad patrycjatem poznańskim, Wydawnictwo Miejskie Poznań 2006.
• Napierała P., Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu. Wielcy władcy małego państwa, Wydawnictwo Naukowe UAM Poznań 2009.
• Noël J. F., Święte cesarstwo, Volumen Warszawa 1998.
• Przywileje miasta Poznania XIII-XVIII wieku, Wydawnictwo PTPN Poznań 1994.
• Rischsbieter H., Hannoversches Lesebuch oder: Was in Hannover und über Hannover geschrieben, gedruckt und gelesen wurde. Bd. 1, 1650-1850, Hannover 1986.
• Schindler N., Ludzie prości, ludzie niepokorni. Kultura ludowa w początkach dziejów nowożytnych, Wiedza Powszechna Warszawa 2002.
• Schramm P.E., Hamburg, Deutschland Und die Welt. Leistung Und Grentzen hanzeatischen Bürgertums in der Zeit zwischen Napoleon I. und Bismarck. Ein Kapitel deutsche Geschichte, Universitätsverlag Georg D.W. Callwey München 1943.
• Suchodolski S., Ostapowicz D., Obalanie mitów i stereotypów. Od Jana III Sobieskiego do Tadeusza Kościuszki, Bellona Warszawa 2008.
• Topolski J. (red.), Dzieje Poznania do roku 1793, T 1**, PIW Warszawa/Poznań 1988.
• Tyszkiewicz B., Komisja Dobrego Porządku w Poznaniu 1780-1784, Wydawnictwo Miejskie Poznań 2005.
• van Huffel W., Willem Bentinck van Rhoon, zijn persoonlijkheid en leven, 1725-1747, 's-Gravenhage 1923.
• Vann, J.A., Württemberg auf dem Weg zum modernen Staat 1593-1795, Stuttgart 1986.
• Wawrykowa M., Niemcy 1648-1789, PWN, Warszawa 1976.
• Wielgosz Z., Zimniewicz K. (red.), Kościan zarys dziejów, PWN Warszawa/Poznań 1985.
• Wiesiołowski J., Wojciechowska Z., Władze miasta Poznania. Tom I. 1253-1793, Wydawnictwo Miejskie Poznań 2003.
• Zientara W., Gottfried Lengnich ein danziger Historiker in der Zeit der Aufklärung. Teil 1, Wydawnictwo UMK Toruń 1995



SUMMARY


Political system of particular more economically important early modern european cities is well known in historiography. It does not mean however that those systems are often a subject of a comparative study. This article is an attempt to analyse how patrician families used to control their cities and to consolidated their power within the representative bodies of the city. I have used the example of various Polish German and Dutch cities granting the most import ant place to early modern Poznań. The separate and characteristic ethos of patrician families and officials were also of great interest of mine but the article is maliny foused on monopolizing power by patricians and ways of depriving other townsmen of any political influence. Very interesting is the fact that patrician families of 18th century Europe tended to give up the profession of tradesmen and the way of life which was typical for them. This article refers also to the relationship between the political situation of various countries and the policy of urban authorities.

piątek, 10 grudnia 2010

Moja promocja doktorska

Moja promocja doktorska odbyła się wczoraj 9 grudnia 2010 r.



temat pracy doktorskiej: „Kraj wolności” i „kraj niewoli” – brytyjska i francuska wizja wolności – XVII-XVIII wiek
promotor: prof. Waldemar Łazuga





SUMMARY pracy doktorskiej
In my doctoral thesis: „Kraj wolności” i „kraj niewoli” - brytyjska i francuska wizja wolności – XVII i XVIII wieku (A ‘country of liberty’ and a ‘country of slavery’ – The British and French Concept of political Liberty in 17th and 18th Century) I attempted to compare the British and the French concepts of political freedom which were being developed in course of the 17th and 18th centuries. My idea was to examine if the popular vision of the early modern France as the ‘county of political slavery’ and – in the same time – of Britain as a mecca for every freedom-lover is really justified. In this case both political thought and ideas of various thinkers and informations about the reality of that era were of great interest of mine.
To achieve this goal I had to define which of the two main existing ideas of political liberty I myself support. Authors of the majority of already existing monographs about it are inclined to the so-called: ‘positive liberty’ which consists mainly in giving to the huge number of people the possibilyty to somehow control the government by participating in it (voting). For those who believe in ‘positive liberty’ (a concept developer first and foremoste by Thomas Paine and John Stuart Mill) the best way to secure it - is to transform every autocratic rule into a more democratic one. I am far more inclined to akcept the idea of ‘negative liverty’ prefered among other by Isaiah Berlin who was the first to distinguish between the two main concepts. ‘Negative liberty’ is refering to the necessity to secure as Little interference from the governments side into the people’s everyday life as possibile. Because of this two ways of under standing political Liberty we can divide all thinkers who have liberal inclinations in two groups: democratic liberals and aristocratic (or conservative) liberals (as Henry Spencer or Frideric Bastiat), who normally treat the demoratic administration as the same potential threat for individual freedom as any other administration – everything depends on the steps taken by minister, kings or parliaments. From the democratic perspective the concept of this thesis would be pointless but it is not from the point of view which I prefer as a more real perspective.
My PhD Thesis is divided into six chapters. In the first chapter I attempted to present an abstract of the general history of possibile Liberty concepts. In the next chapter my aim was to discover why so many British (not only political) political authors of the 17th and 18th centuries are so much concerned about the problem of individual and public liberty. I have analysed the so-called „whiggish historical myth”, according to which the whole English (after 1707 – British) political history is perceived as a great struggle for freedom against various ‘oppressors’ such as: Roman Empire, the Papacy, Spain of Charles V and Philip II, France of Louis XIV, Louis XV, Robespierre and Napoleon Bonaparte. I dealt with the koncept of the so much praised English „monarchia mixta’ in which the aristocratic, the democratic and the monarchical elements of the government co-exist in a splendid harmony, whithout which, as it was believed, England would have fallen into a state of horrid tyranny and its people – into slavery. I tried to understand why the Britons living in the early modern era called the French: pope-ridden, wooden-shoed slaves. On the other hand I analised the first absolutist treatises written in England (Robert Filmer, Thomas Hobbes etc.) to observe the arguments used in them especially those concerning political liberty. The same I did in the third chapter with French treatises written by local adherents of ‘king’s divine rights’ (Domat, Bossuet, Le Bret etc.) and its relation to individual liberty. The ‘voice of nobility’ of both nations was also of great interest to me because diffrent historical experiences defined different koncept of liberty of the rich and powerful. In the post-norman Britain the nobility was accustomed to co-operate in the king’s government whereas in France they used to fight against him especially when he attempted to extend his political influence. The aristocratic version of political freedom is best represented by Sunderland’s and Boulainvilliers’ concepts developed independently on both sides of the Channel in the first half of the 18th century.
In the fourth chapter I analysed the new ideas concerning freedom and political Liberty created by the Anglo-Scottish enlighenment. The koncept of the freedom of the press (Defoe, Hume), the individualisation of a subject, new vision of the just law and new thoughts on mutiny (Johnson, Burke) and slavery. The following chapter is devoted to the various concepts of French political thought in the 18th century, such as: the monarchical idea of Voltaire, the thèse nobiliaire of Montesquieu and Boulainvilliers, the plan of administrative decentralisation of d’Argenson, the ‘american’ vision of Diderot, Mercier and Condorcet, as well as the first clearly democratic and pre-ocialist ideology represented by Meslier, Rousseau an Morelly. The diversity of al. those thinkers used to thundestand by ‘liberty’ convinces me that there was no national ideas of liberty but merely a number of various ideas created by a number of political philosophers and this fact makes even today very hard to define what we perceive as ‘liberal thinking’.
All the aforementioned ideas are confronted with facto stated by historians specialising in the 17th and 18th centuries. In sixth and the last chapter I have presented the evolution in French vision of the ‘English liberty’ and the other way round and how they looked like prom perspective of several 19yh and 20th century thinkers of various ideological background.

Piotr Napierała

Praca dotyczy problematyki zarówno myśli politycznej i teorii ustroju jak i historii społecznej. Interesowała mnie wolność polityczna rozumiana jako zbiór idei dotyczących przestrzeni między rządzącymi a rządzonymi czy miedzy administracją a poddanymi/obywatelami. Wolność religijna czy kwestie związane z uciskiem jakichś mniejszości etnicznych czy wyznaniowych były dla mnie istotne jedynie wówczas, gdy były one ściśle powiązane z ogólną wizją wolności politycznej danego myśliciela czy stronnictwa. "Wolność", o jakiej mowa w tytule to przede wszystkim ta wolność, którą Isaiah Berlin określał mianem "negatywnej" ("wolność od"), postulującej uniezależnienie jednostki od państwa, i pozbawienie aparatu państwowego możliwości nadmiernej ingerencji w życie poddanych/obywateli.Pracę podzieliłem na sześć rozdziałów. W rozdziale pierwszym umieściłem niezbędny zarys historii myśli politycznej dotyczącej problemu wolności politycznej, jak i form ustrojowych, zarówno tych które miały być realizacją koncepcjo wolnościowych jak i tych, które krytykowano powołując się na wolność.W rozdziale drugim poddałem analizie proces kształtowania się angielskich wyobrażeń i idei związanych z problemem wolności. Zwróciłem w nim uwagę na takie problemy jak: - elżbietański mit historyczny; -post-normańska więź łączącą angielskich arystokratów, wypływającą z zasady "wasal mego wasala jest moim wasalem", -wigowski mit historyczny, a więc postrzeganie dworu królewskiego jako ośrodka dążącego do absolutyzmu.- długo utrzymująca się, wbrew obiegowym opiniom, wiara w skuteczność ekonomicznego merkantylizmu W rozdziale trzecim omówione zostały kwestie na pograniczu historii francuskiego ustroju absolutystycznego, tworzonego w teorii przez Bodina, Domata i Bossueta, a w praktyce przez Richelieugo i Colberta, a kwestią wolności poddanych Ludwików francuskich. Rozdział IV poświęciłem kwestiom związanym z wolnością w XVIII-wiecznej Wielkiej Brytanii. Podkreśliłem w nim angielskie przywiązanie do wolności prasy, której płomienne mowy poświęcali m.in. Hume i Defoe, przy jednoczesnym niedostatku tolerancji religijnej (w końcu sam Locke odmawiał jej katolikom). Uwagę moją przykuły zaskakująco małe różnice między Torysami i Wigami w kwestii konieczności zachowania "wolności negatywnej". Rozdział V zawiera rozważania nad zakresem swobody poddanych Ludwika XV i Ludwika XVI, a także takich kwestii jak neofeudalizm (min. Henri de Boulainvillersa); wypływający z francuskiego tradycyjnego sposobu rozumienia wolności w pewnym stopniu odpowiadającemu postulatom "wolności negatywnej" - arystokratycznemu marzeniu o niezależności od stolicy i o tym, że powinna się ona nie wtrącać do ich spraw. W rozdziale IV znaleźć można również omówienie koncepcji reform opartych na postulacie osiągnięcia możliwie daleko posuniętej wolności; od "angielskich" planów Voltaire'a i Vauvenarguesa po proto-socjalistyczne Rousseau i d'Holbacha i centralistyczne fizjokratów. Tak jak w rozdziałach tych świadkowie omawianych czasów będą wypowiadać się o swoim państwie i swojej tradycji politycznej, tak rozdział VI i ostatni poświęcony jest wyobrażeniom dotyczącym wolności; Anglików/Brytyjczyków o Francji i odwrotnie.

wtorek, 23 listopada 2010

Frederick Muhlenberg - czy niemiecki mógł zostać oficjalnym językiem USA?

Frederick Muhlenberg (1750-1801) był amerykańskim politykiem niemieckiego pochodzenia. Jego ojcem był luterański pastor Henry Melchior Muhlenberg (1711-1787) ur. w Einbeck w Dolnej Saksonii, który przybył w 1742 roku do Filadelfii na życzenie luterańskich niemieckich emigrantów. W 1743 roku Henry Muhlenberg zbudował kościół luterański w pensylwańskim miasteczku Trappe. Był uważany za patriarchę luteran amerykańskich. Jedo syn Frederick Muhlenberg pojechał do Niemiec, by studiować teologię w Halle. Od 1770 roku rozpoczął posługę w Pensylwanii. W latach 1774-1776 mieszkał i nauczał w Nowym Jorku. Gdy Brytyjczycy zajęli Nowy Jork wyjechał do miejswowości New Hannover w Pensylwanii. W roku 1771, Muhlenberg poślubił Catherine Schaeffer, córkę bogatego filadelfijskiego właściciela rafinerii cukru Davida Schaeffera. Catherina dała Muhlenbergowi 7 dzieci.



Muhlenberg został wybrany członkiem Kongresu Kontynentalnego w 1779 i 1780 roku. Od 1780 do 1783 był posłem Pennsylvania House of Representatives (3 listopada 1780 roku wybrano go jej speakerem). W 1787 roku był delegatem stanu Pensylwania na konwencji konstytucyjnej. Jako pierwszy złożył swój podpis pod tzw. Bill of Rights, Jeffersonowskim dodatkiem do konstytucji USA, który potem będzie uznawany za pierwsze 10 poprawek.

Muhlenberg był speakerem Izby Reprezentantów I i III Kongresu USA (1789–1791 i 1793–1795). Nie ubiegał się o ponowny wybór w 1796 roku. W roku 1794 Izba przegłosowała wynikiem 42:41, że nie będzie się tłumaczyć niektórych praw na j. niemiecki. Muhlenberg, który sam powstrzymał się od oddania głosu, później powiedział: "the faster the Germans become Americans, the better it will be.". Późniejsza legenda przypisywała mu rolę tego, który zahamował akcję uczynienia języka niemieckiego oficjalnym językiem USA. Inna legenda przypisywał mu sugestię, że do prezydenta USA należałoby zwracać się per: "Mr. President", a nie: "His High Mightiness" lub "His Elected Majesty."

Mimo iż w XIX wieku do USA przybyły miliony emigrantów z Niemiec, i że dziś co czwarty biały obywatel USA (ponad 43 mln) ma niemieckie pochodzenie. co czyni ich największą grupą etniczną tego kraju. Język niemiecki ani wtedy, ani w 1794 roku nie miał szans stać się oficjalnym językiem USA.

niedziela, 7 listopada 2010

Krzywe zwierciadło romantyzmu

Poznanie i zrozumienie przeszłej i obecnej rzeczywistości polityczno-historycznej jest w obecnych czasach utrudnione z powodu pewnej dziwacznej maniery w myśleniu pochodzącej od romantyzmu.

Romantyzm był ruchem buntu znacznie szerszego niż nam się obecnie wydaje. Czasy przedromantyczne charakteryzowały się docenianiem ludzi decydujących o życiu innych ludzi. Urzędnik świecki czy duchowny, oficer, polityk, władca byli postrzegani w pierwszym odruchu (en gros - bo oczywiście zdarzały się wyjątki, którym nie ufano) jako osoby odpowiedzialne, godne, którym należy się szacunek za to kim są. Uwielbiani dziś aktorzy i muzycy byli tylko ludźmi, którzy umilali egzystencję tym ważnym personom, w których rękach były losy setek i tysięcy.

Romantyzm to wszystko zniszczył wprowadzając dozę sceptycyzmu. Romantykami byli często ci, dla których nie starczyło miejsca wśród grona urzędników, oficerów, polityków i władców. Dopóki w naszej cywilizacji ceniono wyżej fakty (trudy dnia codziennego) niż rojenia (książki filozoficzne, wielkie idee) romantyzm nie mógł się narodzić. Romantycy zaatakowali w końcu jednak świat ludzi odpowiedzialnych; małżeństwa kontraktowe jakie narzucali im rodzice z grupy ludzi odpowiedzialnych za losy innych (urzędnicy, politycy, władcy) i inne rzeczy "ograniczające" ich egzystencję indywidualną. Spójrzmy na obrazy Francisco de Goi; ludzie prości są na nich przedstawiani za darmo, bogaci i wpływowi - gdy zapłacili. A rodzina Karola IV Burbona została przedstawiona fatalnie, mimo, iż za dzieło zapłaciła.



Oświecenie (czyli mówiąc po dzisiejszemu: liberalizm), o którym się tyle mówi w kontekście rewolucji było ruchem konserwatywnym w porównaniu z romantyzmem. Zwalczało ono to co nadprzyrodzone, a raczej zwyczaj przykładania większej wagi do nadprzyrodzonego niż do tego co wyjaśnialne, ziemskie i typowe ("polityczną władzę religii" - Pierre Manent), nie zmieniając specjalnie układu sił w świecie realnym. Nadal aktor nie był ważniejszy od polityka (najczęściej arystokratycznego pochodzenia). Najwięksi ludzie oświecenia; Voltaire, d'Argenson byli monarchistami i zwolennikami arystokracji. Zdarzały się oczywiście wyjątki takie jak postulujący utworzenie sztucznego społeczeństwa umowy społecznej Rousseau. Dziwnym trafem jednak o takich jak on mówi się - "ojcowie romantyzmu".



Romantyzm podzielić by można na indywidualny i kolektywny. Ten pierwszy kazał gloryfikować robotnika w samotnej małej kopalni, samotnego kowboja czy śpiewaka. Drugi odpowiada za nacjonalizm i demokrację (czyli przekonanie, że ludzie są równi, zwłaszcza jeśli pochodzą z tego samego pnia genetycznego/rasowego choć wiemy, że ludzie mają różne możliwości kształtowania swojego moralnego charakteru, a etniczny Grek może być najbardziej brytyjskim z Brytyjczyków - a więc obie te ideologie nie oddają warunków panujących w rzeczywistości). Oba zwrócone były przeciw "ludziom odpowiedzialnym". Dlatego dziś jak słyszymy o politykach czy urzędnikach to już podejrzewamy ich o korupcję. Gdy mowa o businessmenach od razu mówi się też o "pierwszym nieuczciwie zarobionym milionie", natomiast robotnik, mnich, kowboj, piosenkarz są postrzegani jako ci "dobrzy", którzy robią coś konkretnego. A przecież sama ilość ludzi, od których nie zależą żadne większe decyzje powoduje, że ich działania grożą strasznymi skutkami, często równie wielkimi jak działania "ludzi odpowiedzialnych za...". To samo przekłada się na stosunki koscielne' ludzie darzą szacunkiem prostego księdza parafialnego, a biskupa podejrzewają o politycznie uwarunkowane działania (sama polityka uważana jest za "brudną", a polityka to nic innego jak świat decyzji, które czy tego chcemy czy nie, trzeba podejmować). Warto pamiętać o tych romantycznych okularach jakie nosi ludzkość od czasów Rousseau i Byrona.

Piotr Napierała

poniedziałek, 1 listopada 2010

Elitaryści i egalitaryści

Pamiętam tekst autorstwa p. Adama Wielomskiego, w którym opisywał on umysł lewicowca jako egalitarny, a prawicowca jako elitarny, co ma powodować, że lewicowiec szukał okazji do bycia takim jak inni powodując się zazdrością, podczas gdy prawicowiec, che być inny niż wszyscy, lepszy i dążyć do doskonałości i oryginalności.

O ileż ten podział lepszy jest od typowego podziału na lewicę i prawicę! Lewica i prawica oznaczały pierwotnie, tylko tyle, że "czarni i feuillanci siedzieli podczas obrad Zgromadzenia Narodowego po prawicy Ludwika XVI, a jakobini i żyrondyści po lewicy. Dziś zalicza się konserwatystów do prawicy, a socjalistów do lewicy. Lecz co począć z elitarystycznymi myślicielami socjalistycznymi takimi jak Saint-Simon? Co począć z tymi konserwatystami, dla których najważniejsze jest wspólne, masowe przeżywanie świąt, pielgrzymek i procesji? Co począć z liberałami? Zarówno demo-liberałowie, którzy pragną demokracji wszędzie i zawsze, jak i konserwatywni (dawniej nazywano ich arystokratycznymi) liberałowie, którzy demokrację traktują jako niepotrzebny dodatek do zwykłego konstytucjonalizmu.



Jeśli wykorzystamy podział na elitarystów i egalitarystów, wtedy zapanuje wreszcie ład. Skończy się sytuacja, w której socjaliści nazywają liberałów prawicą, a konserwatyści - lewicą. Hitler jako szef ruchu masowego objawi się wreszcie jako egalitarysta. Jedna cywilizacja już wpadła zresztą na ten pomysł. Rzymskimi elitarystami byli optymaci (w tym pochodzący z ekwickiej klasy średniej Marcus Tulius Cicero), a egalitarystami - popularzy (w tym zradykalizowany patrycjusz - Lucius Sergius Catilina).

piątek, 29 października 2010

Robert Walpole w filmie

Postać Roberta Walpole'a, pierwszego premiera (w l. 1721-1742) Wielkiej Brytanii pojawia się w filmie: "Churchill's People. The Fine Art of Bubble-Blowing" z 1975 roku: zobacz tu: (Tytuł najwyraźniej nawiązuje do "South Sea Bubble").



Rolę męża stanu grał w nim Wolfe Morris (1925-1996).

środa, 27 października 2010

Czy niepodległa Szkocja jest do pomyślenia?

M.in. Norman Davies wróży rozpad Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej wskazując na szkocki separatyzm. W maju 1999 Szkoci wybrali swój własny parlament, w odpowiedzi na referendum z 1997, w którym chęć posiadania własnej władzy ustawodawczej wyraziło 75% głosujących. W 1998 parlament brytyjski zgodził się na istnienie szkockiego. Wydarzenia te Sean Connery uznał za najważniejsze w jego życiu (aktor znany jest z odmowy przyjęcia tytułu sir za swe zasługi dla brytyjskiej sztuki, podczas gdy jego przyjaciel inny znakomity aktor; Anglik Michael Caine nie miał oczywiście podobnych oporów).

W kompetencji władz lokalnych jest oświata, kultura, zdrowie publiczne i w dużym stopniu gospodarka i podatki. Polityka zagraniczna pozostaje domeną Londynu. Powołanie pierwszego od 1707 roku szkockiego parlamentu było możliwe dzięki premierowi Zjednoczonego Królestwa Tony'emu Blaira, który realizując swe obietnice przedwyborcze złagodził politykę w stosunku do mniejszych krajów Wielkiej Brytanii. W 2007 premier mniejszościowego narodowego rządu szkockiego, Alex Salmond ze Szkockiej Partii Narodowej (SNP) przedstawił projekt ustawy o przeprowadzeniu referendum niepodległościowego, które miałoby umożliwić odłączenie się Szkocji od Wielkiej Brytanii. Ma on nadzieję, że referendum takie odbędzie się przed 2011 rokiem. Badania opinii publicznej przeprowadzone jeszcze w 2007 wskazywały, że 40% zagłosowałoby za niepodległą Szkocją, a 44% za pozostaniem w Unii z Anglią. partie unionistyczne (Labour, Conservative i Liberal Democrats) zareagowały utworzeniem komisji, która ma blokować działania mniejszościowego szkockiego rządu narodowego.



Jak widać unioniści nie zasypiają gruszek w popiele. Ich akcja całkowicie blokuje SNP, jako, że rozkład partii w Parlamencie Szkockim wygląda następująco:

partia: liczba posłów (MSPs)
SNP (47) - za niepodległą Szkocją
Lab (46) - za Unią
Con (16) - za Unią
Lib Dem (16) - za Unią
Green (2) - neutralni


Szefowa szkockich Labourzystów p. Wendy Alexander była spiritus movens tego unionistycznego ruchu. zob: Roseanna Cunningham z SNP wyraziła się o debacie laburzystowskiej w Holyrood i wniosku posłanki Alexander: [the plan offered] "no ideas, no policies, no future". Wendy Alexander takimi słowami przemawiała do posłów szkockiego parlamentu:

"I believe that Scots seek a future that gives them the chance to walk taller without having to walk out... "And I say to the SNP, be very careful before you attempt to strangle at birth an initiative based on what the people of Scotland want."


Liderka Torysów Annabel Goldie uznała całą kwestię za: "darcie konstytucji brytyjskiej i rozrywanie Wielkiej Brytanii na części" (tearing up our constitution and ripping Britain apart), a posłom SNP powiedział, iż "nie mają monopolu na szkocki patriotyzm".

Takimi słowami przemawiała Wendy Alexander:

"The majority presence in this chamber comprising the Labour, Scottish Conservative and Liberal Democrat parties, supports our continuing partnership with the United Kingdom," she told parliament... "The majority desire is to build on what we have and to take that forward."


Wygląda na to, że mimo sympatii Unii Europejskiej wobec projektu niepodległej Szkocji, kraj ten pozostanie w Unii z Anglią. Unioniści wyraźnie chcą nadrobić czas nieopatrznie dany szkockim nacjonalistom na działanie, i naprawić błąd Blaira, który nota bene choć sam Szkot uważa się za Anglika.



W XVI wieku Szkocja była wrogiem Anglii i sojusznikiem Francji. W XVII wieku Anglicy storpedowali plan utworzenia szkockiej kolonii w Darien. W 1707 posłów przekupiono by zabezpieczyć poparcie szkockich elit dla unii. M.in. Daniel Defoe brał udział w tym przekupywaniu. Pod koniec XVIII wieku szkocki poeta Robert Burns stwierdzi: "kupiono nas za angielskie złoto". Unia nie zmieniła tego, że o Szkotach wyrażano się pogardliwie. Oto wypowiedź radykalnego wiga Johna Wilkesa (1725-1797):

„Rzeka Tweed jest linią demarkacyjna między wszystkim, co szlachetne, i wszystkim, co nikczemne. Na południe od tej rzeki jest tylko honor, cnota i patriotyzm. Na północ od niej nie ma niczego poza kłamstwem, złością, podłością i służalczością. Szkocja jest krajem pozbawionym drzew i kwiatów; jest utworzona z odpadów wszechświata, a zamieszkuje ją najpodlejsza forma stworzenia".


Szkotów uważano za dzikich en gros za prymitywów, ci zaś dzielili się do połowy XVIII wieku zasadniczo na mieszkających w południowoszkockich miastach takich jak Edynburg (jak D. Hume i A.Smith) i Glasgow: lowlanders i dzikich górali z Północy: highlanders. Ci drudzy byli uważani za dzikusów, piratów (rzeczywiście rabowali czasem lowlandersów), gwałcicieli owiec i nieokrzesanych olbrzymów o skórze pokrytej świerzbem. Ci dzicy ludzie popierali skierowane przeciw rządzącej Wielką Brytanią od 1714 roku dynastii hanowerskiej, powstania jakobickie (1715, 1719, 1745). Stłumienie ostatniego z nich przez ks. Cumberlandu oznaczało koniec zagrożenia dla Londynu z tamtej strony. Dziś raczej nie śpiewa się ostatniej szóstej zwrotki pieśni: God save the King (zwykle śpiewa się w ogóle tylko 3 pierwsze) powstałej właśnie w 1745 roku. Oto ona:

Lord grant that Marshall Wade
May by thy mighty aid
Victory bring.
May he sedition hush,
And like a torrent rush,
Rebellious Scots to crush.
God save the King!


i jej polskie tłumaczenie:

Panie, spraw, by marszałek Wade
Z Twą pomocą
Przyniósł nam zwycięstwo.
Niech stłumi bunt
I jak rwący potok
Niech porwie buntowniczych Szkotów.
Boże, zbaw Królową!


Nawet w tym historyzującym wykonaniu tej pieśni wykonano tylko pierwsze 3 zwrotki:
zob:

W drugiej połowie XVIII wieku Szkotów zaciągano już masowo do armii brytyjskiej, a w XIX wieku, wraz z rozwojem Imperium Brytyjskiego Szkotom opłacało się brać udział w jego biurokratyzacji i w kolonizacji. Ostatnia wielka postać szkockiego złotego wieku Sir Walter Scott wzywał do pojednania z narodem angielskim.

hymn Szkocji od niedawna formalny pochodzi z 1965 roku

W UE a także w Polsce nie brak ludzi lubiących podchwytywać popularne, a fałszywe przeświadczenie, o tym, ze większość wybitnych Brytyjczyków była Szkotami.

Faktycznie jest tych Szkotów sporo: Hume, Smith, William Paterson, William Napier, James Boswell, James Macpherson, Walter Scott. Nie brakuje też wybitnych irlandzkich lub anglo-irlandzkich Brytyjczyków: Wellington, Swift, Oliver Goldsimth, Burke i Wilde. Ale Anglicy mogą odpowiedzieć zawsze Locke'm, Danielem Defoe, Jane Austen, Dickensem, Thackerayem, Addisonem, dr, Samuelem Johnsonem, Edwardem Elgarem, Henry Purcellem, Thomasem Arne, Robertem Peelem, więc nie należy popadać w przesadę pisząc o tej rzekomej nadreprezentacji kulturowej Szkotów.

Wysiłki SNP i UE zapewne spełzną na niczym, lecz warto zastanowić się czy Szkocja dałaby sobie radę sama? Przypomnijmy, że Szkoci zyskali na unii 1707 roku gospodarczo, a Anglicy - politycznie. I tak też jest do dziś.


z wikipedii:
"Szkocja jest obok Irlandii centrum przemysłu whisky. Ważnym elementem gospodarki jest rybołówstwo i wydobycie ropy naftowej z dna Morza Północnego. Siedzibą wielu kompanii naftowych jest Aberdeen. Przemysł skupiony jest w centralnej części kraju, na terenach Niziny Środkowoszkockiej i na wschodnim wybrzeżu. Rozwinięty jest przemysł metalurgiczny (hutnictwo żelaza i aluminium), elektrotechniczny, elektroniczny, maszynowy, chemiczny, włókienniczy, papierniczy i spożywczy. Urodzajne tereny rolnicze ciągną się od pasa centralnych nizin, poprzez wschodnie wybrzeże, aż do Fraserburgha. Uprawia się głównie jęczmień i owies. Szkocja posiada własne banknoty i monety emitowane przez trzy szkockie banki. Obowiązującą walutą jest Funt szterling. Funtami Szkockimi płacić można na terenie całej Wielkiej Brytanii jednakże poza jej granicami nie zawsze są honorowane...".


Jak widać Szkocja ma bazę surowcową, lecz jej gospodarka jest od tak dawna połączona z angielską, że trudno byłoby jej przestawić się na inne tory. PKB (dane z 2006 r.) szkockie (całkowite: 194 mld USD, per capita: 39 680 USD) jest właściwie takie samo jak angielskie (całkowite: 1900 mld USD, per capita: 38 000 USD), Szkocja nie jest więc uboższym krewnym jak Walia (30 546 USD) czy Irlandia Północna (19 603 USD) (razem Całe Zjednoczone Królestwo w 2009 r. - 35,082 USD; dla porównania: Niemcy w 2009 r. - 34,212 USD, Francja w 2009 r. - 33,678 USD, USA w 2008 r. - 46 820 USD).

Mimo to gospodarka szkocka jest mała, gdyż całe państwo jest niewielkie - populacja wynosi 5,194,000 osób, z czego Szkoci to 4.5 mn osób (dane z 2009 r.). Na świecie żyje około 30 milionów ludzi pochodzenia szkockiego (9 mln w USA, 4 mln w Kanadzie - co daje wyobrażenie o skali dawnej emigracji szkockiej) Dla porównania Anglików i ludzi pochodzenia angielskiego jest na świecie ok. 90 milionów (z czego 26 mln w USA i po 6 mln w Kanadzie i Australii, ciekawostka: potomkowie emigracji niemieckiej w USA to 51 mln - co czwarty biały obywatel USA, a francuskiej - 16 mln osób).

Reasumując, uważam, że szumne zapowiedzi (buńczuczność mają Szkoci we krwi i dewizie swego kraju: Nemo me impune lacessit
(Nikt nie zadziera ze mną bezkarnie), nie doprowadza do niczego szczególnego, a rzeczywistość będzie miała pierwszeństwo nad idealizmem, jak już wielokrotnie w historii bywało. SNP nie ma wystarczającego poparcia społecznego, a UE musi się miarkować także ze względu na Hiszpanię i jej problem baskijski; równica polega na tym, że Baskowie są eurosceptyczni a Szkoci euroentuzjastyczni.

Piotr Napierała

Instytut Zachodni - Dyskusja panelowa nad tomem "Moje Niemcy - moi Niemcy"

Dziś o godzinie 11.00 obyła się (Instytut Zachodni, ul. Mostowa 27) dyskusja panelowa nad tomem "Moje Niemcy - moi Niemcy". W dyskusji udział wzięli: dr. Andrzej Byrt (dyplomata, dwukrotny ambasador RP w RFN), prof. Waldemar Łazuga (IH UAM), dr. Łukasz Musiał (IFG UAM), prof. Hubert Orłowski (IZ, członek rzeczywisty PAN) i prof. Waldemar Pfeiffer. Po wprowadzeniu dyrektora Instytutu Zachodniego prof. Andrzeja Saksona, dyskusję dalej prowadził prof. Henryk Olszewski.



Dyskusja dotyczyła dopiero co wydanego tomu: "Moje Niemcy - moi Niemcy. Odpominania polskie", pisanego przez kilkudziesięciu autorów, pod redakcją prof. Huberta Orłowskiego. Obok tekstów badaczy w antologii znalazły się również refleksje pisarzy, tłumaczy i publicystów. Antologia gromadzi czterdzieści osiem narracji, reprezentujących twórców o różnym doświadczeniu pokoleniowym. Autorzy sięgają z jednej strony do doświadczeń osobistych w spotkaniach i kontaktach z Niemcami, z drugiej zaś wnikają swą refleksją profesjonalną (ze strony wydawnictwa).

Zamiarem prof. Orłowskiego było uratowanie jednostkowych indywidualnych wizji Niemiec, ich kultury i polityki niemieckiej przed zapomnieniem. Pomysł na publikację zrodził się u niego, jak sam mówił, z buntu przeciw nadużywaniu pojęcia pamięć zbiorowa w dyskursie intelektualnym. Sam redaktor jest zwolennikiem, tezy, iż pamięć może dotyczyć wyłącznie jednostek, a termin "pamięć zbiorowa" jest konstruktem często używanym w niewłaściwy sposób.

Dr. Andrzej Byrt opowiedział, jak jego negatywne wyobrażenie o Niemcach jakie wyniósł z rodzinnego domu zmieniło się gdy zaczął pracę na Targach Poznańskich, na których zetknął się z życzliwym wobec Polaków zachowaniem członków niemieckiej ekspozycji, oraz z niemiecką organizacją, chociaż wspominał także o niesympatycznych działaniach ambasady RFN. Opowiadał również o tym, jak reminiscencje ze sztuki Brechta w wykonaniu Łomnickiego doprowadziły do tego, że recytując jako ambasador RP w RFN wiersz "Lokomotywa" po niemiecku zaczął podświadomie krzyczeć niczym oficer SS, lecz wkrótce potem zauważył to i przeprosił zgromadzonych. Kilkukrotnie zaznaczał, iż Polska w kontaktach z Niemcami, a także Francją i Rosją musi pamiętać, iż jej głos nie zawsze jest słyszalny, ze względu na mały potencjał gospodarczy (PKB Polski - 420 mld dolarów, a samego niemieckiego landu Hesji - 216 mld $).

Prof. Waldemar Łazuga w swoim wystąpieniu nawiązał do swojego dziecięcego wyobrażenia, iż niemiecki język służy wyłącznie do wykrzykiwaniu rozkazów, i że jego brzmienie jest wyjątkowo odpychające. Zrewidował swój pogląd natykając się na przedwojenną spisaną wierszem niemiecką bajkę. Matka pochodząca z Wilna miała zwyczaj czynić niekorzystne dla poniemieckiej zabudowy Pomorza, architektoniczne porównania z jej miastem rodzinnym. Sympatia do Niemiec kształtowała się u profesora Łazugi dopiero później, a związana była z osobą Rudolfa Virchowa (1821-1902), urodzonego tak jak Łazuga - w Świdwinie na Pomorzu.

Jego wyobrażenia z młodości o Niemczech i niemczyźnie kontrastowały z wyobrażeniami, jakie miała jego córka, która kojarzyła ten kraj z prezentami, jakie przywoził jej ojciec (nawiasem mówiąc mam identyczne wspomnienia prezentowe związane z moim ojcem i z Wielką Brytanią, gdzie pracował przez parę lat, więc zdaję sobie sprawę z potencjalnej siły takich wspomnień) i uwielbiała brzmienie języka niemieckiego, przedkładając go przez jakiś czas ponad język angielski. Na koniec debaty profesor Łazuga wyraził nadzieję, że autorzy polityki międzynarodowej będą mieli w przyszłości więcej wyobraźni, co dopomogłoby wprowadzeniu nieco normalności w kontakty miedzy narodami.

dr. Łukasz Musiał wspominał o swoim zetknięcie się z niemczyzną w kontekście akademii dotyczącej zbrodni hitlerowskich, a prof. Waldemar Pfeiffer (jako jedyny z prelegentów częściowo pochodzenia niemieckiego - ze strony pradziadka Prusaka) wspominał swoje doświadczenia z niemczyzną po zakończeniu kariery wojskowej i przy rozpoczynaniu kariery akademickiej.

Osobiście uważam, że gros naszych polskich negatywnych skojarzeń dotyczących Niemiec pochodzi stąd, że postrzegamy je zwykle w kategorii Berlina i polityki wielkoniemieckiej. Jako autor książki o Hesji-Darmstadt w XVIII stuleciu, i miłośnik regionalnej kultury niemieckiej, widziałbym sposób na oswojenie się z tym krajem i narodem poprzez zainteresowanie się czymś innym poza odwiecznymi historiograficznymi problemami Drezna, Berlina, Kulturkampfu, Chadecji, nazizmu i niemieckiego: Griff nach der Weltmacht.

Piotr Napierała

poniedziałek, 11 października 2010

Reinhard Keiser (1674-1739) a Hamburg - uniwersalny twórca w europejskiej metropolii


Piotr Napierała, "Reinhard Keiser (1674-1739) a Hamburg - uniwersalny twórca w europejskiej metropolii", w: R.D. Golianek, P.Urbański, Händel, Haydn i idea uniwersalizmu muzyki, Rhytmos Poznań 2010, s. 191-203 ISBN 978-83-60593-12-7


Rządzony przez własny magistrat republikański Hamburg był jednym z ewenementów politycznych zdominowanej przez księstwa i królestwa XVIII-wiecznej Europy. Miasto nazywano już wówczas; „perłą północy” i „bramą do świata”. Rzeczywiście metropolia ta pełniła rolę „bramy”. Miasto było zbyt potężne by zostać zdominowane przez okolicznych feudałów, więc rządziło się samo. Ta uprzywilejowana pod tym względem sytuacja sprawiła, że Hamburg stał się w dużym stopniu poligonem doświadczalnym mieszczańskiego republikanizmu i teorii politycznych oświecenia. Hamburg, będący jednocześnie wolnym miastem cesarskim i jednym z miast hanzeatyckich, liczył na przełomie XVII i XVIII wieku ok. 70.000 mieszkańców, przez co był największym niemieckim miastem po Wiedniu. Należy też pamiętać o ogromnej roli ekonomicznej, jaką pełniło to wielkie miasto wobec całej Rzeszy i Europy. Właściwie każda potęga europejska miała w mieście swój konsulat handlowy.

Jak wyglądała ta niezależność i ustrój Hamburga pod względem administracyjnym? Hamburg, Brema i Lubeka jako miasta hanzeatyckie miały większą możliwość manewrowania między cesarzem i książętami niż inne. Cesarz bronił „wolnych miast Rzeszy” znajdujących się pod jego bezpośrednią kuratelą; jeśli w ciągu XVIII stulecia miast cesarskich ubywało, to działo się tak dlatego, iż cesarz sam rezygnował z Reichunmittelbarkeit (dosł.: „bezpośredniości”) wobec nich. W 1521 roku było ich 86, a w 1792 tylko 51 .

Jednak, jak zauważa polska znawczyni nowożytnych dziejów Rzeszy niemieckiej Maria Wawrykowa, już w ciągu XVII wieku niemal wszystkie niemieckie miasta, ongiś prawdziwe średniowieczne państewka o znacznym wpływie dyplomatycznym, zostały opanowane przez niemieckie świeckie i duchowne państwa terytorialne, jak to się stało z m.in. Erfurtem (W 1664 roku urząd miasta przejął arcybiskup moguncki Johann Philipp von Schönborn), Kolonią czy Bambergiem, które czasem nawet teoretycznie zachowywały tytuł wolnych miast Rzeszy podległych jedynie cesarzowi, lecz tak naprawdę podlegały przede wszystkim wpływowym sąsiednim księstwom, często z powodu czysto gospodarczych . Znacznie większą autonomią cieszyły się paradoksalnie duże handlowe miasta francuskie takie jak Marsylia czy Bordeaux, które w praktyce nie musiały oglądać się nawet na zdanie „absolutnego” króla Ludwika XIV. Zwłaszcza Rada kupców marsylskich zwykła wówczas prowadzić własną, czasem sprzeczna z wersalką, politykę handlową . W Niemczech właściwie jedynie Hamburg, Lipsk (który zachował znaczna autonomię od decyzji elektorów saskich) i Frankfurt cieszyły się jeszcze w XVIII wieku polityczną niezależnością.

Miasta cesarskie i stany księstw niemieckich mogły apelować do cesarza do Wiednia. Jeszcze w latach 1765-1790 wiedeńska Rada Nadworna (Hofrat) rozpatrywała ok. 10.500 procesów. Najwięcej dotyczyło stosunków w Meklemburgii, wolnym mieście cesarskim Frankfurcie i biskupstwie Liège . Na te apelacje władcy terytorialni patrzyli niechętnym okiem. Na przykład stany Wirtembergii nie pozwoliły tamtejszym książętom wprowadzić pełnego absolutyzmu władzy, dzięki poparciu płynącego dla nich z Wiednia i Hofratu . Był to jednak przypadek dość odosobniony. Patrycjat miasta cesarskiego Frankfurtu prowadził własną politykę niemiecką. Teoretycznie miasto stało murem za cesarzem, ale w praktyce było z tym różnie. Jeszcze bardziej niezależny od Frankfurtu i przy tym bardziej kosmopolityczny kulturowo Hamburg, płacił za swą niezależność będąc zmuszonym manewrować między takimi potęgami jak Prusy, Dania, Szwecja, Wielka Brytania i Rosja dla których z różnych względów stanowił łakomy kąsek lub bezpardonowo zwalczaną konkurencję. Hamburg był potężnym graczem politycznym z własną flotą wojenną (wiadomo, że w 1594 roku miał już własne kolegium admiralicji) i armią lądową (własny garnizon od 1614 r.).

Polityczną głową Hamburga była rada (w latach 1663-1710 24 rajców i 4 burmistrzów plus 3 syndycy jedynie z głosem doradczym) , lecz już od XV wieku jej autorytet w mieście stale spadał, stąd w 1712 cesarz Karol VI Habsburg (pan. 1711-1740) interweniował by wzmocnić jej pozycje wobec licznych mieszczańskich kolegiów , czyniąc właściwie to samo co nieco wcześniej Sobieski wobec Poznania. W lutym 1767 roku już wysokie pensje rajców podniesiono jeszcze dodatkowo o ¼ . Trudno powiedzieć czy był to bardziej skutek stale rosnącej siły rady czy ekonomicznego wzrostu osiągniętego w okresie wojny siedmioletniej (1756-1763). To zainteresowanie dochodami związanymi z pełnieniem urzędu jest charakterystyczne dla epoki. Rajcy z kupców stawali się urzędnikami, często wykształconymi na najznakomitszych uniwersytetach Niemiec i coraz bardziej oddalonymi mentalnie od spraw kupieckich. Podobne zjawisko miało nastąpić w tych czasach również w Gdańsku.

W połowie XVIII wieku w Gdańsku doszło do potężnego konfliktu społecznego, którego nasiona zostały zasiane wcześniej. Wówczas wąska elita miasta zmieniła się w grupę nazywaną „uczonymi” (die Gelehrten, litterati), była ona związana z radą i silnie w niej reprezentowana (mimo protestów Trzeciego Ordynku). „Uczeni” stanowili nową kastę, do której można było wejść kształcąc się w najlepszych europejskich uniwersytetach i/lub żeniąc się z córką „uczonego”.” . Tego rodzaju sytuacje powodowały napięcia społeczne, ale mieszczańsko-arystokratyczny etos elit był potężnym bodźcem dla rozwoju kultury.

Tak samo jak w Gdańsku, także i w Hamburgu napięte stosunki wewnętrzne dostarczały pożywki dla rozwoju kulturalnego, a zwłaszcza literackiego. Poza krótkim okresem (1684-1686), kiedy plebs zbuntował się i został przywołany do porządku przez cesarza, hamburskim miastem-państwem rządził patrycjat. Konflikt wisiał jednak nadal w powietrzu i znajdował odzwierciedlenie w poezji i literaturze miejskiej; m.in. w libretti Friedricha Christiana Feustkinda i Bartholda Feinda, z których korzystał Reinhard Keiser komponując swe opery. Dzięki temu możemy wyraźnie dostrzec związki między polityką miejskiej republiki a przesłaniem dzieł Keisera . W operach tego znakomitego kompozytora, swe odbicie znalazł także uniwersalizm panujący wśród oświeceniowych hamburskich elit; wszak zarówno Keiser jak i jego kolega Telemann komponowali oprócz czysto niemieckojęzycznych oper (np. wersja opery Croesus Keisera z 1730 roku lub Der neumodische Liebhaber Damon Telemanna z 1724 r.), w wielu swoich operach umieszczali arie włoskie również śpiewane po włosku (np.: Pimpinone, oder Die ungleiche Heirath Telemanna z 1725 roku czy Masaniello Furioso Keisera z 1706 r.) , nie mówiąc już o programowym umieszczaniu w jednej operze arie w stylu włoskim, francuskim i niemieckim (własnym stylu obu kompozytorów ?).

W 1704 roku patrycjuszowska rada Hamburga znów poprosiła cesarza o przysłanie komisji, by potwierdziła jego przywileje. Bardzo ważne dla Hamburga było utrzymywanie poprawnych stosunków z Danią, Szwecją, a zwłaszcza z Księstwem Holsztynu (Holstein-Gottorp), którego władcy sprzymierzali się czasem z Szwecją, a czasem z Rosją przeciw Danii. Hamburg musiał lawirować między tymi potęgami. Cesarz nie zawsze mógł ochronić miasto, które w czasie wielkiej wojny północnej kilkukrotnie ulegało szantażom finansowym wodzów różnych armii; zwłaszcza szwedzkiej i rosyjskiej. Szczególnie źle zapisał się w pamięci mieszkańców bezczelny dowódca rosyjski Aleksandr Mienszykow . W czasie pokoju głównym szantażystą był król Danii. W 1768 roku, po wielu wiekach starć, wymuszeń i szantaży ze strony Danii, Hamburg wywalczył sobie swą niezależność od tego kraju, wg. zawartej wówczas „umowy gottorpskiej” - Gottorper Vergleich dom Holstein-Gottorp uznał wreszcie Hamburg za wolne miasto cesarskie, a ponieważ dynastia ta panowała też w Danii, problem kłopotliwego sąsiedztwa zniknął. Dania uzyskała za to anulowanie jej długów wobec miasta, kłopoty za to zaczęły sprawiać Prusy, których władca Fryderyk II po 1763 roku zaczął zalewać lokalne rynki zepsutym pieniądzem , co odczuł nie tylko Hamburg, ale i inne miasta i państwa z Rzeczpospolitą włącznie. Działo się to już jednak w wiele lat po śmierci Keisera .

W takich właśnie warunkach kształtowała się specyficzna mentalność mieszkańców Hamburga, pod wieloma względami przypominającymi raczej Anglików (m.in. przyjaciel Händla Johann Mattheson utożsamiał się z nimi i w końcu przeszedł na służbę w angielskiej dyplomacji), Duńczyków czy Holendrów niż Niemców. Nieustanna obecność kupców z wszystkich krajów Europy, zwłaszcza zaś jej północnej części, wpływała na wykształcenie się pewnego kosmopolityzmu, na jeszcze większą skalę niż w przypadku niemieckojęzycznych mieszkańców Gdańska, którzy czuli się równie dobrze w Berlinie co w Warszawie . W przełożeniu na świat muzyki, oznaczało to, że moda na muzykę włoską nigdy nie opanuje całości życia muzycznego Hamburga, i tak się też nie stało. Późnobarokowy świat muzyczny miasta posługiwał się w równej mierze włoszczyzną, co francuszczyzną i niemczyzną. Poczyniono też pierwsze poważne kroki w celu strwożenia typowo niemieckiej muzyki, odpowiadającej niemieckim gustom i tradycjom. Hamburg jako niemieckie „okno na świat” kształtował wiele mód i gustów, które następnie często opanowywały inne kraje Rzeszy, zwłaszcza te, w których panowały wyznania protestanckie.

Rola Hamburga dla rozwoju niemieckiego oświecenia była ogromna; w pierwszej połowie stanowił on jedno z jego centrów. Tak jak w dolnosaksońskim Halle formowała się od ostatnich dekad XVII wieku oryginalna niemiecka myśl oświeceniowa (Thomasius, Francke itd.), tak Hamburg pełnił rolę składnicy wpływów oświecenia zagranicznego (brytyjskiego i francuskiego). Nic dziwnego, że to w Hamburgu Niemcy mogli po raz pierwszy zapoznać się z teoriami Spinozy i Locke’a, tak samo zresztą jak było to dane Gdańszczanom, jako pierwszym w Rzeczpospolitej . Oba te miasta; Hamburg i Gdańsk, łączyło coś jeszcze; uniwersalna mentalność, która powodowała, że Gdańszczanie czuli się u siebie zarówno wśród Niemców warszawskich, jak i Berlińczyków, Hamburczycy zaś w całej Rzeszy i w np. Amsterdamie. Prasa Hamburska była jedyną wolną, według dzisiejszych standardów, prasą w Rzeszy Niemieckiej, a przy tym najlepiej poinformowaną, najbardziej wiarygodną i opiniotwórczą. Całe Niemcy czytały wzorowany na brytyjskich Gentleman’s Magazine i London Magazine, Hamburgisches Magazin wychodzący w latach 1747 do 1763, w którym ukazywały się zarówno doniesienia z Europy i świata, jak i artykuły niemieckich i zagranicznych luminarzy oświecenia. Hamburg odegrał też bardzo silna rolę w promowaniu wolnego handlu, nie tylko w sferze praktyki, ale również w traktatach teoretycznych hamburskich pisarzy ekonomicznych i politycznych, ściśle związanych z głównymi nurtami niemieckiego i anglo-szkockiego Oświecenia . Niezależnie od sukcesów hamburskiego Oświecenia, miasto borykało się z typowymi dla ówczesnych miast problemami. Jeszcze w 1713 roku Hamburg nawiedziła ostatnia epidemia dżumy.

Główny bohater mojego artykułu nie był jednak urodzonym Hamburczykiem, lecz na świat przyszedł w małym, liczącym 22 domostw turyngijskim miasteczku Teuchern, położonym niedaleko Weißenfels miasta rezydencjalnego i regionalnej stolicy muzyki (orkiestra 32 muzyków w 1726 r.), w którym spędził pierwsze 9 lat żucia. Na dworze w Weilßenfels pracowali kantorzy; Israel Gräffner (w 1. 1675-1688) i Johann Christoph Schieferdecker (w I. 1720-1740), organista Christian Edelman (w 1. 1682-1714), zaś dla samego miasta; kantorzy i twórcy muzyczni; Johann Habermaß (w 1. 1642-1694) i Johann Samuel Beyer (w 1. 1694- 1699) i organiści; Nikolaus Brause (w 1. 1652-1684) i Christian Schieferdecker. Z Teuchern było blisko także do innych centrów muzycznych; Lipska w Królestwie Saksonii, Erfurtu, należącego wówczas do Arcybiskupstwa Moguncji, oraz miast rezydencjalnych; Merseburga, Altenburga i Zeitz. Wzmagało to konkurencję między tymi ośrodkami; tak w dziedzinie polityki, jak i sztuki. Ojciec Reinharda Keisera, Gottfried (ur. ok. 1650) nie pochodził jednak z żadnego z tych miast, lecz z dalekiego heskiego Dornburga. Prawdopodobnie nie był on spokrewniony z rodziną Keiserów z Altenburga. Wiadomo, że w latach 1668-1669 Gottfried Keiser był muzykiem w Reuß-Obergreiz, a od ok. 1671 do 1675 r. organistą w Teuchern. Wiemy o tym dlatego, że dwakroć zgodził się zostać ojcem chrzestnym synów; sędziego Kaspara Georgena (12.12.1671) i burmistrza Johanna Vohlanda (8.5.1672). 11 września 1673 roku poślubił córkę zubożałego junkra Kaspara Juliusa von Etzdorffa, Agnes Dorotheę (1657-1732), która była już wówczas brzemienna. Jej siostra Anna Elisabeth, owdowiawszy w 1692, również poślubiła muzyka — Johanna Heinricha Hoffmanna (1632-1718).

Pierwszy syn Gottfiieda Keisera i Agnes, Reinhard przyszedł na świat w styczniu (chrzest 12.1.) 1674 roku, a jego jedyny brat, Gottfried Gustavus we wrześniu 1675. O bracie przyszłego wielkiego kompozytora prawie nic nie wiadomo; nawet kiedy zmarł, jednak ojciec chrzestny i imiennik najmłodszego członka rodziny; Gottfried Gustayus Fischer mógł być, jako kantor w pobliskim miasteczku Hohenmölsen, pierwszym nauczycielem muzyki Reinharda, drugim zaś był wspomniany już Christian Schieferdecker, rektor szkoły w Teuchern, a trzecim (od 1684 r.) jego następca Johann Crusius.

13 lipca 1685 roku Reinhard Keiser rozpoczął, jak wielu innych niemieckich kompozytorów, studia w szkole Św. Tomasza Lipsku. Muzyki nauczali tam wówczas; rektor Johann Schelle (1648-1701), kantor Św. Tomasza w 1. 1677-1701 i jego późniejszy następca na tym stanowisku Johann Kuhnau (1660-1722), którego z kolei potem zastąpi Johann Sebastian Bach. Za czasów siedmioletnich lipskich studiów Keisera, Kuhnau był jeszcze tylko zwykłym organistą (w 1. 1684-1701) i podlegał Schelle’mu. Uczniowie szkoły klepali biedę, ponieważ miasto nie miało dość pieniędzy na stypendia dla nich. Sytuację ratowały koncerty i śpiewy okolicznościowe za których wykonanie chłopcy otrzymywali dodatkową zapłatę, a których najwięcej było podczas słynnych targów lipskich. Targi musiały być szczęśliwym czasem, ponieważ w 1710 Keiser skomponuje i wystawi w Hamburgu utrzymaną w radosnym nastroju operę: Le bon vivant oder die Lepziger Messe. W 1692 roku Keiser musiał opuścić Lipsk; rok przed otwarciem miejscowej opery miejskiej i cztery lata przed immatrykulacją Graupnera, którego Keiser pozna dopiero w 1705 roku w Hamburgu .

Nie wiadomo co działo się z Keiserem w okresie od 1692 do 1694, gdy odnajdujemy go w Brunszwiku, stolicy Księstwa Braunschweig-Wolfenbüttel i siedziby dworu ks. Antoniego Ulryka (pan. 1685-1714). W nowej dworskiej operze brunszwickiej istniejącej od 1678 roku wystawiano „hanowerski” repertuar; m.in. włoskie opery hanowerskiego kapelmistrza Agostino Stefaniego, prócz tego w Brunszwiku istniał (w 1. 1668-1758) francuski dworski teatr. Dzięki temu Keiser mógł zapoznać się z zagranicznymi stylami muzycznymi. Debiutował w 1694 roku operą: Procris und Cephalus. Z dziewięciu oper skomponowanych w okresie brunszwickim (1694-1697) wszystkie stanowiły opracowanie tematów z mitologii greckiej, a jedna tylko: Clelia — mitologii rzymskiej. Klasyczne tematy preferowali już pierwszy tworzący w Brunszwiku (w 1. 1685-1689) znakomity kompozytor Johann Theile (1646-1724) i Georg Caspar Schürmann (ur. 1672/1673, zm. 1751, w Brunszwiku w 1. 1697-1701). Nawet po przyjeździe w 1697 roku do Hamburga Keiser pozostanie w dużym stopniu wierny tym wzorcom. Fama wyprzedziła go, ponieważ już w 1694 w Hamburgu wystawiono jego: Basiliusa, którego w Brunszwiku usłyszano dopiero w lutym 1696 roku.

Instytucjami życia muzycznego Hamburga były liczne kościoły; w tym: St. Michaelis Kirche, w którym kantorem był Joachim Gersenmüller, zastąpiony w 1721 roku przez Georga Philippa Telemanna, podlegająca bezpośrednio cesarzowi katedra (kantorzy: Johann Mattheson w l. 1718-1728 i sam Keiser w l. 1728-1739), St. Catharinen Kirche, w którym organistą był: Jan Adams Reinken (1623-1722, organista w l. 1663-1713) i St. Nicolai z organistą Vincentem Lübeck pracującym tam w latach 1702-1740. W katedrze już w latach 1660-1674 dyrektor Collegium musicum i kantor St. Jacobi Kirche Matthias Weckmann organizował koncerty muzyki świeckiej.

Najważniejsza jednak była powstała w 1678 roku , a więc 19 lat przed przybyciem Keisera, i istniejąca do 1738 opera miejska zwana „Opera przy targu gęsi” (Oper am Gänsemarkt) – pierwsza publiczna stała opera niemiecka. Około 1710 roku pracowało w niej 7-9 śpiewaków i ponad 35 instrumentalistów; w tym 3 grających na takich egzotycznych instrumentach jak francuskie: chalumeau, teorban i włoska: viola d’amore.



W swoich hamburskich operach Keiser podejmował zwykle tematy mitologiczne, ale czasem także historyczne (Carolus V, Störtebeker und Jödge Micheis, Misteyojus, Masaniello Furioso) i dotyczące wydarzeń lub zjawisk współczesnych (Die Leipziger Messe, Der Hamburger Jahrmarkt, Die Hamburger Śchlachtzeit). W Hamburgu Keiser debiutował (1697) mitologiczną operą: Der geliebte Adonis. Dobór tematu zależał w gruncie rzeczy od librecisty. Keiser korzystał z usług aż 20 z nich. Christian Heinrkh Postel (1658-1705) wybierał jedynie tematy mitologiczne, a wspomniany już Barthold Feind (1678-1722) historyczne i polityczne. Feind i kolejny librecista Christian Friedrich Hunold uwikłali się w spór artystyczno-polityczny (na tle postulowania zmian konstytucji miasta) z poetą Friedrichem Christianem Feustkindem (ur. ok. 1678 zm. 1739), co doprowadziło do wygnania Feinda z miasta. Keiser szczerze sympatyzował z wygnańcem i jego poglądami. Kolejni autorzy, z których usług kilkakrotnie korzystał Keiser to: Johann Joachim Hoe, Heinrich Hinsch (zm. 1712), Johann Ulrich König (1688-1741) i Johann Philipp Pritorius.

W Hamburgu urządzano także prywatne koncerty w domach zamożnych mieszkańców; m.in. w domu bardzo zamożnego rajcy miejskiego i słynnego poety Bartholda Heinricha Brockesa i posła cesarskiego, tzn. reprezentanta Austrii w dolnosaksońskim okręgu Rzeszy Niemieckiej (podzielonej wówczas na 10 okręgów) hrabiego von Eckgha, który w okresie 1700-1701 organizował co niedziela tzw. „koncerty zimowe”, których posłuchać przybywało 3 książąt (w tym Fryderyk Wilhelm Meklemburski), Mattheson (jako nauczyciel muzyki córki hr. Eckgha). Keiser prezentował tam swoje utwory kameralne i nauczył się galanterii, tzn. dworskiego sposobu bycia i prowadzenia rozmowy; Mattheson stwierdzi, że Keiser; „bardziej przypominał w zachowaniu szlachcica (Cavalier) niż kompozytora”.

Keiser miał też okazję poznać dwie holsztyńskie rodziny szlacheckie; Dernathów i Ahlefeldów. Żona Johanna Georga von Dernatha, Anna Dorothea była w 1712 matką chrzestną córki Keisera Sophie Luizy, a radczyni von Ahlefeldt matką chrzestną syna kompozytora Wilhelma Friedricha (1718), zaś jej mąż Benedictus von Ahlefeldt sprawował (iw 1. 1722-1725) funkcję dyrektora opery hamburskiej, która choć była przedsiębiorstwem rynkowym nastawionym na zysk, była wspierana przez patrycjuszy miejskich .

Od marca 1707 do 1 maja 1707 roku Keiser sam był dyrektorem opery. W 1703 roku do Hamburga przeniósł się Händel. Kilku badaczy sugerowało konflikt między obu kompozytorami; przeczyłyby temu jednak widoczne źródłowo gesty uprzejmości dyrektora wobec przybysza; jak otwarcie sezonu 1705 roku operą Händla: Nero (25 lutego), a dopiero po niej wystawienie własnej: Octavii (5 sierpnia). Gdy Händel przebywał już we Włoszech, Keiser nadal wystawiał jego opery, choć nie zachowały się żadne ślady tak serdecznej korespondencji jak między Händlem a Telemannem. Badacze życia Keisera muszą się liczyć z tym problemem, że Keiser, jak się wydaje, nie miał takich literackich ambicji jak obaj poprzedni, a zwłaszcza dziennikarz i pisarz Mattheson. Sprawy ważne dla niego Keiser zapewne załatwiał wykorzystując raczej osobisty urok i galanterię niż pisząc epistoły . Dlatego Keisera znamy niemal wyłącznie z listów innych, a nie jego własnych. Händla Keiser zachęcał do używania i przerabiania własnych tematów muzycznych, z których ten korzystał nawet jeszcze w 1756 roku.
Lata 1706-1709 były bardzo szczęśliwe dla opery hamburskiej. Chociaż Händel zdążył już wyjechać do Italii, w Hamburgu tworzyli czterej bardzo utalentowani kompozytorzy: Keiser, Christoph Graupner , Gottfried Grünewald i Johann Christian Schiefedecker, który w 1707 roku zastąpi Buxtehude’go w Lubece.

W czerwcu 1706 roku Keiser wystawił swoją najbardziej „polityczną” operę: Masaniello Furioso opowiadającą o antyhiszpańskim powstaniu w Neapolu (1647), którego przywódcą był Tommaso Aniello (1620-1647). Libretto Feinda przywodziło na myśl patrycj uszowsko-plebejskie spory we władzach Hamburga, dlatego by złagodzić wymowę dzieła wyraźnie uznano Aniello za postać tragiczną, ale która „zasłużyła na swój los”, czyli na śmierć. W 1707 roku Keiser spróbował swych sił w tematach bardziej komediowych tworząc:
Der angenehme Betrug oder Der Carneval von Venedig („Przyjemne oszustwo lub karnawał wenecki”) wykorzystując przykład opery Andre Campry: La Carneval de Venise i użytego przezeń libretta Jeana Françoisa Regnarda.

Wykorzystanie wzorów francuskich i włoskich na każdym kroku sugerowałoby, że hamburscy twórcy muzyczni ulegli całkowitej fascynacji cudzoziemszczyzną. Wniosek taki byłby jednak błędny. Wprawdzie na przykład Telemann komponował wielojęzyczne opery z recytatywami w języku niemieckim, ariami włoskimi i francuskimi tańcami, a wszystko to w ramach jednej sztuki, trzeba jednak powiedzieć, iż on i jego koledzy mieli ambicję stworzenia muzyki prawdziwie niemieckiej, a przynajmniej tą chęć deklarowali. Jeśli bowiem chodzi o styl operowy ówczesnego Hamburga, to raczej oddalił się on od XVII-wiecznego wzorca muzyki niemieckiej inspirowanej muzyka niemieckiego renesansu i surowymi hymnami luterańskimi (Luther, Schütz, styl północnoniemiecki utożsamiany z Buxtehude’m i południowoniemiecki utożsamiany z Pachelbelem). Połączenie niemieckiej Lied, włoskiej arii i francuskiego baletu było chyba właśnie tym, do czego dążyli hamburscy twórcy myśląc o muzyce niemieckiej. Ujawniła się też tendencja, którą m.in. Hogwood uznaje za typowo niemiecką, do większego przepychu wystawień, a także do uwypuklania scen przemocy i wstawiania scenek komicznych między sceny dotyczącej głównego, często bardzo dramatycznego wątku . Bogata oprawa była najważniejsza. Czasem do jednej opery używano nawet 5 fagotów, rogów lub fletów. Co do scen okrucieństwa, to wydaje się, że może to być również efekt wpływów angielskich i faktu codziennej walki Hamburga o przetrwanie ekonomiczne. Nasuwa to wyraźne skojarzenie z uwagą, jaką francuski podróżny XVII-wieczny wypowiedział o Anglikach; stwierdził on bowiem, że Anglicy uwielbiają wszystko co wygląda na walkę, i rzeczywiście, jak zapewnia badaczka Londynu tych czasów Maureen Waller, wystarczyło by dwóch chłopców zaczęło się bić, by zgromadził się wokół nich tłum dopingujących gapiów .



Do ambicji stworzenia opery typowo niemieckiej, nigdy do końca nie zrealizowanej nie tylko przez barokową operę hamburską, ale i przez Mozarta w wiele lat później , należy dodać wyraźną niechęć kompozytorów związanych z Hamburgiem do muzyki typowo włoskiej, o której sądzili, że jest „płaska”, banalna i mało interesująca. Wyjątek, jak się zdaje, czyniono dla twórczości wokalnej Agostino Steffaniego (1653-1728) zatrudnionego od 1688 roku na posadzie kapelmistrza w Hanowerze, którego najważniejszy twórca hamburski czasów Händla – Reinhard Keiser (1674- 1739) naśladował. Przed wyjazdem do Włoch w 1706 roku Händel nie przypuszczał, by muzyka włoska tak niepozornie wyglądająca w zapisie nutowym wywoływała tak wielkie wrażenie na scenie lub w Sali koncertowej . Nie ma nic dziwnego, że to właśnie dynamiczny, potężny, kupiecki i otwarty na świat Hamburg stał się kuźnią muzyki niemieckiej, a jak się wydaje również niemieckiej poezji owych czasów.

Hamburczycy mieli silne poczucie własnej odrębności, m.in. dzięki działalności takich instytucji jak założone w 1724 roku Patriotische Gesellschaft, a ich miasto było odbierane prze osiemnastowiecznych Niemców przybywających z głębi Rzeszy jak inny świat, pełen egzotyki, nie tylko angielskiej czy duńskiej, ale też perskiej czy tureckiej, przynajmniej w tej formie, jaka odpowiadała ówczesnym europejskim wyobrażeniom o tych dalekich krajach, wystarczy wspomnieć o Tanz der Persischer Soldaten z Croesusa (1711) Keisera i podobnym Tanz der Asiaten z Almiry (1705) Händla . Niemcy przyjeżdżali z całej Rzeszy by zobaczyć Persów i Turków.
Dnia 3 stycznia 1712 roku (w St. Petri Kirche) Keiser poślubił Barbarę Oldenburg, córkę muzyka w służbie magistratu Hieronymusa Oldenburga. Jak juz wiemy, mieli dwoje dzieci .

Keiser komponował zwykle 2-3 opery rocznie, pamiętał jednak także o dostarczeniu muzyki okazjonalnej; takiej jak serenada skomponowana z okazji wyboru Lucasa von Bostela na burmistrza Hamburga (1709), dzieło sceniczne: Der Triumph des Friedens („Tryumf pokoju” - 1715), którym uczcił zawarcie pokój w Rastatt 7 marca 1714 roku między Austrią a Francją i kolejna serenada: Das verewigte und triumphirende Erzt-Haus Österreich („Pradawny i tryumfujący dom Austrii”) skomponowana na 30. urodziny (1 października 1716) cesarza Karola VI Habsburga (pan. 1711-1740).
W 1712 Keiser skomponował wielkie dzieło muzyki religijnej; pasję oparta na libretto wspomnianego już Bartholda Heinricha Brockesa (1680 —1747). Pasja była tak dobra a tekst tak poruszający, że w oparciu o tekst Brockesa pasje komponowali odtąd najwięksi barokowi kompozytorzy niemieccy; Telemann, Handel i Mattheson (wszystkie te wersje wystawiano w domu samego Brockesa), a także Stölzel (ok. 1720), Fasch (1723), Freißlich, Paul Steiniger (1750), Jakob Schuback (1755) i Johann Caspar Bachofen (1759). Widać wyraźnie jak bardzo potężny był wpływ Keisera na muzykę jego czasów; nie bez kozery nazywano go z francuska: le premier homme du monde — „pierwszym człowiekiem świata”.

W roku 1718 ze swych stanowisk odeszło trzech współ-dyrektorów opery hamburskiej, którzy urzędowali od 1707 roku; Johann Heinrich Sauerbrey, Reinhold Bickelmann i Johann Conrad Dreyer. Zastąpił ich A. Gumprecht, zięć muzyka Georga Schotta. Jak się wydaje, nie było to po myśli Keisera, ponieważ on sam zrezygnował ze swego stanowiska kapelmistrza. Nowym kapelmistrzem miejskim został Matthias Christoph Wideburg (1. 1718-1721), a po nim funkcję tą sprawował Telemann. 21 maja 1718 roku zmarł właściciel ziemi, na której stała opera, Wilhelm Willers, co przyczyniło się do trudnej sytuacji tego przedsiębiorstwa kulturalnego. Keiser w tym czasie podróżował po Turyngii, gdzie, jak się wydaje, starał się o nowe zatrudnienie. Wiadomo, że 18 czerwca 1718 przebywał na dworze ks. Fryderyka II von Sachsen-Gotha-Altenburg w Gotha. Tamtejsza posada kapelmistrza była nieobsadzona od śmierci Christiana Friedricha Witta (1716). Książę starał się pozyskać Telemanna (1716), a potem Francesco Venturiniego (1718). Jeśli Keiser sam się zareklamował na dworze to dlaczego nie został przyjęty? W 1719 wakat obsadzony został przez Stilze1a.
Wakat powstał również w Eisenach na dworze melomana i utalentowanego kompozytora-amatora Jana Wilhelma von Sachsen-Eisenach (pan. 1698-1729), odkąd jego dwór opuścił Telemann (1712) i było tak aż do 1730 roku, gdy książę zatrudnił Johanna Birckenstocka. Keiser nie został w Eisenach, chociaż książę Jan był mu wyraźnie życzliwy. W lecie 1718 Keiser powrócił Hamburga, by z początkiem 1719 roku odwiedzić dwory południowoniemieckich księstw, jednak nie dopisało mu tam szczęście bardziej niż w Turyngii.

Keiser nie zagrzał miejsca w Stuttgarcie, stolicy i rezydencji ks. Eberharda IV Ludwika Wirtemberskiego (pan. 1677-1733), gdzie istniała 45-osobowa orkiestra dworska kierowana przez Johanna Kussera (1700-1704), a potem Johanna Christopha Peza (1706- 1716). Wystawiano tam głównie opery Kussera i Steffaniego. Podobnie w Margrabstwie Badenii-Durlach, gdzie kapelmistrz (w 1. 1718-1722) Johann Philipp Käfer wystawiał włoskie opery. Wytrwale walczył Keiser o kapelmistrzostwo w Stuttgarcie, dokąd wysłał kilka swoich utworów (głównie sonat orkiestrowych). Korespondował w tej sprawie z marszałkiem dworu hr. von Gravenitz i sekretarzem kamery dworskiej Höflein’em. Ostatecznie jednak upragnione przezeń stanowisko uzyskał jego konkurent, Włoch Giuseppe Antonio Brescianello (ur. ok. 1690, zm. 1758).
Najpóźniej w sierpniu 1721 roku Keiser znów był w Hamburgu. Jak się okazało, pierwszą postacią hamburskiego życia muzycznego był już Telemann, co być może wpłynęło na jego decyzję by wyjechać wraz z częścią hamburskiej trupy operowej do Kopenhagi na 3 lata (1721-1723). Związki Keisera z duńskim dworem datowały się od 18 października 1702 roku gdy wystawiono w Hamburgu jego operę: Pomona z okazji urodzin króla Danii Fryderyka IV (pan. 1699-1730), melomana i wielkiego miłośnika Vivaldiego. W 1704 roku Keiser starał się bezskutecznie o duński tytuł szlachecki. Duński następca tronu Christian odwiedził, w trakcie podróży do Drezna na swój ślub z Sophią Magdalene von Brandenburg-Kulmbach, Hamburg 7 lipca 1721 roku by zaangażować wizytę trupy w duńskiej stolicy. W ciągu 3 lat w Kopenhadze Keiser wystawił 7 oper. Po powrocie zdarzało mu się jeszcze przysyłać (1724, 1726) utwory okolicznościowe na dwór kopenhaski. Niedługo przed swą śmiercią, w grudniu 1738 roku wrócił tam z córką która w przeciwieństwie do niego nie wróci juz do Hamburga.
Po 1723 roku Keiser coraz częściej stosował pastisze, naśladując lub adaptując arie innych kompozytorów jako części składowe własnych wystawianych oper. Pożyczanie sobie nawzajem tematów przez kompozytorów było powszechną praktyką w epoce baroku, ale akurat Keiser słynął z tego, iż miał nieskończoną fantazję i dotąd (tj. do 1723) jedynie od Graupnera zdarzało mu się zapożyczyć więcej pomysłów, raczej odwrotnie: jak się okazuje, bardzo wiele tematów Keisera wykorzystywał m.in. Händel.

Gdy w 1728 roku Mattheson, wówczas kantor w katedrze hamburskiej zupełnie oślepł, Keiser zastąpił go na tym stanowisku dzieląc się z nim płacą. Odtąd komponował niemal wyłącznie muzykę religijną (kantaty). Lata trzydzieste były dlań niełaskawe. W 1732 zmarła jego matka (nie wiadomo kiedy zmarł jego ojciec; być może kilka lat wcześniej, a być może już w 1712 roku). W 1735 roku Keiser owdowiał. W 1738 opera została zamknięta. 12 września 1739 roku Keiser zmarł w Hamburgu. Pogrzeb odbył się 15 września.
W swoich czasach i jeszcze w jakiś czas potem Keiser uchodził za jednego z największych niemieckich kompozytorów. W 1772 roku angielski historyk muzyki mówiąc o kompozytorach hamburskich wymieniał Keisera na początku:
„W tym teatrze najsłynniejszymi wystawianymi dziełami były dzieła Keisera, Matthesona, Händla i Telemanna”. W 1725 roku Telemann jako filary muzyki niemieckiej wymieniał; Kuhnaua, Keisera, Händla, Peza, Johanna Christopha Pepuscha i Pantaleona. W 1739 roku Telemann napisał sonet z okazji śmierci Keisera:
„Wy, którzy dziećmi sztuki dźwięków w niemieckiej ziemi się zwiecie, zważcie na śmierć Keisera! On dobrze zasłużył na swą sławę, laur honorowy niosąc cudzoziemcom ...”.
Telemann uznawał zasługi swego przyjaciela, a potem też konkurenta, mimo drażniącej go zapewne nie-intelektualnej natury Keisera, zupełnie innej od charakteru Telemanna. Keiser miał drażnić również swoim rzekomo nieprzyzwoitym stylem życia (był ponoć rozpustnikiem w przeciwieństwie do np. Telemanna będącego w tym względzie wzorem skromności), na co nie ma jednak żadnych dowodów. W artykule napisanym w brytyjskim miesięczniku „Gentleman’s Magazine” (z kwietnia 1760 roku z okazji rocznicy śmierci Händla), wspomniano o Keiserze jako o jego nauczycielu i bardzo zdolnym kompozytorze, lecz także o człowieku pragnącemu zbytku i bogactwa, nie umiejącemu oszczędzać; robiącemu długi i chowającemu się przed wierzycielami. Trudno orzec jak dalece prawdziwa to ocena. W 1752 roku Quantz chwalił melodykę Keisera, podobnie zresztą czynił to Hasse podczas rozmowy z Charlesem Burney’em (1772).
Muzyka Keisera została, podobnie jak większość barokowego dorobku muzycznego, w dużym stopniu zapomniana w epoce klasycyzmu i romantyzmu, jednak w XIX wieku wydawano poszczególne jego arie. W 1892 roku Friedrich Chrysander wydał po raz pierwszy od połowy XVIII w. dzieło Keisera w całości; operę: Jodelet. Przykładowo Telemann nie miał nawet takiego szczęścia. W 1970 roku założono w Teuchern towarzystwo poświęcone pamięci Keisera (przed 1992: Arbeitkreis „Reinhard Keiser”, po 1992: Reinhard-Keiser-Gedenkstitte - http://www.reinhard-keiser-yerein.de )„ które z czasem zaczęło ściśle współpracować z Towarzystwem Haendlowskim z Halle organizując m.in. wspólne koncerty.



BIBLIOGRAFIA:
• Bues A., Historia Niemiec XVI-XVIII wieku, Wydawnictwo TRIO Warszawa 1998.
• Chrysander F., „Geschichte der Hamburger Oper unter der Direction von Reinhard Keiser. (1703- 1706)”., in: Aligemeine Mustikalische Zeitung“ 15 (1880).
• Cieślak E. (red.), Historia Gdańska t. III/1, Gdańsk 1993.
• Gallois J.G., Geschichte der Stadt Hamburg nach den besten Quellen bearbeitet, B. II., Stern Hamburg 1854.
• Gaxotte P., Rewolucja francuska, Wydawnictwo ARCHE, Gdańsk 2001.
• Grzeskowiak-Krwawicz A., Gdańsk oświecony. Szkice o kulturze literackiej Gdańska w dobie Oświecenia – Die Aufklärung in Danzig. Skizzen über die Daziger Literaturpflege im Zeitalter der Aufklärung, IBL Warszawa 1998.
• Hamburg, Von Altona bis Zollenspieker. Verlag Hoffmann und Campe, Hamburg 2002.
• Hogwood Ch., Händel, Wydawnictwo Astraia Kraków 2009.
• Kleßmann E., Geschichte der Stadt Hamburg. Die Hanse/Sabine Groenewold Verlage/Europäische Verlagsanstalt, Hamburg 2002,.
• Koch K. P., Reinhard Keiser (1674-1739) Leben und Werk, Teuchern 2000.
• Lindemann M., Patriots and paupers: Hamburg, 1712-1830, Oxford University Press, 1990.
• Lindner E.O., Die erste stehende deutsche Oper, Berlin 1855.
• Lynch R.D., Opera in Hamburg, 1718-1738. A study of the Libretto and Musical Style, New York University 1979.
• Napierała P., Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu. Wielcy władcy małego państwa, Wydawnictwo Naukowe UAM Poznań 2009.
• Noël J. F., Święte cesarstwo, Volumen Warszawa 1998.
• Rolland R., Haendel, PWM, Warszawa 1985.
• Schramm P.E., Hamburg, Deutschland und die Welt. Leistung Und Grentzen hanzeatischen Bürgertums in der Zeit zwischen Napoleon I. und Bismarck. Ein Kapitel deutsche Geschichte, Universitätsverlag Georg D.W. Callwey München 1943.
• Vann, J.A., Württemberg auf dem Weg zum modernen Staat 1593-1795, Stuttgart 1986.
• Waller M., 1700. Scenes from London Life, Hodder and Stroughton London 2001, Wawrykowa M., Niemcy 1648-1789, PWN, Warszawa 1976.
• Wohlwill A., Neuere Geschichte der freien und hansestadt Hamburg insbesondere von 1789 bis 1815, Friedrich Andreas Perthes Gotha 1914.
• Wolff H. Ch., Die Barockoper in Hamburg (1678-1738), Wolfenbüttel 1957.
• Zeim K., Die Opern Reinhard Keisers, München/Salzburg 1975.