Loading...

niedziela, 18 lipca 2010

Krytyka Oświecenia, czyli krytyka czego?

Zauważyłem tendencję wielu autorów prawicowych do wrzucania do oświeceniowego worka wszystkiego co im się nie podoba. Oświecenie jest, w ich opinii, przodkiem marksizmu. Tak też uważają marksiści, co z kolei dlatego, że dla gaduły Marksa, którego dzieła to jedynie mieszanina poglądów innych filozofów z kilkoma statystykami, znalezienie się w jednym panteonie z Voltaire'm czy Diderotem to zaszczyt. Dlaczego zaszczyt? Dlatego, że ludzie Oświecenia rzucili wyzwanie ludzkiej bezradności wobec sił przyrody i ludzkiej straszliwej ówczesnej niepraktyczności, a także bezradności wobec biedy itd. Już sam ten fakt pokazuje, że jednak odrobina szacunku się im należy.



Po pierwsze, załóżmy, że Oświecenia nie było. Nasz świat składałby się z ludzi, którzy wprawdzie ciężko pracują między kolejnymi modlitwami, ale żyją jak zwierzęta w nędznych domach z drewna bez piorunochronów i numerów przy zabłoconych ulicach wśród fetoru wyrzucanych resztek z rzeźnickich sklepów. U lekarzy można by liczyć na zaklęcia zamiast pomocy, podobnie byłoby w innych dziedzinach życia. Ci słabszego zdrowia nie przeżywaliby, dzieci tłuczono by, jeśli pomylą się w modlitwie, głupotę i błędy tłumaczono by interwencja diabła. Czy chciałby ktoś trafić do takiego świata?

Newton miał zwyczaj puszczania latawców z wizerunkami diabła i ówczesne "mohery" chowały się ze strachu po domach a on miał ubaw. To symbolizuje walkę Oświecenia ze światem przesądu - ze światem ludzi zwierząt posługujących się bardziej instynktem niż rozumem.

Kolejną sprawą jest to, że Oświecenie to nie jedne ruch/nurt a kilka. Odjąwszy oświecenie rozumiane jako rewolucja przyrodnicza pozostaje nam Oświecenie rozpolitykowane - "humanistyczne", to, które jest celem atakującej je "prawicy", choć prawica jest spadkobierczynią Oświecenia tak samo jak lewica. Można by tak opisać poszczególne nurty Oświecenia (i główni autorzy):

*decentralistyczno-antybiurokratyczny (d'Argenson)
*republikańsko-arystokratyczny (Boulainvilliers, Sunderland, Montesquieu)
*pra-libertariański (Vauvenargues)
*liberalno-deistyczny (Voltaire, Lessing)
*monarchistyczno-liberalny (Voltaire, Malesherbes i większość oświeceniowców - połączenie monarchii absolutnej z liberalizmem społecznym)
*konserwatywny (tak tak - Burke i Hume to też jak najbardziej ludzie Oświecenia - czyli religia jako wartość względna ale uzyteczna - wierzący mniej kradną u Burke'a, osobiście wierzącego ten nacisk był większy)
*utylitarystyczny (Mandeville)
*monarchistyczno-biurokratyczny (gł. Niemcy)
*Rechtstaat (Justi)
*republikańsko-liberalny ("les americains": stary Diderot, Condorcet, Mercier)
*republikańsko-demokratyczny (Paine, Pristley)
*republikańsko-protosocjalistyczny (Rousseau)
*komunistyczny utopie w stylu More'a (Meslier, Mably)

Jakoś trudno uznać to wszystko za lewicę, prawda? Nawet de Maistre był konserwatystą oceniającym zapóźnione i zbyt gwałtowne zmiany we Francji z punktu widzenia obywatelskiej i oświeconej Sabaudii.

Wrogami Oświecenia byli wtedy zwolennicy starej bezwzględnej i obiektywnej religijności jak Mora y Jaraba czy Georg Hamann. Warto poczytać tych autorów i zobaczyć, by stwierdzić, czy nie zgodzimy się z opinią Voltaire'a o Calvinie i Lutherze, że "czytać ich nijak się nie da".

Prawica jest spadkobierczynią Oświecenia; przynajmniej ta laicka. Nie mylmy, prawicy ze zwykłym fanatyzmem religijnym. Bo wtedy powrócimy do wartości wyznawanych przez wielkich reformatorów religijnych. Nie wiem czy ci co byli skłonni to uczynić wiedzą co by w ich dziełach przeczytali.

3 komentarze:

Michał pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Michał pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Michał pisze...

Czym jest oświecenie - pytał już Kant. W 1784 roku, a więc w tym, w którym jakąkolwiek chronologię byśmy nie przyjęli, mieści się w oświeceniu. Proces dojrzewania człowieka, bo to jedna z głównych kantowskim tez jest starsza znacznie od oświecenia. Sam na jednym blogów związanych z Tobą (nie pamiętam, którym) cytowałeś zmarłą niestety prof. J. Krzyżaniakową, która mówiła o transformacjach wieku XV. Idąc tym tokiem, podług mnie słusznym, chociaż rozwój indywidualizmu nie bałbym się datować na wiek XII/XIII - wraz chociażby z powstawaniem pism w językach narodowych (np. dyariusze z IV krucjaty - de Clari i Villeharduoina) oświecenia nie było dojrzałością. Było być może zdaniem sobie sprawy z tejże, daniem sobie dowodu osobistego. Dziś każdy chyba ma problem co to jest dojrzałość. Czy jest to zarabianie na siebie? Własne mieszkanie? Rodzina? 18-stka? Ale nie o historii dzieciństwa tu mówimy, oddajmy Ariesowi, co jego  A jedynie o pewnej historyzacji zjawiska. Nikt nie poddaje w wątpliwość, nawet środowiska prawicowe, osiągnięć techniki, ale te nie mają wiele wspólnego z religią – nawet przytoczona przez Ciebie anegdota o Newtonie. Nie należy wszystkiego tłumaczyć socjologizacją. To założenie, chociaż raczej opisowe niż prkatycnze, szkoły Annales, nie ma sensu, ale pokutuje w Twoim rozumowaniu. Impresjonizm tłumaczyłbyś rozwojem banków kapitałowych, albo na odwrót? Nie! Więc nie ma sensu łączenia techniki z religią. Rodzi się jednak pewna myśl ważna, która jednak nie jest powszechnie rozumiana. Pewna różnica między religią, a doświadczeniem religijnym (W. James itd.), które nie musi mieć nic wspólnego z żadną teologią, teozofią czy czymkolwiek.
Co to medycyny jej poziom w dobie XVIII wieku nie różnił się wiele od tej z lat wcześniejszych (nie wiem czy przywoływać Ci literaturę czy nie, bo jest to jedynie post, a nie rozprawka czy artykulik). Przełom nastąpi dopiero w wieku następnym i to w jego drugiej, tej dłuższej, połowie. Bicie dzieci za błędy w modlitwach to inne zjawisko, którego nie należy tłumaczyć – oświeceniem. Kogo oświeceniem? Nauczycieli? Wychowawców? To zjawisko zanikania kary cielesnej nie należy wrzucać na karb humanitaryzmu, a raczej na pojawieniu się specyficznej represji. Jednak kary cielesne znikną bardzo i to bardzo późno, do czego oświecenei nie przyłożyło nawet kawałka cegiełki. Zauważ też rzecz istotną. Filozofia XVIII wieku, być może ostatnia jej godziny, później już mamy akademizm, pokazała rzecz zupełnie nową. Przybrała łatwiejszą formę, systematyzują się przez to i doprowadzając do akademizmu. Czy byłyby to dialogi czy powiastki (jedno i drugie istniało już w filozofii antycznej). Chodzi o pewien banał. Filozofia przestaje być traktowana jako ćwiczenie duchowo-cielesne – tzw. praca nad sobą, a staje się dyskusją, może nawet gadaniem o wszystkim i o niczym. Brak poszanowania dla tej nauki w dzisiejszych czasach ma więc korzenie w Oświeceniu. Filozofia staje się dyskursem, teoretyzacją, przestaje być praktyka panowania nad sobą. To umożliwiło powstanie tak licznych często sprzecznych poglądów, wewnątrz, powiedzmy jednego wspólnego pnia zwanego przez Ciebie prawicowym. Krytyka zaś Oświecenia wynika z błędnego rozumowania, z błędów historyzacji zjawisk, albo z uspołeczniania (socjologizowania) wszystkiego za pomocą wszystkiego. Takie coś prowadzi to paradoksu, jak ten z impresjonizmem i bankami.
Pozdrawiam,
Michał