Loading...

środa, 27 października 2010

Instytut Zachodni - Dyskusja panelowa nad tomem "Moje Niemcy - moi Niemcy"

Dziś o godzinie 11.00 obyła się (Instytut Zachodni, ul. Mostowa 27) dyskusja panelowa nad tomem "Moje Niemcy - moi Niemcy". W dyskusji udział wzięli: dr. Andrzej Byrt (dyplomata, dwukrotny ambasador RP w RFN), prof. Waldemar Łazuga (IH UAM), dr. Łukasz Musiał (IFG UAM), prof. Hubert Orłowski (IZ, członek rzeczywisty PAN) i prof. Waldemar Pfeiffer. Po wprowadzeniu dyrektora Instytutu Zachodniego prof. Andrzeja Saksona, dyskusję dalej prowadził prof. Henryk Olszewski.



Dyskusja dotyczyła dopiero co wydanego tomu: "Moje Niemcy - moi Niemcy. Odpominania polskie", pisanego przez kilkudziesięciu autorów, pod redakcją prof. Huberta Orłowskiego. Obok tekstów badaczy w antologii znalazły się również refleksje pisarzy, tłumaczy i publicystów. Antologia gromadzi czterdzieści osiem narracji, reprezentujących twórców o różnym doświadczeniu pokoleniowym. Autorzy sięgają z jednej strony do doświadczeń osobistych w spotkaniach i kontaktach z Niemcami, z drugiej zaś wnikają swą refleksją profesjonalną (ze strony wydawnictwa).

Zamiarem prof. Orłowskiego było uratowanie jednostkowych indywidualnych wizji Niemiec, ich kultury i polityki niemieckiej przed zapomnieniem. Pomysł na publikację zrodził się u niego, jak sam mówił, z buntu przeciw nadużywaniu pojęcia pamięć zbiorowa w dyskursie intelektualnym. Sam redaktor jest zwolennikiem, tezy, iż pamięć może dotyczyć wyłącznie jednostek, a termin "pamięć zbiorowa" jest konstruktem często używanym w niewłaściwy sposób.

Dr. Andrzej Byrt opowiedział, jak jego negatywne wyobrażenie o Niemcach jakie wyniósł z rodzinnego domu zmieniło się gdy zaczął pracę na Targach Poznańskich, na których zetknął się z życzliwym wobec Polaków zachowaniem członków niemieckiej ekspozycji, oraz z niemiecką organizacją, chociaż wspominał także o niesympatycznych działaniach ambasady RFN. Opowiadał również o tym, jak reminiscencje ze sztuki Brechta w wykonaniu Łomnickiego doprowadziły do tego, że recytując jako ambasador RP w RFN wiersz "Lokomotywa" po niemiecku zaczął podświadomie krzyczeć niczym oficer SS, lecz wkrótce potem zauważył to i przeprosił zgromadzonych. Kilkukrotnie zaznaczał, iż Polska w kontaktach z Niemcami, a także Francją i Rosją musi pamiętać, iż jej głos nie zawsze jest słyszalny, ze względu na mały potencjał gospodarczy (PKB Polski - 420 mld dolarów, a samego niemieckiego landu Hesji - 216 mld $).

Prof. Waldemar Łazuga w swoim wystąpieniu nawiązał do swojego dziecięcego wyobrażenia, iż niemiecki język służy wyłącznie do wykrzykiwaniu rozkazów, i że jego brzmienie jest wyjątkowo odpychające. Zrewidował swój pogląd natykając się na przedwojenną spisaną wierszem niemiecką bajkę. Matka pochodząca z Wilna miała zwyczaj czynić niekorzystne dla poniemieckiej zabudowy Pomorza, architektoniczne porównania z jej miastem rodzinnym. Sympatia do Niemiec kształtowała się u profesora Łazugi dopiero później, a związana była z osobą Rudolfa Virchowa (1821-1902), urodzonego tak jak Łazuga - w Świdwinie na Pomorzu.

Jego wyobrażenia z młodości o Niemczech i niemczyźnie kontrastowały z wyobrażeniami, jakie miała jego córka, która kojarzyła ten kraj z prezentami, jakie przywoził jej ojciec (nawiasem mówiąc mam identyczne wspomnienia prezentowe związane z moim ojcem i z Wielką Brytanią, gdzie pracował przez parę lat, więc zdaję sobie sprawę z potencjalnej siły takich wspomnień) i uwielbiała brzmienie języka niemieckiego, przedkładając go przez jakiś czas ponad język angielski. Na koniec debaty profesor Łazuga wyraził nadzieję, że autorzy polityki międzynarodowej będą mieli w przyszłości więcej wyobraźni, co dopomogłoby wprowadzeniu nieco normalności w kontakty miedzy narodami.

dr. Łukasz Musiał wspominał o swoim zetknięcie się z niemczyzną w kontekście akademii dotyczącej zbrodni hitlerowskich, a prof. Waldemar Pfeiffer (jako jedyny z prelegentów częściowo pochodzenia niemieckiego - ze strony pradziadka Prusaka) wspominał swoje doświadczenia z niemczyzną po zakończeniu kariery wojskowej i przy rozpoczynaniu kariery akademickiej.

Osobiście uważam, że gros naszych polskich negatywnych skojarzeń dotyczących Niemiec pochodzi stąd, że postrzegamy je zwykle w kategorii Berlina i polityki wielkoniemieckiej. Jako autor książki o Hesji-Darmstadt w XVIII stuleciu, i miłośnik regionalnej kultury niemieckiej, widziałbym sposób na oswojenie się z tym krajem i narodem poprzez zainteresowanie się czymś innym poza odwiecznymi historiograficznymi problemami Drezna, Berlina, Kulturkampfu, Chadecji, nazizmu i niemieckiego: Griff nach der Weltmacht.

Piotr Napierała

Brak komentarzy: