Loading...

niedziela, 28 lutego 2010

Georg von Hessen-Darmstadt - bohater Hesów i Katalończyków

Czy można być bohaterem dwóch tak odległych od siebie geograficznie ludów? Można! I to do dziś pamiętanym, choć minęło 300 lat od jego śmierci.


Piotr Napierała, Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu. Wielcy władcy małego państwa, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2009. ISBN 978-83-232-2007-7
(fragment rozdziału III)

Uznanie przyniosła mu zręczna obrona Barcelony (maj 1696) przed Francuzami. W pewnym momencie wielodniowych zmagań (1 czerwca) został zaatakowany przez przeważające siły Francuskie samemu dysponując jedynie 2.000 piechoty i 2.500 kawalerii. Wówczas ubiegł atak wrzynając się brawurową szarżą w szeregi kawalerii wroga, którym to czynem zachwycał się kataloński historyk Antonio de Bofarull (1821-1892) . Bofarull przyczynił się do powstania legendy o dzielnym darmsztadzkim księciu (El Princep Jordi), przyjacielu Katalończyków i wrogu Francuzów, która jest żywa do dziś .


Od września 1701 do lutego 1702 roku, Georg von Hessen-Darmstadt przebywał w Landgrafstwie Hesji-Darmstadt. Zawsze był bardzo zżyty z całą swą rodziną. Miedzy wielkim wodzem a landgrafem Ernestem Ludwikiem panowały wzorowe braterskie stosunki, choć pewną niezręczność powodowały wysokie wydatki Georga, który po wyjeździe z Darmstadt odwiedził matkę w Butzbach. Georg poszukiwał w zamku domniemanego skarbu, jaki mieli w nim zakopać poprzedni władcy. Landgraf nie miał nic przeciwko tym fanaberiom dawno nie widzianego krewnego, zwłaszcza, ze sam był miłośnikiem tajemnic, chociaż od polowania na skarby przedkładał alchemię.

W lutym Georg pojechał przez Frankfurt do Londynu, by zameldować swą gotowość wzięcia udziału w austriacko-brytyjskiej operacji wojskowej w Hiszpanii. Jako wojskowy reprezentant cesarza Leopolda często rozmawiał z Wilhelmem III, a po jego śmierci wskutek upadku z konia 19 marca 1702 roku, z królową Anną (pan. 1702-1714). Celem miął być Kadyks, gdzie 160 okrętów wyładowało 26 sierpnia 13.800 ludzi. Atak, jak wiemy, nie powiódł się, wojsko brytyjsko-austriacko-holendersko-heskie zaczęło za to plądrować okolice Kadyksu. Książę nie mógł nic na to poradzić, ponieważ w plądrowaniu brał udział nawet jego adiutant Steinwehr. Jednocześnie armia była atakowana przez partyzantów. Doszło wkrótce do ostrej wymiany zdań między Hesem, a angielskim dowódcą Jamesem Butlerem 2. księciem Ormonde (1665-1745). Anglik zarzucił swemu sprzymierzeńcowi, że jego przekonanie o prohabsburskim nastawieniu Hiszpanów nie odpowiada prawdzie. W odpowiedzi usłyszał uwagi o niewłaściwym rozdysponowaniu przez Ormonde’a oddziałów szturmujących twierdzę, wskutek czego szturm był bezskuteczny.

Angielskie zniechęcenie przeważyło i flota odpłynęła 20 września 1702 roku. Skargi księcia Georga w Londynie i Hadze doprowadziły do wszczęcia dochodzenia w sprawie postępowania Brytyjczyków, które jak to zwykle bywa, nie wykazało niczego szczególnego. W Londynie przebywał do stycznia 1704 roku jako austriacki reprezentant dyplomatyczny i szef wojsk cesarza w Hiszpanii (od 1703).



W maju 1703 roku do Londynu przyjechał młodszy brat Georga Heinrich, który w młodości był słabego zdrowia i często popadał w stany depresyjne, dlatego długo wahano się jaki rodzaj kariery byłby dlań odpowiedni. Mimo to Georg przyjął brata do swego sztabu, gdy ten przyjął katolicyzm, czego wymagano w austriackiej armii .
15 września Holandia i Anglia uznały Karola . Georg spełnił więc swą misję. Teraz należało tylko przeprowadzić plan operacji w Hiszpanii. Brytyjski admirał Rooke musiał chroni zagrożone przez Francuzów miasto Nizza, lecz zgodził się „pożyczyć” księciu pewną ilość oddziałów na wyprawę gibraltarską . Było to 1200 Brytyjczyków i 400 Holendrów.

Wkrótce po zdobyciu Gibraltaru musiał go bronić przed hiszpańsko-francuską armią oblężniczą znów doskonale się ze swego zadania wywiązując. Gdy wróg zwinął oblężenie znów objął dowództwo całego kontyngentu i oblegał Barcelonę. Zginął 14 września 1705 roku szturmując Fort Montjuïc (Castell de Montjuïc). Naczelny dowódca brytyjski Charles Mordaunt, 3. hrabia Peterborough (1658-1735) podjechał bliżej, gdy zobaczył ciało księcia leżące na ziemi. On i pozostali świadkowie zdarzenia byli wstrząśnięci. Śmierć brata bardzo przeżył Heinrich. Barcelonę odbito dopiero w kolejnych szturmach. 23 października 1705 roku uroczysty wjazd do niej odbył Karol III.

Ciało księcia zabalsamowano i pochowano w sarkofagu w klasztorze Gracia koło Barcelony. Gdy Heinrich wracał z Hiszpanii do Niemiec w 1710 roku jeszcze się tam znajdowało, później nie wiadomo co się z nim działo. W XIX wieku bezskutecznie poszukiwano sarkofagu.
Jego serce chciano przywieźć do Matki do Butzbach, lecz ona nie doczekała się już tego, zmarła bowiem w 1709 roku, a serce było od 1705 roku w posiadaniu Ludwika XIV, który używał tej relikwii jako karty przetargowej. Dopiero w 1711 roku udało się po pewnych perturbacjach przewieźć je do Darmstadt, gdzie zostało ułożone w srebrnej szkatułce w książęcym grobowcu (Fürstengruft) w Stadtkirche . Na cześć „księcia Jordiego” kataloński z Barcelony ułożył (1706) epitafium, dla:

Visqué el Príncep per la Glòria de Catalunya, en la defensa de la seva Capital, expugnada de francesos. I per redimir-la, captiva dels mateixos, havia de morir, en la llei del fidel amic. orí en la captura de Montjuïc. Amb ella sortí lliure Catalunya, de la dura opressió i del tirànic jou de França. El nostre Sereníssim Jordi, com Pare de la Pàtria, li procurà a Catalunya, la més sobirana Joia. Defensà el Príncep Barcelona, assetjada de francesos. Qui mort com a noble, mai cau rendit. Aquí viu a qui la fama ernitza


(„…księcia, który by odbić stolicę (tj. Barcelonę, stolicę Katalonii) musiał oddać swe życie, lecz zdobył fort Montjuïc, uwalniając Katalonię z twardej tyranii francuskiej…nasz najjaśniejszy Jordi, jako par królestwa dał Katalonii wielka radość. Który zginał śmiercią szlachcica, lecz pozostawił po sobie wieczna sławę …”.)

Robert Walpole - premier -"romantyk"

Politycy tez potrafią być romantyczni:



Piotr Napierała, Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2008. ISBN 978-83-232189-8-2 (fragment rozdziału II)

...lata te (pierwsza dekada XVIII wieku) były dla Walpole’a łaskawe. Miał duże, legalne i mniej legalne, dochody z Houghton Hall i handlu winem. Dochował się już dość licznego potomstwa. Jego miłość do histerycznej i kapryśnej, lecz pięknej pani Walpole rozkwitała, o czym może świadczyć treść jednego z nielicznych listów przyszłego premiera z tego okresu:

„…May I measure Your heart by my own. O there I find that love that tendernesse for You that are any failings in You they are still perfections to me and doth my Dearest doe or omit any thing that might seem better otherwise, I am blind , cannot, would not, see any thing in my deare but what is most agreeable …”.




Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście widział on w swej małżonce „jedynie rzeczy najprzyjemniejsze”, czy może takie powziął postanowienie. Można przypuszczać, ze człowiek obdarzony tak pogodnym usposobieniem jak Walpole, który wybaczał innym ich błędy i impertynencję i który miał mawiać: „kiedy idę na nocny spoczynek wraz z ubraniem zdejmuję wszystkie moje troski”, znalazłby szczęście nawet u boku o wiele bardziej kłopotliwej żony. Nic więc dziwnego, ze nie szczędził pieniędzy na prezenty dla niej, czym doprowadzał swego rządcę w Houghton Johna Wrotta do rozpaczy. Wrott tak się zamartwiał z powodu długów swego pana, ze nie mógł spać po nocach...

czwartek, 25 lutego 2010

Źródło historyczne a film fabularny. Propaganda, prawda historyczna i prawda esencjonalna.

Prawda o wydarzeniach minionych, którymi zajmują się historycy jest dla nas nieosiągalna. Nie wymyślono wehikułów czasu, więc nie ma możliwości podejrzenia przebiegu tych wydarzeń, czy też działań ważnych decydentów politycznych. Dlatego nasza wiedza o przeszłości zawsze będzie niedoskonała i szczątkowa. Nie chodzi tutaj jedynie o szczegóły tych wydarzeń, lecz bardzo często o podstawowe fakty i ich znaczenie. Pamiętać powinni o tym zwłaszcza Polacy posiadając niezwykle zawikłane dzieje.

Źródło historyczne, zwłaszcza to pisane, jest w stanie dostarczyć nam pewnych informacji dotyczących zawsze tylko tej jedynej dziedziny życia, tzn. tej do której odnosił się twórca źródła, nie pozwala nam jednak w żaden sposób doświadczyć minionej rzeczywistości.

Jedynym medium, jakie umożliwia nam doświadczenie całościowego obrazu dawnych czasów jest film, traktowany oczywiście nie jako źródło, lecz raczej forma opracowania; nawet film dokumentalny . To doświadczenie zawsze jest mniej lub bardziej niedoskonałe. W przypadku filmu opowiadającego historię współczesną reżyserowi głównym problemem jest światopogląd reżysera i ideologia filmu, jeśli zaś mamy do czynienia z filmem prezentującym wizję wydarzeń sprzed czasów reżysera, lub nawet sprzed ery kina, dochodzą jeszcze problemy związane z wiedzą historyczną o tych czasach, stopniem; naukowego poznania epoki i zainteresowania reżysera wybranym tematem, a także konwencją w jakiej film był kręcony.

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać o potędze filmu w kreowaniu mitów i stereotypów, które często wypierają fakty ustalone przez wiedzę historyczna z świadomości narodowej i ogólnoludzkiej. Doskonałym tego przykładem jest zaobserwowany przez Ludwika Stommę podział historiografii rewolucji francuskiej 1789 roku na nurt powszechny, by nie rzec państwotwórczy gloryfikujący rewolucję i elitarny naukowy nurt specjalistyczny, w którym, obok umiarkowanie porewolucyjnych liberałów, nie brak też wielu naukowców o poglądach konserwatywnego historyka Pierre’a Gaxotte’a demaskującego swego czasu głupotę i podłość przywódców rewolucyjnych. Mit rewolucyjny powstał już wprawdzie w czasach Stendhala i Victora Hugo, ale filmy mają także moc utrwalania mitów wcześniejszych.

Reżyserzy deklarując apolityczność nieustannie angażują się w cywilizacyjne wojny między liberałami, materialistami, postmodernistami, konserwatystami, anarchistami, tradycjonalistami chrześcijańskimi, demokratami, monarchistami i socjalistami. Wystarczy wspomnieć ty przykład anty-lustracyjnego filmu: Rysa (Polska 2008). Wojna cywilizacyjna nie omija komedii o czym świadczy choćby anty-thatcherowski serial

„Nasz Człowiek w Parlamencie” (oryg: The New Statesman 1987-1992) ukazujący karykaturę zepsutego do cna posła Brytyjskiej Partii Konserwatywnej, jego chciwych lub fanatycznych kolegów z partii i poczciwych, choć dość naiwnych i głupawych laburzystów. Film powstał za rządów Conservative Party co nadaje mu formę opozycyjnej laburzystowskiej propagandy.

Filmowa groteska polityczna i propaganda mają już rzecz za sobą długą historię. W Hollywood nakręcono w 1934 roku film: The House of Rothschild Alfreda Werkera ukazujący historię pomysłowego rodu bankierów.



Już sam tytuł jest nieco propagandowy; przypomina bowiem swym dostojeństwem np. „dom Habsburgów”. W filmie ukazane są m.in. znakomite stosunki Nathana Mayera Rothschilda (1777-1836) z brytyjskim bohaterem narodowym księciem Wellingtonem (1769-1852). Chwilami film popada w niezręczności przypominając karykaturę; jak gdy żona frankfurckiego bankiera Mayera Amschela Rothschilda (1744–1812), protoplasty rodu, każe dzieciom „wyglądać na głodne”, a sama z mężem wdziewa gorsze ubrania i chowa porcelanę przed wizytą poborcy podatkowego, lub gdy Mayer patetycznie krzyczy wobec całej rodziny, że „pieniądze są jedyną bronią jaką ma Żyd”.

Skrajnie przeciwną wymowę miał nazistowski „Żyd Süss” (Jude Süß) Veita Haarlana z 1940 roku. Antyżydowska propaganda objawia się tutaj zarówno w doborze tematu jak i w historycznych przejaskrawieniach. Bohaterem filmu i jednocześnie Schwarzcharakterem jest również bankier żydowski z Heidelbergu Josephem „Süß” Oppenheimer (1692-1738), który w roku 1733 został doradcą Karola Aleksandra, księcia Wirtembergii (pan. 1733-1737), w 1736 został jego doradcą finansowym znienawidzonym przez jego poddanych, którzy po śmierci Karola powiesili Oppenheimera m.in. za korupcję .



Takich żydowskich bankierów-doradców (court news) nie brakło na absolutystycznych dworach niemieckich XVIII wieku i często byli oni znienawidzeni przez miejscowa ludność jako podatników (ale nie z powodów rasistowskich); W 1722 roku stany Landgrafstwa Hesji-Darmstadt protestowały wobec tego, iż „chrześcijanie stają się niewolnikami Żydów” i postulowały zakaz dalszego ich napływu . Veit Haarlan i jego nazistowscy przełożeni dodali fikcyjny wątek rasistowski wynikający z prób uwiedzenia przez Oppenheimera córki wysokiego i szanowanego członka magistratu Stuttgartu. Karol Aleksander jest w Jude Süß postacią tragiczną brnącą coraz dalej w bagno proponowanych przez Oppenheimera działań politycznych, co jest już zupełną bzdurą, ponieważ przekraczałoby to w sposób niewyobrażalny kompetencje bankiera-radcy finansowego.

Takie przeinaczanie sensu wydarzeń historycznych nie jest niestety wyłączną domeną ani czasów minionych ani reżymów totalitarnych, co udowadnia dopiero co (2007) nakręcony film rosyjski „1612: Kroniki wielkiej smuty” (1612: Хроники смутного времени), który miał jakoby stanowić odpowiedź na polskie „Ogniem i mieczem”. Tak jak polskiej superprodukcji zarzucić można pewne błędy faktograficzne , tak 1612 jest od początku do końca bajką zrealizowaną ze wsparciem finansowym władz Federacji Rosyjskiej i na ich zamówienie.



Dziwaczne motywy legendarne przeplatają się tam z anty-prawosławnymi spiskami watykańskimi i niekończącym się marszem polskiego wojska gęsto uzupełnionego najemnikami (głównie niemieckimi, choć to raczej ówczesna armia rosyjska korzystała z ich usług) pod wodzą niejakiego hetmana Kibowskiego, zabijaki będącego karykaturą Jana Karola Chodkiewicza (1560-1621).

„Narodowa” optyka potrafi wymusić swe prawa na reżyserach. Wystarczy porównać popularną opowieść Aleksandra Dumasa-ojca (1802-1870): „Czarny Tulipan” (La Tulipe Norie) o entuzjastycznym wobec rewolucji młodzieńcu, który walczy z arystokratycznym magistratem swojego miasta (ekranizacja – 1964 r. z Alainem Delon) z brytyjską powieścią węgierskiej arystokratki osiedlonej w Londynie Emmy Magdolny Orczy (1865-1947) „Szkarłatny Kwiat” (The Scarlet Pimpernel - film 1934, seriale TV 1982 i 1999-2000) o baronecie Sir Percy Blakeney’u, należącym do stowarzyszenia 19 arystokratów angielskich (League of the Scarlet Pimpernel) ratujących, w krwawym roku 1792, swych francuskich odpowiedników przed gilotyną.



W filmie występuje też poseł francuski obywatel Chauvelin, który zostaje przedstawiony na londyńskim dworze Księcia Walii jako pracownik departamentu sprawiedliwości, no co Książę odpowiada: „Sprawiedliwość ? We Francji ?”.

Francuzom trudno jest rozstać się z mitem rewolucji; cudzoziemcom zdecydowanie łatwiej. Udało się to Andrzejowi Wajdzie w „Dantonie”, w którym obnażył naiwność i niezdecydowanie, a nawet głupotę tytułowego bohatera.



Film zawiera nie tylko mnóstwo akcentów antyrewolucyjnych, ale i jeden antydemokratyczny; gdy zmożony chorobą Robespierre traci wiarę w zdolność ludu do rządzenia „sobą samym”. Być może jednak w samych Francuzach coś drgnęło ponieważ nie odświeżono „Czarnego Tulipana”, za to zrobiono (2003) we Francji remake „Fanfan Tulipana” (Fanfan la Tulipe) z 1952; lekkiej komedii osadzonej w czasach wojny siedmioletniej (1756-1763), opowiadającej o losach ambitnego młodzieńca i wojaka. Fanfan la Tulipe nie będący adaptacją powieściową emanuje sympatią do czasów ancien regime’u.







Największym wyczynem reżyserskim jest pogodzenie dwóch przeciwstawnych sobie wzajem mitologii jakiego dokonał Siergiej Bondarczuk w filmie: Waterloo (1971), w którym znalazło się miejsce i dla dramatyczno-rewolucyjnej legendy self-made mana Bonapartego jaki i arystokratyczno-dżentelmeńskiej legendy dobrodusznego księcia Wellingtona, a jeszcze zostało go nieco dla marszałka Francji Neya i Ludwika XVIII.
Zamierzona, czy niezamierzona propaganda w powieści czy też w filmie fabularnym nie wyklucza pewnej dozy prawdy.



Powieści historyczne snute wokół fikcyjnych wydarzeń zazwyczaj zawierają mniej lub więcej prawdy esencjonalnej ; wiadomo iż. Stanisław Wokulski nigdy nie istniał, lecz również pewne, że nie brakowało tego rodzaju handlowców w XIX wiecznej Warszawie i że ich życie mogło wyglądać i prawdopodobnie wyglądało podobnie jak życie Wokulskiego. To, że powieść pisana w XIX wieku zawiera wiele elementów prawdy o tym samym stuleciu dziwić nie może; czy jednak film opowiadający o tych czasach zawiera jeszcze choć odrobinę prawdy esencjonalnej? Odpowiedź może być jedynie twierdząca, jeśli mamy do czynienia z ekranizacja powieści, której autor widział na własne oczy opisywaną epokę, jeśli z kolei mamy do czynienia z książką dotyczącą wydarzeń dawno minionych w stosunku do epoki, w której żyje autor, czasów, wtedy najwięcej zależy od konwencji, dobrych chęci reżysera, jego wiedzy itd. Często reżyserzy filmowi korzystają ze źródeł historycznych, by nadać swym utworom choćby pozory prawdziwości, ale przy odpowiednim podejściu i trzymaniu się treści tych źródeł mogą swoje filmy zaopatrzyć w prawdę esencjonalną. Ta prawda esencjonalna może się objawiać jedynie w entourage; strojach, wystroju, wnętrz, architekturze w wyborze miejsca akcji i kręcenia filmu; jak to było w przypadku filmu Casanova (2005), opartego na całkowicie fikcyjnym scenariuszu i pełnego cywilizacyjnych zapożyczeń z dzisiejszego świata, całkowicie nie przystających do warunków XVIII-wiecznych, do którego zdjęcia kręcono jednak na tle autentycznych zabytków weneckich. W przypadku słynnego „Amadeusza” (Amadeus) Milosa Formana (1984) opartego na sztuce Sir Petera Levina Shaffera pod tym samym tytułem, było odwrotnie; film oddający klimat epoki minionej kręcony był w Pradze a nie w Wiedniu, gdzie mieszkał od 1781 roku Mozart, ponieważ dziś o barokowo-klasycystyczne milieu łatwiej nad Wełtawą niż nad Dunajem.



Większość twórców filmowych stara się by ich obrazy niosły ze sobą jakieś przesłanie, które uważają za istotne. Tym, nawiasem mówiąc, ich dzieła różnią się od dokumentalnych programów historycznych. Dla uczciwości intelektualnej reżysera lepiej jest jeśli przesłanie to wynika z faktów istotnie rozgrywających się na ekranie, a nie z deklaracji głównych bohaterów, zaś dla prawdy esencjalnej lepiej jeśli fakty te odpowiadają prawdzie historycznej. Niestety reżyserzy bardzo często popadają w nieuczciwość intelektualną i wysuwają swoje przekonania na pierwszy plan. Jeśli tak się dzieje to zaczyna obowiązywać ta sama zasada jak w kwestii propagandy; lepiej by światopogląd reżysera/(nie)zamierzona propaganda objawiła się tylko w doborze tematu.

Dosyć typowym przykładem jest Umberto Eco i jego powieść: „Imię Róży” (Il nome della rosa), na podstawie której nakręcono w 2003 bardzo znany film z Seanem Connery’m w roli głównej. Oto fragment dyskusji na ten temat z „Najwyższego Czasu”:

„…Sztandarowym przykładem jest postać Bernarda Gui, inkwizytora Toledo, którego opisał Umberto Eco w powieści “Imię róży”. Jeszcze gorzej przedstawiono go w filmie na podstawie tej książki. Jawi się on jako geriatryczny mnich, którego jedyną rozrywką jest grzanie rąk przy płonących stosach. Bernard Gui jako rzeczywista postać historyczna był inkwizytorem Toledo i przez 16 lat, kiedy pełnił tę posługę, orzekł winę w stosunku do 913 osób, a tylko 42 osoby jako groźnych rebeliantów (recydywistów, pedofili, kryminalistów) przekazał władzy świeckiej. Nie było to wcale jednoznaczne z karą śmierci dla nich. Nowatorstwo Gui polegało na tym, że jako jeden z pierwszych inkwizytorów analizował podejrzanych o herezję pod kątem choroby psychicznej, a gdy ją stwierdzał, rezygnował z dalszych przesłuchań. U protestantów osoby te trafiłyby niechybnie na stos. Jednak stworzony przez Eco mit działa mocniej niż prawda historyczna …”





Do Eco można mieć pretensje tym większe, iż jako wybitny mediewista zapewne wie doskonale jak naprawdę pracowała inkwizycja.

W Polsce mamy do czynienia z powieściowo-filmowym trudnym do przezwyciężenia mitem pochodzenia pruskiego dotyczącego rzekomej słabości rządów saskiej dynastii Wettinów i równie rzekomego upadku Rzeczpospolitej w latach 1697-1763. Człowiekiem, który przyczynił się do tego stanu rzeczy był Józef Ignacy Kraszewski, który (w powieściach: „Hrabina Cosel”, „Brühl”, „Z siedmioletniej wojny”) ośmieszał wygórowane, jego zdaniem ambicje Wettinów. Stąd w naszej wyobraźni utrwalony jest obraz Augusta II jako nierozsądnego lowelasa kupczącego polską ziemią i prymitywnego, głupawego Augusta III, którego interesuje jedynie czy jego minister Heinrich von Brühl (1700-1763), główny saski minister od 1738 roku ma pieniądze (sakramentalne pytanie zadawane podobno co rano przez władcę, który skądinąd ponoć nie lubił zajmować się sprawami państwowymi: Habe Ich noch Geld Brühl?. Ten negatywny stereotyp utrwaliły w Polsce ekranizacja Hrabina Cosel (1968) i nakręcone w NRD trzy filmy z serii: Sachsens Glanz Und Preußens Gloria; Gräffin Cosel (1983), Brühl (1985) i Aus Dem Siebenjahrigen Krieg (1987) Hansa-Joachima Kasprzika.



Jako pierwszy, wyłom w tym micie nieudolnych Wettinów uczynił Jacek Staszewski , największy dziś badacz epoki saskiej w Polsce. Niedawno zaś jego śladem poszli Sławomir Suchodolski i Dariusz Ostapowicz . Okazuje się, że August II nie tylko nie handlował polska ziemią, ale zabezpieczył ziemie odzyskane od Turków (1699), czego nie potrafił zabezpieczyć mimo wiktorii wiedeńskiej „bohater” Jan III Sobieski. August obronił też Elbląg przed zakusami Prus wysyłając tam swe saskie wojska. Chwilami można mieć wrażenie, że pomagał Polsce i walczył o jej interesy wbrew woli nie umiejących myśleć racjonalnie Polakom. W ten sposób dotrzymał, znów w odróżnieniu od Sobieskiego, zobowiązań elekcyjnych. August II musiał być znakomitym politykiem, skoro obmyślił koalicję anty-szwedzką . Sam przydomek „Mocny” nadali Augustowi XIX-wieczni historycy sascy broniąc się przed wpływami propagandy fryderycjańskiej i historiografii pruskiej, które przedstawiały Wettinów jako kiepskich polityków. Król Prus Fryderyk II (pan. 1740-1786) czynił to z całą premedytacją, fałszując treść przechwyconych w zdobytym (1757) Dreźnie dokumentów ministra Brühla i publikując anonimowy paszkwil pt: Życie i natura hrabiego B . , stąd właśnie wzięła się opinia o nim jako o chciwcu i karierowiczu, który opętał nieudolnego Augusta III. Historia pruska i Kraszewski, darzący niechęcią wszystkich Niemców, (wszak były to czasy zaborów) w tym Bogu ducha winnych Sasów nadali propagandzie pozory prawdy. Suchodolski i Ostapowicz udowadniają, że każdego dnia od 3:00 rano do 12:00 August III zajmował się sprawami Polski i Saksonii , bynajmniej nie był miłośnikiem prymitywnych rozrywek, lecz koneserem sztuki i zwolennikiem Oświecenia. Nie dawał też Brühlowi tak wielkiej władzy, jak przedstawiał to Kraszewski. Bardzo ważnym doradcą monarchy był hrabia Joseph von Wackerbarth-Salmour (1685-1761), z którym August konsultował się codziennie miedzy 7:00 a 8:00. Reformy Augusta III w Polsce z trzeciego dziesięciolecia jego panowania wróżyły dobrze. Propaganda pruska, wsparta powieściami Kraszewskiego i ich ekranizacjami jest jednak trudna do wykorzenienia.

Suchodolski i Ostapowicz pokazują także przypadek przeciwny; króla, którego historycy i pisarze uczynili bohaterem, choć on sam był właśnie karierowiczem i wielokrotnym zdrajcą. Już Henryk Sienkiewicz maskował jego zdradę w czasach Potopu szwedzkiego, wspominając jedynie o zdradzie starosty jaworowskiego. A kimże był ten starosta? Był to właśnie Sobieski, którego imienia Sienkiewicz nie chciał kalać zdradą, lecz zdrady tej magnat niewątpliwie się dopuścił. Niestety później zdradzał też Rzeczpospolitą będąc (dosłownie) na jurgielcie Francji i forsując w Polsce nielegalnymi metodami kandydatury niepopularnych francuskich kandydatów. Zaś, będąc już u władzy pokazał, że interesuje go nie tyle dobro Rzeczpospolitej, ile własna legenda pogromcy Turków, których fanatycznie i irracjonalnie nienawidził , dlatego m.in. poszedł pod sam Wiedeń (1683), choć rozsądniej ze strategicznego punktu widzenia byłby atak na Turków na innym odcinku, by doprowadzić do podziału ich sił, czego oni sami panicznie się obawiali. Niektórzy Historycy dokonywali i niestety nadal dokonują nieprawdopodobnych słownych wygibasów by wybielać Sobieskiego (bo Polak) i oczerniać Sasów (bo obcy, a co gorsza Niemcy)., mimo iż to za Wettinów Polska podniosła się ekonomicznie i cywilizacyjnie. Jak powiedział cytowany przez Suchodolskiego i Ostapowicza Norman Davies; „można wybaczyć człowiekowi, który pomyśli, że mity bywają potężniejsze od historii”. Można jedynie wyrazić nadzieję, że wysiłki Staszewskiego, Suchodolskiego i Ostapowicza nie pójdą na marne. Na razie jedyne o co twórcy filmowi odważyli się zaczepić Sobieskiego to jego pantoflarstwo względem małżonki Marii („Ojciec Królowej” (1979)) podczas gdy na Sasów posypały się niezasłużone gromy.



Konwencja, jaką Kraszewski przyjął w „hrabinie Cosel” – skrzywdzonego Kopciuszka, również obciąża władcę. Pisarz uczynił z Anny Konstancji Hoym (1680-1765) niemieckiej poddanej króla Duńskiego niemal polską patriotkę, co prawdopodobnie wiąże się z tym, że wyraziła kiedyś pogląd, że unia z Polska jest szkodliwa dla Saksonii, a Polacy powinni mieć króla-Polaka , ale kim ona była by jej słowo coś tu miało znaczyć? Kraszewski po prostu wybrał ja na swą bohaterkę pozytywną i jednocześnie na narratora, który krytykuje domniemane zepsucie swych czasów. Cosel uchodząca za jedną z najpiękniejszych i najinteligentniejszych kobiet XVIII stulecia świetnie się do tej roli literackiej nadawała, lecz nie ma to nic wspólnego z historyczną prawdą. Cosel do śmierci Augusta była w nim zakochana, lecz musiała odejść z dworu, ponieważ minister Jacob Heinrich von Fleming (1667-1728) nie tolerował jej wtrącania się do polityki, którego nie przewidział przedstawiając ją królowi w 1704 roku. Pod wpływem Fleminga, August II poprosił ją o zwrot kontraktu ślubnego. By uczynić zadość tym „prośbom” Cosel pojechała m.in. do Berlina (1713). W Wittenberdze została pojmana jako zdrajczyni. W 1716 osadzono ją na zamku w Stolpen, gdzie przebywała do śmierci.

Wybór narratora, czy głównego bohatera zwykle przesądza o przesłaniu powieści czy filmu. Wszyscy pamiętamy austriacką trylogię; Sissi (1955, 1956, 1957), w reżyserii Ernsta Marischki z boską Romy Schneider w roli głównej, opowiadający o losach Elżbiety Bawarskiej (1837-1898), małżonki (od 1854 r.) Franciszka Józefa, cesarza Austrii (pan. 1848-1916). Warto zadać tu retoryczne pytanie dlaczego to ona a nie Franciszek Józef jest głównym bohaterem? Film został nakręcony w konwencji Kopciuszka, który wyrwany z sielskiej Bawarii nie może się przystosować do życia na dworze wiedeńskim. W filmie widzimy ją jako gorliwą obrończynię Węgrów i miłośniczkę ich kultury i rzeczywiście przypuszcza się, że naciski wywierane przez nią na męża w sprawie autonomizacji Węgier doprowadziły do utworzenia dualistycznej monarchii czyli: Austro-Węgier (1867). Jej niechęć do dworu habsburskiego wynikało jednak nie tyle z „tęsknoty” za pięknymi krajobrazami (jak sugeruje film), lecz z jej demokratycznych de facto poglądów inspirowanych poezja i poglądami Heinego . Mimo różnic światopoglądowych między nią a mężem, oboje nalezą do legendy Habsburgów. Jednak jej obraz jako słodkiej i przesympatycznej władczyni jest nie do utrzymania; była wyniszczająca swój organizm anorektyczką i zdradzała objawy nadpobudliwości psychoruchowej – ADHD. Życie jej dam dworu, którym kazała uczestniczyć w jej niekończących się terenowych eskapadach (romantyczne „umiłowanie natury”) nie należało do przyjemnych i łatwych .

W podobnej konwencji jak Sissi rozpoczyna się niedawno nakręcony (2006) francuski film telewizyjny: „Jeanne Poisson, markiza de Pompadour” (Jeanne Poisson, Marquise de Pompadour) z Hélène de Fougerolles w roli głównej i Vincentem Perezem jako Ludwikiem XV. Jeanne Poisson również zaczyna się jak Kopciuszek, lecz szybko staje się dość poważnym filmem o polityce. Co warte podkreślenia; reżyser Robin Davis, choć urodzony w Marsylii, potrafił znakomicie wyważyć argumenty obu dworskich partii; „dewotów” pod przewodnictwem delfina Ludwika Ferdynanda Burbon (1729-1765) i „filozofów” wspieranych przez markizę de Pompadour (1721-1764). Zdumiewa nieco zrozumienie i sympatia w stosunku do słabostek króla Ludwika, mimo to Davisowi udało się stworzyć nie ideologiczny film o polityce, co jest osiągnięciem nie byle jakim.



Podobny rezultat jak Davis w Jeanne Poisson i Bondarczuk w Waterloo, osiągnął wybitny reżyser Stanley Kubrick (zm. 1999) w filmie Barry Lyndon (1975). Film został oparty na powieści Williama Makepeace'a Tackeraya (1811-1963) pod tytułem: The Memoirs of Barry Lyndon i opowiada o irlandzkim młodzieńcu Redmondzie Barry, usiłującym różnymi sposobami przeniknąć do angielskiej arystokracji.



Film zaskakuje swym naturalizmem, m.in. dzięki temu, że został nakręcony w całości przy naturalnym oświetleniu słońca i świec, co z kolei powoduje, że wciąga widza do swego wewnętrznego świata . Kubrick znany był z niezwykle pieczołowitego zbierania materiałów do filmu. Ostatniego swego projektu – filmu o Napoleonie, nie zdążył zrealizować ponieważ zbyt wiele zajęło mu czasu zbieranie publikacji dotyczących cesarza (zebrał ich ok. 16.000 !). Barry Lyndon opowiada o końcu pewnej cywilizacji, której Kubrick nie krytykuje, lecz stara się przedstawić powody rozpadu starego świata , poprzez kryzys rodziny Lyndonów, zanik łączności między warstwami społecznymi i zanik poczucia honoru (pojedynek, w którym chodzi bardziej o zemstę niż o honor), głównego spoidła cywilizacji przedrewolucyjnej . Reżyser wciela się tutaj bardziej w rolę badacza prezentującego wyniki swych badań i przemyśleń niż ideologa, co wychodzi filmowi na dobre; jest to prawdopodobnie najlepszy film o realiach XVIII wieku, będący jednocześnie znakomitym filmem o uniwersalnych wartościach .

Przy tym diagnostycznym niemal obrazie inne filmy odnoszące się do wieku Oświecenia i rewolucji często wprost zioną ideologią; lewicową lub prawicową.
Wspomniana już raczej nieudana komedia: Casanova (2005) jest filmem na wskroś współczesnym o przesłaniu mocno feministycznym, dzięki uczynieniu bohaterka filmu pisarkę piszącą pod męskim pseudonimem feminizujące książki. Casanova, będący głównym „myślicielem” (komentatorem filmowych wydarzeń i quasi narratorem) w na początku filmu, szybko traci tą pozycje na jej rzecz. Ponieważ zakochuje się w niej jest skazany, a wraz z nim również widz, na wysłuchiwanie różnych dziwacznych tyrad przeciw męskiemu szowinizmowi, którego Casanova (pisarka nie wie, że rozmawia z nim, więc opowiada o nim) jest jakoby symbolem. Język i styl rozmów tego filmu zdecydowanie lepiej oddawałyby klimat umysłowy lewicującej uczelni, niż osiemnastowiecznej Wenecji, swoją droga Casanova, szanowany filozof i pisarz przecież (o jego książkach nie ma w filmie mowy, a o tym, że jest filozofem, wspomina raz on sam grany przez Heath Ledgera) nie doczekał się dotąd filmu godnego jego osoby, chociaż jego „Pamiętniki” to wymarzony scenariusz filmowy. Film Felliniego - Il Casanova z 1976 skoncentrowany jest niemal całkowicie wokół spraw łóżkowych. Przygotowując się do roli Donald Sutherland przeczytał wszystko co tylko znalazł o XVIII stuleciu, co wywołało zdziwienie Felliniego, który planował nakręcić dzieło na wskroś emocjonalne, a jak najmniej intelektualne.

W „Ostatnim Mohikaninie” The Last of the Mohicans (1992) mamy typowy podział na „dobrych” (Mohikanie), „złych” (Huronowie, Brytyjczycy) i neutralnych (Francuzi). Akcja filmu dzieje się w 1757 roku podczas kolonialnej wojny amerykańskiej miedzy Wielką Brytanią a Francją.



Filozoficzne rozważania zarezerwowane są w tym filmie dla krytycznie oceniającej brytyjskie zwyczaje wojskowo-polityczne (i patriarchalne podejście do spraw rodziny i małżeństwa starającego się o jej rękę majora Duncana Heywarda) córki pułkownika George’a (w filmie Edmunda) Munro i wychowanka Mohikanów Hawkeye’a. Decyzja reżysera wymusza lewicową optykę filmu, o czym świadczą; kilkukrotne potępienie kolonializmu („chciwości władców europejskich”) i wybór „wolności wśród Indian” zamiast życia w Anglii. Jeśli reżyser obrazu Michael Mann chciał przekazać widzom te treści, to lepiej byłoby, gdyby wynikały ona z samego biegu wydarzeń, a nie z deklaracji Indianina i rozpieszczonej panienki. Znakomicie zostało za to pokazane oblężenie przez Francuzów Fortu William Henry (3-9 sierpnia 1757 r.), znakomicie ukazującego w działaniu osiemnastowieczną pracę oblężniczą. W filmie francuski dowódca markiz Louis-Joseph de Montcalm (1712-1759) pozwolił dowódcy swych indiańskich sprzymierzeńców wyrżnąć brytyjskich obrońców i nawet go do tego pośrednio namawiał. W rzeczywistości robił co mógł by powstrzymać Indian . Jest to przykład dość daleko idącego manipulowania historią.

Przykładem „prawicowego” filmu może być znakomita: „Misja” (The Mission) Rolanda Joffé opowiadającego historię zlikwidowania przez Portugalczyków, po przejęciu od Hiszpanów (na podstawie traktatu madryckiego – podpisanego przez obu monarchów 13 stycznia 1750) indiańskich osad jezuickich, przedstawionych w filmie jako niemal drugi eden. Tak jak w „Ostatnim Mohikaninie” widzimy tu krytykę „kolonialnej chciwości”, ale zupełnie z innej strony.

Również prawicowy wydźwięk ma przezabawna, ale i wzruszająca tragikomedia: „Szaleństwa króla Jerzego” (The Madness of King George) Nicholasa Hytnera z 1994 roku. Tym razem konserwatywne przesłanie bazuje na wyborze tematu; tj. na brytyjskim sentymencie do Korony i dynastii, której służyć Brytyjczycy nie przestają, nawet gdy król ciężko zachoruje, jak to się stało w przypadku Jerzego III w 1788 roku .

Jeśli chodzi o ekranizacje znanych powieści, to reżyserzy mają zawsze wybór; czy dokonać jej w sposób drobiazgowo wierny, czy też luźno trzymając się scenariusza przedstawić własne poglądy. Za wzorową ekranizację pierwszego typu mógłby w mojej ocenie uchodzić: Tom Jones (1963) oparta na powieści Henry’ego Fieldinga (1707-1754) The History of Tom Jones, a Foundling (1749).



Telewizyjna seria: The Fortunes and Misfortunes of Moll Flanders (1996) Davida Attwooda przedstawia już kolejność i sens wypadków nieco zmienione wobec powieści Daniela Defoe (1660-1731) Moll Flanders (1722), a kinowa Pena Denshama Moll Flanders z tego samego roku zawiera mnóstwo postaci i wątków nie występujących w powieści pomijając wiele tych ważnych dla konstrukcji dzieła Defoe. Nieporozumieniem jest, iż ten paszkwil na dawne stosunki Denshama nadal nosi tytuł Moll Flanders. Samego Defoe fascynowała ludzka zaradność, dlatego kazał on swym bohaterom zmagać się z wieloma przeciwnościami, w żadnym jednak razie nie był on osiemnastowiecznym odpowiednikiem Dickensa .

Niezwykle istotny jest, jak już powiedzieliśmy, wybór perspektywy z jakiej oceniany jest świat powieści/filmu. Można tu powiedzieć, że niektóre postacie historyczne maja niebywałe szczęście być samemu głównymi bohaterami filmów o swych czasach, jak to jest nagminnie w przypadku Elżbiety I Tudor (ur. 1533, pan 1558-1603), jak na przykład w: Elizabeth: The Golden Age (2007), w którym motywem przewodnim jest wyprawa hiszpańska przeciw jej władzy w 1588 roku. Dlaczego zawsze ona jest w centrum wydarzeń, a nie ktoś z jej wrogów, na przykład Filip II, a „Marię Stuart” nakręcono co prawda, ale w Polsce (1994)? Prawdopodobnie dlatego, iż postać Elżbiety I zbyt mocno wrosła już w narodową mitologię brytyjską.



W odróżnieniu od Elżbiety I, francuski król Ludwik XVI ciągle pojawia się w filmach opowiadających historię kogoś innego. Przykładem może być znakomity film „Śmieszność” (Ridicule) Patrice Laconte’a (1996) opowiadający o zmaganiach pełnego dobrych chęci szlachcica z prowincji (w tej roli Charles Berling) z bezduszną wersalską biurokracją. Kino, tak jak historia, ma swoich ulubieńców i czarne owce.


Przyjrzyjmy się jeszcze „największej przygodzie w dziejach” czyli losom kolejnych adaptacji buntu na HMS Bounty (kwiecień 1789 roku). Klasyczne ujęcie tego tematu wygląda tak; młody miłujący ludzi i sprawiedliwość drugi oficer Fletcher Christian słusznie buntuje się przeciw katującemu swą załogę kpt. Williamowi Blightowi, pozbawia go dowództwa i wysyła wraz z grupą wiernych mu marynarzy w szalupie na pełne morze. Zdolny żeglarz, jakim był Blight zdołał w swej szalupie dotrzeć do holenderskich kolonii (Timor), skąd potem przedostał się do Londynu. Mamy wiec motyw konfliktu między dyscypliną, porządkiem i hierarchią (Blight) a wolnością, miłosierdziem i sprawiedliwością (Christian); znakomity materiał na film. Pierwsze dwie ekranizacje „Buntu na Bounty” z 1935 (w roli Christiana Clark Gable) i 1962 (w roli Christiana Marlon Brando) ukazywały Blighta jako okrutnika, fanatyka dyscyplina, szydercę i tyrana. Dopiero ekranizacja z 1984 roku z Melem Gibsonem w roli Christiana i Anthonym Hopkinsem w roli kpt. Blighta, brała raczej stronę kapitana.



Zauważmy iż nakręcono ją wiele lat przed upowszechnieniem się informacji o tym, że „czarna legenda” kpt. Blighta została wymyślona przez sądzonego w 1792 roku w Londynie za udział w buncie bosmana-mata Jamesa Morrisona. Morrison sporządził fałszywy dziennik podróży by oczernić kapitana w oczach sądu i uratować własną skórę (jeśli kapitan zostałby uznany za niewinnego to Morrison zostałby powieszony). Sądzony razem z Morrisonem był inny członek załogi HMS Bounty, oficer i wpływowy arystokrata, który postarał się o nagłośnienie ich wersji wydarzeń. Blight nie mógł zaprzeczyć tym rewelacjom, ponieważ prowadził wówczas kolejną wyprawę po drzewo chlebowe, która zresztą tym razem zakończyła się pełnym sukcesem. Poza tym okazuje się, że Blight należał do łagodniejszych kapitanów Royal Navy. Wydaje się jednak, że w 1984 hierarchia i porządek były w większej modzie niż w 1962 roku; stąd łagodniejsze potraktowanie Blighta . Być może swoje zrobiła także atmosfera rządów konserwatystów i Margaret Thatcher?

Odrębną kategorię stanowią biograficzne filmy o geniuszach literatury i muzyki. Przykładowo większość filmów o kompozytorach ma pewną wspólną cechę; pokazują ich jako ludzi ekscentrycznych do szaleństwa. Beethoven grany przez Gary Oldmana w „Wiecznej Miłości” (Beloved Beethoven) Michaela Gillisa a 1999 roku to niebezpieczny i agresywny frustrat rozbijający pod wpływem „miłosnych” emocji meble w oberży, Chopin grany przez Piotra Adamczyka w Pragnieniu Miłości (2002) niewiele tu ustępuje; choć schorowany i zwykle spokojny ulega często napadom niekontrolowanego gniewu. Mozart w Amadeuszu jest przedstawiony jako wieczne dziecko i żartowniś. Nadworny kompozytor Ludwika XIV, Jean-Baptiste Lully (1632-1687) w filmie „Król Tańczy” (Le Roi dance) Gerada Corbieau jest przedstawiony jako człowiek chory od dumy; podobnie jak Georg Friedrich Händel w Farinelli Il Castrato (2000) tego samego reżysera. Demonstracyjny i wyzywający styl bycia ma także sam tytułowy Farinelli, czyli słynny śpiewak-kastrat Carlo Broschi (1705-1782).



Prawie wszystkie charakterystyki filmowe tych postaci są chybione; w rzeczywistości Beethoven uwielbiał opowiadać dowcipy i śmiać się z nich tak głośno, „że aż się trzęsły kwiaty w doniczkach ”. Chopin wprawdzie bardzo drażliwy na punkcie np. swego wyglądu, nie miał cech showmana. Lully snuł dworskie intrygi ale, tego typu ludzie zazwyczaj unikają demonstrowania swego egocentryzmu, w obawie by nie pogrzebać intryg. Wystarczy poczytać listy Mozarta by dostrzec subtelność i dojrzałość ich autora. Händel, choć zdarzało mu się popadać w manię twórczą, był człowiekiem niezwykle uprzejmym , a Farinelli był powściągliwy i znakomicie wychowany, czym różnił się od wielu innych kastratów operowych. Warto wiec zadać retoryczne pytanie, czy kino nie może się obyć bez takich „ubarwień”? Czy geniusze muszą zachowywać się nieodpowiedzialnie i/lub agresywnie by widać było, nimi że są?


Farinelli słuchający Haendla


Mimo tych wszystkich pułapek w jakie popaść nietrudno przy tworzeniu jakiegokolwiek filmu historycznego, film pozostaje wspaniałym nośnikiem, pozwalającym doznać nieco prawdy esencjonalnej o minionej rzeczywistości, dlatego kanał Discovery Civilisation wyspecjalizował się w ukazywaniu piekarni pompejańskich podczas trzęsienia ziemi, Madame de Pompadour grającej na klawesynie i Napoleona i jego towarzyszy wygnania na Św. Helenie, zdając sobie sprawę z atrakcyjności takich scen dla szerszej publiczności. Jak inaczej przywołamy w wyobraźni np. obraz XVII-wiecznego Londynu, tak wspaniale przedstawionego w „Królowej Sceny” (Stage Beauty) z 2004 roku?







BIBLIOGRAFIA

• Alexander C, The True Story of the Mutiny on the Bounty, New York 2003.
• Barbier, P. Farinelli – prawdziwa historia genialnego kastrata, Warszawa 1998.
• Beaussant Ph., Lully ou Le musicien du Soleil. Paris: Éditions Gallimard, 1992.
• Cisek A., Kłamstwo Bastylii. Szkice o wydarzeniach i ludziach Wielkiej Rewolucji Francuskiej, Finna Gdańsk 2006.
• Defoe D., Fortunne i niefortunne przypadki sławetnej Moll Flanders, Czytelnik Warszawa 1984.
• Dziewanowski M.K., Lord Wellington, pogromca Napoleona, Wrocław 1997.
• Gaxotte P., Rewolucja francuska, Wydawnictwo ARCHE, Gdańsk 2001.
• Gervaso R., Casanova, PIW Warszawa 1990.
• Hamann B., Cesarzowa Elżbieta, Państwowy Instytut Wydawniczy Warszawa 1999.
• Haasis H., Joseph Süß Oppenheimer, genannt Jud Süß. Finanzier, Freidenker, Justizopfer Reinbek: Rowohlt TB, 2001.
• Kałużyński Z., Pamiętnik Orchidei, Latarnik Nieporęt 2003.
• Kozłowski K., Barry Lyndon, Wydawnictwo Naukowe UAM Poznań 2006.
• Marek G. R., Beethoven. Biografia geniusza. PIW, Warszawa 1976.
• Listy Mozarta, PWN, Warszawa 1991.
• „Najwyższy Czas” 1 Września 2008.
• Napierała P., "Die polnisch-sächsische Union (1697-1763) - Polens letzte Hoffnung - Sachsens Traum von der Macht" [w:] Polen und Deutschland. Zusammenleben und -wirken, Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań 2006.
• Stadie S., Handel, London 1962.
• Staszewski J., August II Mocny, Ossolineum Wrocław 1998.
• Steele I. K., Betrayals: Fort William Henry & the 'Massacre. Oxford University Press 1990.
• Stomma L., Po co nam Francja? Z owsa ryż, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl Warszawa 2003.
• Suchodolski S., Ostapowicz D., Obalanie mitów i stereotypów. Od Jana III Sobieskiego do Tadeusza Kościuszki, Bellona Warszawa 2008.
• Tocqueville A., Dawny ustrój i rewolucja, Warszawa 1970.

Informacje praktyczne o mnie

mgr Piotr Napierała

jednostka: Zakład Kultury i Myśli Politycznej
stanowisko: doktorant
kontakt: tel.: 061 829 47 48
tel. kom.: 605-352-205
e-mail: haendel@onet.eu (preferowany)
piotrnap@amu.edu.pl
dyżury: pok. 228
poniedziałek 10.00-12.00.



PRZEBIEG PRACY NAUKOWEJ:

magister: 5 czerwca 2006 r. (specjalność archiwistyczna i niemcoznawcza, bdb)

UDZIAŁ W KONFERENCJACH I SYMPOZJACH NAUKOWYCH:

- 9 – 15 lipca 2006 - udział w Pierwszej Edycji Polsko-Niemieckiej Letniej Akademii w Ciążeniu.

- 23. 05. 2007 Udział w konferencji: „ Idee polityczne i style uprawiania polityki na przestrzeni dziejów – Wiek XIX i XX” (artykuł: „Drogi kariery politycznej w Wielkiej Brytanii przed i po wielkiej reformie wyborczej (Reform Act) 1832 roku”) IH UAM. Artykuł do druku.

- 28. 09. 2007 Udział w konferencji: „Współczesność i przyszłość nauk humanistycznych, a rola refleksji akademickiej w świecie” (artykuł: „Spadek polityczny po szwedzkim Frihetstiden (1718-1772)”) IH UAM.

- 14-15. 04. 2008 Udział w konferencji: „Przez źródło do przeszłości” (artykuł: „Ah! Ça ira, Heart of Oak, Gustafs Skål – Pieśń patriotyczna jako źródło do badania historii mentalności i propagandy”) IH UAM Artykuł do druku.

- 26-28 09. 2008 Udział w konferencji: „Marzyciele i realiści. O roli tradycji w polskiej myśli politycznej od upadku powstania styczniowego do XXI wieku” (artykuł: „Frédéric Bastiat i Herbert Spencer. Źródła myśli politycznej Janusza Korwin-Mikke”) organizowanej przez Uniwersytet Szczeciński i Centrum Edukacyjne Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej w Wisełce.

- 23.10.2008 Udział w konferencji: „Polacy wobec wielości kultur. Wczoraj, dziś, jutro” organizowanej przez Wydział Kulturoznawstwa GWSHM „Milenium”. Wystąpienie z artykułem-referatem: „Konflikt dwóch światów. Terezjańscy i józefińscy biurokraci w Galicji (1772-1790)”.

- 27-29.10.2008 Udział w międzynarodowej (polsko-hiszpańskiej) konferencji: konferencji: "W czasie wojny i pokoju. Szpiegostwo jako instrument realizacji polityki państwa, XVI-XX wiek" zorganizowanej przez prof. Cezarego Tarachę (KUL) i Instituto de Inteligencia przy Uniwersytecie Karola III w Madrycie. Wystąpienie z referatem-artykułem: „Germain Louis Chavelin i rozbrat pomiędzy Francją a Wielką Brytanią, 1727-1737”.

-22-26.03. 2009 Udział w Sesji Naukowo-Artystycznej Händel 250, z okazji 250-tej rocznicy śmierci kompozytora (1759) - Akademia Muzyczna im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi. Wystąpienie z referatem-artykułem: „Georg Friedrich Händel jako poddany brytyjski”.

-22 -23.04.2009 Udział w III Konferencji Naukowej Doktorantów Wydziału Historycznego UAM: „„Homo sum; humani nil a me alienum esse puto. Życie codzienne wczoraj i dziś”. Wystąpienie z referatem-artykułem: „Od opery w Covent Garden po walki kogutów – życie codzienne w XVIII-wiecznym Londynie”. (Artykuł do druku (UAM)).

-28-29.05.2009 Udział w konferencji naukowej:Historia polityki a polityczność historiografii. Między ideologizacją dziejów a obiektywizmem badawczym
Organizatorzy:Wydział Historyczny Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza,
Instytut Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Poznaniu, Oddział Poznański Polskiego Towarzystwa Filozoficznego. Wystąpienie z referatem-artykułem: „Wigowski mit historyczny a historia nowożytna Wielkiej Brytanii”. (Artykuł do druku (IPN)).

-4-6.06.2009 Udział w konferencji: „Luminarze prasy – wydawcy, redaktorzy, dziennikarze XVIII-XX wieku” organizowanej przez Instytut Historyczny Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Instytut Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Szczecińskiego - Szklarska Poręba. Wystąpienie z referatem-artykułem: „Elie Fréron (1718-1776), Charles Palissot (1730-1814) i francuska prasa konserwatywna XVIII stulecia”. Artykuł do druku (UWr).

- 19-20.11.2009. Udział w konferencji naukowej: "Trzy uniwersytety, trzy miasta, trzy regiony" zorganizowanej przez Zakład Myśli i Kultury Politycznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza wraz z Urzędem Marszałkowskim Województwa Wielkopolskiego. Wystąpienie z referatem-artykułem: "Rządy patrycjatu w przedrozbiorowym Poznaniu na tle innych miast europejskich". Artykuł do druku.

-10-12.12.2009 Udział w Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej:„Mój język rozumie cały świat… Uniwersalizm muzyki jako testament epoki Händla i Haydna”. Wystąpienie z referatem-artykułem: „Reinhard Keiser (1674-1739) a Hamburg – uniwersalny twórca w europejskiej metropolii”. Artykuł do druku (AM i UAM – Poznań).

PUBLIKACJE:

1) książki:

o Piotr Napierała, Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2008. ISBN 978-83-232189-8-2



o Piotr Napierała, Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu. Wielcy władcy małego państwa, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2009. ISBN 978-83-232-2007-7



2) artykuły:

o Piotr Napierała, "Christian Europe and Enlightened Europe" [w:] EU Enlargement - Chance for all, Collegium Europaeum Gnesnense Foundation, Gniezno 2005, s. 101-105. ISBN 83-922470-6-X

o Piotr Napierała, "Die polnisch-sächsische Union (1697-1763) - Polens letzte Hoffnung - Sachsens Traum von der Macht" [w:] Polen und Deutschland. Zusammenleben und -wirken, Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań 2006, s. 60-68. ISBN 83-60247-63-3

o Piotr Napierała, "Spadek polityczny po szwedzkim Frihetstiden (1718-1772)", w: Współczesność i przyszłość nauk humanistycznych. Problemy i perspektywy badawcze, Instytut Historii UAM Poznań 2008, s. 13-24. ISBN 978-83-89407-53-5

o Piotr Napierała, "Europa oświecona a świat islamu", w: Kultura-Historia-Globalizacja Numer 4, rok 2009, s. 13-21

o Piotr Napierała, "Germain Louis Chavelin i rozbrat pomiędzy Francją a Wielką Brytanią, 1727-1737", w: C. Taracha (red), Szpiegostwo, wywiad, państwo, Wydawnictwo Polihymnia, Lublin 2009, s. 45-65. ISBN 978-83-7270-727-8

o Piotr Napierała, "Frédéric Bastiat i Herbert Spencer - źródła myśli politycznej Janusza Korwin-Mikkego" [w:] T.Sikorski, A. Wątor (red.), Marzyciele i realiści O roli tradycji w polskiej myśli politycznej od upadku powstania styczniowego do XXI wieku, Szczecin 2009, s. 620-632. ISBN 978-83-751814-0-1

o Piotr Napierała, "Konflikt dwóch światów. Terezjańscy i józefińscy biurokraci w Galicji (1772-1790)", W: G. Pełczyński, K. Święcicki (red.), Polacy wobec wielości kultur. Wczoraj-dziś-jutro, KMB-DRUK Gniezno 2009, s. 91-102. ISBN 978-83-61352-40-2

o Piotr Napierała, "Fabularny film historyczny, propaganda, prawda historyczna i prawda esencjonalna". (w druku - UWr)

o Piotr Napierała, "William Hogarth (1697-1764) a początki europejskiej karykatury politycznej". (w druku - UAM)

o Piotr Napierała, "Reinhard Keiser (1674-1739) a Hamburg - uniwersalny twórca w europejskiej metropolii". (w druku AM i UAM)

o Piotr Napierała, "Ah! ça ira, Heart of Oak, Gustafs skål – pieśń patriotyczna jako źródło do badania historii mentalności i propagandy" (w druku – IH UAM)

o Piotr Napierała, "Elie Freron (1718-1776), Charles Palissot (1730-1814) i francuska prasa konserwatywna XVIII stulecia" (w druku – UWr)

o Piotr Napierała, "Aktywność dyplomacji brytyjskiej w Europie Środkowo-wschodniej a próby i możliwości naprawy polskiego ustroju w oparciu o brytyjską myśl polityczną" (w druku: „Millenium” Gniezno)

o Piotr Napierała, "Protosocjalistyczna koncepcja wolności i własności Rousseau a analogiczne teorie polskiego jakobina Hugo Kołłątaja". (w druku: UWr)

o Piotr Napierała, "Od opery w Covent Garden po walki kogutów. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie" (w druku IH UAM)

o Piotr Napierała, "Rządy patrycjatu w przedrozbiorowym Poznaniu na tle innych miast europejskich". (w druku IH UAM)

o Piotr Napierała, "Drogi kariery politycznej w Wielkiej Brytanii przed i po wielkiej reformie wyborczej (Reform Act) 1832 roku". (w druku IH UAM)


PROWADZONE AKTUALNIE PRACE BADAWCZE:

- Praca nad doktoratem: „Kraj wolności” i „kraj niewoli” – brytyjska i francuska wizja wolności – XVII-XVIII wiek, pod kierunkiem prof. dr hab. Waldemara Łazugi.
-Badanie działalności i myśli politycznej: Simona van Slingelandta

DYDAKTYKA:

SYLABUSY:

semestr zimowy:

1. Myśl Polityczna Czasów Nowożytnych (XVI-XVIII w.) – (2 rok studiów dziennych)

Plan zajęć:

1. Zajęcia organizacyjne.
2. Myśl polityczna XVI wieku - kryzys Christianitas, Luther i reformacja, nauki Machiavellego
3. Zręby Francuskiego absolutyzmu.- Jean Bodin, Jean Domat – absolutyzm i reforma prawa, Joseph Benigne Bossuet – teoretyk absolutyzmu, Colbert i merkantylizm
4. Zwolennicy i Przeciwnicy francuskiego oświecenia - umiarkowani reformatorzy: Montesquieu, Voltaire, radykalni oświeceniowcy: Diderot, Rousseau, neofeudałowie – wrogowie absolutyzmu i obrońcy praw szlachty: Boulainvilliers, obrońcy absolutyzmu: Freron, Palisot, Desfontaines, de Maistre
5. Ustrój angielski w XVI-XVII wieku - absolutystyczny program Jakuba I Stuarta, rewolucja angielska; ideologia Cromwella, ścięcie Karola I i jego znaczenie ideologiczne, wyodrębnienie się Torysów i Wigów za Karola II
6. Wielka Brytania XVIII wieku – Wiggizm i myśl torysowska - Defoe, Swift, Bolingbroke, Burke’a krytyka i Mackintosha pochwała rewolucji francuskiej.
7. Wielka Brytania – wokół spraw kolonialnych – początki amerykańskiej myśli politycznej – Franklin, poglądy zwolenników (Burke) i przeciwników (Johnson) niepodległości USA,
8. Prusy i Saksonia – dyplomacja Wettynów i armia fryderycjańska – Sulkowsky, Brühl, kameraliści, pruscy ministrowie, józefinizm (Sonnenfels).
9. Małe kraje Rzeszy i cesarstwo- od Austrii do Hesji-Darmstadt – cesarz Karol VI i landgraf Ernest Ludwik
10. Holandia – spory ideologiczne między wielkim pensjonariuszem a księciem Oranii – Heinsius, Slingelandt, rewolucja niderlandzka (1787).
11. Italia i Hiszpania – oświecenie włoskie; Vico, Muratori, Hiszpania; miedzy antymakiawelizmem (Carvajal y Lancaster) a makiawelizmem (markiz Ensenada).
12. Dania i Szwecja Duński wczesny nacjonalizm i myśl polityczna szwedzkich Mösspartiet i Hattpatriet – (Horn, Gyllenborg, Höpken).
13. Rubieże Europy – Rosja i Turcja; stara Ruś kontra wizja Piotra I i wynikające stad problemy. Turcja jako „chory człowiek Europy”.
14. Kolonie państw katolickich i świat pozaeuropejski (Maroko, Indie). Polityczna ideologia sułtanów Maroka w XVII i XVIII w. Podsumowanie problematyki zajęć.
15. oceny

Podstawa do oceny: referaty pisemne i ustne, aktywność na zajęciach i odpowiedź na 3 pytania końcowe.


2. Myśl Polityczna po I wojnie światowej – (3 rok studiów zaocznych)

Plan zajęć:

1. Zajęcia organizacyjne. Feliks Koneczny i jego teorie cywilizacji.
2. Niemiecka myśl polityczna – Oswald Spengler i kryzys wartości Zachodu. Brytyjska myśl polityczna – od katolickiego tradycjonalizmu (Chesterton, Bellom) po pacyfizm (Shaw, Russel).
3. Konserwatyzm - Elliot, Santayana, Macmillan.
4. Demokratyzm - Kelsen, Popper, Max Weber.
5. Liberalizm a interwencjonizm w ekonomii - von Mises contra Keynes.
6. Faszyzm włoski – Giovanni Gentile, Francesco Marinetti, Mussolini
7. Dyktatury półwyspu iberyjskiego - Francisco Franco i Antonio Salazar.
8. III Rzesza – teorie rasistowskie Hitlera, Goebbelsa i Rosenberga. Niemieccy pisarze antynazistowscy na emigracji (H. i T. Mann, E. Remarque).
9. Lenin i ZSRR – leninizm, trockizm.
10. oceny

Podstawa do oceny: referaty pisemne i ustne, aktywność na zajęciach i odpowiedź na 3 pytania końcowe.


Semestr letni:
1) „Konserwatyzm-Liberalizm-Socjalizm” – zaj. konsultacyjne z IV rokiem zaocznych (specjalność pedagodiczna)
2) „Konserwatyzm-Liberalizm-Socjalizm – II rok studiów dziennych.

środa, 24 lutego 2010

List z Paryża - the french way - czyli naród chory na biurokrację

Choć jestem germanofilem w szerszym kontekście (tj. z germanów najbardziej lubię Anglików i Holendrów), lubię też Francję i podziwiam jej kulturę; Moliera, Voltaire'a, Rameau, Dumasa(ów) itd. Wszystko to wspaniałe, ale jednej rzeczy u nich nie trawię - ich ducha biurokratycznego.

Podczas obecnego mojego pobytu w Paryżu natknąłem się na owego ducha kilkukrotnie. Wczoraj przyszedłem do Opery Garnier i chciałem - ni mniej ni więcej - tylko zrobić zdjęcie 4 statuom przedstawiających kompozytorów (Rameau, Lully, Gluck i Haendel), stojącym w hallu. Okazuje się, że już nie można do tego hallu wejść normalnie, tylko trzeba kupić bilet na zwiedzanie wnętrz opery - jakby to był co najmniej Versailles - a to młodziuchna XIX wieczna budowla! Poza tymi statuami to nie ma co oglądać - wszystko jak w operze np. poznańskiej, czy wiedeńskiej, do których można wejść normalnie - wiem bo kiedyś zwiedziłem Opera Garnier bez biletu - kilka lat temu Paryżanom nie odbiło jeszcze do końca...


posągi kompozytorów najbliżej Haendel, dalej Gluck, Lully i Rameau - zdjęcie zrobione z najbliższej "legalnej" odległości ze strony przestrzeni sklepu.

Tym razem do opery wszedłem przez sklep opery, gdzie kupiłem książeczkę o moim ulubionym Rameau, a stamtąd widziałem już upragnione rzeźby i mogłem im zrobić zdjęcie, jednak stałem zbyt daleko od nich by ujęcie było skuteczne, wiec chciałem postąpić kilka kroków do przodu, co okazało się impossible, bo w ten sposób wychodziłem z przestrzeni sklepowej. Na granicy siedziała cerberka i polowała na takich jak ja. Chciałem grzecznie kupić bilet i obszedłem cały budynek by skorzystać z "właściwego" wejścia - ale tam okazało się, ze muszę czekać z tymi, którzy kupują bilety na spektakle czyli ujrzałem przerażającą Warteschlange - wkurzyłem się i zrezygnowałem z całej operacji.


Opera Garnier



Najgorsza jest niechęć Francuzów do maciupeńkiego (przepuścić mnie 3 metry poza przestrzeń sklepową na kilka sekund pod kontrolą cerberki) naciągnięcia reguł. Czy to jest kraj wolności? Nie są oni w ogóle nastawieni na pomoc drugiemu. Coś co wykracza poza utarte reguły wywołuje zdziwienie. Przedstawiciel prawdziwego narodu wolności - pewien Anglik zapędził się w te rejony co i ja chciałem i został zawrócony okrzykami francuskiej cerberki; ze nie wolno tamtędy, a on na to:

-why not?
Ja na to: - it's a good question!
on: - it's always good question!
Opowiedziałem mu o mojej prośbie i frustracjach (byłem juz po lekkim nagadaniu cerberce, że: "wy Francuzi jesteście straszliwie biurokratyczni" - wyprowadzić mnie z równowagi jest dość ciężko, ale im się udało), po czym jego partnerka (żona lub przyjaciółka) - nota bene Francuzka, zaczęła mi i pośrednio także niemu tłumaczyć, że "nie, bo to trzeba tak i tak, tam jest drugie wejście itd..."
on na to do mnie: well, It's the french way
ja: yes, very french...
ona (francuska towarzyszka Anglika): pffff

Właśnie wolność dla Francuzów (La pays de la liberte - koń by się uśmiał) to: pfffff. Oni nawet już tego nie rozumieją, że nie trzeba się wszędzie ustawiać, numerować, czekać i dostosowywać do reguł. Tylko Anglik mnie zrozumiał - i to w lot!
it's always good question czemu nie wolno tego, czy tamtego, co nikomu nie szkodzi, a mnie pomóc może - tak mówi naród wolny, a jak pomyślę, ze Brytyjczycy nie mają dowodów osobistych, to wręcz kocham ten naród! Dla Anglików wolność to konkretne swobody, dla Francuzów - ujadanie na Ludwika XVI, choć za jego czasów nawet kanapki sprzedawano na sali operowej i w ogóle był większy luz.

To samo w BNF czyli narodowej bibliotece Francji. 2 i pół godziny czekania by dostać kartę wstępu dla researchera i potem rozmowa z przedstawicielem BNF. W analogicznej rozmowie w Londynie z przedstawicielem British Library (czekałem 10 minut) we wrześniu ubiegłego roku, Anglik wczuł się w moją sytuację i dał mi rady z czego jako historyk mogę skorzystać, gdzie są manuskrypty, gdzie mikrofilmy a gdzie opracowania. Francuz teraz skupił się na ustaleniu mojej tożsamości i dał mi kilka rad, które były raczej bez wartości. problemem nie była bariera językowa, bo gadałem z nim po francusku (on, jak sam mówił: "very few english", czyli: parlait tres peau anglais), lecz umysłowa - nastawienie na kontrolę, nie na pomoc jednostce.



BNF bibliothèque du site François-Mitterrand

W BNF, inaczej niż w BL, trzeba rezerwować miejsce na dany dzień, co wyklucza jakąkolwiek elastycznosć pracy i planowania dnia. Jak raz dostałem jeden mikrofilm, to okazało się, że muszę dostać miejsce przy odpowiedniej maszynie, a co za tym idzie - nie dostać już normalnego, tylko po zakończeniu korzystania z mikrofilmowej maszyny, zgłosić zakończenie korzystania i otrzymać normalne miejsce. Bibliotekarz, który załatwił mi miejsce przy maszynie mikrofilmowej nie wiedział, ze mnie do niej nie wpuszczą z książkami, bo tych nie można wynosić poza... blablabla. Musiałem chwilowo oddać książki by pójść 10 metrów dalej z mikrofilmem - znowu to co w operze! A właściwie to było wcześniej chronologicznie o kilka dni. Znowu; reguły i utrudnienia. Teraz wiem, ze najlepiej o nic nie pytać, to nikt ci nie zwróci uwagi. Ale naiwnie pamiętałem z Anglii, ze bibliotekarze są empatyczni. Ci - mniej.


czeluści BNF-u

To nie koniec utrudnień, których BL i Anglia nie znają. Dodatkowo sprawa muzeów. Zwykle nie daję się nabrać na chwyty reklamowe, ale tu raz postanowiłem skorzystać, że muzea państwowe, w pierwszą niedzielę miesiąca są darmowe, ale akurat Musee de L'Armee w Hôtel des Invalides - nie - myślałem, że ich kopnę w tyłek! Co miałem robić kupiłem bilet i tyle. Ale sama zasada, jest znów symptomatyczna. Muzea są odpłatne (w Londynie wszystkie państwowe muzea są darmowe z wyj. Mme Tussauds, dzięki pani Thatcher) to niech już będą i koniec, bez takich ochłapów dla ludu!


wojak z czasów Ludwika XV

W Paryżu ludzie są generalnie mili, o wiele lepiej wychowani niż w Polsce, mówią po angielsku często lepiej niż w Polsce i lubią turystów (stereotypy ne fonctionnent pas en ce cas), ale duch kontroli ciągle gdzieś się czai. Czuję się czasem jednak (mimo znajomości francuszczyzny) brytyjskim turystą w obcym mieście...

Hôtel des Invalides