Loading...

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie

Moja nowa książka o XVIII-wiecznym Londynie


Piotr Napierała, Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res, Gdynia 2010. ISBN 978-83-61194-43-9

dla zainteresowanych nabyciem książki

Londyn w XVIII wieku był największym miastem na świecie, stolicą potęgi kolonialnej, liberalizmu, wolnej prasy, wyzwolonych artystów, znakomitej muzyki i światowych finansów. Był jednak również siedliskiem występku, prostytucji i ksenofobii.

Książka ma na celu ukazanie nie tylko świata osiemnastowiecznych arystokratów i artystów, lecz również mieszkających w brytyjskiej metropolii cudzoziemców, turystów oraz biedaków. W mieście panowały zbyt wielkie kontrasty, aby nazywać go pięknym, jednakże było na tyle wspaniałe, by stać się przedmiotem zachwytu całej ówczesnej Europy. Jak mawiał pisarz tamtych czasów, Samuel Johnson: „Być znudzonym Londynem, to być znudzonym życiem, Londyn zawiera bowiem wszystko,
co życie może ofiarować”.

SPIS TREŚCI:
WSTĘP – WYJĄTKOWOŚĆ XVIII-WIECZNEGO LONDYNU - 7
BLASK STOLICY – ARYSTOKRACJA – ŚWIAT ROZRYWEK- SKLEPY - 11
EMIGRANCI I CUDZOZIEMCY A LONDYŃSKA KSENOFOBIA - 41
GEORG FRIEDRICH HÄNDEL JAKO CUDZOZIEMIEC, BRYTYJCZYK I LONDYŃCZYK - 76
INFORMACJA, POLITYKA I OPINIA PUBLICZNA - 97
KULTURA POPULARNA - OBYCZAJE - KOBIETY LONDYNU - 122
WARUNKI ŻYCIA, BEZPIECZEŃSTWO - PRZESTĘPCZOŚĆ I WYMIAR SPRAWIEDLIWOŚCI - 150
BIBLIOGRAFIA – 173



FRAGMENT ROZDZIAŁU II:

Niejaki Zetzner - podróżnik, który przybył do Londynu ze Strasburga w 1700 roku i został w nim 2 lata tak oceniał Brytyjczyków jako naród:
"Są to, ogólnie rzecz biorąc, mili ludzie, obdarzeni dużą inteligencją i politycznym rozeznaniem. Są dobrze wykształceni, a ich umysł widzi sprawy na wylot. Są również muskularni i zręczni we wszystkich ćwiczeniach ciała. Są uprzejmi i jeśli chcą kogoś uhonorować nie szczędzą jakichkolwiek wysiłków. Ale w głębi duszy są dumni, wyniośli i uważają się za dużo lepszych od innych narodów …”.
Na wrogość tłumu skarżył się m.in. Francuz Jean-Pierre Grosley , autor przewodnika po metropolii wydanego w 1772 roku, który słyszał takie określenia jak „francuski pies” i „francuska dziwka”, jakie prześladowały francuskich turystów rozpoznawalnych łatwo po stroju i manierach. Pewien Portugalczyk spacerujący wzdłuż brzegu Tamizy i rozmawiający we własnym języku napotkał przy jednej okazji dwóch rybaków, którzy grozili mu pięściami biorąc go za Francuza i przezywali „francuskim psem”: speak your damned French if you dare! („mów dalej w swoim przeklętym francuskim jeśli się ośmielisz !”). Grosley konfrontuje informacje o takich zdarzeniach z grzecznością brytyjskiej klasy uprzywilejowanej i sprzedawców w sklepach. Biedacy natomiast nieraz obrzucili jajkami powozy, w których jechali francuscy goście . Ciekawe jest to, że tylko w Londynie cudzoziemców tak nie lubiano, być może wynikało to z rozpolitykowania Londyńczyków .


SUMMARY


This book is an attempt to show to the polish reader the richness and diversity of the eighteenth-century London live. First and foremost this book informs, why Lodnon was so unique as the largest city in eighteenth-century Europa, a prototype of the modern multicultural metropolis as we know today. The leading intellectuals of enlightenment esed to look upon London as an example of ‘free’ city ruled by public opinion expressed not only by mighty aristocrats but also humble subjects. In those days London had more to offer to an English or a foreign visitor, than any other city in the continent: parks opened to visitors, rich museum collections, fine shops, elegant partie organized by upper class (beau monde as it used to be called in that century), cosy inns, taverns with good food. Many Frenchmen, Italians and Spaniards used to go to London to see parliamentarism in working, modern manufactures, English and Italian art.
The mob, and even sometimes the political elite of the eighteenth-century London was Rather hostile to foreigners. The Spaniards had a reputation of cruel and canning people, the French were called chattering baboons, the Germans and Dutch were believed to be somewhat ‘primitive’. Very interesting was the evolution of the British-American relations, not only on the political level but also in everyday life. The example of Georg Friedrich Händel or George Frideric Handel naturalised as a British subject in 1727 is used in this book to exhibit how the process of adaptation of a foreigner to living among Britons could have looked like.
The third of the six chapters concernes the eighteenth-century London’s political life, that is; functioning of political clubs, topics of political discussions, the media (press, caricature). The problem of caricature – one of the arts in which the Britons of that era were particularily master ful is in this book strictly connected with life and output of an English great caricaturist William Hogarth. There are also some reference to the army and navy’s world.
From the next chapter the leader can learn what was the time of the breakfast the eighteenth-century londoners used to have and what was actually eaten at this breakfast. The same he or she can learn aobut dinners, favorite English disches including very fine recipes by Benjamin Franklin who was particularily fond of good cuisine. In this very chapter there are many informations about lodging, hotels, inns, education, prices, currency, salaries and wag es, clothes, fashion, morality, religion, enlightenment in London, the poor, the rich and the women of London in cluding the problems of marriage and the al most impossible in those days - divorce.
The last chapter is about the risks and dangers of everyday life in the eighteenth-century London. We are pursuing the Londonem of the era through every stages of his life – from the cradle to the tomb. Here we are refering to the problem of criminality, prostitution, police forces, crime and punishment, medical treatment, diseases, housing and social taboos.
I am fully aware of the fact, that it is not possibile to refer to every kind of human activity and so it is in the case of this book, but I hope still that this book can contribute to a better under standing of the British history and culture of the eighteenth century in Poland.


Piotr Napierała (17. X 2009 r.)

Edmund Harwas (1912-1996) - mój dziadek.

Tym razem o nieco młodszej historii. Artykuł tylko częsciowo mojego autorstwa (http://pl.wikipedia.org/wiki/Edmund_Harwas)

Edmund Harwas (ur. w 23 grudnia 1912 w Hagen, zm. 27 kwietnia 1996 w Poznaniu) – filozof, pedagog społeczny, andragog, docent UAM, czołowy specjalista z dziedziny oświaty dorosłych i kierownik zakładu na UAM zajmującego się ta problematyką, uczestnik kampanii wrześniowej, ojciec Barbary Harwas-Napierały.



Syn Jana Harwasa, urzędnika pocztowego i jego żony Franciszki. Był młodszym z ich dwóch synów. Jego starszy brat Jan Harwas zginął rozstrzelany przez Niemców w sierpniu 1944, jako działacz francuskiego podziemia – Resistance.

Edmund Harwas urodził się w Hagen w 1912, ponieważ jego rodzice zostali wcześniej przesiedleni w głąb Rzeszy. Po powrocie z Niemiec w 1918, rodzina zamieszkała w Rogoźnie Wielkopolskim. Tam Edmund Harwas chodził do szkoły elementarnej i gimnazjum klasycznego im. Przemysława. W 1930 roku zdał maturę i zapisał się na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Poznańskiego. Jeszcze przed wojną (1936) obronił pracę magisterską z nauk filozoficznych. W latach 1938-1939 studiował pedagogikę na Wydziale Prawno-Ekonomicznym. W styczniu 1939 podjął pracę psychotechnika w Pracowni Psychotechnicznej DOKP w Poznaniu.

Jako podporucznik rezerwy (Korpus Oficerów Rezerwy 58. PP w Poznaniu) powołany został w sierpniu 1939 roku do służby wojskowej i walczył w kampanii wrześniowej. Został otoczony przez oddział oberleutnanta Wernera. Dostawszy się do niemieckiej niewoli (31 września 1939), trafił do obozu jenieckiego dla polskich oficerów w Oflagu VII-A-Murnau, w bawarskim miasteczku Murnau am Staffelsee, skąd uwolniła go 23 kwietnia 1945 3. Armia Amerykańska gen. Pattona. Po uwolnieniu przebywał jeszcze rok we Francji, będąc oficerem w Polskich Kompaniach Wartowniczych przy armii USA w Reims. Musiał dostać od amerykanów służbowego kierowcę, którym był jak to było w zwyczaju US Army murzyn, ponieważ próba samodzielnej jazdy jeepem skończyła się wjechaniem w szopę. Wówczas mało który polski oficer umiał dobrze prowadzić samochód.


Edmund Harwas (pierwszy od prawej) w Polskich Służbach Wartowniczych - Niemcy 1946 r.

W zakresie andragogiki E. Harwas wydał cenioną pracę Kształcenie dorosłych a społeczny system wychowania (1959), oraz ok. 50 rozmaitych artykułów, rozpraw i recenzji publikowanych w czasopismach krajowych i zagranicznych. W pracy Kształcenie dorosłych a społeczny system wychowania E. Harwas zauważył, ze zrozumienie pewnych dyscyplin naukowych - matematyki, chemii, niektórych działów geografii, języków obcych nie wymaga doświadczenia życiowego, podczas gdy rozumienie przedmiotów humanistycznych; literatura, historia itd. doświadczenia tego wymaga. Dlatego to właśnie te nauki są szczególnie przydatne dorosłym.

E. Harwas przestrzegał przed przyjmowaniem biologizmu i socjologizmu w pedagogice i postulował kreowanie metod pedagogicznych w zależności od obiektywnych warunków historycznych, politycznych i społecznych. Zwalczał mit o "autonomii wychowania" i "urojeniach niezależnej oświaty" i zwalczał lekceważenie tradycji kulturowych w procesie nauczania.

Niektore prace:

Edmund Harwas, Dorosły jako uczeń
Edmund Harwas, „Przedmiot i zadania pedagogiki muzealnej jako specjalnej dziedziny pedagogiki ogólnej”, [W:] Kazimierz Malinowski (red.), Działalność oświatowa muzeów. Założenia teoretyczne i praktyka, Poznań 1973.
Edmund Harwas. Kształcenie dorosłych a społeczny system wychowania, Poznań PWN 1959. (The Teaching of adults and the social system of education) ASIN: B0018253BU. [1]
Edmund Harwas, Koncepcja człowieka a problem wychowalności dorosłych, [w:] "Oświata Dorosłych" 1970, nr 1.
Edmund Harwas, O kształceniu światopoglądowym i indoktrynacji", "Ruch Pedagogiczny" 1960, nr 2.

sobota, 26 czerwca 2010

Czy protestanci lepiej radzą sobie w kapitalizmie?

Amerykański tradycjonalista katolicki Thomas E. Woods (ur. 1972) przypisuje katolicyzmowi upowszechnienie koncepcji wolnego handlu i poszanowania własności, w stopniu nieporównywalnie większym niż protestantyzm.

Koncepcje te stoją w sprzeczności z przekonaniem Maxa Webera o pierwszeństwie kalwinistów w krzewieniu kapitalizmu i poszanowania własności , podobnie pro-protestanckim wspomnianym już poglądom Ericha Fromma oraz popularnemu wizerunkowi ujednolicającej system nauczania . Faktem jest, że weberowska teoria o zdystansowaniu krajów katolickich przez protestanckie w procesie tworzenia sie struktur kapitalistycznych jest obecnie podważana m.in. przez badania wykorzystującego zestawienia liczby ludności i PKB różnych krajów na przestrzeni dziejów, profesora Angusa Maddisona z uniwersytetu w Groningen .

zob: http://www.ggdc.net/maddison

Cała tendencja liberałów katolickich i protestanckich, do przerzucania na siebie nawzajem winy za scentralizowanie systemów edukacyjnych i podporządkowania ich dyktatowi państwa, ma w sobie coś z kontynuacji wojen religijnych.

Tymczasem w naszej kochanej ojczyźnie nadal cytuje się Webera w co drugim zdaniu, choc inne jego teorie też już wyrzucono na Zachodzie do kosza...

Arystokratyczne oświecenie

Powszechnie uważa się, że oświecenie było ruchem emancypacyjno-politycznym mieszczaństwa zamierzającego wejść do wielkiej polityki i przełamać monopol szlachty, tymczasem nie do końca się to zgadza. Wystarczy zajrzeć do Pierre'a Gaxotte'a ("Rewolucja francuska") by przekonać się, że po pierwsze bardzo wielu arystokratów sprzyjało reformom mającym unowocześnić administrację i zrównać mieszczan z nimi, dlatego byli tak zaskoczeni gdy reforma/rewolucja obróciła się przeciw nim (aż zapomnieli jak się bronic, chociaż fechtunku uczono ich od dziecka - jak pisze Gaxotte). Tocqueville z kolei pisał o reformatorsko nastawionych szlachcicach, którzy rozmawiali o reformie i oświeceniu przy służbie, która zrozumiała wszystko na opak.

Z drugiej strony mieszczanie mieli możliwość awansu nawet i w starym reżymie, ale było im oczywiście za mało. Ludziom zawsze jest za mało...

Wielu z reprezentantów myśli oświecenia to szlachcice: we Francji; Montesquieu, d'Argenson, Boulaivilliers, Vauvenargues, d'Holbach tak więc oświecenie było mieszczańsko-arystokratyczne. Nie było też jednoznacznie antyreligijne, ale to temat oddzielny.

W każdym razie jak długo jeszcze marksistowska bajka będzie ważniejsza od prawdy historycznej??

czwartek, 17 czerwca 2010

Piotr Napierała, Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie

Moja nowa książka o XVIII-wiecznym Londynie

Piotr Napierała, Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res, Gdynia 2010. ISBN 978-83-61194-43-9

dla zainteresowanych nabyciem książki

Londyn w XVIII wieku był największym miastem na świecie, stolicą potęgi kolonialnej, liberalizmu, wolnej prasy, wyzwolonych artystów, znakomitej muzyki i światowych finansów. Był jednak również siedliskiem występku, prostytucji i ksenofobii.

Książka ma na celu ukazanie nie tylko świata osiemnastowiecznych arystokratów i artystów, lecz również mieszkających w brytyjskiej metropolii cudzoziemców, turystów oraz biedaków. W mieście panowały zbyt wielkie kontrasty, aby nazywać go pięknym, jednakże było na tyle wspaniałe, by stać się przedmiotem zachwytu całej ówczesnej Europy. Jak mawiał pisarz tamtych czasów, Samuel Johnson: „Być znudzonym Londynem, to być znudzonym życiem, Londyn zawiera bowiem wszystko,
co życie może ofiarować”.

SPIS TREŚCI:
WSTĘP – WYJĄTKOWOŚĆ XVIII-WIECZNEGO LONDYNU - 7
BLASK STOLICY – ARYSTOKRACJA – ŚWIAT ROZRYWEK- SKLEPY - 11
EMIGRANCI I CUDZOZIEMCY A LONDYŃSKA KSENOFOBIA - 41
GEORG FRIEDRICH HÄNDEL JAKO CUDZOZIEMIEC, BRYTYJCZYK I LONDYŃCZYK - 76
INFORMACJA, POLITYKA I OPINIA PUBLICZNA - 97
KULTURA POPULARNA - OBYCZAJE - KOBIETY LONDYNU - 122
WARUNKI ŻYCIA, BEZPIECZEŃSTWO - PRZESTĘPCZOŚĆ I WYMIAR SPRAWIEDLIWOŚCI - 150
BIBLIOGRAFIA – 173



FRAGMENT ROZDZIAŁU II:

Niejaki Zetzner - podróżnik, który przybył do Londynu ze Strasburga w 1700 roku i został w nim 2 lata tak oceniał Brytyjczyków jako naród:
"Są to, ogólnie rzecz biorąc, mili ludzie, obdarzeni dużą inteligencją i politycznym rozeznaniem. Są dobrze wykształceni, a ich umysł widzi sprawy na wylot. Są również muskularni i zręczni we wszystkich ćwiczeniach ciała. Są uprzejmi i jeśli chcą kogoś uhonorować nie szczędzą jakichkolwiek wysiłków. Ale w głębi duszy są dumni, wyniośli i uważają się za dużo lepszych od innych narodów …”.
Na wrogość tłumu skarżył się m.in. Francuz Jean-Pierre Grosley , autor przewodnika po metropolii wydanego w 1772 roku, który słyszał takie określenia jak „francuski pies” i „francuska dziwka”, jakie prześladowały francuskich turystów rozpoznawalnych łatwo po stroju i manierach. Pewien Portugalczyk spacerujący wzdłuż brzegu Tamizy i rozmawiający we własnym języku napotkał przy jednej okazji dwóch rybaków, którzy grozili mu pięściami biorąc go za Francuza i przezywali „francuskim psem”: speak your damned French if you dare! („mów dalej w swoim przeklętym francuskim jeśli się ośmielisz !”). Grosley konfrontuje informacje o takich zdarzeniach z grzecznością brytyjskiej klasy uprzywilejowanej i sprzedawców w sklepach. Biedacy natomiast nieraz obrzucili jajkami powozy, w których jechali francuscy goście . Ciekawe jest to, że tylko w Londynie cudzoziemców tak nie lubiano, być może wynikało to z rozpolitykowania Londyńczyków .


SUMMARY


This book is an attempt to show to the polish reader the richness and diversity of the eighteenth-century London live. First and foremost this book informs, why Lodnon was so unique as the largest city in eighteenth-century Europa, a prototype of the modern multicultural metropolis as we know today. The leading intellectuals of enlightenment esed to look upon London as an example of ‘free’ city ruled by public opinion expressed not only by mighty aristocrats but also humble subjects. In those days London had more to offer to an English or a foreign visitor, than any other city in the continent: parks opened to visitors, rich museum collections, fine shops, elegant partie organized by upper class (beau monde as it used to be called in that century), cosy inns, taverns with good food. Many Frenchmen, Italians and Spaniards used to go to London to see parliamentarism in working, modern manufactures, English and Italian art.
The mob, and even sometimes the political elite of the eighteenth-century London was Rather hostile to foreigners. The Spaniards had a reputation of cruel and canning people, the French were called chattering baboons, the Germans and Dutch were believed to be somewhat ‘primitive’. Very interesting was the evolution of the British-American relations, not only on the political level but also in everyday life. The example of Georg Friedrich Händel or George Frideric Handel naturalised as a British subject in 1727 is used in this book to exhibit how the process of adaptation of a foreigner to living among Britons could have looked like.
The third of the six chapters concernes the eighteenth-century London’s political life, that is; functioning of political clubs, topics of political discussions, the media (press, caricature). The problem of caricature – one of the arts in which the Britons of that era were particularily master ful is in this book strictly connected with life and output of an English great caricaturist William Hogarth. There are also some reference to the army and navy’s world.
From the next chapter the leader can learn what was the time of the breakfast the eighteenth-century londoners used to have and what was actually eaten at this breakfast. The same he or she can learn aobut dinners, favorite English disches including very fine recipes by Benjamin Franklin who was particularily fond of good cuisine. In this very chapter there are many informations about lodging, hotels, inns, education, prices, currency, salaries and wag es, clothes, fashion, morality, religion, enlightenment in London, the poor, the rich and the women of London in cluding the problems of marriage and the al most impossible in those days - divorce.
The last chapter is about the risks and dangers of everyday life in the eighteenth-century London. We are pursuing the Londonem of the era through every stages of his life – from the cradle to the tomb. Here we are refering to the problem of criminality, prostitution, police forces, crime and punishment, medical treatment, diseases, housing and social taboos.
I am fully aware of the fact, that it is not possibile to refer to every kind of human activity and so it is in the case of this book, but I hope still that this book can contribute to a better under standing of the British history and culture of the eighteenth century in Poland.


Piotr Napierała (17. X 2009 r.)

Karol II Habsburg a wyimaginowana głupota niektórych władców

Trudno o temat atrakcyjniejszy literacko: głupi władca nie panujący nad tym co dzieje się w jego państwie. Oszukiwany przez ministrów, a jako człowiek przesądny , również przez wróżów, lub inaczej; król-szaleniec, lub władca oddany tylko zbytkom, lekkomyślny, abstrakcyjnie oddalony od potrzeb poddanych, zupełnie jakby dzisiejsi demokratyczni politycy byli mentalnie bliżej potrzeb obywateli. W co można wątpić pamiętając opinię słynnego francuskiego historyka Pierre’a Gaxotte’a o tym, że absolutny Ludwik XIV był łatwiej dostępny zwykłym ludziom niż dzisiejsi prezydenci . Wersal bywał „otwierany” czy też udostępniany odwiedzającym nawet jeśli znajdował się w nim król. Z drugiej strony niemal wszyscy obecni kandydaci na najwyższy urząd w Rzeczypospolitej są tzw. „zawodowymi politykami” nie pamiętającymi już zwykłej pracy i codziennych trosk zwykłych obywateli, co podkreśla partia Wolność i Praworządność, której lider Janusz Korwin-Mikke, jako przedsiębiorca, należy do wyjątków od wspomnianej reguły.

Warto przyjrzeć się jak powstawały mity o głupocie kilku konkretnych władców. Jako badacz XVIII wieku, skupiłem się na władcach panujących w tej epoce, co ma tę zaletę, że były to czasy, gdy rozmaite liberalne idee zmieniały charakter ówczesnych monarchii a proto-demokratyczne osłabiały ich autorytet. W takich warunkach łatwo było o powstanie mitów o kiepskich władcach często zupełni przez nich niezasłużonych.
Temat króla zniedołężniałego, ograniczonego czy głuchego na potrzeby poddanych pozostaje jednak bardzo atrakcyjny. Postacie złych królów tworzył Shakespeare. Montesquieu porównywał w „Listach perskich” (1721) Ludwika XIV do okrutnych władców Wschodu , gdyż ten zwolennik podziału władz na Koronę i arystokrację wiedział, że sułtani kojarzyli się we współczesnej Francji z obskurantyzmem, okrucieństwem i brakiem poczucia bezpieczeństwa (arbitralne wyroki, przewroty pałacowe, podstępni wezyrowie) wszak, jak sam pisał potem w swym dziele: O duchu praw” (1748) w despocji spoidłem państwa jest strach . Montesquieu chciał wykazać jak łatwo może europejski absolutyzm oparty na poszanowaniu przez króla prawa tworzonego przez poprzedników przeistoczyć w despocję. W rzeczywistości jedynym takim przypadkiem mogłyby być Prusy Fryderyka Wielkiego, a i tu sprawa będzie dyskusyjna. Fryderyk miał bowiem zwyczaj zasięgać opinii ekspertów mieszczańskiego pochodzenia przed każdą ważniejszą decyzją, a więc ciężko tu mówić o niekontrolowanej samowoli . Montesquieu nie był tu obiektywny. Podobną metodę jak Montesquieu, stosował czasem Diderot, który opublikował w roku 1748 opublikował powieść „Niedyskretne klejnoty” (Les bijoux indiscrets), w której w dowcipny sposób i modnej orientalnej otoczce przemycał swoje spostrzeżenia dotyczące społecznych przywar:

„...Mangogul znużony próżną dysputą ministrów i lamentami wdów, wpadł na pomysł, którego od dawna szukano.
- Panowie – rzekł swojej radzie – zdaje mi się, że nim przyznamy renty, winniśmy zbadać, czy sprawiedliwie się należą...
Takie badanie – odpowiedział wielki seneszal – to ogromne przedsięwzięcie wymagające długotrwałych badań. A tymczasem jakże się oprzeć niewieścim płaczom i naleganiom, które Ciebie pierwszego Panie tak irytują ...”.


Celna to uwaga do dworskich nadużyć jego czasów, lecz Diderot poniekąd sam sobie tu odpowiada – nikt nie zapanuje nad biurokracją, ani król, ani lud. Ona po prostu żyje własnym życiem.

Pełno jest postaci złych władców w literaturze dziecięcej i młodzieżowej. Co ciekawe nie znajdziemy ich w bajkach żyjącego w absolutystycznej Francji Jeana de La Fontaine (1621-1695), ale już bez trudu możemy wskazać na XIX-wieczną Wielką Brytanię i Williama Thackeraya, a także na jego bajkę: „Pierścień i Róża”.
Brytyjczycy wychowani na parlamentaryzmie często kpili z monarchii już w wieku XVIII, kiedy na przykład drwili z kiepsko mówiących po angielsku Hanowerczyków zasiadających na tronie brytyjskim od 1714 roku. Podróżujący w tych czasach na kontynent Anglicy byli wyczuleni na przejawy arbitralnej władzy monarszej. Na brytyjskich podróżników czekała we Francji burbońska biurokracja. Celnicy może i byli, jak pisał Smollett milsi od angielskich, ale zwykli zatrzymywać „podejrzane” książki; z tego powodu pisarz musiał spędzić znacznie dłuższy czas w Boulogne niż zamierzał, co zaprowadziło jego umysł ku refleksjom, którym, jak pamiętamy nieco miejsca poświęcił Locke, że gdyby umarł we Francji, to mimo iż jest Anglikiem, a więc cudzoziemcem, cały jego dobytek przypadłby Ludwikowi XV („napuszonej lali” – stuffed doll, jak nazywa króla w innym miejscu). Swe książki odzyskał dzięki interwencji ambasadora (i zapewne jego sekretarza – Hume’a) .

O tym jak w „wolnym” świecie anglosaskim postrzegano Hiszpański absolutyzm, wiele mogą mówić opinie amerykańskiego dyplomaty Johna Jaya, który porównywał hiszpańskiego króla absolutnego Karola III, do „złego czarodzieja”, który całkowicie zmieniać stan rzeczy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To, że akurat ten monarcha był władcą łagodnym i oświeconym (w przeciwieństwie na przykład do jego poprzednika fanatycznego katolika Ferdynanda VI), nie zmieniało krytycznej o nim opinii, co jest symptomatyczne. Samo Królestwo Hiszpanii widziane było przez Anglosasów jako kraj o średniowiecznych elitach i równie przedpotopowej gospodarce .
Z parlamentu brytyjskiego kpili z kolei Francuzi, nawet jeśli częściowo podziwiali entuzjazm Voltaire’a dla sprawności funkcjonowania państwa, które z powodu swych wolności było podatne na wstrząsy. Polityka brytyjska i parlamentaryzm były widziane jako skomplikowane i pozbawione godności. Jedynie z rzadka zdarzali się turyści autentycznie zorientowani w brytyjskiej polityce wewnętrznej jak Włosi; śpiewak Farinelli czy pisarz Baretti .

Na fali anglomanii przełomu lat trzydziestych i czterdziestych języka angielskiego nauczył się m.in. Diderot , choć nieco potem (1748) w „Niedyskretnych klejnotach” nieco naigrawał się z angielskiego parlamentaryzmu; w powieści wymyślony podróżnik i zdobywca niewieścich serc uderza w te słowa:

„...Angielki, to kobiety na pozór zimne i wyniosłe... zawojowałem żonę pewnego baroneta podczas gdy on walczył w parlamencie o interesy narodu przeciw zakusom dworu ...”.


A wiec ośmieszanie jednego ustroju gdzie panuje inny ustrój jest czymś normalnym i powszechnym w dziejach. A jak było w rzeczywistości? Czy zdarzali się władcy autentycznie głupi i nie mający kontaktu z otoczeniem?
Przykładem władcy ułomnego mógłby być Karol II Habsburg (pan. 1665-1700), którego rządy według historyków dług doprowadziły Hiszpanię do upadku. Rzeczywiście w 1700 roku nie miała ona właściwie ani floty ani armii, gospodarka kulała a sąsiedzie gotowali się do podziału hiszpańskiego imperium, jako, że ułomny król nie zdołał spłodzić męskiego potomka. Hiszpanii groziła dezintegracja, bo nie było wiadomo kto ma dziedziczyć po Karolu; Burbonowie francuscy czy Habsburgowie austriaccy. Sytuacja groziła też zakłóceniem równowagi sił w Europie.

Dnia 11 października 1698 roku doszło w Hadze do podpisania pierwszego układu podziałowego, o którym główny zainteresowany Karol II nic nie wiedział. Poseł francuski w Hadze (w l. 1697-1699) François d'Usson, markiz de Bonrepaus (1654-1719) omówił sprawy z Holendrami, a marszałek Camille de la Baume, (1652-1728) z angielskim ministerium. Anglicy i Holendrzy wiedzieli, że cesarz Leopold I (pan. 1658-1705) raczej nie zgodzi się na podział hiszpańskich dominiów; a już na pewno na ewentualne wykrojone z nich nabytki angielsko-holenderskie, Ludwik XIV zaś wiedział, że nie może nic zdziałać bez porozumienia ze swym długoletnim wrogiem Wilhelmem III i że Holendrzy muszą uzyskać gwarancję, że Niderlandy Hiszpańskie (Belgia) nie wpadną w ręce francuskie.

Karol II miał wiele problemów ze zdrowiem fizycznym i psychicznym, dlatego dworzanie nazywali go delikatnie „zaczarowanym” (el Hechizado), miał jednak na tyle dobry kontakt z rzeczywistością, że gdy tylko dowiedział się, pod koniec 1698 roku, o krojeniu skóry na hiszpańskim niedźwiedziu, oburzony przekazał w testamencie całe swe imperium najmłodszemu synowi elektora bawarskiego Maksymiliana II Emanuela Wittelsbacha (pan. 1679-1726) z jego pierwszego małżeństwa, Józefowi Ferdynandowi (1692-1699), co zaaprobowały Anglia-Holandia i Dania, chłopiec zmarł jednak 6 lutego 1699 roku, co spowodowało potrzebę ułożenia kolejnego traktatu podziałowego.
23 października Ludwik XIV wysłał marszałka Henri d'Harcourta (1654-1718) by był przygotować swe oddziały w Bayonne do ewentualnej walki i obsadził granicę z Hiszpanią , cesarz Leopold nie mógł nic zrobić; jego oddziały były zbyt daleko. Do Mediolanu król Francji wysłał 60 batalionów, a do Tulonu 50 .

1 listopada 1700 Karol II zmarł w Eskurialu. Zmarł mimo iż koło jego łoża ustawiono wiele relikwii; znaki męki Chrystusa, zmumifikowane ciała Św. Izydora zwłok Św. Alkali, i specyficznych lekarstw; świeżo zabitych gołębi ułożonych na jego głowie i dymiących jeszcze wnętrzności zwierząt ułożonych na jego brzuchu . Widzimy tu także „głupotę” rozumianą jako zabobonność i zacofanie, a przecież mówimy tu o czasach triumfu oświecenia i nauki.

O śmierci hiszpańskiego władcy Ludwik XIV został poinformowany 9 listopada w Fontainebleau przez ministra wojny Louisa le Tellier, markiza de Barbezieux (1668-1701) i po obiedzie odwołał wszystkie planowane rozrywki i ogłosił żałobę . Król francuski stanął wobec dwóch możliwości; dalszego forsowania planu podziału dominiów hiszpańskich, lub przyjęcia w imieniu swego wnuka spadku, co ściągnąć mogło na Francję agresję austriacką, a być może także sprzeciw Anglii-Holandii. Ostatecznie zdecydował się spróbować przejęcia całości dominiów hiszpańskiech dla swego wnuka, co oznaczało wojnę z cesarzem i Anglią i Holandią.
Karol II, człowiek mocno upośledzony walczył jak lew o zachowanie jedności imperium i nie uginał się przed naciskami (silna flota francuska z Tulonu szachowała mała flotę hiszpańską) i groźbami nienasyconego Ludwika XIV, co należy docenić. Karol, choć ciężko chory i niezdolny do kontrolowania w pełni własnej administracji co było jednym z powodów nadużyć i niedomagania tejże, był świadomy swych powinności jako król. Walczył jak mógł; prosił u papieża o poparcie Habsburgów na tron hiszpański i jak długo żył jego opór niweczył nadzieje potężnych Burbonów. Dlaczego wiec zapamiętano go tylko jako ułomnego?

Czasami mamy do czynienia z przeinaczaniem mniej spontanicznym i nastawionym na konkretny efekt a wiec z propagandą. Tak będzie w przypadku władcy uważanego powszechnie za głupiego, tj. za lekkoducha i lenia.



W Polsce mamy do czynienia z powieściowo-filmowym trudnym do przezwyciężenia mitem pochodzenia pruskiego dotyczącego rzekomej słabości rządów saskiej dynastii Wettinów i równie rzekomego upadku Rzeczpospolitej w latach 1697-1763. Człowiekiem, który przyczynił się do tego stanu rzeczy był Józef Ignacy Kraszewski, który (w powieściach: „Hrabina Cosel”, „Brühl”, „Z siedmioletniej wojny”) ośmieszał wygórowane, jego zdaniem ambicje Wettinów. Stąd w naszej wyobraźni utrwalony jest obraz Augusta II jako nierozsądnego lowelasa kupczącego polską ziemią i prymitywnego, głupawego Augusta III, którego interesuje jedynie czy jego minister Heinrich von Brühl (1700-1763), główny saski minister od 1738 roku ma pieniądze (sakramentalne pytanie zadawane podobno co rano przez władcę, który skądinąd ponoć nie lubił zajmować się sprawami państwowymi: Habe Ich noch Geld Brühl?. Ten negatywny stereotyp utrwaliły w Polsce ekranizacja Hrabina Cosel (1968) i nakręcone w NRD trzy filmy z serii: Sachsens Glanz Und Preußens Gloria; Gräffin Cosel (1983), Brühl (1985) i Aus Dem Siebenjahrigen Krieg (1987) Hansa-Joachima Kasprzika.
Jako pierwszy, wyłom w tym micie nieudolnych Wettinów uczynił Jacek Staszewski , największy dziś badacz epoki saskiej w Polsce. Niedawno zaś jego śladem poszli Sławomir Suchodolski i Dariusz Ostapowicz . Okazuje się, że August II nie tylko nie handlował polska ziemią, ale zabezpieczył ziemie odzyskane od Turków (1699), czego nie potrafił zabezpieczyć mimo wiktorii wiedeńskiej „bohater” Jan III Sobieski. August obronił też Elbląg przed zakusami Prus wysyłając tam swe saskie wojska. Chwilami można mieć wrażenie, że pomagał Polsce i walczył o jej interesy wbrew woli nie umiejących myśleć racjonalnie Polakom. W ten sposób dotrzymał, znów w odróżnieniu od Sobieskiego, zobowiązań elekcyjnych. August II musiał być znakomitym politykiem, skoro obmyślił koalicję anty-szwedzką . Sam przydomek „Mocny” nadali Augustowi XIX-wieczni historycy sascy broniąc się przed wpływami propagandy fryderycjańskiej i historiografii pruskiej, które przedstawiały Wettinów jako kiepskich polityków. Król Prus Fryderyk II (pan. 1740-1786) czynił to z całą premedytacją, fałszując treść przechwyconych w zdobytym (1757) Dreźnie dokumentów ministra Brühla i publikując anonimowy paszkwil pt: Życie i natura hrabiego B . , stąd właśnie wzięła się opinia o nim jako o chciwcu i karierowiczu, który opętał nieudolnego Augusta III. Historia pruska i Kraszewski, darzący niechęcią wszystkich Niemców, (wszak były to czasy zaborów) w tym Bogu ducha winnych Sasów nadali propagandzie pozory prawdy. Suchodolski i Ostapowicz udowadniają, że każdego dnia od 3:00 rano do 12:00 August III zajmował się sprawami Polski i Saksonii , bynajmniej nie był miłośnikiem prymitywnych rozrywek, lecz koneserem sztuki i zwolennikiem Oświecenia. Nie dawał też Brühlowi tak wielkiej władzy, jak przedstawiał to Kraszewski. Bardzo ważnym doradcą monarchy był hrabia Joseph von Wackerbarth-Salmour (1685-1761), z którym August konsultował się codziennie miedzy 7:00 a 8:00. Reformy Augusta III w Polsce z trzeciego dziesięciolecia jego panowania wróżyły dobrze. Propaganda pruska, wsparta powieściami Kraszewskiego i ich ekranizacjami jest jednak trudna do wykorzenienia.

Suchodolski i Ostapowicz pokazują także przypadek przeciwny; króla, którego historycy i pisarze uczynili bohaterem, choć on sam był właśnie karierowiczem i wielokrotnym zdrajcą. Już Henryk Sienkiewicz maskował jego zdradę w czasach Potopu szwedzkiego, wspominając jedynie o zdradzie starosty jaworowskiego. A kimże był ten starosta? Był to właśnie Sobieski, którego imienia Sienkiewicz nie chciał kalać zdradą, lecz zdrady tej magnat niewątpliwie się dopuścił. Niestety później zdradzał też Rzeczpospolitą będąc (dosłownie) na jurgielcie Francji i forsując w Polsce nielegalnymi metodami kandydatury niepopularnych francuskich kandydatów. Zaś, będąc już u władzy pokazał, że interesuje go nie tyle dobro Rzeczpospolitej, ile własna legenda pogromcy Turków, których fanatycznie i irracjonalnie nienawidził , dlatego m.in. poszedł pod sam Wiedeń (1683), choć rozsądniej ze strategicznego punktu widzenia byłby atak na Turków na innym odcinku, by doprowadzić do podziału ich sił, czego oni sami panicznie się obawiali. Niektórzy Historycy dokonywali i niestety nadal dokonują nieprawdopodobnych słownych wygibasów by wybielać Sobieskiego (bo Polak) i oczerniać Sasów (bo obcy, a co gorsza Niemcy)., mimo iż to za Wettinów Polska podniosła się ekonomicznie i cywilizacyjnie. Jak powiedział cytowany przez Suchodolskiego i Ostapowicza Norman Davies; „można wybaczyć człowiekowi, który pomyśli, że mity bywają potężniejsze od historii”. Można jedynie wyrazić nadzieję, że wysiłki Staszewskiego, Suchodolskiego i Ostapowicza nie pójdą na marne. Na razie jedyne o co twórcy filmowi odważyli się zaczepić Sobieskiego to jego pantoflarstwo względem małżonki Marii („Ojciec Królowej” (1979)) podczas gdy na Sasów posypały się niezasłużone gromy.

Manipulacja pisarzy i reżyserów jest ciężka do odkręcenia, gdyż w powieściach i filmach stosuje się liczne zabiegi zakłócające perspektywę odbioru bohaterów, np.; jeśli przedstawi się monarchę z punktu widzenia skrzywdzonego bohatera pomyślanego jako bohater pozytywny. By pozostać jeszcze w tematyce saskiej można stwierdzić, że z takim przypadkiem mamy do czynienia przy hrabinie Cosel.
Konwencja, jaką Kraszewski przyjął w „hrabinie Cosel” – skrzywdzonego Kopciuszka, również obciąża władcę. Pisarz uczynił z Anny Konstancji Hoym (1680-1765) niemieckiej poddanej króla Duńskiego niemal polską patriotkę, co prawdopodobnie wiąże się z tym, że wyraziła kiedyś pogląd, że unia z Polska jest szkodliwa dla Saksonii, a Polacy powinni mieć króla-Polaka , ale kim ona była by jej słowo coś tu miało znaczyć? Kraszewski po prostu wybrał ja na swą bohaterkę pozytywną i jednocześnie na narratora, który krytykuje domniemane zepsucie swych czasów. Cosel uchodząca za jedną z najpiękniejszych i najinteligentniejszych kobiet XVIII stulecia świetnie się do tej roli literackiej nadawała, lecz nie ma to nic wspólnego z historyczną prawdą. Cosel do śmierci Augusta była w nim zakochana, lecz musiała odejść z dworu, ponieważ minister Jacob Heinrich von Fleming (1667-1728) nie tolerował jej wtrącania się do polityki, którego nie przewidział przedstawiając ją królowi w 1704 roku. Pod wpływem Fleminga, August II poprosił ją o zwrot kontraktu ślubnego. By uczynić zadość tym „prośbom” Cosel pojechała m.in. do Berlina (1713). W Wittenberdze została pojmana jako zdrajczyni. W 1716 osadzono ją na zamku w Stolpen, gdzie przebywała do śmierci.

Życie i natura hrabiego B i tym podobne chwyty propagandowe nie były w historii niczym nowym, o czym uczy nas przypadek Kaliguli. W przypadku tego cesarza rzymskiego można mieć wątpliwości na ile przypisywane mu szaleństwa odpowiadały prawdzie a na ile były wytworem niechętnej mu historiografii (np. Svetoniusa) związanej z senatorami, których ów cezar ośmieszał na każdym kroku, nie pozostawiając im żadnych złudzeń możliwości wpływu na politykę, jak to czynił choćby Tyberiusz . Interesujące, że fakt braku kontroli cezarów nad historiografią dowodziłaby stosunkowo szerokiej wolności słowa w Rzymie, problem ten wymagałby jednak dodatkowych badań. Warto zadać sobie pytanie: jak często to co wiemy o władcach pochodzi od zawiedzionych poddanych? W końcu nie da się zadowolić wszystkich, nawet jeśli ma się nieograniczoną władzę.

Obraz władcy czasem wychodzi jako bardzo pozytywny wbrew zamierzeniom autora książki czy filmu. Tak jest w przypadku koprodukcji nakręconej na dwusetną rocznicę rewolucji francuskiej z udziałem Petera Ustinova (jako Mirabeau), Andrzeja Seweryna (Robespierre), Sama Neila (gen. de La Fayette) i Klausa Marii Brandauera (Danton). Film ten pokazuje, iż ten „podstępny” i „nijaki” Film niechcący pokazuje, że Ludwik XVI starał się jak mógł współpracować z rewolucjonistami we wczesnej liberalnej fazie rewolucji i działał jak wybitny mąż stanu, a przy tym człowiek pełen godności.
Brytyjczycy wychowani na parlamentaryzmie maja skłonność do skrajnych ocen swoich monarchów. Śmieszą ich Hanowerczycy (niesłusznie bo zarówno Jerzy I, Jerzy II i Jerzy III byli zdolnymi politykami), podkpiwają z tuszy królowej Wiktorii, jednocześnie tworząc bałwochwalcze wręcz filmy o XVI-wiecznej władczyni Elżbiecie I Tudor, czyniąc z niej zbawczynię i anglikańskiego odpowiednika matki boskiej.
Warto więc postawić sobie pytanie; co czyni króla śmiesznym? Wydaje się, że jest tof akt, że władza królewska to władza prywatna, a więc władza, która ma głęboko ludzki wymiar. Gdy piszemy o jakiejś „królewskiej” epoce nasza uwagę przyciągają w ogromnej mierze ludzkie słabostki i śmiesznostki władców, gdy tymczasem parlament jawi się zawsze jako poważny, wielogłowy i ponadludzki twór.

Reasumując przekonanie o słabościach konkretnych monarchów to często efekt dawnej propagandy, a tendencja do ich ośmieszania wynika z tego że ich życie osobiste jest bardzo dobrze znane i historycy mają tendencje do nadmiernego wyciągania wniosków o wpływie ludzkich słabostek monarchów na (nie)powodzeniame całych państw i narodów. Pozostaje powtórzyć pytanie wspomnianego już Thackeraya; „czy kiedyś historycy pokażą nam cos poza Wersalem i Westminsterem.

BIBIOGRAFIA:

• Auguet R., Kaligula, czyli władza w rękach dwudziestolatka, Warszawa 1990.
• Clark Ch., Prusy Powstanie i upadek 1600-1947, Bellona Warszawa 2009.
• Davis C.C., Szambelan Jego Królewskiej Mości, PAX Warszawa 1967
• Diderot D., Niedyskretne klejnoty, PIW Warszawa 1992.
• Gaxotte P., Rewolucja francuska, Wydawnictwo ARCHE, Gdańsk 2001.
• Haldane Ch., Pani de Maintenon nie koronowana królowa Francji, PIW Warszawa 1970.
• Luppol I.K., Diderot, Warszawa 1963.
• Magdziarz W. St., Ludwik XIV, Ossolineum Wrocław 2004.
• Montesquieu Ch., Listy Perskie, PIW Warszawa 1979.
• Montesquieu Ch., O duchu praw, Wydawnictwo Zielona Sowa Kraków 2003.
• Napierała P., "Die polnisch-sächsische Union (1697-1763) - Polens letzte Hoffnung - Sachsens Traum von der Macht" [w:] Polen und Deutschland. Zusammenleben und -wirken, Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań 2006.
• Napierała P., Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res Gdynia 2010.
• Parry J. H, Morskie imperium Hiszpanii, Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1983
• Schmidt W., Friedrich I. Kurfürst von Brandenburg. König in Preußen, Heinrich Hugendubel Verlag München 2004.
• Smollett Th., Travels Through France and Italy, Evanston Illinois 1997.
• Staszewski J., August II Mocny, Ossolineum Wrocław 1998.
• Suchodolski S., Ostapowicz D., Obalanie mitów i stereotypów. Od Jana III Sobieskiego do Tadeusza Kościuszki, Bellona Warszawa 2008.
• Svetonius Tranquillius G., Żywoty cezarów, Wrocław 1960.

„Świat Zachodu”, „Wschód” i idea postępu w XVIII-wiecznej Wielkiej Brytanii

W tym tekście starałem się wyjaśnić jak doszło do tego, że, począwszy od wieku XVIII, elity krajów zachodnioeuropejskich zaczęły pisać o „Europie Wschodniej” rozumiejąc przez ten termin grupę państw i narodów, które są niedoreformowane i niewykształcone politycznie. By cel ten osiągnąć, zanalizuję kwestie znaczenia terminów takich jak „Europa Wschodnie” i „postęp”, oraz omówię oświeceniowy ideał polityki ekonomicznej, ideę postępu markiza de Condorcet i osiemnastowieczną brytyjską wizję Polaków i Rosjan wraz ze wszystkimi stereotypami i kompleksami.



Poeta angielski i polityk Richard Glover (1712–1785) opublikował w roku 1737 roku poemat epicki ku chwale wolności: Leonidas stanowiący literacki atak na rząd Sir Roberta Walpole’a i na korupcję stosowaną przezeń jako instrument władzy. Leonidas, król Sparty został w nim przedstawiony nie tylko jako bojownik o wolności przeciwko (perskiej) despocji, ale też jako reprezentant Zachodu (western world) walczący przeciw duchowi Azji (asian world). Wydaje się, że wówczas cała Europa była uważana za „Zachód”, kiedy więc „Zachód” zaczął znaczyć tyle co „zachodnioeuropejski”; francuski, brytyjski czy włoski?

Nie znajdziemy zbyt wielu przykładów użycia terminu: eastern Europe w brytyjskiej XVIII-wiecznej prasie i literaturze. W artykule o polskich Żydach (Gentlemen’s Magazine 1789 F. Jefferies s. 553) odnoszącym się do treści książki Beatrice Baskerville: The Polish Jew opublikowanej również w 1789 roku:

„…Dwoma wielkimi ruchami polskich Żydów i Żydów Europy Wschodniej są plany syjonistyczny i Bund (The two great movements among the Polish Jews, and indeed among all the Jews of Eastern Europe, have been the Zionist scheme and the Bund)…”


Eastern Europe jako określenie wyłącznie geograficzne pojawia się w artykule Edmunda Burke’a zamieszczonym 33-cim tomie: The Annual Reigister. Artykuł nosi tytuł: Situation of Northern and Eastern Europe at the Commencement of 1790 , Słowa takie jak: western i the West też pojawiały sie w znaczeniu ściśle geograficznym (West Indies, West Friesland) i nie były częste nawet jako takie.

Przykładowo tytule dzieła Philippa Johanna von Strahlenberga (1676-1747) z 1738 roku: An historico-geographical description of the north and eastern parts of Europe and Asia: but more particularly of Russia, Siberia, and Great Tartary; both in their ancient and modern state: together with an entire new polyglot-table of the dialects of 32 Tartarian nations nie mamy do czynienia z określeniem „Europa Zachodnia” czy „Europa Wschodnia” jako gotowego wrażenia, lecz mowa w nim jedynie o „częściach” kontynentu azjatyckiego i europejskiego. W miesięczniku London Magazine z grudnia 1756 roku napotkamy zwrot „eastern Europe” lecz przymiotnik „wschodni” jest w nim pisany małą literą, jako określenie ściśle geograficzne a nie kulturowe . Podobnie w artykule z The Monthly Magazine z 1800 roku , biografii Linneusza autorstwa Dietricha Johanna Heinricha Stövera z 1794 roku tłumaczonej ze szwedzkiego , a nawet w The Theosophist z 1609 roku . W odniesieniu do krajów wschodnioeuropejskim najczęstsze wyrażenie owej epoki to: eastern kingdoms of Europe. W innych językach wyglądało to podobnie, na przykład w holenderskim dziele Cornelisa de Bruinsa pt: Reizen over Moskovie, door Persie en Indie z 1711 roku.
Inny problem stanowi to, że kraje jakie dziś znamy jako części Europy Wschodniej były w czasach wczesnonowożytnych często znane jako “państwa Północy” . Przykładowo w roku 1576 Jean Bodin pisał o “narodach Północy” (angielskim, szwedzkim, duńskim, moskiewskim i polskim), które cenią sobie indywidualizm i nie akceptują monarchii absolutnej . Tradycja przetrwała aż do wieku XVIII (Wielka Wojna Półncona – 1700-1721, “concertem północnym” nazywano sojusz Katarzyny II z Prusami I Wielką Brytanią. Sousz ten był skierowany przeciw austriacko-francuskiemu „koncertowi południowemu”).

Klarowny podział między “cywilizowaną” Europą Zachodnią a nieco barbarzyńską Europą Wschodnią jest rezultatem Condorcet’owskiej idei postępu. Markiz de Condorcet twierdził, iż Wielka Brytania I Francja są bardziej zaawansowane od innych państw europejskich w dziele zapewniania publicznej wolności i praworządnej i stabilnej administracji. W tym ujęciu Niemcy i Włosi nadal jeszcze trochę błądzili, a ludy Europy Wschodniej (de Condorcet nie stosował tego pojęcia) miały skłonności ku despotyzmowi lub anarchii. Wspomniana idea postępu Condorceta była jedynie naukowym opracowaniem wcześniejszego chronologicznie sposobu myślenia, typowego dla oświecenia, karzącego wierzyć, że wszystkie ludzkie instytucje dają się stosunkowo łatwo reformować a ich działanie usprawniać. Konserwatywna i niedouczona polska i węgierska szlachta wydawała się być więźniem starych sposobów rządzenia. Pod koniec XVIII wieku nawet niektórzy polscy myśliciele (Hugo Kołłątaj, Stanisław Staszic) poczęli określać polską wolność jako archaiczną w przeciwieństwie do np. brytyjskiej – pełnej szacunku dla prawa i praw jednostki .

Sposób postrzegania krajów Europy Wschodniej jako gorszych nie ograniczał się jedynie tylko do Wielkiej Brytanii. Podobnie widziano te sprawy w Austrii i Niemczech. Na tak zwanej „Tablicy narodów” (Völkertafel) z ok. 1730-1740 roku wykonanej w Wiedniu narody Europy Zachodniej są przedstawione w daleko lepszym świetle niż Europy Wschodniej. Francuzi są na niej przedstawieni jako wielcy wojownicy, którzy swe życie kończą zwykle na wojnach, co odpowiadałoby ich obrazowi u Fieldinga, a także jako lekkoduchy i oszuści; tak wyglądał stereotypowy „barokowy” obraz Francuza w Europie pierwszej połowy XVIII wieku .



Ustawiony na niej pomiędzy Niemcem a Szwedem, Anglik jest wyraźnie zaliczony do narodów Północy, a „Tablica” wyraźnie preferuje ludy Południa, z „dumnym” i „mądrym” Hiszpanem na czele. Hiszpan jako jedyny nie miał w zasadzie wad; znacznie juz gorzej wypadał Francuz, a jeszcze gorzej ludy północne, kończąc na Węgrach, Polakach, Moskalach i „zniewieściałych” Turkach. Anglik jest przedstawiony/opisany jako „porywczy” (unruhig) człowiek potężnej postury, a jego kraj jako żyzny i kwitnący (furchtbar). tak jak Francuz jest wykształcony głównie w rzemiośle wojennym, a Hiszpan w Piśmie Świętym, tak Anglik jest typowym „obieżyświatem” (Welt-weiß), co zapewne stanowi nawiązanie do Grand Tour. Najgorzej wypada na tablicy Grek-Turek (Grecja była wówczas częścią Imperium Osmańskiego) jako zniewieściały leniuch, mający skłonności do tyranii lub żyjący w niej, kochający jedynie siebie samego i swoje interesy, czyli niezdolny do wznioślejszych uczuć. Polacy i Węgrzy zostali przedstawieni jako dość prymitywni nieokrzesańcy, noszące dziwne długie stroje, i co ciekawe, za narody niegodne zaufania. Polakom zarzucano warcholstwo i niespokojnego ducha, a podobnym im Węgrom niewierność wobec cesarza Austrii, co zapewne stanowiło aluzję do anty-habsburskich powstań (m.in. w 1702 roku). Obu nacjom zarzucano też przesądność. Brytyjczycy, a zwłaszcza wyraźnie walczący z przesądami wigowie wspierający oświeconą wizję świata przedstawioną w The Spectator (1711-1714) darzyli narody wschodniej Europy podobną niechęcią jak Austriacy.
Zniewieściałość narodów wschodnich jest także wspomniana w artykule zamieszczonym w marcowym numerze: The European Magazine and London Review z 1792 roku dotyczącym Persji, Turcji i podróży niejakiego Beauchampa po tych krajach odbytej w 1787 roku .

Stosunek brytyjski do Polski był nieco bardziej skomplikowany niż do Turcji czy Persji, choć Polska była w zasadzie równie egzotycznym krajem nad Tamizą. Poseł polski w Londynie w latach 1769-1772 Tadeusz Burzyński (ur. Ok. 1730, zm. 1773) twierdził, iż: „…te dwa narody wolne mają jakieś przez toż samo sekretny ze sobą związek i wzajemny dla siebie szacunek ”. Lord Mansfield stwierdził w rozmowie z nim: In this country Poland has no enemy. Niestety kłopoty Polski były dla Brytyjczyków raczej egzotyczne i niejasne. Rosji nie lubiano i zdawano sobie sprawę z potencjalnie niebezpiecznego wzrostu jej potęgi, ale nie pojmowano sprzeczności między Polską a dość popularnym w Londynie Królestwem Prus. Czasem Polska kojarzyła się też z niesprawiedliwością, jak kiedy 9 stycznia 1770 roku William Pitt Starszy użył podczas debaty w Izbie Lordów na temat mowy tronowej Jerzego III stwierdzenia, ze pewne decyzje „…sprowadziłyby brytyjskich wolnych farmerów do stanu gorszego niż wieśniaków w Polsce… ”. Takich przykładów używania sytuacji chłopstwa w Polsce jako synonimu okropieństw znalazłoby się o wiele więcej.

Czy w XVIII-wiecznej Brytanii wiedziano o Polsce dużo, czy też kraj ten pozostawał czystą egzotyką? Wydaje się że osobna polityka brytyjska wobec Polski w XVIII wieku nie istniała. Gabinet Roberta Walpole’a, który sprawował swój urząd od 1721 do 1742 roku prowadził politykę pacyfistyczną, niechętną konfliktom zbrojnym dotyczyło to brytyjskiej aktywności w całej Europie. Wojna przeciw Hiszpanii (1739) została na nim wymuszona przez „opinię publiczną”. W głównym źródle do historii ówczesnej dyplomacji brytyjskiej: Memoirs of the Life and Administration of Sir Robert Walpole Williama Coxe’a (1798), który to zbiór obejmuje najważniejsze dokumenty i korespondencję rządu Walpole’a sprawy wschodnie są prawie nieobecne. Walpole był wprawdzie zaniepokojony wzrostem potęgi Rosji , ale jak się wydaje jego rząd nie miał żadnej koncepcji rozwiązania tej sprawy. Walpole i jego otoczenie polegało na sojuszu z Austrią i na dyplomacji cesarskiej. Sojusz z cesarzem był bowiem podstawą brytyjskiej polityki wschodniej od zakończenia Hiszpańskiej Wojny sukcesyjnej. Mimo pewnych rozbieżności interesów co do postanowień traktatu pokojowego kończącego ten konflikt i zbliżenia z Francją w latach 1717-1735 , politycy otwarcie zwalczający Austrię jak Charles Townshend (1674-1738) nie byli tolerowani . Inni zaś jak Thomas Pelham-Holles, książe Newcastle (1693-1756) lubili się stroić w piórka obrońców cesarza by przypodobać się przywiązanemu do Austrii lojalnego elektora Rzeszy Jerzego II.

Również po 1748 roku współpraca z Austrią była priorytetem brytyjskich służb dyplomatycznych w Europie Wschodniej . Dyplomaci brytyjscy należeli przy tym do bardziej ograniczonych instrukcjami z centrali a jedynym dyplomatą który w latach 1748-1756 próbował wpływać na linię polityki własnego kraju wobec Europy Wschodniej był Charles Hanbury Williams (1708-1759) rezydujący kolejno w Dreźnie (1747-1750), Berlinie (1750-1751) i Petersburgu (po 1751) , który był również nauczycielem polityki młodego Stanisława Augusta Poniatowskiego, którego w 1755 roku przedstawił Katarzynie II umożliwiając mu uzyskanie pozycji pozwalającej myśleć o reformowaniu Rzeczypospolitej . Poleganie na Austrii w polityce wschodnioeuropejskiej nie opłaciło się Brytyjczykom. Wielka Brytania A.D. 1756 była w Europie niemal izolowana - jedynym jej sojusznikiem był król Prus, którego trzeba było wspierać finansowo.

Wiek XVIII kończy się dla dyplomacji brytyjskiej reperkusjami związanymi z zagarnięciem francuskiej Kanady (Pokój paryski – 1763) i sporami z koloniami amerykańskimi, które pochłaniają energię rządu brytyjskiego. Wojna z amerykańskimi buntownikami podkopała sympatię wielu przedstawicieli oświeconych elit do Wielkiej Brytanii jako „kraju wolności” tak w Polsce jak we Francji czy Niemczech . Podsumowując - nie było w XVIII wieku momentu, w którym Wielka Brytania miałaby wolne ręce w prowadzeniu jakiejś odrębnej polityki wobec Polski. Dlatego kraj ten wciąż jest dla Polaków egzotyczny.

Wśród samych Brytyjczyków XVIII wieku niewielu by można znaleźć posiadających tak dużą wiedzę na temat Polski jaką miał Charles Hanbury Williams. Polska zaczęła interesować ich bardziej dopiero po 1764 roku, gdy na tronie zasiadł Stanisław August Poniatowski – anglofil, który nigdy nie przepuścił okazji by porozmawiać z Brytyjczykami zwłaszcza na temat ustroju panującego w ich kraju. Z tego powodu mieli oni dość łatwy dostęp do króla, który chętnie się im zwierzał. Dyplomata James Harris przyjechał w 1767 roku z Prus do Polski. Spostrzegł nędzę chłopów i panoszących się w Warszawie Rosjan. Król rozmawiał z nim o Szkole Rycerskiej i stwierdził, że jej założenie może być przydatne Rosji, dlatego dopuścili do jej założenia . Kupiec Joseph Marshall, który był w rzeczpospolitej w 1770 roku opisywał głównie Gdańsk i Elbląg, wspomniał również o zbrojnych zatargach miedzy przedstawicielami szlachty . Nathaniel William Wraxall, agent kolejno East India Company, a następnie rządu brytyjskiego, który w latach 1777-1779 odwiedził wszystkie środkowoeuropejskie dwory interesował się tak jak Marshall głównie gospodarką, lecz na wyższym poziomie niż on. Poseł brytyjski w warszawie Wroughton miał obowiązek dostarczenia mu potrzebnych informacji. Wspomnienia z Polski (1778) Wraxalla emanują brakiem zaufania do ekonomicznego doświadczenia Stanisława Augusta i zaskoczeniem dlaczego Polacy tak mało wykorzystują gospodarcze atuty ich kraju. Wraxall doskonale orientował się w najnowszych wydarzeniach zwłaszcza dotyczących gospodarki i był świadom trudności spowodowanych działaniami Prus w tym względzie .

Dla Brytyjczyka końca XVIII wieku najlepszym źródłem do poznania systemu politycznego panującego w Polsce była Podróż po Polsce (1778) autorstwa wspomnianego już historyka Williama Coxe, który na podstawie własnych obserwacji sporządził głęboką analizę stosunków wewnętrznych w Rzeczypospolitej. Dowiódł tez dobrej znajomości jej historii . Dotychczas Brytyjczycy posiłkować się musieli opracowaniami niemieckimi takimi jak prace Lengnicha, a więc wiedza o rzeczywistych potrzebach Polski była w Wielkiej Brytanii niewielka. Wszystko przez to, że Polska nigdy nie była dla dyplomacji brytyjskiej naprawdę ważnym teatrem działań.
Informacje prasowe dotyczące Polski nie wybiegały zwykle poza informacje o osobie monarchy, jak na przykład informacje o cechach charakteru Augusta II zamieszczona w Gentleman’s Magazine pod datą 2 maja 1732 roku . W tym comiesięcznie wydawanym magazynie znalazły się informacje o konfederacjach, ale nie można było znaleźć tam informacji o samych warunkach życia w Rzeczypospolitej. Wiadomości z Warszawy był tez dość nieregularne w porównaniu do niezbywalnych comiesięcznych doniesień z Hagi, Paryża, Madrytu, Wiednia czy Filadelfii. Podróże Brytyjczyków nad Wisłą zdawały się potwierdzać negatywne stereotypy jak na przykład wspomnienie Marshalla o armacie skierowanej przez pewnego szlachcica w stronę posesji sąsiada.
Anglicy byli w XVIII wieku bardzo ksenofobicznym narodem . Bali się francuskiej inwazji, hiszpańskiej inkwizycji i fanatyzmu religijnego, śmiali z osłabionej Republiki Niderlandzkiej i Holendrów. Niemiecki pastor Wendeborn odwiedzający Londyn w latach osiemdziesiątych XVIII wieku dziwił się, że nawet angielski żebrak uważa się za lepszego od dobrze ubranego zamożnego Francuza Niemca czy, ponieważ jest „wolny” . Bardzo podobnie wyglądali pod tym względem Polacy żyjący w tych czasach , lecz Poolska była zbyt egzotyczna by wykształciła się wtedy jakaś więź oparta na zbliżonych (przynajmniej deklaratywnie) wartościach.

Podobnie egzotyczna pozostawała Rosja. Kraj ten wzbudzał obawy polityków brytyjskich, dyplomatów rosyjskich traktowano wiec z szacunkiem. Duże obawy wzbudziło pojawienie się Rosjan nad Renem (1735 r.) w czasie wojny o polską sukcesję (1733-1738), choć z drugiej strony niejaki Sir Joseph Jekyll stwierdził w 1738 roku, że „Bóg pokarał za pomocą Rosjan francuskie ambicje”. O głupocie moskali (Muscovite stupid ignorance) pisał już Defoe w 1701 roku. Mimo to nie unikano współpracy z tym krajem; w 1734 podpisano traktat handlowy, w 1738 proponowano Rosji sojusz, a w latach 1742, 1746 i 1752 rzeczywiście dochodziło do zawarcia takowych . Brytyjczyków przerażało brutalne postępowanie Rosjan we wschodnich Prusach , na ziemiach pruskiego sojusznika Wielkiej Brytanii w czasie wojny siedmioletniej (1756-1763). Nie widać u Brytyjczyków sympatii wobec modernizujących poczynań Piotra I czy Katarzyny II, tak powszechnej wówczas nad Sekwaną.

Dlaczego brytyjski punkt widzenia stał się w XVIII wieku dla Europy tak istotny? Wielka Brytania, (przed unią ze Szkocją z 1707 roku – Anglia) uważana dotąd za kraj drugiej kategorii urosła do rangi mocarstwa. Cała Europa była zszokowana faktem, iż „monarchia mieszana” (monarchia mixta, mixed monarchy), może z powodzeniem walczyć z monarchią absolutną Ludwika XIV. Wielka Brytania stała się dla myślicieli Oświecenia dowodem na to, że potęgę można pogodzić z „wolnością”. Ani Wenecja ani holenderskie Zjednoczone Prowincje nigdy nie osiągnęły takiej pozycji w Europie. Przyszły król Stanisław Poniatowski był w Londynie w 1754 roku i był pod wrażeniem zdyscyplinowania „wolnego narodu” brytyjskiego , angielskie społeczeństwo spodobało mu się na tyle, że pozostał anglofilem do końca życia. Lady Craven pisała, że kocha on Anglię . Jednocześnie absolutystyczna Francja, może słabiej niż w wielkim wieku XVII, lecz nadal świeciła blaskiem Paryża, jego przepychu i opinii publicznej złożonej z pisarzy znanych w całej Europie. Przed XVIII wiekiem narody Europy Wschodniej nie miały takich kompleksów wobec Zachodu jak później, stąd nic dziwnego, że wyrażenia geograficzno-kulturowe takie jak „Europa Wschodnia” dopiero wówczas się narodziły. W Europie Środkowo-Wschodniej nastąpiły znaczne przekształcenia Rosja Prusy zaczynały dominować nad starymi potęgami; Polską, Turcją i do pewnego stopnia także wielonarodową monarchią Habsburgów.

Jednocześnie u narodów zachodnich zaczęło się kształtować pewnego rodzaju poczucie wyższości. W przypadku Wielkiej Brytanii bazowało ono na poczuciu bycia „wolnym narodem” i przewagi morskiej i technologicznej, u Francuzów – na potędze francuskiego państwa i armii, w przypadku Prus – na armii i skłonności do porządku.
Kształtowaniu się niemieckiego stereotypu o Polsce i Polakach wiele uwagi poświęcił Hubert Orłowski. Wykazał on, że swoje poczucie wyższości nad Polakami Prusacy opierali na nowoczesności swych rozwiązań politycznych (absolutyzm) i racjonalizacji swego dyskursu ekonomicznego (kameralizm) , skonfrontowanego z polskim bałaganem ustrojowym. Już u Samuela von Pufendorfa (1632-1694) pruskiego historyka i teoretyka państwa napotykamy opis polskiego ustroju jako przykładu konstytucjonalnego chaosu:

„…Kaprys posłów obraca w niwecz owoce pracy całego sejmu… ale oni nazywają to jus contradicendi – duszą wolności polskiej… ”.


Podobnie sprawi widział absolutysta i kameralista Johann Heinrich Gottlob von Justi (1717-1771), który zachwalał monarchie absolutną oświeconą, szanującą własność prywatną i ustanowione prawa jako idealną formę rządu. Tak pisał o Polsce w: Die Natur und das Wesen der Staaten (1760):

„…Konstytucja polski jest tak ułożona, że nie można zrobić absolutnie nic pożytecznego… ”.


Justi twierdził, że państwo jest organizmem moralnym, a jednocześnie maszyną, co implikowało, że skoro polska gospodarka nie działa właściwie, to z samymi polakami musi być coś nie tak . Podobnie problem widzieli Szwedzi, którzy ukuli w XVIII wieku do dziś żywe wyrażenie: polsk riksdag – odnoszący się do polskiej sejmokracji, nadużywania liberum veto i wszelkiego organizacyjnego bałaganu.

Według Johanna Christopha Krausego (1748-1799), niemieckiego historyka związanego z uniwersytetem w Halle, wadą polskiej konstytucji (tj. ustroju) było to, że rozwijała się ona „bez planu”, a wiec w sposób nie poddany rozumowi . Mamy tu wiec argument człowieka oświecenia, ale już niekoniecznie typowego absolutysty.

Polska rządzona przez samolubną i mało oświeconą szlachtę nie odpowiadała też pragmatycznym niemieckim cnotom mieszczańskim, które w trakcie XVIII wieku stawały się powoli niemieckimi cnotami narodowymi .

Niemiecki uczony i entuzjasta rewolucji francuskiej Johann Georg Forster (1754-1794) ukuł określenie Polnische Wirtschaft pisząc w liście z 7 grudnia 1784 roku o nieopisanym brudzie lenistwie polskiej służby i niezdarności rzemieślników . W następnych latach często pisał także o braku praktycznego zmysłu, rozrzutności i bezdennej niewiedzy polskiej szlachty, a także o nędzy ludu. W Polsce współistniały ze sobą jego zdaniem półdzikość ludu z zepsuciem żyjącej w zbytku szlachty . Niemieckie cnoty mieszczańskie; porządek, pilność-pracowitość, oszczędność i czystość (Ordnung, Fleiß, Sparsamkeit, Sauberkeit), którym hołdował Forster nie pozwalały mu pochwalać stanu rzeczy w Polsce . Inaczej niż Forster, ascetyczny teolog Johann Gottfried von Herder (1744-1803) łączył w sobie pochwałę rewolucji francuskiej z sympatią do Polaków , lecz nie było to stanowisko typowe, przeważały poglądy podobne do poglądów Forstera.

Podobne cnoty mieszczańskie głosił w Anglii już Joseph Addison (1672-1719) na łamach wydawanego w latach 1711-1714: The Spectator. Podobnie we Francji czynił anglofil Voltaire, zafascynowany pragmatyzmem i energią angielskiej warstwy średniej. Myśliciel niemiecko-francuski Paul Henry Thiry, baron d'Holbach (1723-1789) próbował z kolei łączyć pragmatyzm z ateizmem i moralnością:

„...Ateista jest człowiekiem, który ma przyrodę i jej prawa; zna też własną naturę i wie, jakie obowiązki nakłada na niego ...”.


W dziele: „Etokracja, czyli rząd oparty na moralności” (Ethocratie, ou Le gouvernement fondé sur la morale) wydanej po raz pierwszy w 1776 roku w Amsterdamie. Holbach zauważał potrzebę stosowania moralności w polityce , gromił roszczeniową postawę wyniosłej szlachty domagającej się od króla coraz to nowych przywilej ów i radzi królowi (dzieło dedykowane jest Ludwikowi XVI) by zachowywał prostotę i skromność, co winno zabezpieczyć poważanie u ludu i spokój w państwie . Chwilami odnosi się wrażenie, że dzieło mogło by powstać w XVII wieku. Jednak wydająca się nam nieco staroświecka w odniesieniu do „wieku świateł” krytyka zbytku i moralizatorstwo były na ustach zdecydowanej większości „filozofów” , próbowano zrobić z nich hasło „walczącego o swoje” mieszczaństwa zwłaszcza niemieckiego , którego jednoczyć się miało wokół takich cnót jak „pilność”, „oszczędność” i „schludność” . Holbach, nie dzielił podziwu Voltaire”a dla produktywności handlowców, ale mieszczański charakter jego wywodów jest widoczny.

Polacy I inne narody Europy Wschodniej były wiec postrzegane jako zbyt mało pragmatyczne by ich kraje prosperowały a więc nie miano zbyt wielkich nadziei co do ich przyszłego powodzenia. Już w XVIII wieku zaczęli być postrzegani jako o wiele mniej „postępowi” niż ludzie Zachodu. To wszystko nie znaczy jednak, że Brytyjczycy czasów oświecenia nie uważali się za a priori lepszych od innych narodów, gdyż uważali się, a to przekonanie bazowało na osiągniętej pozycji przez ich kraj. Gdy krytykowali Francuzów –krytykowali absolutyzm francuskich królów, ale bardzo rzadko francuską kulturę. Z drugiej strony mieli wiele sympatii do Rosjan i Polaków, choć uważali ich za pół-barbarzyńców.

W XVIII-wiecznej Brytanii słowo “postęp” – progress znaczyło przede wszystkim indywidualne losy człowieka; jego osiągnięcia i wybory życiowe, rzadziej stosowano je do proceu zmiany jakiegoś systemu politycznego czy religijnego.

Typowe użycie słowa ‘progress’ w XVII-wiecznej i XVIII wiecznej literaturze brytyjskiej zawiera tytuł dzieła Johna Bunyana (1628-1688): The Pilgrim's Progress from This World to That Which Is to Come, wydanego po raz pierwszy w 1678 roku. Bunyan opisał w nim pielgrzymkę bezimiennego Chrześcijanina na Górę Syjon. Kaznodzieja Benjamin Keach (1640-1704) był autorem dzieła o „postępie grzechu”: The Progress of Sin: or the Travels of Ungodliness (1684). Pelaograf Thomas Astle (1735-1803) napisał w 1784 roku dzieło dotyczące historii pisma, zatytułowane: The Origin and Progress of Writing. Powszechnie znana jest seria grafik Williama Hogartha (1697-1764): A Rake's Progress z lat 1732–1733 o synu kupca trwoniącym fortunę ojca. Amerykanin szkockiego pochodzenia James Thomson Callender (1758-1803) był autorem dzieła: The political progress of Britain: or, An impartial history of abuses in the government of the British Empire, in Europe, Asia, and America: From the Revolution, in 1688, to the present time opublikowanego w roku 1794. W tym samym roku w Londynie ukazało się: The history of the origin, progress, and termination of the American war Charlesa Stedmana. Rok potem ukazało się londyńskie wydanie dzieła markiza Condorceta przetłumaczone z francuskiego: Outlines of an historical view of the progress of the human mind.

Wydaje się więc że postęp - progress bardzo długo oznaczał mniej więcej tyle co dziś słowo: „proces” i mógł mieć konotację neutralną, pozytywną lub negatywną, by przywołać wspomniane dzieła historyczne, poemat: The progress of religion Jacoba Hildebranda wydany w Londynie w 1737 roku, czy wspomniane The Rake’s Progress i The Progress of Sin.
W dziele Condorceta słowo „postęp” ma wartość pozytywną i otrzymuje nowe znaczenie – jako stały pochód ludzkości ku wolności, szczęściu i odpowiedzialności za swoje czyny. Postęp rozumiany nie jako pojecie, lecz jako znaczenie jakie temu słowu nadajemy dzisiaj, pochodzi od Francisa Bacona i jego nadziei pokładanej w możliwościach nauki. Podobny optymizm przejawiała większość oświeceniowców np.: Locke, d’Holbach, Voltaire i Kant w odniesieniu do ludzkich instytucji. Przejawiał go tez Condorcet, z ta różnicą, że uważał, że ma on charakter stały, podczas gdy np. Kant twierdził, że postęp wcale nie jest pewny, lecz jest może być najwyżej ciężko zapracowaną nagrodą za ludzkie wysiłki. Historia to dla Kanta – bolesne i pełne kroków w tył przechodzenie ze stanu barbarzyństwa do cywilizacji i tak wygląda też w jego ujęciu sam postęp. Nietsche, z kolei nawiązywał do starej tradycji wieków ciemnych i jasnych.

Jak pisał znany liberał, a jednocześnie krytyk liberalizmu Pierre Manent, liberałowie działający i piszący po rewolucji francuskie, chwalili jej osiągnięcia, choć nie darzyli jej samej sympatią, ponieważ dla nich postęp stał się już religią – nieubłaganym procesem usprawiedliwiającym nawet duże nieszczęścia .
Symptomatyczna może być reakcja Georga Forstera na okropieństwa terroru jakobińskiego. Usprawiedliwił on przed sobą samym mordy jako nieuniknione zdarzenia wynikające z postępu. Inaczej postąpili Herder i Schiller, którzy zwątpili w rewolucję widząc owe okropieństwa. Wraz z ideą postępu jako stałego procesu do humanistyki wkradł się determinizm, dający owoce w postaci nowych świeckich religii takich jak marksizm, który głosił „wyzwolenie ludu pracującego”.
Skoro postęp ma charakter stały i prowadzi do wolności, oznacza to, że pewne kraje zbliżają się do osiągnięcia stanu dostępnego wszystkim narodom, jeśli się postarają. Jeśli niektóre narody starają się nieprzerwanie od wieków, wtedy szanse innych na ich dogonienie maleją. Dziś mieszkańcy Europy Wschodniej nieustannie zastanawiają się czy dogonią kraje Zachodu, ponieważ wydaje się, ze istnieje tylko jeden przepis na wolność i szczęście.

Swój Szkic obrazu postępu ducha ludzkiego poprzez dzieje (Esquisse d'un tableau historique des progrès de l'esprit humain) markiz Condorcet napisał w latach 1793-1794 roku, gdy ukrywał się przed robespierrystami, którzy skrytobójczo zamordowali go w celi więziennej, bojąc się reakcji ludu na publiczną egzekucję popularnego polityka. Jego konflikt z jakobinami wynikał z tego, że Condorcet był zwolennikiem utrzymania „naturalnych nierówności” wynikających z indywidualnych zdolności i stanu majątkowego. Esquisse d'un tableau wydano w 1795 roku, gdy terror jakobiński przeminął. Condorcet jest wyjątkowym intelektualistą oświecenia ponieważ łączy tą epokę z rewolucją. Miął, jako właściwie jedyny „filozof” większego formatu, okazję współtworzyć reformy rewolucji Dziś Condorcet to jeden z największych francuskich bohaterów narodowych. Jego pomnik stoi na honorowym miejscu obok mennicy państwowej, w której niegdyś pracował.
Rdzeniem Condorcetowskiej idei postępu było przekonanie o szkodliwości wszelkiego sekciarstwa w nauce, dlatego piętnował monopol starożytnych kapłanów i Kościoła na naukę i moralność, i monopol szlachty do prowadzenia polityki . Choć nie był radykalnym demokratą, podziwiał Stany Zjednoczone za przełamanie tych monopoli, tak samo jak podziwiał (z pewnymi zastrzeżeniami) starożytne Ateny. Condorcet twierdził, że Wielka Brytania, o ile wypuści Amerykanów ze swych objęć. Stany Zjednoczone, które odziedziczyły oparte na poszanowaniu wolności jednostki prawa angielskie , i rewolucyjna Francja są najbliższe realizacji ideału wolnego państwa z powszechną oświatą i powszechnym dostępem do zdobyczy nauki, ponieważ postępowi nieustannie zagrażają ignorancja i zabobon. W tym kontekście katolicka Polska rządzona przez szlachtę niechętną najbardziej inwencyjnym warstwom mieszczańskim nie wyglądała zachęcająco. Chociaż w Esquisse d'un tableau historique des progrès de l'esprit humain nie ma ani jednej wzmianki o Polsce, można przypuszczać, że markiz podpisałby się pod uwagami Forstera, jak on człowieka oświecenia i rewolucjonisty.

W czasach gdy Condorcet rozwijał swe liberalne koncepcje, w Austrii i Prusach nadal nie brakowało szczerych absolutystów, jednak ci mieli to samo wyobrażenie o nowoczesności swej doktryny i tak samo z góry spoglądali na archaiczne instytucje Polski i Węgier. Rosji dawano czas ze względu na oszałamiający rozmach reform Piotra Wielkiego. W przypadku Prus i potem Niemiec mówi się o Sonderweg – “drodze odrębnej” do nowoczesności, co czasami uznawano za ich atut (siła absolutystycznych reform Fryderyka Wielkiego, który wziął szlachtę pod but i stworzył biurokrację, która realizowała jego ekonomiczne interesy udając, że działa na rzecz porządku samego w sobie ), a czasem za źródło późniejszych niemieckich patologii ustrojowych jako, że droga od monarchii absolutnej do społeczeństwa liberalnego bywała bolesna . Niezależnie jednak od pomysłu na nowoczesność Wielka Brytania, Francja I Niemcy wraz z krajami silnie zależnymi od nich pod względem kulturowym tworzą rdzeń nowoczesnego Zachodu, który inne kraje do dziś usiłują naśladować.

I choć Condorcet, jako przeciwnik władzy nie poddanej kontroli narodu, zapewne odmówiłby oświeconemu absolutyzmowi pretensji do bycia siłą modernizacyjną, a w jego dziele nie sposób znaleźć żadnych przykładów użycia słów Wschód i Zachód choćby w czysto geograficznym sensie, uważam, że kulturowe znaczenia jakie przypisujemy dziś wyrażeniu “Europa Wschodnia” opiera się wprost na idei postępu, co wyjaśniałoby dlaczego wcześniej wyrażenie to mówiło coś tylko geografom. Zaś wyraz postęp zyskał swe dzisiejsze jednoznacznie pozytywne znaczenie dzięki skojarzeniu go z konkretnymi osiągnięciami konkretnych państw.

BIBLIOGRAFIA:

• Adler E., Herder i oświecenie niemieckie, PIW Warszawa 1965.
• Bodin J., Six books of the commonwealth, Barnes & Noble, Wheaton, Illinois 1967.
• British Diplomatic Instructions – France 1727-1744, London 1930.
• Burke E, The Annual Register, vol. 33 London 1791.
• Butterwick R., Stanisław August a kultura angielska, Warszawa 2000.
• Condorcet J.A., Outlines of an historical view of the progress of the human mind: being a posthumous work of the late M. de Condorcet, J. Johnson London 1795.
• Condorcet J.A., De l’Influence de la Révolution d’Amérique sur l’Europe, Éditions Manucius Houilles 2010.
• Duffy M., The Englishman and the Foreigner
• Coxe W., Memoirs of the Life and Administration of Sir Robert Walpole, T. Cadell & W. Davis, London 1798.
• The European Magazine and London Review III 1792 .
• Gentleman’s Magazine (since 1731) - http://www.bodley.ox.ac.uk/ilej/ (acces: 2.05.2010 r.)
• Grześkowiak-Krwawicz A., Regina libertas. Wolność w polskiej myśli politycznej XVIII wieku, Wydawnictwo słowo/obraz-terytoria Gdańsk 2006.
• Hanczewski P., Dyplomacja brytyjska w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1748-1756, Toruń 2000.
• Holbach P., System przyrody czyli prawa świata fizycznego i moralnego, Warszawa 1957.
• Holbach P., Etokracja, czyli rząd oparty na moralności, PWN Warszawa 1979.
• Kimber I., Kimber E., The London magazine, or, Gentleman's monthly intelligencer R. Baldwin London 1756.
• Kochanowska-Nieborak A., Das Polenbild in Meyers Konversationslexika des 'langen' neunzehnten Jahrhunderts, praca doktorska napisana w Zakładzie Historii Literatury Instytutu Filologii Germańskiej UAM nr. 432996.
• Libiszowska, Życie polskie w Londynie w XVIII wieku
• Manent P., Intelektualna historia liberalizmu, Wydawnictwo Arcana Kraków 1994.
• Napierała P., Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res Gdynia 2010.
• Oliver F.S., The Endless Adventure-Personalities and Practical Politics in Eighteenth Century England, Boston/NY 1931.
• Orłowski H., Polnische Wirthschaft. Nowoczesny niemiecki dyskurs o Polsce, przekład Izabela i Sven Sellmer, Wspólnota Kulturowa Borussia Olsztyn 1998.
• Orłowski H., Z modernizacją w tle. Wokół rodowodu nowoczesnych niemieckich wyobrażeń o Polsce i Polakach, Wydawnictwo PTPN Poznań 2002.
• Orłowski H., Die Lesbarkeit von Stereotypen. Der deutsche Polendiskurs im Blick historischer Stereotypenforschung und historischer Semantik, Oficyna Wydawnicza ATUT – Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe Wrocław 2004.
• Orłowski H. (red.), Sonderweg. Spory o „niemiecką drogę odrębną”, Wydawnictwo Poznańskie Poznań 2008
• Perkins J.B., France during The Regency, Cambridge University Press, 1920.
• Pitt W., The Speeches of the Right Honourable the Earl of Chatham in the Houses of Lords and Commons, London 1848.
• Schindler N., Ludzie prości ludzie niepokorni, Wiedza Powszechna Warszawa 2002.
• Stanzel F.K., Europäischer Völkerspiegel. Imagologisch-etnographische Studien zu Völkertafeln des frühen 18. Jahrhunderts, Heidelberg 1999.
• Stedman Ch., The history of the origin, progress, and termination of the American war, J. Murray London 1794.
• Stöver D. J. H.,, The life of Sir Charles Linnæus, Printed by E. Hobson for B. and J. White London 1794.
• Strahlenberg P.J. von, An historico-geographical description of the north and eastern parts of Europe and Asia: but more particularly of Russia, Siberia, and Great Tartary; both in their ancient and modern state: together with an entire new polyglot-table of the dialects of 32 Tartarian nations, W. Innys and R. Manby London 1738.
• The Theosophist, Madras 1609.
• Wolff-Powęska A., Niemiecka myśl polityczna wieku oświecenia, Poznań 1988
• Zamoyski A., Ostatni król Polski, Warszawa 1994.
• Zawadzki W., Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, Warszawa 1963.

wtorek, 1 czerwca 2010

Piotr Napierała, Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie

Moja nowa książka o XVIII-wiecznym Londynie

Piotr Napierała, Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res, Gdynia 2010. ISBN 978-83-61194-43-9

dla zainteresowanych nabyciem książki

Londyn w XVIII wieku był największym miastem na świecie, stolicą potęgi kolonialnej, liberalizmu, wolnej prasy, wyzwolonych artystów, znakomitej muzyki i światowych finansów. Był jednak również siedliskiem występku, prostytucji i ksenofobii.

Książka ma na celu ukazanie nie tylko świata osiemnastowiecznych arystokratów i artystów, lecz również mieszkających w brytyjskiej metropolii cudzoziemców, turystów oraz biedaków. W mieście panowały zbyt wielkie kontrasty, aby nazywać go pięknym, jednakże było na tyle wspaniałe, by stać się przedmiotem zachwytu całej ówczesnej Europy. Jak mawiał pisarz tamtych czasów, Samuel Johnson: „Być znudzonym Londynem, to być znudzonym życiem, Londyn zawiera bowiem wszystko,
co życie może ofiarować”.

SPIS TREŚCI:
WSTĘP – WYJĄTKOWOŚĆ XVIII-WIECZNEGO LONDYNU - 7
BLASK STOLICY – ARYSTOKRACJA – ŚWIAT ROZRYWEK- SKLEPY - 11
EMIGRANCI I CUDZOZIEMCY A LONDYŃSKA KSENOFOBIA - 41
GEORG FRIEDRICH HÄNDEL JAKO CUDZOZIEMIEC, BRYTYJCZYK I LONDYŃCZYK - 76
INFORMACJA, POLITYKA I OPINIA PUBLICZNA - 97
KULTURA POPULARNA - OBYCZAJE - KOBIETY LONDYNU - 122
WARUNKI ŻYCIA, BEZPIECZEŃSTWO - PRZESTĘPCZOŚĆ I WYMIAR SPRAWIEDLIWOŚCI - 150
BIBLIOGRAFIA – 173



FRAGMENT ROZDZIAŁU II:

Niejaki Zetzner - podróżnik, który przybył do Londynu ze Strasburga w 1700 roku i został w nim 2 lata tak oceniał Brytyjczyków jako naród:
"Są to, ogólnie rzecz biorąc, mili ludzie, obdarzeni dużą inteligencją i politycznym rozeznaniem. Są dobrze wykształceni, a ich umysł widzi sprawy na wylot. Są również muskularni i zręczni we wszystkich ćwiczeniach ciała. Są uprzejmi i jeśli chcą kogoś uhonorować nie szczędzą jakichkolwiek wysiłków. Ale w głębi duszy są dumni, wyniośli i uważają się za dużo lepszych od innych narodów …”.
Na wrogość tłumu skarżył się m.in. Francuz Jean-Pierre Grosley , autor przewodnika po metropolii wydanego w 1772 roku, który słyszał takie określenia jak „francuski pies” i „francuska dziwka”, jakie prześladowały francuskich turystów rozpoznawalnych łatwo po stroju i manierach. Pewien Portugalczyk spacerujący wzdłuż brzegu Tamizy i rozmawiający we własnym języku napotkał przy jednej okazji dwóch rybaków, którzy grozili mu pięściami biorąc go za Francuza i przezywali „francuskim psem”: speak your damned French if you dare! („mów dalej w swoim przeklętym francuskim jeśli się ośmielisz !”). Grosley konfrontuje informacje o takich zdarzeniach z grzecznością brytyjskiej klasy uprzywilejowanej i sprzedawców w sklepach. Biedacy natomiast nieraz obrzucili jajkami powozy, w których jechali francuscy goście . Ciekawe jest to, że tylko w Londynie cudzoziemców tak nie lubiano, być może wynikało to z rozpolitykowania Londyńczyków .


SUMMARY


This book is an attempt to show to the polish reader the richness and diversity of the eighteenth-century London live. First and foremost this book informs, why Lodnon was so unique as the largest city in eighteenth-century Europa, a prototype of the modern multicultural metropolis as we know today. The leading intellectuals of enlightenment esed to look upon London as an example of ‘free’ city ruled by public opinion expressed not only by mighty aristocrats but also humble subjects. In those days London had more to offer to an English or a foreign visitor, than any other city in the continent: parks opened to visitors, rich museum collections, fine shops, elegant partie organized by upper class (beau monde as it used to be called in that century), cosy inns, taverns with good food. Many Frenchmen, Italians and Spaniards used to go to London to see parliamentarism in working, modern manufactures, English and Italian art.
The mob, and even sometimes the political elite of the eighteenth-century London was Rather hostile to foreigners. The Spaniards had a reputation of cruel and canning people, the French were called chattering baboons, the Germans and Dutch were believed to be somewhat ‘primitive’. Very interesting was the evolution of the British-American relations, not only on the political level but also in everyday life. The example of Georg Friedrich Händel or George Frideric Handel naturalised as a British subject in 1727 is used in this book to exhibit how the process of adaptation of a foreigner to living among Britons could have looked like.
The third of the six chapters concernes the eighteenth-century London’s political life, that is; functioning of political clubs, topics of political discussions, the media (press, caricature). The problem of caricature – one of the arts in which the Britons of that era were particularily master ful is in this book strictly connected with life and output of an English great caricaturist William Hogarth. There are also some reference to the army and navy’s world.
From the next chapter the leader can learn what was the time of the breakfast the eighteenth-century londoners used to have and what was actually eaten at this breakfast. The same he or she can learn aobut dinners, favorite English disches including very fine recipes by Benjamin Franklin who was particularily fond of good cuisine. In this very chapter there are many informations about lodging, hotels, inns, education, prices, currency, salaries and wag es, clothes, fashion, morality, religion, enlightenment in London, the poor, the rich and the women of London in cluding the problems of marriage and the al most impossible in those days - divorce.
The last chapter is about the risks and dangers of everyday life in the eighteenth-century London. We are pursuing the Londonem of the era through every stages of his life – from the cradle to the tomb. Here we are refering to the problem of criminality, prostitution, police forces, crime and punishment, medical treatment, diseases, housing and social taboos.
I am fully aware of the fact, that it is not possibile to refer to every kind of human activity and so it is in the case of this book, but I hope still that this book can contribute to a better under standing of the British history and culture of the eighteenth century in Poland.


Piotr Napierała (17. X 2009 r.)