Loading...

sobota, 5 marca 2011

Średniowiecze jest dobre tylko w bajkach

Piszę ten tekst, ponieważ z przerażeniem odkrywam, że wielu ludzi określających się jako prawicowców skłania się ku czasom średniowiecznym jako tym, które mogą nam dziś dostarczyć wzorów myślenia i funkcjonowania społecznego.

Rozumiem doskonale, że każdy ma swoją ulubioną epokę. Dla Nietzschego była to starożytność. Ten filolog klasyczny z wykształcenia mentalnie żył pod kolumnami i niebem wokół Olimpu. Uważał, że chrześcijaństwo zniszczyło cudowny świat odważnych, przedsiębiorczych i prawych starożytnych Greków i Rzymian zastępując go masochistycznym kultem męczeństwa, miałkością, mentalnością stadną i fanatyzmem. Oczywiście Nietzsche jest za to znienawidzony przez katolickich konserwatystów, ciesząc się jednocześnie pewnym uznaniem laickich konserwatystów i liberałów typu prawicowego.

Katolicki konserwatysta może łatwo zostać mentalnie uwięziony w epoce średniowiecznej, miotając się między pogańską starożytnością a nowożytnością, która wzięła Kościół pod but. Starożytność katoliccy konserwatyści postrzegają głównie jako okres rozwiązłości i rzucania chrześcijan lwom na pożarcie, zapominając, że chrześcijanin z punktu widzenia konserwatysty rzymskiego był zwolennikiem wywrotowej sekty zagrażającej państwu. O chrześcijańskim podejściu do miłosierdzia w praktyce wiele może powiedzieć posyłanie skazańców i gladiatorów na arenę także po przyjęciu chrześcijaństwa za rzymską religię państwową.

Nowożytność przełamała kościelny monopol na naukę i wykwalifikowaną administrację, co często podkreślają liberałowie i lewicowcy. Dlatego konserwatysta katolicki, tak jak np. N.G.Davila, będzie popierał średniowiecze jako okres kiedy kościół miał monopol na prawdę i inżynierię społeczną.

Rezultatem tego jest poparcie moralne czasów, w których działała inkwizycja (i co z tego, że komunizm pochłonął więcej ofiar?), w których działali tacy cyniczni kombinatorzy jak papież Innocenty III, w których kościół interesował się niemal wyłącznie sprawami ziemskimi, w których ludzie żyli w przesądach padając ofiarą chorób dziś niegroźnych i dożywali średnio 25-30 lat, w których nauka nie mogła się rozwijać, a ludzie światli bali się posądzenia o herezję i stosu znacznie bardziej niż dzisiejsi o niepoprawność polityczną, wskutek czego nauka nie ruszyła z miejsca od czasów Galena, Hipokratesa, Arystotelesa, w których można było dokonać jakichkolwiek przydatnych odkryć jedynie wchodząc w konflikt z represyjnym Kościołem (kazus Ockhama), w których opiewano wzniosłe czyny rycerskie, choć chłopstwo padało ofiarą brutalności rozmaitych maruderów, gueglerów, wojowników i tatarów, w których ludzie myśleli jak oszalałe dzieci oczekujące na kuglarzy w stylu Bernarda z Clairvaux, w których wierzono, że szaty o jakimś kolorze mogą zastąpić lekarstwa, w których posłano niewinne dzieci na bezsensowną krucjatę, w których magia i okrucieństwo kroczyły ramię w ramię z religią, w których władze miast kontrolowały każdy aspekt życia mieszczan (wilikierze), w których kobiety uważane były za nieczyste bo w czasie miesiączki ciekła krew, w których republiki miejskie walczyły ze sobą zażarcie przez stulecia jak Siena i Florencja, w których wiecznie znudzone i chciwe zysku rycerstwo angażowało się w coraz to nowe bezsensowne wojny, w których elity żarły mięso palcami, bekały i rzygały na stoły i podrzynały sobie nawzajem gardła (w Italii truto), w których palono kobiety atrakcyjne fizycznie lub inteligentne jako czarownice, w których istniało niewolnictwo w niczym nieustępujące nowożytnemu, w których nie dało się przejechać z Paryża do Orleanu nie będąc po drodze napadniętym, w których skłócona wewnętrznie feudalna Europa padała ofiarą inwazji Islamu w wydaniu arabskim (VIII w.) i tureckim (od XIV w.), oraz chord stepowych wojowników, w których elity dumały nad kilkoma słowami z Pisma Św., zamiast zbudować drogi, kanalizację, czy choćby kontynuować rzymskich tradycji w technice. I co z tego, że Umberto Eco przesadza? Karl Popper słusznie nazywa średniowiecze epoką niewyobrażalnego zniewolenia i upodlenia człowieka.

Taką to epoką było średniowiecze. Co było ludziom żyjącym wówczas po gotyckich katedrach? Styl ten ekstremalnie wyniosły i surowy wyraźnie pokazuje nam jak mało człowiek znaczył w tych czasach. Chwała Bogu epoka ta się skończyła. Tak więc prawicowiec może promować wszystko; elitaryzm, większe wydatki na edukację, monarchię absolutną, konstytucjonalizm, cenzusy wyborcze, decyzjonizm i będzie miał wiele racji, lecz nawiązując do owego straconego tysiąclecia przesądów i niewoli - traci czas i ośmiesza się. Zwolennik Papieża Jana Pawła, ducha Lichenia, "polskiego kościoła narodowego", Taize itd. w roku 1300 zostałby spalony na stosie jako heretyk, tak samo jak jego liberalny oponent! Średniowieczna wiara była wiarą cielęcia podążającego ufnie za stadem, nie wiarą kontemplacyjną współczesnego pielgrzyma częstochowskiego. Chyba tylko frustracja i nienawiść do "liberalizmu" (czyli prywatności, praw człowieka, humanizmu, wolnej gospodarki, indywidualizmu, edukacji) i socjalizmu (socjalizm wydaje się świecką-konkurencyjną wersją monastycyzmu) może wywołać jakiekolwiek ciepłe uczucia wobec średniowiecza. Autorytetem opresyjnego średniowiecznego Kościoła zasłaniają się ludzie, którzy tak naprawdę nienawidzą innych ludzi, a kochają (egoistycznie) wyłącznie swoje fanatyczne chimery.

Po stałym spadku liczby wiernych widać, że ludzie są szczęśliwi z sukcesu nauki i porażki ślepej wiary i jej administratorów. Stokrotne więc dzięki Ockhamowi, Lutrowi, Descartesowi, Voltaire'owi, Bruno, Spinozie i Vaniniemu za narzucenie Kościołowi jakichkolwiek hamulców i zdrowej konkurencji i zmuszenie go do odrobiny odpowiedzialności!

Brak komentarzy: