Loading...

piątek, 22 kwietnia 2011

Zalety monarchii absolutnej oświeconej jako systemu politycznego. Monarchia bez sojuszu z ołtarzem.



Myślę, że temat jest aktualny, bowiem dopiero co odbył się kongres Nowej Prawicy, na którym występowali prawicowcy różnych ugrupować, w tym monarchiści, republikanie, ateiści i bogobojni. Często można napotkać opinie takie jaką wyraził np. francuski restaurator cytowany w „Najwyższym CZASie”; „jestem monarchistą bo jestem katolikiem”. Czy religia i monarchia są sobie nawzajem potrzebne, czy może nie. Czy rację miał liberał Voltaire, czy katolicki konserwatysta (w młodości i przed rewolucją liberał) de Maistre?

Monarchia jako koncept władzy często staje się w dyskusji własnością ludzi religijnych, a przecież tak wcale być nie musi. Jest to po prostu system lepszy i sprawniejszy od demokracji. Monarchia nie wymaga odnowienia religijnego i może, a nawet powinna występować w swej tolerancyjnej i oświeconej wersji. Można przytoczyć dużą ilość argumentów wykazujących wyższość (nie religijno-duchową, lecz konkretną, i techniczną) Monarchii nad republiką, a zwłaszcza demokratyczną republiką.

W swoim tekście: „Dlaczego monarchia?” zamieszonym w „Xięstwie Pomorskim” (nr. 1 2009 r.) p. Piotr Waszkiewicz przedstawił wiele argumentów dowodzących wyższości monarchii nad demokracją. Podkreślił on fakt lepszego kontaktu władzy personalnej monarchy z poddanymi niż tego jaki mają prezydenci dzisiejszych republik z obywatelem, podając przykład Rousseau mogącego swobodnie rozmawiać z włoskimi książętami i królami. Dalej mówił o idei monarchii jako wspólnego dobra poddanych, w kontekście i jednocyfrowych poziomów procentowego poparcia ministrów i premierów i samego partyjnictwa demokratycznego. Samych monarchistów, uważa Waszkiewicz za bardziej bezinteresownych; chcą być dobrze rządzeni, podczas gdy demokraci domagają się kartki do głosowania, bo pożądają z własnej chciwości nawet tej namiastki władzy. Dalej przypominał, że władcy, tacy jak Maria Teresa Habsburg zwykli otaczać się doradcami mądrzejszymi od siebie, podczas gdy demokratyczni premierzy profilaktycznie tępią bystrzejszych od siebie jako konkurentów. Dodatkowymi zaletami monarchii jakie przedstawił pomorski monarchista jest ciągłość władzy i brak zamieszania przy przekazywaniu jej następcom, suwerenność władzy od zmiennej i chaotycznej opinii ludu; król nie musi schlebiać i kadzić narodowi, lecz czyni to co uważa za słuszne i tylko to właśnie, wolność (monarchie nie znały totalitaryzmu; filozofowie mogli niemal bezkarnie je krytykować , a handlarze rybami, jak pisze p. Bartyzel, nie słuchali próśb królów by usunęli stragany z dziedzińca Luwru. Za ważne przewagi monarchii, Waszkiewicz uznaje także estetykę władzy monarchicznej.
królewski mecenat wyraźnie przeważa tu nad demokratycznym rozmyciem się kanonów piękna i wzniosłość, każdy z dawnych monarchów budził, lub przynajmniej miał szansę budzić, miłość poddanych jako reprezentant jednocześnie władzy duchowej (nawet w monarchii oświeconej), narodu i kraju.

Wszystko to prawda, lecz to zaledwie część możliwych argumentów za monarchią. Wystarczy nieco zdrowego rozsądku by podać dalsze. Charakterystyczny dla monarchii wyraźny podział na rządzących i rządzonych, powoduje unikniecie demokratycznej schizofrenii politycznej, powodującej, że każdy ukryje przeciwnika króla, ale mało który obywatel ukryje przeciwnika władzy, która „niby” reprezentuje tego obywatela – a wiec demokracja otwiera drogę tyranii. Monarchia może zbankrutować i nie musi to pociągać za sobą bankructwa narodu, bo ten jest w dużym stopniu niezależny od finansów władcy. Mając za sobą mityczne poparcie ludu, demokratyczni politycy w ich imieniu godzą się na wszystko, narzucają wszystko i nawet przepraszają (np. „Francuzi” – „Niemców”) za wszystko nie spytawszy o zdanie obywateli. Stąd widać, iż monarchia to rząd prywatny, dlatego np. anarchokapitalista Hans Hoppe uważa monarchię za mniejsze zło, niż rząd publiczny – monarchie – samemu będąc za daleko posuniętym gminowładztwem.

Z tego co tu napisałem, wynika też, że wojowanie monarchiczne ogranicza się do królewskich sił wojskowych i nie angażują całego narodu, podczas gdy demokratyczny pobór powszechny przyniósł rzezie czasów napoleońskich i I wojny światowej (prowadzonej przez demokratycznych ministrów i demokratycznych ministrów marionetkowych cesarzy). Pisarz Laurence Sterne bawiący we Francji w czasach wojny siedmioletniej nie wiedział nawet, ze jest wojna, bo wojna to sprawa książąt – nie ludu. Lud nie ma w niej nic do wygrania, więc takie postawienie sprawy jest uczciwe. Monarcha jest w mocy uratować człowieka prześladowanego przez władze lokalne z powodów prywatnych, a także rozsądzić spór między np. władzą ustawodawczą i sądowniczą.

Własność prywatna jest bardziej zagrożona w demokracji niż w monarchii, bo istnieje w niej: „sprawiedliwość społeczna” – tj. kradzież w majestacie prawa.
Monarcha to jeden człowiek, z typowo ludzkimi lękami i obawami, demokracja to banda urzędników nie lękająca się niczego i nikogo, a dodatkowo jeszcze przekonana, że ma mandat poparcia od ludu. Stad monarchia jest ludzka a demokracja często nieludzka. W demokracji wszystko jest poddane dyskusji publicznej, która nie ma sensu, bo wiadomo, iż rząd narzuci swe zdanie, lecz dyskusja ta ma wprowadzić zamęt umożliwiający łatwiejsze sterowanie ludem. Dyskusja demokratyczna na tematy związane z moralnością skutkują zawsze osłabieniem moralności. Stąd np. p. Marcin Libicki jest za demokracja jedynie jako sposobem wybierania władzy, ale nie ustalania kwestii moralnych, w końcu specjalistów jest zawsze mniej niż ignorantów. Minister w monarchii za swe błędne decyzje popada w niełaskę, w demokracji zaś jest tylko odsyłany „w teren” lub … do Brukseli. Monarchia ma większą szansę zająć się poważnymi problemami, gdyż nie musi zwracać uwagę na emocjonalne zaangażowanie ludu (np. teraz polska demokracja, jak powiedział Adam Wielomski, zajmuje się smoleńską mgłą, a nie np. kryzysem finansowym, reformami czy energetyką. Demokracja zawsze rozbija społeczeństwo, chyba, że jest silnie senatorska i cenzusowa, lecz kto zagwarantuje, że za chwile nie będą rządzić wszyscy włącznie z dziećmi i wariatami? Dla monarchy etniczność nie ma znaczenia, liczy się za to lojalność, stąd era monarchii nie znała nacjonalizmu, a wiemy jakie mogą być skutki rozbudzonego nacjonalizmu…

W demokracji prawda rzadko przebija się w gąszczu ideologii i mitów, bo tylko suwerenny monarcha ma interes w jej poznaniu, gdyż musi on zostawić swe państwo w jak najlepszym stanie dla potomków-dziedziców. W demokracji kary dla przestępców stają się operetkowe, bo lud wzdraga się wymierzać sprawiedliwość, a ta wiąże się z odpowiedzialnością. Ministrowie z kolei boją się interweniować w przypadki działania na szkodę państwa, bo mogą się kiedyś obudzić na ławie oskarżonych, jak teraz dzieje się to z kemalistycznymi oficerami w Turcji.

Na koniec warto dodać, że ogromna większość klasycznych filozofów gardziła demokracją i bała się jej. Wyjątkami byli Spinoza, van der Enden i Rousseau; wszyscy trzej nie do końca władni nad własnymi myślami. Monarchistami zaś byli i Tomasz z Akwinu i Dante i Voltaire i Hume - to chyba o czymś świadczy.

Brak komentarzy: