Loading...

wtorek, 17 maja 2011

Jakobityzm w Polsce

Kiedy w 2008 roku wydałem książkę o Robercie Walpole, p. Adrian Nikiel z Organizacji Monarchistów Polskich, skrytykował ją z jakobickiego punktu widzenia jako zbyt wigowską. Okazało się, że podziały polityczne sprzed 300 lat mają nadal znaczenie.

Oto fragmenty recenzji autorstwa p. Nikla:

recenzja mojej książki autorstwa Adriana Nikla (fragm. 46. numeru "Rojalisty")

"...Xiążka...jest równocześnie interesująca i irytująca. Interesująca, gdyż prezentuje mniej znany polskim czytelnikom okres historii Wysp Brytyjskich i kładzie przy tym nacisk na polityczną biografię męża stanu tak znaczącego, iż okrzykniętego pierwszym (jeszcze nieformalnym) premierem nowego państwa zaistniałego w konsekwencji drugiej rewolucji antyangielskiej. Atutem xiążki są niewątpliwie obszerne tłumaczenia osiemnastowiecznych dokumentów źródłowych. Autor udanie przełamał barierę powszechnej wiedzy i świadomości, którą można by wyrazić słowami: Thatcher, Churchill i długo, długo nic... Gorzej natomiast, że p. Napierała w swojej publikacji przyjmuje wigowski punkt widzenia i wydaje się nie rozumieć (lub tylko: nie uwzględniać) motywacyj obrońców prawowitej dynastii. Problem pojawia się już na poziomie przyjętego słownictwa, albowiem kolejni protestanccy uzurpatorzy konsekwentnie nazywani są „królami”, natomiast prawowici władcy zasłużyli w oczach Autora tylko na miano „pretendentów” (np. str. 40). W tym miejscu pozwolę sobie przywołać słowa obecnego króla Francji Ludwika XX, który w odpowiedzi na pytanie, czy pretenduje do tronu, stwierdził: Nie pretenduję do tronu, ja jestem (królem - przyp. A.N.). Niestety, obawiam się, p. Napierała uległ oświeceniowemu przesądowi, że Prawo Boże zostało zastąpione Prawem Pięści. Dlatego też traktuje brytyjskich legitymistów – jakobitów, jak jedną z wielu frakcyj politycznych, może wręcz „wywrotowców”, a nie jak obrońców transcendentnego, wiecznego Ładu. Efektem jest spłycenie xiążki w warstwie interpretacji, a to z kolei nie ułatwia zrozumienia znaczenia wydarzeń, których Robert Walpole był uczestnikiem lub świadkiem...Mimo że Autor wydaje się ulegać urokowi historyków o proweniencji wigowskiej, warto przeczytać jego xiążkę. Umiejętnie łączy wymogi biografii z historią polityczną Wysp Brytyjskich. Jest to jedna z tych interesujących prac, do których wystarczy zastosować prawicowy „aparat krytyczny”, aby mieć z nich dobry użytek...".

Oto jak wówczas odpowiedziałem:

Cieszę się, że p. Adrian Nikiel (OMP) zainteresował się moją książką i dziękuję za słowa pochwały. Moim celem było właśnie zamknięcie pewnej luki w polskiej historiografii na temat brytyjskiej historii politycznej pierwszej połowy XVIII wieku.

Jednocześnie odpowiem pokrótce na słowa krytyki, która odnosiła się przede wszytkom do kwestii ideologicznych. Moim celem było przedstawienie polityki głównego bohatera w odniesieniu do swojego kraju i krajów sąsiednich, więc siłą rzeczy prezentowałem tu obraz zdarzeń z perspektywy Walpole'a - polityka wigowskiego, a jako główne kryterium oceny wybrałem skuteczność, moralne kwestie pozostawiając nieco na uboczu (jedynie przy omawianiu słynnej walpolean corruption).

Sam identyfikuję się w dużej części z torysami, lecz raczej torysami hanowerskimi, ponieważ polityka Jakuba II i w ogóle Stuartów bywała tak niekompetentna i dążąca do konfrontacji (może wystarczyłoby, gdyby Jakub II był kryptokatolikiem jak Karol II), że choć trudno pochwalać glorious revolution można zrozumieć iż sami się do niej przyczynili.



Trzeba pamiętać, że Anglicy to od XVI wieku naród silnie akcentujący swój protestantyzm, więc przy ocenie słuszności działań politycznych I poł. XVIII wieku nie można uznać opinii ówczesnych elit za mniej istotną od idei legalizmu. Z punktu widzenia ludu angielskiego Stuartowie byli takimi samymi przybyszami jak Hanowerczycy. Stuartowie nie przelewali też raczej własnej krwi, lecz krew popierających ich Szkotów, traktowanych przez naród angielski z biologiczną wręcz niechęcią. Nie mógł być w oczach XVIII-wiecznego Anglika dobry ten, kto stoi na czele szkockiej armii. Hanowerczycy zaś byli dość mało popularni, ale widziani w Anglii jako mniejsze zło, ponieważ byli protestantami. Katolickim monarchom nie ufano, gdyż wciąż żywe były wspomnienia Marii Tudor.

Dla mnie konserwatyzm nie łączy się tak ściśle z legalizmem, lecz raczej z oszczędnością, roztropnością i fachowością polityczną, jestem też przekonany, że pozycja władcy oświeconego - pierwszego sługi państwa, nie musi być słabsza niż władcy z Bożej łaski, tak więc uwagi odnoszące się do buntu motłochu w czasie rewolucji francuskiej, wywołane jakoby przez angielski przykład tchną chyba zbytnim determinizmem historycznym.

Nie mogę się zgodzić z tezą, że "chwalebna rewolucja" była skierowana przecie Chrystusowi. Żadnej tego typu retoryki z tego okresu nie napotkałem. Ateizm, a nawet deizm były w XVIII-wiecznej W. Brytanii skansenem, a wigowie zwykle bardziej wierzący od francuskich katolickich biskupów.

Zupełnie inną kwestią są takie sprawy jak; dlaczego monarchia absolutna musi być katolicka, skoro w krajach protestanckich też świetnie się przyjęła i określenia jakobitów jako "wywrotowców" - za takich uznać ich oczywiście nie można, w mojej książce są oni zepchnięci niejako na margines ponieważ po 1715 i 1716 roku tak naprawdę przestali być liczącą się siłą polityczną, a Walpole został premierem dopiero w 1721 roku.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Przepraszam ze nie na temat, ale mam takie pytanie: co to za obraz mam Pan na swoim blogu? Chodzi mi o ten u góry strony w nazwie bloga.
Z góry dziekuje za odpowiedz.

Piotr Napierała pisze...

to obraz Antonio Canala zw. Canaletto