Loading...

sobota, 14 maja 2011

Najbardziej rozpolitykowane miasto Europy Życie codzienne w XVIII-wiecznym Londynie


Piotr Napierała, "Najbardziej rozpolitykowane miasto Europy Życie codzienne w XVIII-wiecznym Londynie", w: M. Moskalewicz, A. Paradowska, Homo sum: Humani nil a me alienum puto. Życie codzienne wczoraj i dziś, Instytut Historii Poznań 2011, s. 129-141 ISBN 978-83-89407-79-5

Podstawową cechą wyróżniającą osiemnastowieczny Londyn od innych stolic europejskich tych czasów były gigantyczne, jak na epokę, rozmiary tego miasta. Przybyły doń w dzień Nowego Roku 1791 kompozytor Joseph Haydn, wiedeńczyk, czuł się przytłoczony Londynem i ustawicznym hałasem panującym w tym mieście, innym jak na przykład innemu genialnemu kompozytorowi Händlowi, ruchliwość londyńska bardzo odpowiadała. Pochodzacy ze zbioru angielskich country dances z 1703 roku, taniec Bloomsbury Market znakomicie oddaje bogactwo i ruch na jednym z największych rynków osiemnastowiecznej angielskiej stolicy w dzielnicy Bloomsbury, dziś sennej i spokojnej.

Już około 1700 roku to największe miasto Europy liczyło ponad 600.000 mieszkańców, czyli cztery razy tyle co Wiedeń i niemal dwa razy tyle co Paryż . W pierwszej dekadzie wieku XIX liczba Londyńczyków przekroczy milion, jako pierwsze miasto na świecie.

Olbrzymie miasto, choć panowały w nim zbyt wielkie kontrasty by nazywano je pięknym, fascynowało oświeconych europejczyków, odkąd Brytyjczycy pokonali Francuzów w wojnie o sukcesję hiszpańską (1702-1714). Cała Europa była zszokowana faktem, iż „monarchia mieszana” (monarchia mixta, mixed monarchy), może z powodzeniem walczyć z monarchią absolutną, nawet tak potężną jak ta Ludwika XIV . Wielka Brytania stała się dla myślicieli Oświecenia dowodem na to, ze potęgę można pogodzić z „wolnością”. Ani Wenecja ani holenderskie Zjednoczone Prowincje nigdy nie osiągnęły takiej pozycji w Europie.

Mieszczańskich intelektualistów pociągał Londyn, w którym opinia publiczna znaczyła czasem więcej niż wola ministrów; jak kiedy wymogła na pacyfistycznym gabinecie Roberta Walpole’a (1721-1742) by wypowiedział wojnę Hiszpanii w 1739 roku , lub kiedy w roku następnym ulica podchwyciła pieśń Rule Britannia pochodzącą z utworu scenicznego Alfred Thomasa Augustine’a Arna (1710-1778), dzięki czemu do dziś jest drugim (nieformalnym) hymnem brytyjskim.

Miasto żyło polityką, o której dyskutowali wszyscy; od wigowskich arystokratów i pisarzy w klubach i kawiarniach po biedotę i pijaków w tawernach. Udzielało się to przyjezdnym, jak na przykład słynnemu śpiewakowi Farinelliemu (właściwie Carlo Broschi, 1705-1782), który dopóki mieszkał we Włoszech polityką się nie interesował, gdyż w mało znaczących politycznie państewkach włoskich jak Wielkie Księstwo Toskanii czy Księstwo Mediolanu, polityka nie miała szans zostania modnym tematem konwersacji , nawet wielki Paryż żył raczej plotkami docierającymi doń z Wersalu niż realnymi problemami polityki.

W Anglii XVIII wieku zaangażowane omawianie kwestii politycznych nie ograniczało się już terytorialnie do Westminsteru czy Londynu jak to miało miejsce wiek wcześniej, choć tu zapadały wszystkie ważne decyzje. Choć często trudno mówić o podziale na Wigów i Torysów w skali kraju, również poza stolicą dyskutowane są posunięcia w polityce wewnętrznej i zagranicznej. Postępujący od końca XVII wieku silny rozwój prasy angielskiej umożliwił elitom wielu miast i wsi zapoznanie się z bieżącymi wydarzeniami Realna polityka sprowadzała się jednak nadal do Londynu i okolic, chyba, ze należało pobrać (niezbyt zresztą wygórowane ) podatki lub bronić się przed Jakobitami (1715, 1745) czy obcą inwazją (na przykład w 1717).

Wielcy brytyjscy pisarze polityczni tych czasów; Joseph Addison, Daniel Defoe, Richard Steele, David Hume, Samuel Johnson, Edmund Burke, William Pitt Starszy, Charles James Fox, William Pitt Młodszy byli zazwyczaj wpływowymi ministrami, podczas gdy we Francji wersalscy politycy i paryscy pisarze polityczni były to dwa zupełnie różne środowiska , powodując, że myśl francuskich philospophes brnęła często w polityczne abstrakcje i utopie, co miało, jak wiemy, fatalny skutek. Hume i Burke, a także Artur Young dostrzegli ten problem zawczasu próbowali ostrzec francuskich szalonych reformatorów.



Aż do momentu konfliktu Korony Brytyjskiej z amerykańskimi kolonistami; czyli do około 1775 roku, Londyn wydawał się francuskim filozofom Mekką wolności . Voltaire przebywający w angielskiej stolicy w latach dwudziestych twierdził, że „handel dał Anglikom wolność, a ta przyczyniła się do rozwoju handlu”.
Pewnego dnia filozofowi przydarzyła się nietypowa przygoda. Gdy na ulicy poznano w nim (z powodu odmiennego ubioru) cudzoziemca tłum zareagował wrogo, wtedy Voltaire głośno powiedział, że dlań „już dostatecznym nieszczęściem jest to, że nie urodził się wśród nich” – Anglików. Zdanie to zupełnie rozbroiło tłum, który zamiast szarpać Francuza nosił go na rękach.

Jak widać szowinizm londyńczyków nie przeszkadzał entuzjastom „angielskiego rządu”, o którym z liberalnych pisarzy politycznych piszących przed 1770 rokiem sceptycznie wyrażał się chyba tylko markiz d’Argenson. Montesquieu (był w Londynie w 1734 roku) również należał do zdecydowanych anglofilów.

Należący do ostatniego pokolenia francuskich philosophes Louis-Sébastien Mercier (1740-1814) w swym dziele „Obraz Paryża” (Tableau de Paris) przedstawiał niesprawiedliwości panujące w Paryżu jego czasów, dokonując m.in. częstych porównań z Londynem; zazwyczaj na korzyść brytyjskiej stolicy. U Merciera postulaty pozostawienia poddanym możliwie dużej swobody przeplatały się z wołaniem o zapewnienie im bezpieczeństwa.

Historycy brytyjscy podkreślają jednak, że w ówczesnym Londynie królowała przestępczość. Agresywne zachowanie było niemal normą. Cudzoziemcy, zwłaszcza Francuzi byli niemile widziani, zaś Irlandczycy pracujący w angielskiej stolicy urządzali wielkie bijatyki z Anglikami. Jesli zaatakowany został jeden Irlandczyk, to wszyscy pozostali wstawiali się za nim, co zaskakiwało Anglików, którzy przejmowali potem ten zwyczaj . Niesławą u oświeconych Anglików cieszyły się publiczne wieszania skazańców w Tyburn . Mercier widział wyższość humanitaryzmu angielskiego w tym, że skazańcy mogli przemawiać do zgromadzonego tłumu , czego Francuzi im odmawiali i czego odmówili nawet hrabiemu de Lally-Tolendal , a potem Ludwikowi XVI. Wprawdzie w Londynie rzadko zdarzały się morderstwa, a słowo „przestępstwo” zwykle oznaczało kradzież , to jednak Londyn nie był bezpieczny; co gorsza, społeczeństwo czasem popierało bandytów i sympatyzowało z nimi. Słynnego bandziora i pasera Jonathana Wilda (zm. 1725) szczerze podziwiali do momentu, gdy współpracując z policją doprowadził do schwytania innego popularnego gangstera Jacka Shepparda

Policja paryska tak, według Merciera, niesprawiedliwa i brutalna , choć do niektórych dzielnic nie odważała się zapuszczać miała jedną zaletę - istniała. W Londynie policja z prawdziwego zdarzenia powstała dopiero w początkach XIX wieku, a przedtem składała się z luźnych grupek weteranów wojennych zatrudnionych w charakterze strażników nocnych , podczas gdy Gabriel Nicolas de la Reynie (1625-1709) pierwszy paryski lieutenant général de police, miał od 1670 roku do dyspozycji 144 konnych i 410 pieszych funkcjonariuszy .

Londyński tłum dokuczał Francuzom często nawet w czasie pokoju , podczas gdy paryski, jak przyznaje sam Mercier, nie miał tego rodzaju uprzedzeń, a prawdziwie antyangielscy byli tylko klienci kawiarni z okolic pałacu Tuileries.
Londyn był daleko bardziej ksenofobiczny, a francuska monarchia absolutna monarchia była mimo wszystko sprawniejsza w zapewnianiu poddanym elementarnego bezpieczeństwa, niż brytyjska monarchia mixta. Tradycyjna niechęć angielska wobec armii stałej nie pozwalała także na rozwój prawdziwych służb policyjnych, tymczasem u Merciera czytamy:
„…Wolę patrzeć jak w Londynie lud bije się na pięści i upija w szynku, niż widzieć, jak w Paryżu nie śmie unieść głowy, zatroskany, niespokojny, sponiewierany …”.

Ciekawe, czy przyczyną tych różnic nie było raczej to, że ogromny Londyn, był zbyt duży by władze mogły sprawować nad nim jakąkolwiek kontrolę, zwłaszcza przy więcej niż skromnym aparacie policyjnym, czy Londyńczycy nie byli w związku z tym bardziej anarchistyczni niż republikańscy, i czy lepsze położenie Londynu pod względem ekonomicznym (wielki port – odbiorca towarów z kolonii) nie tłumaczy różnic w wyglądzie mieszkańców ?

Od anarchistycznego Londynu znacznie różnił się względnie niewielki Wiedeń (175.460 mieszkańców w 1754, 235.098 w 1796 roku) dobrze pilnowany przez policję, nadal otoczony przez mury obronne i zamykany na noc, miasto o uporządkowanym planie i miasto w którym w zasadzie nikt nie cierpiał niedostatku .

Londyn osiemnastowieczny był z kolei miastem kontrastów, złożonym właściwie z trzech połączonych miast; Londynu właściwego na północnym wschodzie (wraz z kupiecką dzielnicą City o własnym samorządzie), Westminsteru na północnym zachodzie (z siedzibą parlamentu) i położonego na południowym brzegu Tamizy Southwark; nie było więc i nie ma czegoś takiego jak centrum Londynu. W czasach Defoe i Burke’a Londyn, Westminster i Southwark miały własnych, osobnych reprezentantów w parlamencie, lecz nawet razem ich wpływ na postanowienia tego ciała był niewielki; w skali kraju przeważały wiejskie okręgi wyborcze usytuowane czasem w gminach, które znajdowały się w stanie rozkładu.

W ramach wszystkich trzech miast składających się na to co nazywano Londynem istniały dzielnice luksusu i nędzy. W dzielnicach nędzy swe najobfitsze żniwo zbierała plaga picia dżinu, dziś napoju raczej luksusowego, podówczas pitego przez całą populację; w tym najrzadziej przez arystokratów raczących się chętniej madeirą i porto (port-wine). W szczytowym punkcie plagi picia dżinu, napój ten produkowano w ok. 700 domach i lokalach miasta, a nadmierne spożycie tego trunku było jedną z przyczyn wysokiej śmiertelności (zwłaszcza dzieci, ale nie tylko) w Londynie aż do początków lat pięćdziesiątych. Uwagę parlamentu na ten problem zwrócił m.in. Bernard de Mandeville (1670-1733) holenderskiego pochodzenia brytyjski pisarz polityczny i malarz William Hogarth (1697-1764) tworząc serie rysunków przedstawiających dzielnice wyniszczone przez nałóg.

Był jednak także inny Londyn; miasto pałaców i eleganckich witryn sklepowych (zgodnie z duchem oświecenia musiało być jasne co znajduje się w sklepie), a także eleganckich parków; w tym najsłynniejszego Hyde Park wykrojonego w XVI z terenów Opactwa Westminsterskiego, a także również znajdujących się w Westminsterze St. James Park i Green Park. Westminster jako siedziba rządu był i jest zdecydowanie najbardziej zielonym z miast składających się na osiemnastowieczny Londyn. Na północnym zachodzie w stronę miasteczka Camden rozpościerał się Marylebone Park (obecnie Regent’s Park), a na południowym wschodzie Richmond Park. Parki królewskie należały i do dziś należą do korony; w XVIII wieku niektóre z nich nadal służyły do polować, a wszystkie były dostępne przede wszystkim, lub wyłącznie dla elity rządzącej . Richmond Hill stało się bardzo modnym terenem spacerów londyńskiej elity pod koniec wieku, gdy panujący w literaturze sentymentalizm (Laurence Sterne (1713-1768) i jego Podróż sentymentalna przez Francję i Włochy z 1767 r.) zachęcił ją do obcowania z przyrodą. Na tej fali powstała niezwykle popularna wówczas i jeszcze długo potem pieśń: The Lass of Richmond Hill, ze słowami Leonarda MacNally (1752–1820) i muzyką Jamesa Hooka (1746-1827). Spacery stawały się czymś równie modnym, jak podróże mające dopełnić wykształcenia arystokraty.

Najbardziej jednak zaskakująca dla wszystkich odwiedzających Londyn osiemnastowiecznych pisarzy pozostawała potęga prasy i opinii londyńskiej. Ton opinii publicznej nadawały nie salony arystokratyczne, jak to miały miejsce w Paryżu, lecz kawiarnie i kluby, w których dyskutowali gentlemani, do których zaliczano wówczas nie tylko przedstawicieli szlachty, lecz także wykształconych mieszczan odznaczających się odpowiednią ogładą towarzyską i dbałością o strój. To mieszanie się klas społecznych fascynowało Voltaire’a i innych „oświeconych” w całej Europy, z wyjątkiem Holandii, gdzie zjawisko to występowało już wcześniej.

Do najsłynniejszych klubów politycznych osiemnastowiecznej Wielkiej Brytanii należał bezsprzecznie prestiżowy polityczno-literacki Kit-Cat Club. Spotykali się w nim gentlemani o poglądach wigowskich; przedstawiciele zarówno świata sztuki i literatury, jak i polityki tacy jak; Richard Steele, Daniel Defoe, Robert Walpole, Charles Townshend i wielu innych. Nazwa Kit-Cat Club pojawia się po raz pierwszy w 1705 roku, lecz możliwe, że jego poprzednim wcieleniem był założony ok. 1699 roku "Zakon Toastów" (Order of the Toast).

Bynajmniej nie wszystkie londyńskie kluby zrzeszały wigów. Scriblerus Club powstał 29 kwietnia 1714 roku. Należeli do niego tacy twórcy jak: John Arbuthnot, Jonathan Swift, Thomas Parnell, William Congreve i Alexander Pope. Wszyscy mieli poglądy konserwatywne; uważali się za torysów. Stowarzyszenie miało na celu wyszydzać złą poezję, której uosobieniem był wymyślony dr. Martinus Scriblerus stereotyp nadużywającego pompatycznych łacińskich wyrażeń „barokowego” pedantycznego pisarza pseudonaukowego. Spotkania klubu Sriblerus odbywały się w jednej z londyńskich kawiarni. Autorzy wydali w 1714 roku wspólną powieść satyryczną; The Memoirs of the Extraordinary Life, Works and Discoveries of Martinus Scriblerus. Klub przetrwał swych twórców i istniał do roku 1745.
Klubów istniało o wiele więcej lecz wymienione dwa miały największą rolę polityczną.

Prasa, tak jak kluby, znajdowała się częściowo w rekach liberalnych wigów, a częściowo wspierała torysów. Teoretycznie była całkowicie wolna, lecz zamieszczający w niej swe pisma pisarze zachowywali czujność. Zagadnieniu wolności prasy swe pióra poświęcali m.in. Defoe, a po nim Hume.



Kwestię wolności prasy poruszył Defoe m.in. w 1718 roku pisząc: A Vindication of the Press, or an Essay of The Usefulness of Writing, of Cricism and the Qualifications of Authors. („Obrona prasy, lub esej o pożytku z pism, krytyki literackiej i kwalifikacjach autorów”) Vindication ma formę traktatu, w którym autor przypomina zasługi nieskrępowanego zakazami i cenzurą piśmiennictwa, dla rozwoju cywilizacji, kultury i moralności. Defoe porównuje sytuację we Francji, gdzie jak sądzi, nie można było publikować ksiąg dotyczących religii i w Anglii, gdzie reformacja rozwinęła się dzięki piśmiennictwu i vice versa. Autor stwierdza, że to właśnie dzięki piśmiennictwu wyspiarze mogą cieszyć się „najczystszą wiarą na świecie” (…Tis owing to Writing, that we enjoy the purest Religion in the World…) .
Z kolei Hume powierzył „opinii publicznej” rolę policjanta ścigającego nadużycia ze strony władz, której to opinii głos aprobujący lub oskarżycielski najlepiej reprezentowałaby prasa:

„…Nic nie jest do tego celu skuteczniejsze niż wolność prasy, dzięki której cała wiedza, dowcip i geniusz narodu może być użyty po stronie wolności i każdy może zostać pobudzony do jej obrony …”.


Istniały w osiemnastowiecznej Wielkiej Brytanii gazety preferujące wyraźnie Wigów lub Torysów. Do tej pierwszej grupy należał słynny Spectator, którego czytał, według redaktora Addisona, co czwarty Londyńczyk i wydawany nieco wcześniej Tatler. Miały one jednak charakter pism przede wszystkim kulturalnych. Najstarszy dziennik brytyjski Daily Courant wychodzący od 1702 z zasady był organem rządu, podobnie jak London Journal .

W roku 1710 wicehrabia Bolingbroke założył torysowskie pismo Examiner wymierzone przeciw Spectatorowi. Dla wigowskiego rządu Walpole’a (1721-1742) Daily Courant był narzędziem walki z założonym w 1726 roku The Craftsman, znajdującym się pod patronatem Williama Wyndhama i Henry’ego St. Johna, wicehrabiego Bolingbroke , w którym pisywali torysowscy pisarze tacy jak Swift i Pope. Gazety wychodzące poza Londynem i Edynburgiem były zwykle nadal gazetami-informatorami dawnego typu, nawet one jednak zaczęły ukazywać się regularniej. „Oświeceni” prowincjusze prenumerowali prasę londyńską. Szczególną pozycją był comiesięczny przegląd artykułów prasowych Gentleman’s Magazine wydawany od 1731 roku (aż do 1907 roku), który zgodnie z osiemnastowiecznym znaczeniem słowa magazine był prawdziwym „arsenałem” wiadomości własnych i zaczerpniętych z innych gazet, zarówno z tych prorządowych, jak i antyrządowych. W styczniu 1731 roku egzemplarz Gentleman's Magazine kosztował 6 pensów. Sprzedawany w księgarniach Gentleman’s Magazine dla wielu stanowił podstawowe źródło wiedzy o wydarzeniach krajowych i zagranicznych, nie tylko politycznych ale i kulturalnych. W opozycji doń powstał The London Magazine (1732-1785). Najsłynniejszy dziennik brytyjski, do dziś istniejący The Times powstał w 1785 roku jako The Daily Universal Register. Pod tytułem The Times wydano go po raz pierwszy 18 marca 1788 roku .

Nie wszyscy politycy byli zwolennikami nieskrępowanej wolności prasy. Torysowski sekretarz stanu w latach 1710-1714 Henry St. John, wicehrabia Bolingbroke (1678-1751) wprowadził w 1710 roku ustawę stemplową (stamp act) nakładającą na drukarzy obowiązek opłaty od każdej wydrukowanej strony. Jak zauważa Thomas Macknight, żaden z osiemnastowiecznych brytyjskich szefów rządu nie miał tak mało cierpliwości w stosunku do krytyki prasowej. St. John wypowiedział prawdziwą wojnę wigowskim gazetom mających swe oficyny na Grub Street . Te działania były częścią planu całkowitego zniszczenia Wigów jako siły politycznej. Rzeczywiście, zwolennicy przegranej partii poczuli się zagrożeni, o czym świadczą antyrządowe pochody organizowane przez wigowski Kit-Cat Club, podczas których palono figury „papistów” (1710).

Wigowski rząd Walpole’a również próbował wypowiedzieć prasie wojnę . Jego gabinet wprowadził opłatę stemplową od każdej drukowanej strony, która pogorszyła kondycję finansową pism nie będących dofinansowanymi przez rząd. Jednak opozycjoniści nie byli ludźmi ubogimi więc mogli tego rodzaju obciążenie wytrzymać. Rzucających notoryczne oszczerstwa na rząd stawiano przed sądem i więziono lecz pisma zatrudniały one fikcyjnych „redaktorów”, których zawodem było odpłatne siedzenie w więzieniu. Cenzury treści rząd Walpole’a jednak nie stosował, ponieważ wolność wypowiedzi miała mocną pozycję w kanonie english liberties. Ważniejszą przyczyną upadku znaczenia prasy (zresztą niezbyt znacznego) było prawdopodobnie ustabilizowanie się systemu politycznego, który zmniejszał możliwości autorów w kreowaniu rzeczywistości politycznej.

Większe ograniczenia wprowadzono wobec przedstawień teatralnych prawdopodobnie dlatego, że łatwiej można je było skontrolować. Rząd spoglądał przez palce na tak zwaną Operę Żebraczą (Beggars Opera) z 1729 roku, sztukę Johna Gaya (1685-1732) z muzyką Johna Christophera Pepuscha (1667-1752), w której skarykaturowano rząd jako grupę paserów i przemytników. 21 czerwca 1737 roku wprowadzono w życie cenzurę teatralną (Stage Lincensing Act) w reakcji między innymi na dramat Fieldinga Historical Register for the Year 1736 krytykujący (lub jak chcą inni obnażający) kulisy polityki brytyjskiej . Cenzura przedstawień została zniesiona dopiero w wieku XX (1968).

Były jednak tematy tabu; nie można było chwalić jakobitów, czyli zwolenników wygnanego w 1688 roku („chwalebna rewolucja”) króla Jakuba II Stuarta i jego zwolenników, a także konceptu władzy absolutnej, chociaż w kontekście buntu amerykańskich kolonistów torys Samuel Johnson (1709-1784), znakomity pisarz, leksykograf i zwolennik twardego kursu wobec kolonistów napisał (1775) artykuł: Taxation, no Tyranny („Opodatkowanie nie jest tyranią”), a w nim czytamy:

„ ... Angielskie kolonie nie różnią się bardziej od kolonii innych krajów, niż ustrój angielski różni się od ustrojów innych państw. Wszystkie rządy są tak naprawdę absolutne, lecz podporządkowane im społeczeństwa mogą cieszyć się większymi lub mniejszymi swobodami, a jednostki mogą mieć większą wolność... Suwerenność nie jest stopniowalna. Może istnieć monarchia ograniczona; lecz nie może istnieć ograniczony rząd ...”.


Dla wigowskiego czytelnika ta argumentacja musiała być szokująca.
Człowiekiem-symbolem walki o wolność prasy był John Wilkes (1725-1797), wigowski dziennikarz i polityk. W napisanym w swej gazecie: North Briton w kwietniu 1763 roku w ostrych słowach skrytykował on króla Jerzego III za zawarcie pokoju paryskiego z Francją i Hiszpanią, a także szefa rządu, hrabiego Bute, którego posądzał o skryty jakobityzm. W tych czasach króla można było krytykować, ale nie w tak bezpardonowy sposób, więc Wilkes został zmuszony do puszczenia kraju i udania się do Francji, skąd w 1768 roku powrócił w chwale „bojownika przeciw tyranii” królewskiej i ministerialnej. W tym samym roku wybrano go do parlamentu z okręgu Middlesex, lecz nie mógł w nim zasiąść ponieważ uwieziono go na podstawie zarzutów stawianych mu w 1763 r. Pod więzienie przychodzili jego zwolennicy w prawdziwych pielgrzymkach skandując „Wilkes i wolność”. W 1770 roku Wilkesa uwolniono, a w 1774 roku, już nie niepokojony przez władze, wygrał wybory na lorda mayora londyńskiej City.
Legalną formą krytyki poczynań władz i sytuacji kraju były memoriały można tu na korzyść rządu Walpole’a zapisać fakt uwzględniania ich postulatów, czego przykładem może być gin act ustanowiony w reakcji na memoriały Mandeville’a o szkodliwości nadmiernego picia ginu.

Londyn już w omawianej epoce był miastem emigrantów, w którym mówiono stu językami, czasem wykorzystywano ich status jako argument w walce politycznej, przykładowo pod koniec 1709 roku torysi zaatakowali przeforsowany (jeszcze w 1708 roku) przez Wigów Foreign and Protestants Naturalization Act nadający prawa poddanych brytyjskich dużej liczbie biednych francuskich (hugenockich) i niemieckich emigrantów, zrujnowanych przez działania wojenne w Niemczech. Hugenoci przybywali od dawna w niewielkich grupach wzbogacając życie londyńskie i dostarczając arystokratom nauczycieli francuskiego dla ich potomków. Niemcy zaś przybyli w większej liczbie. Między majem a czerwcem roku 1709, ponad 12.000 luterańskich Niemców z Palatynatu i Szwabii przybyło do Londynu i portów brytyjskich . Rządzący wtedy wigowie uważali, że należy zapewnić tym ludziom opiekę. Także ludność londyńska powitała ich bardzo ciepło . Katolików odsyłano do Irlandii, Karoliny i Nowego Jorku. Opieka nad Niemcami była wyzwaniem dla nadszarpniętego wysokimi podatkami i wojenną drożyzną kraju, a zwłaszcza stolicy, gdzie trafiła większość uciekinierów. Opozycja bezwstydnie wyzyskała chrześcijańską postawę rządu do dalszych nań ataków.
Ulica londyńska chętnie widziała przede wszystkim protestanckich braci w wierze a nie znosiła katolików (papistów) , a w tym zwłaszcza Francuzów (pope-ridden, wooden-shoed slaves) ujeżdżanych przez papieża, niewolników w chodakach”) . Lecz gdy przybywali protestanci witano ich gorąco, przykładowo gdy pod koniec 1701 roku korowód 38 karet poselstwa pruskiego z ambasadorem Ezechielem von Spanheim (1629-1710) na czele przetaczał się przez ulice Londynu, tłum powitał ich entuzjastycznymi okrzykami: "Welcome, Prussians, you are good Englishmen" ("Witajcie Prusacy, dobrzy z was Anglicy"). Było to ze strony ulicy londyńskiej dowód najwyższej sympatii do Prus jako sojusznika w wojnie przeciw Ludwikowi XIV . Znakomity uczony von Spanheim, był podziwiany przez londyńskie elity. Zmarł na swej placówce i pochowany zastał w opactwie Westminsterskim, gdzie grzebano tylko ludzi wybitnych. Wielka Brytania była też krajem, w którym najszybciej (po Holandii) doszło do emancypacji Żydów (1753).

W dziedzinie kultury emigranci wybijali się w osiemnastowiecznej Anglii na pierwszy plan; zwłaszcza w dziedzinie muzyki i malarstwa. Do tych importowanych twórców kultury należał Szwajcar Johann Jacob Heidegger (1659–1749), przybyły do Anglii w 1708 roku i w 1710 roku wybrany dyrektorem-asystentem Queen's Theatre. Włosi i Niemcy wprowadzili do Londynu włoską operę. 24 lutego 1711 roku wystawiona została w Londynie włoska opera Georga Friedricha Händla Rinaldo, która wywołał nieopisany entuzjazm wszystkich ośrodków opinii publicznej, z wyjątkiem, kilku „prawdziwych Anglików”, czyli mówiąc językiem Defoe: true-borne Englishmen. Wzdychający za odchodzącą do lamusa tradycyjną angielską formą sceniczną – masque, dziennikarz Joseph Addison (1672-1719) skrytykował w The Spectator modę na włoską operę, słuchaną jakoby przez snobów nie rozumiejących ani słowa po włosku. W czwartkowym artykule z 6 marca 1711 roku Addison pisał:
„W operze można sobie pozwolić na wielką ekstrawagancję wystroju, jedynie po to by dać zadość zmysłom i podtrzymać słabnącą uwagę publiczności. Zdrowy rozsądek nakazywałby, by zrezygnowano z dziecinnych i absurdalnych scen i maszyn ”.

W Londynie Händel zaprzyjaźnił się z Francesco Geminianim (1687-1762), z którym w 1715 organizował wspólne publiczne koncerty; Włoch grał na skrzypcach, a Niemiec na klawesynie .Pod koniec 1719 roku powstał pierwszy londyński budynek opery z prawdziwego zdarzenia King’s Teather na Haymarket oficjalnie nazywana Royal Academy of Music. Akademia dawała na zmianę przedstawienia oper Bononciniego, Händla i Attilio Ariostiego (1666-1729). Po raz pierwszy Londyn zobaczył wówczas rywalizację dwóch mistrzów wciąż jeszcze egzotycznego gatunku muzycznego.
Opera była nie tylko rozrywką ale mogła także pełnić rolę klubu politycznego; oto co pisał hr. Delaware do księcia Richmond w 1732 roku:
„Wieje wiatr buntu przeciw tyranii pana Haendla; podpisano subskrypcję; wybrano dyrektorów, którzy podpisali kontrakt z Senesinem i posłali po Franceskę Cuzzoni i Farinelleg, który, jak mamy nadzieję, przyjedzie zaraz po zakończeniu weneckiego karnawału, jeśli nie wcześniej...Zwrócono się do Porpory z prośbą o przybycie. Nie wątpimy, że Wasza Łaskawość zechce dopisać swoje nazwisko do listy subskrybentów ”.

Wspomniany Nicola Porpora (1686-1768) był mistrzem opery neapolitańskiej. Przyjazd jego i Farinelliego był dużym zagrożeniem dla trupy Handla. Całemu przedsięwzięciu patronował brytyjski następca tronu Fryderyk Ludwik (1707-1751), który stanowił także ostoję dla opozycji przeciw gabinetowi Walpole’a. Fryderyk był skłócony ze swym ojcem Jerzym II, tak jak kiedyś jego ojciec z Jerzym I i starał się jak najczęściej robić na złość rodzicom. Opozycja złożona z niezadowolonych wigów, takich jak William Pulteney (1684-1764), których ambicji Walpole nie zdołał zaspokoić powierzając im „odpowiednie” stanowiska, oraz torysów widzących we Fryderyku przyszłego „króla-patriotę”.

Tym samym Handel stał się jedną z centralnych postaci polityczno-artystycznej przepychanki, którą pasjonował się cały Londyn. Arystokraci i książę Walii założyli Opera of the Nobility w miejscu w którym poprzednio urzędowała trupa Handla. Ta ostatnia musiała się przenieść do Covent Garden, której właścicielem był John Rich, poprzedni organizator wystawień Beggar’s Opera. Obóz antykrólewski nie szczędził pieniędzy. Suma płac dla artystów za jeden sezon wynosiła 12.000 funtów dla Opera of the Nobility, a 9.000 dla Covent Garden, wspieranego odtąd przez Jerzego II.
Pisarz i przyjaciel Handla, Johna Arbuthnot (1667-1735) twierdził, że Londyn jest skazany na dwupartyjność; na wigów i torysów, zwolenników kościoła anglikańskiego i dysydentów protestanckich (metodystów, purytanów), zwolenników króla i następcy tronu. Na przełomie 1734 i 1735 roku ludzie przysięgali na Handla lub Porporę. Rozmowy o obu teatrach rozpalały bardziej niż obrady w Izbie Gmin . Sztukę traktowano wówczas poważnie; jako poszukiwanie pewnego ideału. Jednak do 1737 roku opera włoska przejadła się Anglikom. Religijna odnowa metodystyczna brała górę i odtąd warto było kompozytorom raczej komponować oratoria na tematy biblijne niż opery, kończyła się też dominacja cudzoziemców w dziedzinie muzyki, jaką symbolizował Niemiec Händel i malarstwa (Antonio Canal, pseud. Canaletto). Pojawili się znakomici rodzimi kompozytorzy (William Boyce, John Stanley, Thomas Augustine Arne) i malarze (Joshua Reynolds, Thomas Gainsborough). Opera, jak i w ogóle cała brytyjska stolica, była dość droga; zwykłe miejsce kosztowało w operze w Covent Garden tyle co loża honorowa w Wiedniu .

Händel i jemu współcześni przekonali Londyńczyków do idei koncertów na wolnym powietrzu. Koncerty były jedną z głównych rozrywek oferowanych w założonych w 1660 roku na południowym brzegu Tamizy New Spring Gardens przemianowanych w 1785 roku na Vauxhall Gardens. W 1749 roku 12.000 osób słuchało tam „Muzyki ogni sztucznych” (Royal fireworks) Händla i oglądało rzeczone fajerwerki. W 1827 roku 1.000 żołnierzy odegra tam „bitwę pod Waterloo” W roku 1792 wstęp do ogrodów kosztował 2 szylingi.
Podobnym miejscem rozrywki zamożnych londyńczyków były Ranelagh Gardens zakupione od hrabiego Ranelagh przez syndykat, do którego należał też teatr na Drury Lane. W 1742 nowi właściciele postawili tam rotundę, w której odbywały się maskarady, koncerty i bale. W 1765 roku grał w niej 9-letni Mozart. Ci, których nie stać było na wymienione parki rozrywki wybierali się pograć w krykieta na obrzeżach miasta.
Obok rozrywek wyższych nie gardzono niższymi. W osiemnastowiecznym Londynie kwitł hazard. Popularny był bilard, który we Francji uchodził za grę gminu, w przeciwieństwie do gier karcianych uwielbianych przez mieszkańców Wersalu. W Austrii zaś odwrotnie, bilard uchodził za o wiele bardziej prestiżowy. W Londynie za prestiżowe uchodziły i bilard i gry karciane, a gmin snobował się czasem grając w nie, lecz zdecydowanie preferował typowo angielską rozrywkę – walki kogutów. Rozrywka ta, którą nie pogardzali także niektórzy arystokraci budziła czasem prawdziwe przerażenie odwiedzających Anglię gości, jak na przykład Stanisława Poniatowskiego w 1753 roku .

W 1774 roku Philip Astley zbudował w Londynie pierwszy nowocześnie zorganizowany cyrk. Inną typowo angielską rozrywką był boks, bodźcem do powstania którego były częste londyńskie bijatyki uliczne. W 1719 roku zasady boksu jako sportu ujednolicił James Figg (zm. 1734), znany również jako szermierz. Założył on szkołę boksu, której metody nauczania kopiowało kilkudziesięciu naśladowców Figga; wówczas zaczęto organizować sparringi wychowanków różnych szkół . W latach 1719-1730 Figg był pierwszym mistrzem Wielkiej Brytanii w boksie. W 1730 niepokonany odszedł na emeryturę. Walczono wówczas rzecz jasna bez rękawic. W 1743 roku wprowadzono zasadę, że leżącego przeciwnika nie wolno kopać.

Londyn XVIII stulecia był miastem niebezpiecznym, ale i pociągającym. To tutaj artyści, pisarze, dziennikarze i sportowcy przestawali korzystać z pomocy mecenasów i stanęli do wolnej konkurencji o widza, czytelnika, słuchacza i klienta. Joseph Haydn w ciągu czterech sezonów w Londynie (1791-1795) zarobił 2400 funtów szterlingów = 24 000 florenów (odpowiednik ok. 400 000 dolarów z 1990). Sam rok 1791 przyniósł mu 5883 floreny, jak sam powiedział „to jest możliwe tylko w Anglii ”.


BIBLOGRAFIA:

• A New History of London: Including Westminster and Southwark, London 1773.
• Argenson R., Considérations sur le gouvernement ancien et présent de la France par Mr. Le Marquis d’Argenson, Amsterdam chez Marc Michel Rey 1764.
• Barbier P., Farinelli Prawdziwa historia genialnego kastrata, Bellona Warszawa 1998.
• Black J., Britain in the Age of Walpole, London 1984.
• Careri E., Francesco Geminiani, 1687-1762, Oxford University, 1993.
• Defoe D., A Vindication of the Press : Or, An Essay on the Usefulness of Writing, of Criticism, and the Qualifications of Authors, London 1972.
• George D., London live in Eighteenth Century, London 1966.
• Hume D., On The Liberty of The Press, w: Hume D., Essays: Moral, Political and Literary, Cosimo, Inc., 2007.
• Linebaugh P., The Tyburn Riot against the Surgeons, w: Albions fatal Tree. Crime and Society in Eighteenth Century England, Peregrine Books London 1997.
• Lipoński W., Dzieje kultury brytyjskiej, PWN, Warszawa 2005.
• Macknight T., The life of Henry St. John, viscount Bolingbroke, Secretary of State in the reign of Queen Anne, Chapman and Hall, London 1863.
• Mercier S., Obraz Paryża, przełożyła Anna Jakubiszyn-Tatarkiewiczowa, PIW Warszawa 1959.
• Moore L., The Thieves’ Opera. The riveting true story of 18th-Century London’s most notorious and active criminals, A Harvest Book Harcourt, Inc, San Diego New York London 1997.
• Listy Mozarta, tłum. Ireneusz Dembowski, Warszawa PWN 1991.
• Napierała P., Sir Robert Walpole– twórca brytyjskiej potęgi, Wydawnictwo UAM Poznań 2008.
• Perrod P.A., L'Affaire Lally-Tolendal: Le Journal d'un Juge, Libraire C. Klincksieck, Paris 1976.
• Smellie K.B., Great Britain since 1688, University of Michigan Press, Michigan 1962.
• Stead Ph. J., The Police of Paris, Staples Press Limited London 1961.
• Tanzer G., Spectacle müssen seyn. Die Freizeit im 18Jh., Wien-Köln-Weimar 1992.
• Williams B., The Whig Supremacy 1714-1760, Oxford Clarendon Press 1939.
• Zamoyski A., Ostatni król polski, Warszawa 1994.

Brak komentarzy: