Loading...

czwartek, 26 kwietnia 2012

Samuel Huntington – „Zderzenie cywilizacji” – recenzja

Il. Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, Wyd. Muza, Warszawa 1997, ss. 542.

Wielu naukowców krytykowało pracę Huntingtona. Uważano m.in., że podziały Huntingtona są uproszczone, i nie biorą pod uwagę wewnętrznej dynamiki i partykularnych napięć jakie panują wewnątrz samych cywilizacji, ze nie wniósł do politologii niczego nowego, lecz zastąpił Bismarckowskie koncepcje rozgrywek między państwami, rozgrywkami miedzy cywilizacjami. Autorzy pracy: Why America's Top Pundits Are Wrong. Anthropologists Talk Back zarzucali Huntingtonowi mitotwórstwo, stereo typizację oraz wyolbrzymianie różnic między cywilizacjami, ergo propagowanie koncepcji konfliktu i niemożności zgody miedzy ludźmi różnych cywilizacji. Oskarżono go też, raczej niesłusznie o propagowanie grania przez USA roli światowego żandarma, m.in. Edward Said, modny „dekonstruktor” zachodnich mitach o wschodzie zarzucił mu, że Huntington wysnuł teorię, zgodnie z którą, każda z cywilizacji jest "zamknięta w sobie". I tu niestety ma rację, lecz myli się Said twierdząc, ze jest to przykład geografii wyobrażonej, w której prezentacja świata w określony sposób sankcjonuje interwencjonizm.

Il. Cywilizacje według Huntingtona; zachodnia, prawosławna, latynoamerykańska, islamska, afrykańska, hinduistyczna, buddyjska, chińska i japońska.

Czego dokładnie dowie się czytelnik „Zderzenia cywilizacji”? Otóż już w pierwszym rozdziale Huntington wymienia zdarzenia mające potwierdzać jego tezę o identyfikacji cywilizacyjnej, jaką przybierają obecnie ludzie działający w polityce, np. to, że w październiku 1994 w LA 70.000 Latynosów protestowało przeciw poprawce 187 wymierzonej przeciw niektórym emigranckim przywilejom, niosąc flagi Meksyku, zamiast flag USA (s. 14), niepowodzenia demokracji w świecie islamu (s. 23), Poparcie w wojnie jugosłowiańskiej, Chorwacji przez Niemcy, Serbii przez Rosję i Bośni przez Iran (s. 40), podział głosów w sprawia olimpiady w 2000 roku wg kryteriów cywilizacyjnych, bombardowanie Bagdadu przez USA poparte przez Zachód a potępione przez państwa islamu (42), podczas gdy np.krytyka ZSRR była na Zachodzie odbierana rozmaicie. W tym rozdziale Huntington wieści też rozpad Ukrainy na zachodnią część unicką i prawosławną rosyjską, natomiast wątpi w prawdopodobieństwo konfliktu tego państwa z Rosją (s. 39).

Również w rozdziale II autor omawia teorię cywilizacji jako pewnego stanu zapanowania nad przyrodą wywodzącego się. Z XVIII-wiecznej filozofii, i porównuje ją z teoriami wielu cywilizacji (Spenglera, Toynbee’ego itd.). Huntington podpisuje się pod tezą Toynbee’go, że zawsze relacje wewnątrzcywilizacyjne będą intensywniejsze i lepsze niż międzycywilizacyjne (s. 47-50).

Głównym przesłaniem książki wydaje się być teza, że Zachód powinien zrozumieć, że po raz pierwszy w ciągu kilkuset lat wśród mocarstw światowych są państwa niezachodnie, a wiec kultura zachodu nie może już głosić swej uniwersalności, lecz dostosować się do wielobiegunowości cywilizacyjnej, zwłaszcza w kontekście obudzenia się Chin i islamskiego boomu demograficznego (s. 16). Huntington luźno powołuje się na przewidywania Kissingera. Co ciekawe Huntington twierdzi, że obecny aktualny „paradygmat cywilizacyjny” przestanie być kiedyś aktualny, podobnie jak wraz z końcem zimnej wojny przestał być aktualny paradygmat filozoficzny: my-oni, wolność-niewola, liberalizm-komunizm (s. 38). Spengler, przypomnijmy uważał, ze cywilizacja następuj e po kulturze i wymienił tylko cywilizacje stworzone prze 5 ludów Zachodu. Czyli, można powiedzieć, ze Spengler w ogóle nie uważał za cywilizacje, zmitologizowane i żyjące w ignorancji napędzanej religią społeczności np. Indii i Chin. Te niezachodnie rubieże świata były ciągle jedynie kulturami, dobrymi do analizy przez antropologa, ale nie mające żadnego własnego (nie-zachodniego) przepisu na przyszłość. Gandhi z kolei uważał, ze cywilizacja to właśnie przede wszystkim te żyjące mitami Indie i Chiny…

Cywilizacje według Huntingtona to cywilizacje następujące; zachodnia, prawosławna, latynoamerykańska, islamska, afrykańska, hinduistyczna, buddyjska, chińska i japońska. Latynoamerykańską oddziela on od zachodniej argumentując, że jest ona wyłącznie katolicka oraz częściowo aztecko-inkaska (56), jak widać nie zwraca on uwagi na częściowe wypchnięcie religii ze świata latynoamerykańskiego przez liberałów, loże masońskie itd. (warto pamiętać choćby o wojnie christeros). Jak zobaczymy, tego typu wpływy oświeconych elit nie odgrywają żadnego znaczenia w konstruowaniu podziałów miedzy cywilizacjami – wszytko opiera się na religii, jakby nic się nie zmieniło od 1700 roku...

Religia stanowi dla Huntingtona centralny element definiowania cywilizacji. Na przykład buddyjską (obejmującą Tajlandię, Wietnam itd.) oddziela on od chińsko-japońskiej, ze względu na czystszy przekaz buddyzmu mniej tam wymieszanego z innymi mitami i tradycjami religijnymi. Nie wyróżnia Huntington cywilizacji żydowskiej (w odróżnieniu np. od Huntingtona), wskazując na mała liczebność Żydów i ich zdolności asymilacyjne.

Do ok. 1500 roku spotkania międzycywilizacyjne były wg Huntingtona rzadkie i przypadkowe, albo sporadyczne i intensywne (np. wojny Bizancjum z Arabami i Turkami), Zachód dzięki swej technice wychodzi na prowadzenie w okresie ok. 1500-1750, podczas gdy w tym samym czasie Chiny izolują się i rezygnują z ekspansji (zatapiają nawet swą wielką flotę). Udało się Zachodowi stworzyć cywilizację o charakterze racjonalistyczno-technicznym, ale nie udało się uczynić ją uniwersalna w odbiorze ludzi innych cywilizacji, mimo stworzenia tzw. „kultury Davos” (s. 79) – międzynarodowej anglojęzycznej społeczności biznesmenów i specjalistów, oraz zdominowania mass mediów przez Zachód. Jednak np. zachowanie j. angielskiego jako pomocniczego w Indiach (mówi nim tylko ok 3 % Hindusów) – wbrew planom nacjonalisty Nehru, nie oznacza w żadnej mierze westernizacji Indii. Huntington konsekwentnie nie docenia wartości sceptycyzmu religijnego w tworzeniu czegoś zbliżonego do cywilizacji uniwersalnej. Na przykład twierdzi, że szacunki liczby ludzi areligijnych na świecie w 1985 i 2000 (wyróżnia ok. 4 % ateistów i 17 % areligijnych) czynią jedynie złudzenie zamierania religii, ponieważ władze Chin po prostu zaliczył do areligijnych miliony wyznawców chińskich religii ludowych (s. 92). Po pierwsze Huntington zapomina, że cywilizację tworzą głównie elity (nie tylko na Zachodzie ale także np. w Japonii i Indiach), a te są sceptyczne zazwyczaj w większym stopniu niż masy, pod drugie zaś nie docieka czy może jednak ci wyznawcy religii ludowych nie są panteistami bliskimi sceptycyzmowi. Jak już wspomniałem racjonalizm oświeceniowy w ogóle nie stanowi u Huntingtona żadnej odrębnej jakości cywilizacyjnej, lecz jedyni element kultury Zachodu opisywanej tak jakby cały czas była jedną ze stała tendencją rozdziału władzy duchownej i świeckiej i upodobania do rządów prawa i pluralizmu społecznego (cechy, zakony, parlamenty stanowe) (s. 100-101), zupełnie jakby średniowiecze z ich iście islamską teokracją nigdy się nie wydarzyły… Wygląda to tak jakby cywilizacje były leibnizowską monadą mająca z góry zapisany pułap rozwoju w jednym kierunku wokół stałej osi. Ten kulturowy skrajny konserwatyzm i bagatelizowanie wpływu ideologii liberalnej, opartej na nauce empirycznej są rdzeniem statycznego obrazu świata u Huntingtona, słuszni krytykowanego, jako spojrzenie nierozwojowe i pełne zrozumienia dla ignorancji pochodzenia religijnego.

W Japonii i Chinach rozwinął się system klasowy podobny zachodniemu, co Huntington uważa za przyczynę tego, ze w obu tych krajach niezachodnich jakoś utrzymuje się demokracja (s. 104). Jest to pewne uproszczenie, wystarczy z jednej strony przypomnieć sobie, że np. Korea także miała swoich feudałów (a w jej płn. części demokracji nadal brak), no i to, że jeszcze do niedawna naród denazifikatorów uważał np. Niemców za naród niekompatybilny z demokracją… Demokracja jest dla Huntingtona czymś z grudniu zachodnim, nie po prostu systemem rządów, lecz elementem konkretnej cywilizacji. Jak więc wytłumaczyć fakt, ze prymitywne demokracje powstawały na całym świecie? Natomiast trzeba tu podkreśli z całą mocą, że Huntington jest przeciwnikiem wduszania demokracji krajom niezachodnim, o co niesłusznie oskarża go Said (bardzo nieprecyzyjny zresztą humanista zaangażowany stale wyraźnie po stronie Palestyny w jej utarczkach z USA i Izraelem). Huntington nie widzi sensu w narzucaniu demokracji innym kręgom cywilizacyjnym. Osobiście widzę sens w usilnej liberalizacji tych społeczeństw (w przeciwieństwie do Huntingtona), ale nie uważam demokracji za nierozerwalnie związana z wartościami liberalnymi – wręcz przeciwnie. Zresztą od jakiegoś czasu obserwujemy jak wyglądają wariant algierski i tunezyjski demokracji, w krajach tych demokracja jak najbardziej działa, ale prawo nie chroni jednostek przed fanatykami i w efekcie wszystko prowadzi nie tam gdzie byśmy chcieli… Według Huntingtona modernizacja nie musi (s. 108) oznaczać westernizacji (a tak uważali kemaliści i Mutsuhito) i tu ma niestety rację, chociaż nie do końca, na przykład Pakistańczycy żyją nadal jak w XIX wieku, choć mają broń atomową, m.in. dzięki całkowitemu brakowi elementarnej westernizacji (pewnej racjonalizacji i empirii).

Słusznie Huntington prezentuje dwie wizje Zachodu, który totalnie dominuje na świecie i Zachodu upadającego. Podaje rozmaite wskaźniki mocarstwowości (np. w 1750 roku Chiny wytwarzały ok. 1/3 światowej produkcji, Indie – ¼ a Zachód niespełna 1/5 świtowej produkcji. W 1830 Zachód już nieznacznie wyprzedzał Chiny – vide str. 129, industrializacja Zachodu postępowała równocześnie z deindustrializacją Indii o czym pisał m.in. N. Chomsky). Pisze Huntington, że w 1919 roku trzech ludzi Zachodu rządziło wspólnie całym światem (s. 137), co potem już było niemożliwe. Niekonsekwentnie pisze autor o Rosji, skoro zaliczył ją do odrębnej cywilizacji, to przecież powinien odtrąbić upadek Zachodu już w 1945, w końcu wtedy „Mongołowie” (tak gen. Patton nazywał Rosjan) zaczęli współrządzić światem. Wyparcie politycznej filozofii przez religię które nastąpiło zdaniem Huntingtona po zakończeniu Zimnej Wojny też budzi zastrzeżenia, czy rosyjski leninizm był jeszcze zachodnim marksizmem? A może był już jakimś turańsko-bizantyjskim jego odpowiednikiem (określenia F. Konecznego – Koneczny zresztą sam marksizm uważał za wykwit kultury hebrajskiej jak można sądzić nieco naciągając sprawę). Zresztą Huntington sam potem wyraża co do tego wątpliwości (s. 232).

Huntington znów ukazuje swój konserwatywny światopogląd pisząc o revanche de dieu – powrocie religii, wbrew obawom konserwatystów takich, jak cytowany przezeń T.S. Elliot, który na serio obawiał się, ze wyparcie religii spowoduje zastąpienie jej kultem Hitlera i Stalina (s. s. 145), co stanowi stały element religijnej propagandy: „jeśli nie wierzysz w Boga, uwierzysz we wszystko”, choć dużo słuszniej byłoby powiedzieć: „jeśli wierzysz w Boga, uwierzysz we wszystko”. Z typowo amerykańskim niezrozumieniem sprawy pisze on o „renesansie prawosławia” (s. 147) w Rosji, a przecież było to tylko wyjście dotąd prześladowanej religii z ciemnego kata na oświetlony plac. Konserwatyzm Huntingtona nie pozwala mu o tym pomyśleć równie racjonalnie jak myśli o Chinach, jako o nie nowej potędze tylko o odrodzeniu, Huntington pisze o odrodzeniu religii na całym świecie, nie zająknąwszy się słowem na temat odchodzenia milionów ludzi od religii w Europie czy Japonii, ale można zrozumieć, ze z ultra religijnych USA z ich newborn christians i baptystami straszącymi dzieci piekielnymi seansami, może to umknąć… Autor pisze natomiast o inwazji katolicyzmu w rozwijającej się Korei (s. 151) i protestantyzmu w Latynoameryce, przyznając, ze ludy nie musza wracać do religii wyprodukowanej we własnym kręgu kulturowym. Pisze dużo o tym, ze rozum nie wystarcza ludziom do szczęścia, ale zapomina, że potrzeby duchowe może wypełnić nie tylko religia, ale np. idealizm naukowy, estetyczna ciekawość świata, sztuka i literatura. Może Samuel Huntington nie ma takich potrzeb…

Co chwilę u Huntingtona natykamy się na „azjatycki optymizm” pochodzący z odrzucenia „dekadenckiego Zachodu”, co ma dowodzić i istotnie dowodzi że Azja nie jest już zapatrzona na Zachód (s 169), ale tekst pisany jest w taki sposób, jakby Huntington się z ta opinią zgadzał, co jest absurdem, zresztą sam wcześniej pisał, ze Azja jedynie nadrabia zalęgłości, a odwrót Zachodu jest jedynie względny. Podobnie jak owa afirmacja Azji, ma działać islamizacja prawa w państwach muzułmańskich (s 184), tu też natkniemy się na mity o dekadencji Zachodu. Boom naftowy umożliwił kilku państwom islamskim uniezależnienie się od Zachodu, a nawet częściowe odwrócenie relacji (s. 185). Nigdzie Huntington nie precyzuje na czym owa dekadencja Zachodu ma polegać i czym ona się mogłaby różnić od dekadencji Rosji (alkoholizm), elit Chin (szalone zakrapiane przyjęcia) itd. Ale można się domyślać, ze chodzi o odejście od mitów religijnych i masowego płodzenia dzieci. W takim układzie to system świadczeń społecznych będzie odpowiedzialny za owa dekadencję, ponieważ dawniej dzieci stanowiły odpowiednik współczesnych funduszy emerytalnych. Ergo Huntington to dość typowy republikanin wyznający republikańskie przesądy. Huntington podpisuje się pod teza Jacka Goldstone’a, że przyrost demograficzny wywołuje rewolucje (1789 r., 1848 r. , pochód faszyzmu lat 20. i 30. i teraz w krajach islamu) i trudno się z tym nie zgodzić, w końcu młodzi bezrobotni są motorem zmian (s. 187).

Dalej Huntington zajmuje się udowadnianiem, że kraje współpracują coraz częściej według klucza cywilizacyjnego (nieruchawość wielocywilizacyjnego ASEANU i jego spóźniona wolnorynkowość, wahania Japonii miedzy Azją a USA – s. 217), oraz, ze krajom niełatwo zmienić obóz pod względem cywilizacyjnym, o czym maja świadczyć rosyjska powierzchowna modernizacja za Piotra I Wielkiego (de Maistre: „podrap Rosjanina a zadraśniesz Tatara” – s. 229) i potem (komunizm – rdzennie rosyjska odpowiedź na kłótnie miedzy okcydentalistami i słowianofilami – s. 232, Jelcyn – ucieleśnienie Rosji zastępuje zachodniego Gorbaczowa), Turecki zawód Europą (sprzeciw Niemiec wobec uznania konieczności odwetu NATO na agresorze atakującym Turcję – s. 237) i objecie przewodnictwa ludów tureckich oraz zbliżenie Chin i Tajwanu. Nieco więcej szansy daje Huntington meksykańskim próbom stania się krajem północnoamerykańskim (s. 246), zaś żadnych szans próbom uczynienia Australii nieco bardziej azjatycką, co miałoby ułatwić jej współpracę gospodarczą w regionie Pacyfiku (s. 249). Gospodarka japońska tez działa ponoć wbrew „prawidłom” typowym dla gospodarek Zachodu (s. 387).

Huntington uważa, ze największy problem jest z tymi cywilizacjami, które nie mają kraju centralnego (jak Rosja dla prawosławia czy USA i UE dla Zachodu), jak cywilizacja islamu i Afryki. Nie wiadomo bowiem kto Miałby pełnić tą rolę (RPA? Iran?), także w razie konfliktu nie ma kto trzymać „swoich” w ryzach (podsumowanie rozdziału na str. 300-301).

W dalszej części pracy natykamy się na rozważania czysto geopolityczne o praktyce zderzeń cywilizacji (jak w sprawie olimpiady 2000) i od razu natykamy się na szereg dziwnych tez takich jak, ta , głosząc, iż Patrie islamofobiczne i antyemigranckie Zachodu są zwierciadlanym odbiciem partii fanatycznie islamskich w świecie mahometańskim (s. 340), chciałoby się tu przypomnieć autorowi że jednak ludzie Zachodu nie kolonizują obecnie świata islamu, wiec trudno porównywać partie często uzasadnionego strachu i obawy z partiami czystej geopolitycznej nienawiści. Emigracje islamską do Europy i latynoską do Ameryki, Huntington traktuje tu nie jako objaw śmierci Zachodu, lecz kwestie jego gotowości na życie w krajach o dwóch odrębnych kulturach (pisze, że asymilacja jest możliwa, nie widzi jednak jakiejś wspólnej płaszczyzny porozumienia – ja taką widzę ateiści i sceptycy ex-muzułmanie świetnie dogadują się zwykle z ex-chrześcijanami…, na ale to e Europie, bo w stanach elity są uduchowione tak bardzo, że sam Torquemada byłby czasem pod wrażeniem), jednak najważniejszym dlań problemem jest gotowość Zachodu na poniesienie kosztów ekonomicznych związanych zahamowaniem imigracji (s. 346). Przewiduje koniec naporu Arabów na Europę ok. 2025 roku, ale i kłopoty ze statusem południowych stanów USA, jeśli zostaną one jeszcze bardziej zlatynizowane. Słusznie krytykuje Huntington pseudo-liberalnych muzułmanów typu Fatimy Mernissi, która wszędzie widzi jedynie winę Zachodu i jego monopolizmu gospodarczego połączonego z militarystycznym imperializmem (s. 365).

Bardzo ciekawe są rozważania na temat europejskiej równowagi sił jako podstawy Zachodniej praktyki dyplomatycznej, skonfrontowanej z azjatyckim „równaniem do silniejszego”, mimo to ma autor nadzieję, ze w razie czego Japonia poprze jednak Stany przeciw ewentualnej hegemonii Chin (s. 398-407), w kontaktach z Rosją, Huntington proponuje uznać jej status jako kraju-matki prawosławia i gwaranta spokoju w Azji Centralnej (s 417) bez dociekań dotyczących przestrzegania praw człowieka przez moskiewskich decydentów.

Jak się można było spodziewać w ostatnim rozdziale Huntington ukazuje swoja twarz konserwatysty w pełni. I oczywiście za osłabienie pozycji Zachodu wini sekularyzm, rozpad rodziny (chce on wesprzeć rodzinę, choć racjonalniej byłoby wesprzeć samotne rodzicielstwo, podejść do problemu praktycznie a nie ideologicznie), wypieranie chrystianizmu i hedonizm (s 536-537), w jego kostycznej wizji Zachodu nie ma miejsca na liberalną ewolucję, choć jeszcze na początku dzieła uznał liberalizm za de facto część odwiecznego ładunku cywilizacyjnego Zachodu… Jednak jak mowa o USA to kładzie tu nacisk nie tyle na religię (w końcu autorzy konstytucji byli deistami), lecz na indywidualizm, konstytucjonalizm, wolność, równość i demokrację (American Creed) i słusznie gromi multikulturalistów, chcących „zmienić Amerykę w miniaturę świata”, tak samo jak gromił liberałów amerykańskich, którzy chcą zwesternizowac świat (ja z takimi właśnie liberałami trzymam – niech zmieniają – byle nie „na chama”) . Jeśli nawet kiedyś miałaby powstać uniwersalna kultura światowa, to zdaniem Huntingtona, powstanie ona stopniowo przez poszukiwanie punktów wspólnych (s 566), czyli przez taki cywilizacyjny ekumenizm. I nie zniechęca go to, ze ekumenizm przyniósł jedynie zagrożenie wobec nauki (kreacjonizm, sojusz miedzy religijny), ani to, ze jedynym sposobem by Irańczyk dogadał się z Brytyjczykiem jest odstawienie religii (integralnej cechy cywilizacji wg autora „The Clash of Civilisations” do kąta. Zobaczymy jak dalej potoczy się ten międzycywilizacyjny dialog, może w końcu ludzie dostrzegą za oparami mitów innych ludzi, zamiast tworzyć nowe wspólne…

Książkę Huntingtona przeczytać warto. Dowiemy się z niej nie tylko dlaczego Haiti nie jest w Limie i La Paz uważane za kraj latynoamerykański, ale też sporo o rozmaitych geopolitycznych konstelacjach, nie radzę jednak budować na niej swojego światopoglądu, bo będzie on fałszywy.

środa, 25 kwietnia 2012

Żydzi a oświecenie i antysemityzm

Zastanawiałem się często czemu nacjonaliści-ksenofobi tak chętnie łączą się we wspólnym antysemityzmie z anty-oświeceniowymi konserwatystami. Odpowiedź na to pytanie, jak na wiele innych dotyczących dzisiejszych stosunków i mitów leży w epoce, w której po raz pierwszy liberalni intelektualiści starli się z teokratycznym konserwatywnym betonem, czyli w epoce oświecenia.
XVIII wiek poczynił pierwsze kroki w stronę stworzenia modelu moralności, w którym o jakości życia istoty ludzkiej stanowią czyny, a nie pochodzenie czy rodzaj wyznawanych mitów, czy stopnień kultywowania jakiś tradycjonalistycznych obyczajów. Były to dopiero pierwsze kroki, i tak jak Locke uważał np. tolerancję wobec ateistów za niewskazaną (pewna zmiana nastąpi dopiero za sprawą Mesliera, d’Holbacha i Hume’a w drugiej połowie wieku XVIII), tak Żydzi byli tolerowani jedynie pod mnóstwem zastrzeżeń i mieszkali – jak wiadomo - w gettach, gdyż tam znajdowali się pod dokładniejsza kontrolą władz (nieprawdziwa jest powtarzana czasem teza, iż sami chcieli mieszkać w dzielnicach czysto żydowskich). Głównym oczywiście powodem traktowania Żyda jako kogoś gorszego, były przesądy chrześcijańskie.

W stolicy papiestwa w XVIII wieku żyło sporo Żydów. Od XVI wieku mogli zamieszkiwać jedynie wydzielone getto, ale nie byli nigdy obiektem prześladowań , ludowych napaści czy wygnania, jak to miało miejsce w innych krajach katolickich. W XVIII wieku w Rzymie mieszkało ich około 5.000. Warunki i reguły ich egzystencji określała papieska sankcja pragmatyczna z 1661 roku. Próbowano im, dość nieskutecznie, narzucić skromny, a nawet biedny tryb życia. Tylko na żydowskich zaręczynach, ślubach i podczas rytuału obrzezania, przy czym wszyscy muzycy musieli być Żydami i mogli zarobić co najwyżej 3 paoli na głowę podczas jednego wieczora. Kobiety mogły nosić co najwyżej 5 rzędów pereł, a mężczyźni chodzić w ciemnych strojach. Żony żydowskich bankierów chciały jednak być rozrzutne jak Włoszki, musiały jednak się z tym kryć. Wszyscy musieli nosić żółtą chustę sciamano. Nie mogli też mieć koni, powozów, ani nawet pracować jako woźnice. Nie mogli też wytwarzać nowych przedmiotów, a jedynie naprawiać stare, żydowscy rzemieślnicy obchodzili jednak ten zakaz wytwarzając nowe z przerobionych starych. Mieli z kolei monopol na wytwarzanie drobiazgów takich jak amulety, recepty magiczne itd., z czego korzystali, gromadząc dość liczną klientelę (ku niezadowoleniu władz), zwłaszcza wśród bogatych przesądnych Włoszek .

Podobnie był w Wenecji. Tu getto było jeszcze starsze. Pomysł stworzenia takiego kształtował się jeszcze w średniowieczu. w roku 1381 Marco Corner zaproponował by bankierzy żydowscy przybyli do Wenecji, mili pożyczać oni pieniądze skarbowi republiki, po kosztownych wojnach z Chioggią . W 1397 roku wypędzono jednak wszystkich, gdyż łamali zasady udzielania pożyczek, z wyjątkiem kilku dobrych lekarzy i potem pozwalano im przebywać w mieście najdłużej przez 15 dni . Żydzi byli w tych ciemnych czasach dość niepopularni, ciągle pojawiały się ich oskarżenia o rytualne mordy dzieci, zresztą nawet jeszcze w XVIII wieku zwłaszcza na prowincji weneckiej takie opinie się pojawiały . Gdy w Wenecji w 1475 roku zaginął chłopiec Simone, wielu Żydów podano torturom, które dla kilku oznaczały śmierć . Przez cały XV wiek Żydzi wypędzeni z miasta (mieszkali w Metsre poza jego obrębem) stosowali rożne fortele by obejść zakaz. W roku 1516 senat wenecki ustanowił getto wokół San Gerolamo, które zamykali o 24;00 w nocy strażnicy chrześcijańscy wynagradzani przez Żydów (bano sie ze swoboda przemieszczania udzielona Żydom to grzech i zły omen dla weneckiej polityki) . Żydzi podlegali wielu ograniczeniom prawnym, na przykład do roku 1734 utrzymywano zakaz zakładaniu lombardów.

Warto tu zwrócić uwagę, na to iż żydowscy lekarze, byli w Wenecji bardzo cenieni w czasach nowożytnych, ze względu na bardziej nowoczesne empiryczne podejście, od dogmatycznych katolickich niedouczonych medyków, umiejących tylko puszczać krew i recytować Galena. Żydowscy lekarze w Wenecji musieli meldować wyjście po zmroku strażnikom swe wyjścia do chorych .

Wielu Żydów weneckich było uciekinierami z półwyspu Iberyjskiego, lecz główną rolę w powstaniu struktur getta grali Żydzi niemieccy. Od ustawy z 1598 roku Żydzi cieszyli się właściwie pełną tolerancją wyznaniową, i utrzymano wobec nich tylko wymogi formalne (mieszkanie w getcie i noszenie żółtych czapek poza nim) . W 1655 roku Wenecję zamieszkiwało ok 5 tysięcy Żydów, czyli ok. 2 % ogółu mieszkańców, lecz w połowie XVIII wieku było to już zaledwie ok. 1, 2 % .

Żydzi weneccy mieli już w XVII wieku swe wykształcone elity, rozwijające nauki przyrodnicze, nowoczesną koncepcję Boga jako siły przyrody, a nie postaci antropomorficznej (panteizm Barucha Spinozy był po prostu krokiem w ramach tej postawy intelektualnej), oraz krytykowali zasadę odpowiedzialności zbiorowej jaką wobec nich stosowało czasem państwo wenecki, kiedy jakiś Żyd popełnił zły czyn . W 1714 roku deista i antyklerykał angielski John Toland popierając naturalizację Żydów w Wielkiej Brytanii, pisał o trudnościach Żydów weneckich . Wiele pisano w Wenecji tekstów antyżydowskich, z których najbardziej chyba znaną była praca: Riti e costumi dei Ebrei z roku 1742 . W 1720 roku kilku Żydów: Abram Foniga, Vita Sacchi, Samuel Zevi, Iseppo Almeda i Salomon Conegliano, wmieszało się w maskach w rozbawiony tłum karnawału; zostali rozpoznani i osądzeni, stąd znamy ich nazwiska . Kilka lat potem niejaki David Jacob Cholona z Rovigo był karany za przekroczenie ośmiodniowego pozwolenia noszenia czarnego kapelusza, zamiast żydowskiej żółtej czapki . Inny Żyd Costantino Cona, handlarz oliwą, żył z Włoszką-chrześcijanką przez 14 miesięcy poza gettem (ona nie wiedziała że jest on Żydem) . W połowie 1751 roku rachunki żydowskich banków (w tym największego, tzw. Uniwersytetu Żydów Weneckich) znajdowały się w wielkim nieładzie, jednak władze nie miały czego sekwestrować, gdyż ich nietolerancja zakazywała Żydom posiadania nieruchomości . W roku 1749 Żyd Jacob Alpron założył nielegalną pralnię w Piove di Sacco i rozkochał w sobie młodą kobietę. Gdy jego pochodzenie, obiecał sie ochrzcić, ale potem uciekł z dom katechumalnego . Pod wpływem niektórych patrycjuszy weneckich takich jak Francesco Tron i Zuan Alvise Zeno, Żydom nie było wolno (od 1771 roku) handlować oliwą z Korfu. Niektórzy nie posłuchali i zajęli się przemytem . Ustawa senatu weneckiego – czyli tzw. condotta z 1771 ustanowiła oligarchiczny z ducha rozdział monopoli w klas i narodów w ramach poszczególnych profesji, ale jednocześnie po raz pierwszy pozwolono Żydom na np. posiadanie statków handlowych . 20 lat przed przyjściem Francuzów potwierdzono zakaz sprawowania przez Żydów jakichkolwiek urzędów, jednak z drugiej strony oświeceniowa tolerancja dała swój efekt w postaci złagodzenia ograniczeń wobec Żydów przez senat 1786 roku, podczas którego jedne z patrycjuszy weneckich Nicolo Erizzo, stwierdził, że „…Żydzi są jak inni ludzie”, i argumentował, że nie ma sensu wyolbrzymiać znaczenie różnic religijnych . Wraz z nadejściem Francuzów 1797 roku Żydzi weneccy przeżyli pozytywny szok; zostali po raz pierwszy wybrani (cztery osoby) do władz miejskich. Obywatel Massa z „Towarzystwa patriotycznego”, ujął się za Żydami, wypominając chrześcijanom, że nawet Turków szanuje się w Europie, a Żydów nie. Rewolucjoniści zrównali Żydów w prawach z chrześcijanami. Trochę mniej przyjemny był nałożony na Żydów latem 1797 roku obowiązek dostarczenia ¼ sumy na utrzymanie wojsk francuskich stacjonujących w mieście. Po pokonaniu Napoleona i przejęciu Wenecji przez Austriaków, Żydzi znów nie mogli piastować urzędów, ale ich pozycja prawna i tak była lepsza niż przed upadkiem Serenissimy .

Dzięki staraniom myślicieli takich jak John Toland, Wielka Brytania była też krajem, w którym najszybciej (po Holandii) doszło do emancypacji Żydów (1753). Inny wybitny niemiecki uczony, astronom Wilhelm Herschel, przyniósł Anglii sławę jako William Herschel.

Żydzi zaczęli przyjeżdżać bardziej masowo do Londynu za panowania Karola II (1660-1685). Początkowo przybywali jedynie Sefardyjczycy z Portugalii (w o wiele mniejszym stopniu także z Hiszpanii), dla których zachętą były zarówno związki dynastyczne Anglii z Portugalią, jak i handlowa ekspansja Anglii. Ci Żydzi byli często zamożni, inaczej niż nieco później napływający Żydzi aszkenazyjscy uciekający przed biedą lub prześladowaniami; m.in. z habsburskich Czech (1744). I rozbiór Polski w 1772 roku przyniósł kolejne migracje, podobnie jak oblężenie Gibraltaru przez Hiszpanów, kiedy to kilka statków z marokańskimi Żydami dotarło do Lodnynu. Pierwszą synagogę aszkenazyjską wzniesiono w 1722 roku w Aldgate. W 1753 Żydów naturalizowano i zrównano w prawach z chrześcijanami na mocy Jewish Naturalisation Act (ponad sto lat wcześniej niż w zdecydowanej większości krajów Europy), co wywołało falę zaniepokojenia i ksenofobii w stosunku do nich, dlatego w 1754 ustawę cofnięto. Żydzi nie mogli zatrudniać się u angielskich rzemieślników. Niektórzy Żydzi organizowali gangi złodziei co nie polepszało ich obrazu w oczach angielskich. W 1771 roku Sir John Fielding wspominał o tym, że często tłum atakował i napastował Żydów na ulicy z okrzykiem: go to Chelsea !, ponieważ powszechnie znany był proces sądowy przeprowadzony w tej dzielnicy, w wyniku którego 4 Żydów powieszono za morderstwo . Na mocy Alien Act z 1792 roku Żydów często deportowano, jako jednostki niepożądane. W 1734 oceniano, że było ich w Anglii ok. 6.000, w 1753 ich populację oceniano na 5.000. Dziś przypuszcza się, że w 1800 roku mogło mieszkać ich ok. 20.000 w Londynie, a ok. 5.00 w innych miastach i portach. Powszechnie bano się, że niższy standard życia tak środkowoeuropejskich Żydów, jak Francuzów spowoduje masową emigracje zarobkową, która będzie stanowić dla Anglików „nieuczciwą” konkurencję, dlatego często słychać było na ulicach Londynu okrzyki: No Jews! No wooden-shoes! (tj: żadnych Żydów i Francuzów) Francuzi kojarzyli im się z drewniakami noszonymi przez francuską biedotę , przy czym nie wszyscy Anglicy rozumieli różnicę między „dobrymi” (z angielskiego punktu widzenia) protestanckimi hugenotami a „złymi” katolickimi Francuzami.

Żydzi również nie cieszyli się najlepszą opinią we Francji, być może dlatego, że w tym konserwatywnym wówczas narodzie postrzeganym jako naród lichwiarzy zabrakło francusko-żydowskiego oświeconego umysłu na miarę Mosesa Mendelssohna. Markiza du Châtelet (1706-1749) studiując dzieło o historii uniwersalnej Bossueta, wyraziła zdziwienie, że całe losy świata „oplótł on wokół narodu tak nędznego i godnego pogardy jak Żydzi”. Sam Voltaire miał o wiele lepszą opinię o dziele Bossueta , zaś wobec Żydów stosował te same kryteria, co wobec innych narodów – kryteria tolerancyjności - gdyby przykładowo Żydzi zamierzali zabić wszystkich Turków, ponieważ w granicach państwa sułtana leżą Kanaan i Judea, wtedy należałoby posłać ich na galery . Starożytni Żydzi byli według Voltaire’a dość tolerancyjni, co czym świadczyć miałoby oddawanie przez nich (nawet przez króla Salomona) hołdu rozmaitym bożkom i złotym cielcom. Ciekawe, ze XVII-wieczny biskup Bossuet, choć całe dzieje powszechne oplótł wokół plemion Izraela, był Żydom oczywiście nieprzychylny, tj. chciał by ostatecznie zostali oni chrześcijanami. Voltaire, nie uważał Żydów za żaden cud świata, ale pozwalał im być Żydami.

Żydzi kojarzyli się francuskim elitom intelektualnym z bigoterią, niskim poziomem higieny, prymitywizmem obyczajów i zacofaniem; mimo iż przechrzczonymi Żydami byli ludzie takiego pokroju jak wenecki librecista Lorenzo da Ponte, lub kompozytor francuski Louis-Claude Daquin (tak samo jak kojarzyli się starożytnym Rzymianom), ale już w Niemczech, gdzie Żydzi jako społeczność, zyskali większy prestiż intelektualny, sprawa wyglądała inaczej. Mnogość dworów niemieckich wzmagała popyt na wykształconym mieszczańskich urzędników, a także na bankierów, wśród których byli Żydzi.

Landgraf Hesji-Darmstadt (pan. 1678-1739) Ernest Ludwik w ostatniej dekadzie swych rządów we współpracę z potężnym i pomysłowym żydowskim bankierem z Heidelbergu Josephem „Süß” Oppenheimerem (1692-1738) , który pomógł w podobnej sprawie księciu Wirtembergii. Oppenheimer polecił landgrafowi innego bankiera – rodowitego Niemca, który miał mu pomóc w reformie monetarnej. Widzimy tu przykład współpracy niemiecko-żydowskiej na bazie dobrze pojętego wspólnego interesu, lecz bardzo łatwo chrześcijańskie względy mogły stać się i w owej epoce fundamentem propagandy anty-żydowskiej. W 1722 roku stany heskie protestowały wobec tego, iż „chrześcijanie stają się niewolnikami Żydów” i postulowały zakaz dalszego ich napływu. W 1722 roku żyło w Hesji-Darmstadt około 100 rodzin żydowskich (w stolicy – 24 rodziny), które od 1686 posiadały własne Judenlandtagen i płaciły specjalny podatek nie płacąc tego przeznaczonego dla ogółu Hesów. Obok nieco wyższego podatku, Żydzi byli także zobowiązani do hodowania sfor psów myśliwskich dla pałacu i łożenia na utrzymanie starych koni władcy .

Jeszcze na początku XVIII wieku zapał nawracania Żydów był bardzo widoczny. Oto informacja z darmsztadzkich kronik:

„…W niedzielę 29 września 1709 roku Żyd Ernst Christian Darmstädter został ochrzczony w kościele miejskim mając za świadków chrztu radcę rządowego książęcej von Schwartzera i radcę Kamery Dworskiej Plusa, (…) ojcami chrzestnymi zostali burmistrz Christoph Koch i starszy radca Georg Bernhard Schnauber… ”.

Jednak w drugiej połowie wieku XVIII cos się zmienia; Chrześcijański i słuszny nie musiało już oznaczać tego samego. Przykładowo dla Dla Hiszpanów nawiązanie stosunków w 1766 roku z Marokiem stanowiło koniec pewnej epoki. Dotąd uważano, iż rekonkwista się nie zakończyła, tymczasem Primero Secretario de Estado (w l. 1776-1792) José Moniño, hrabia Floridablanca (1728-1808) twierdził, ze z Marokańczykami należy tak rozmawiać jak z Włochami czy Brytyjczykami. Religia przestała mieć znaczenie. Oświecenie zwyciężyło . Jak dowodził Hitchens, Amerykanie zawierając układy z Trypolisem w latach 90. XVIII wieku, zarzekali się, że jako naród nie założony na ideach chrześcijańskich, nie mają nic przeciw islamowi, i nie zamierzają go podkopywać misjami czy inną działalnością. Ta odwilż dotyczyła też Żydów, którzy nagle okazali się być partnerami.

Syn pastora, lecz potem konsekwentny liberał, Gotthold Ephreim Lessing (1729-1781) w sztuce: Nathan Der Weise (1779), przedstawił Palestynę czasów krucjat. Najlepiej w jego cywilizacyjnym porównaniu wypadli Żydzi, co wynikało zapewne z faktu, iż jego bliskim przyjacielem był żydowsko-niemiecki filozof Moses Mendelssohn (1729-1786), główny teoretyk żydowskiego Oświecenia czyli haskali. Saladyn (zm. 1193) reprezentował w „Natanie” islam i został przedstawiony jako władca rozsądny i tolerancyjny, choć trudno dopatrzyć się przeniesienie tych cech na sama religie islamską . Postawa otwartości zastąpiła postawę wrogości ex definitione, a sądzić miano odtąd po czynach, a nie etykietkach.

To, że Europa gościła u siebie egzotyczny naród, o częstokroć mniej dogmatycznym i elastyczniejszym (oczywiście do dziś występują ortodoksi z oddzielnymi miejscami w autobusach, mlecznymi nożami i rybami dzielonymi ze względu na to czy posiadają łuskę czy nie, a Roger Williams przekomarza się z Dawkinsem) od chrześcijańskiego nastawieniu, który zwrócił się wcześnie ku empiryzmowi i wsparł swoimi talentami partie liberalne i lewicowe miał ogromne znaczenie dla rozwoju Europy, ponieważ utrudnił stawianie znaku równości między chrześcijaństwem a moralnością, dlatego można tu się dopatrzyć powodu, dla którego kraje jednorodnie katolickie jak np. Hiszpania i Portugalia wieków XVI, XVII i XVIII miały problemy z dołączeniem do oświeceniowego peletonu. Dlatego właśnie Kato-konserwatyści Żydów tak nienawidzą, mają bowiem więcej niż jeden powód. W XIX i XX wieku Żydzi nie wstępowali do partii prawicowych (wyjątkiem był może Benjamin Disraeli), ponieważ tam ich nie chciano. Instynktownie czuli, ze inne ruchy polityczne niż konserwatyzm mogą ułatwić im warunki codziennego bytu, więc czy można ich winić za wspieranie centrum i lewicy? Oczywiście katolickich konserwatystów żydowski punkt widzenia w ogóle nie interesuje.

Trudno nie czuć pewnego podziwu dla Żydów. Ich zdolności organizacyjne nie pozwoliły zepchnąć ich nigdy na totalny margines społeczeństwa (dlatego marksiści uważają ich za „część większości” a nie mniejszość, co pokazuje, że lewica socjalistyczna nadal postrzega wszystko w kategorii walki krwiopijców z ofiarami). Liberałowie, tacy jak Lessing, Voltaire, a w naszych czasach choćby Pat Condell (stwierdził on, że nie zawsze zgadza się z polityką Izraela, ale i tak, przy Żydach z ich dziesiątkami nagród nobla, Arabowie są na naszej planecie niemal pasażerami na gapę) doceniają np. fakt, że Żydzi nie rozkazują reszcie świata w co ma wierzyć, i nie prowadzą agres… pardon działalności misyjnej wśród innowierców. Ludzie, którzy bez wskazówek tradycji nie potrafią myśleć, Żydów zwykle nienawidzą, ale to właśnie warunki w jakie wepchnęli je renesansowi Wenecjanie (getto, zakaz posiadania nieruchomości itd.) i inni chrześcijanie, dają im dziś pewną przewagę, jak głosi popularna teza, dziś po upadku feudalizmu i regionalnych hierarchicznych struktur społecznych, oraz osłabieniu terroru religijnych instytucji, wszyscy staliśmy się po trosze Żydami; tj. przemieszczającymi się po świecie za pracą najemnikami. Żydzi mają po prostu większe doświadczenie w byciu Żydami.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Polityka rządu Roberta Walpole’a wobec Hiszpanii

Piotr Napierała „Polityka rządu Roberta Walpole’a wobec Hiszpanii – rola animozji ideologicznych i narodowych w konflikcie z 1739 roku”, w: J. Kudełko, C. Taracha (red.), Polska-Hiszpania. Wczoraj i dziś. Studia poświęcone wybranym zagadnieniom z historii i współczesności, Werset Lublin 2012 ISBN 978-83-60133-94-1



Hiszpania wyszła z hiszpańskiej wojny sukcesyjnej (1701-1714) jako kraj mocno zniszczony, którym była już zresztą w ostatnich latach panowania Karola II Habsburga (panował w latach 1665-1700). Niedomagania administracji, które stawały się coraz wyraźniejsze od czasu nieudanych reform Olivaresa , który usiłował zjednoczyć aparaty administracyjne poszczególnych krajów hiszpańskich w latach trzydziestych XVII wieku . Zjednoczenie to powiodło się dopiero w początkach XVIII wieku już pod berłem burbońskim. Opóźnienie procesu modernizacji państwa w porównaniu z innymi państwami spowodowało, że podczas wojny sukcesyjnej Hiszpania była przedmiotem a nie podmiotem polityki, a jej armia odgrywała marginalną rolę . Terytorium kraju przechodziło z rąk do rąk . Dopiero w 1711 roku Filip V, wnuk Ludwika XIV zasiadł na dobre na tronie w Madrycie. Zwycięstwo pozwoliło zwalczyć kataloński separatyzm (wyrównanie obciążeń podatkowych i zlikwidowanie odrębnej reprezentacji stanów katalońskich ). Była to kara za katalońskie poparcie dla Brytyjczyków i Holendrów. Jeszcze podczas wojny udało się zwiększyć dochody korony (ze 140 do 200 milionów realów w latach 1700-1737), a armia licząca pod koniec panowania Karola II zaledwie 20000 źle wyekwipowanych żołnierzy powiększyła się do 1718 roku czterokrotnie. Flotę wojenną, która w 1700 roku praktycznie nie istniała, również odbudowano .



Hiszpanie nie podpisali ani holendersko – brytyjsko - francuskiego traktatu w Utrechcie (1713), ani cesarsko-francuskiego w Rastatt (1714). Postanowienia dotyczące ich kraju zapadały tam bez ich większego udziału. Ludwik XIV, który z wielkim trudem uratował swój kraj od inwazji Brytyjczyków i Austriaków poświęcił interesy kraju swojego wnuka, by lepiej zabezpieczyć własne. Zwycięzcy, przy współudziale Francuzów, odebrali koronie hiszpańskiej jej imperium europejskie (posiadłości włoskie i niderlandzkie) obdarowując nim cesarza. Hiszpanom pozostały ich kolonie amerykańskie, z którymi zresztą przez kilka lat wojny nie było łączności i z którymi łączność mogła być w razie wojny (dość łatwo) przerwana przez Brytyjczyków . Brytyjczycy uzyskali na wojnie wyspę Minorkę, którą wykorzystywali odtąd jako śródziemnomorską bazę floty wojennej i Gibraltar, z którego znaczenia strategicznego początkowo nie zdawali sobie nawet sprawy.

Największą jednak wojenną zdobyczą brytyjską były przywileje handlowe związane z zaopatrywaniem amerykańskich kolonii należących do korony hiszpańskiej. Ponieważ Hiszpanie już od dawna nie mogli zaspokoić całego popytu kolonistów, przyznawali różne koncesje handlowe cudzoziemcom. Przed Brytyjczykami cieszyli się nimi Francuzi. Najważniejszym z tych dość ograniczonych przywilejów było Asiento de Negros – monopol na dostawę czarnych niewolników z Afryki do pracy na południowoamerykańskich plantacjach i w tamtejszych kopalniach . Brytyjczycy przejęli od Francji (dotychczasowego beneficjenta przywileju Asiento) Senegal – afrykańską bazę handlu niewolnikami. Uzyskanie Asiento nie zmieniło w sposób diametralny skali handlu hiszpańsko – brytyjskiego, który kwitł w najlepsze już od końca XVII wieku , jednak Brytyjczycy uzyskali teraz dostęp ekonomiczny do Ameryki Południowej.

Kardynał Giulio Alberoni (1664-1752) należący do włoskiej świty Elżbiety Farnese, drugiej żony (od 1714 roku) Filipa V, był narzędziem jej polityki dynastycznej. Elżbieta, przejęła „kierowanie” władcą od księżnej de Ursinos , której wpływy na dworze ukróciła . Nowa królowa hiszpańska nie mogła się pogodzić z utratą posiadłości włoskich oddanych w Utrechcie cesarzowi. Związana była z nią fakcja włoska stanowiła „lustrzane odbicie” w tzw. Spanische Partei na dworze cesarskim w Wiedniu (ci chcieli odzyskać Hiszpanię dla Habsburgów).

Podczas wojny o sukcesję hiszpańską Filip V był jako wnuk i sprzymierzeniec Ludwika XIV otoczony francuskimi doradcami wojskowymi i administracyjnymi. Ambasador francuski był w tych latach jednym z najważniejszych decydentów w sprawach polityki Madrytu. Niektórzy jak Jean Orry pozostali w tym kraju także po wojnie. Orry był jednym z twórców reformy administracji (La Nueva Planta) dokonanej przez rząd Filipa. Nowy król hiszpański czuł się jednak Hiszpanem, więc dominujące wpływy francuskie skończyły się. Większość Francuzów zostało odesłanych jeszcze przed śmiercią Ludwika XIV (1715). Dlatego powojenne stosunki między obu państwami burbońskimi nie były specjalnie ciepłe. Koteria Elżbiety Farnese wszechpotężna na dworze co najmniej od roku 1716 dążyła do większego zaangażowania Madrytu w sprawy europejskie, m.in. opracowując projekt wykorzystania małych państw w Italii (Toskania, Parma i Piacenza) jako sekundogenitur dla Burbonów hiszpańskich mających dostarczać Madrytowi następców tronu. Elżbieta Farnese miała z Filipem V dwóch synów, jednak nie mieli oni żadnych szans na dziedziczenie tronu madryckiego, ponieważ żyli dwaj inni synowie króla z poprzedniego małżeństwa. Uzyskanie dla nich tronów włoskich miało być również sposobem na zapewnienie im życia na królewskim poziomie. Uzyskanie w 1731 roku tronów tych krajów wyszło Hiszpanii na dobre, ponieważ rządzenie nimi było znakomitą szkołą polityki dla Karola VII, króla Neapolu, który jako Karol III uzyskał w 1759 roku tron w Madrycie.

Utrata włoskich posiadłości zespoliła pozostałe ziemie monarchii i ułatwiło reformy administracyjne. Burbońska Hiszpania nie była już państwem broniącym swego imperium, lecz państwem ofensywnym, walczącym o odzyskanie jego części.

Dla Wielkiej Brytanii Hiszpania była godnym przeciwnikiem. Jej ludność liczyła 11-12 milionów mieszkańców, a więc przekraczała nieznacznie ludność Wielkiej Brytanii (ok. 9,5 miliona na początku wieku licząc razem Anglię, Szkocję i Irlandię). Posiadała znaczne siły lądowe i morskie. Hiszpanie tamtych czasów nie byli jednak w tej samej mierze ludźmi morza jak Brytyjczycy. John Bromley zwraca uwagę na znacznie większy odsetek okrętów wojennych w stosunku do wszystkich statków w Hiszpanii lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XVIII wieku, aniżeli miało to miejsce w Wielkiej Brytanii. José Patiño (1666-1736), hiszpański pierwszy sekretarz stanu od 21 listopada 1734 do 26 listopada 1736 roku, uważał, że pokonanie floty brytyjskiej samymi tylko siłami hiszpańskimi jest niemożliwe . Przekonanie to powstało prawdopodobnie pod wrażeniem klęski floty hiszpańskiej u przylądka Passero 11 sierpnia 1718 roku. Hiszpania nie podpisała pokoju z cesarzem ani w 1713, ani w 1714 roku. Więc w latach 1716-1718 wojna trwała formalnie nadal. Od 1716 roku armia austriacka była zajęta wojną z Turkami (pasmo sukcesów księcia Eugeniusza Sabaudzkiego). Wykorzystując to, Alberoni rozwinął sieć intryg dyplomatycznych o ogromnym rozmachu. Starał się każdemu z ewentualnych państw zainteresowanych przysporzyć problemów, które miały odwrócić ich uwagę od spraw włoskich. Zachęcał Szwedów do zbrojnego przeciwstawienia się hanowerskim i brytyjskim żądaniom dotyczącym zsekularyzowanych biskupstw Bremy i Verden i poparcia jakobitów. Samych jakobitów zachęcał do kolejnej (poprzednia miała miejsce w 1715-1716 roku) próby odebrania hanowerczykom i Wigom władzy w Wielkiej Brytanii. Również Turcy otrzymywali moralne wsparcie ze strony rządu hiszpańskiego, by kontynuowali wojnę z cesarzem. Franciszek Rakoczy miał w zamyśle Alberoniego wzniecić na Węgrzech kolejne powstanie takie jak to, do którego skłoniły go obietnice Ludwika XIV w 1702 roku . Do października 1717 roku oddziały hiszpańskie, wysłane w sierpniu tego roku, odbiły z rąk cesarskich Sardynię.

Wszystkie ogniwa dyplomatycznego łańcucha Alberoniego zawiodły. Po pierwszych sukcesach odniesionych w wojnie tureckiej, cesarz mógł, jeszcze przed końcem 1717 roku próbować przeciwstawić się zagrożeniu hiszpańskiemu w Italii. W tym samym roku Brytyjczycy aresztowali szwedzkiego wysłannika w Londynie Carla Gyllenborga (1679-1746) , a Holendrzy samego hrabiego Georga Heinricha von Görtza. (1668-1719) kierującego od 1714 roku dyplomacją Karola XII, który był w kontakcie z jakobitami holenderskimi. Rajd jakobicki w Szkocji nie powiódł się, a w lipcu 1718 Turcy zawarli pokój z cesarzem mimo próśb i obietnic Alberoniego .

Alberoni postawił pod presją Elżbiety Farnese wszystko na jedną kartę wysyłając w czerwcu 1717 największą flotyllę, jaką wystawiła Hiszpania od czasów bitwy pod Lepanto w XVI wieku. Miała ona zdobyć habsburską Sycylię. Bitwa u przylądka Passero, która miała miejsce zaledwie cztery dni po utworzeniu sojuszu brytyjsko-francusko-austriackiego, broniącego status quo. Możliwe, że Francja nie wywiązałaby się z zobowiązań gdyby Dubois nie nagłośnił w grudniu 1718 roku wykrytego w kilka miesięcy wcześniej spisku hiszpańskiego ambasadora Antonio del Giudica, księcia Cellamare (1657-1733) przeciw regentowi Francji Filipowi II Orleańskiemu. Z kolei wigowie brytyjscy zawsze byli gotowi poświęcić zyski z handlu z Hiszpanią, by walczyć o powszechny pokój, którego brak również oznaczałby jeszcze większe straty handlowe .

Alberoni, który w momencie największego powodzenia swych planów myślał nawet o tiarze papieskiej , został zdymisjonowany i wygnany. Hiszpański dwór próbował odtąd porozumieć się z cesarzem drogą dyplomatyczną. Zmuszeni siłą do przystąpienia do sojuszu utrechckiego Burbonowie hiszpańscy zdali się na arbitraż francusko-brytyjski, ale - jak było powiedziane w poprzednim rozdziale - arbitrzy rozczarowali ich. Poprzez misję Ripperdy do Wiednia (1724) Hiszpanie starali się ominąć obcych dyplomatycznych pośredników. Ponieważ jednak większość interesów hiszpańskich było sprzecznych z cesarskimi, zawarty traktat nie poruszał kłopotliwych spraw. Były to właściwie trzy oddzielne traktaty korzystne przede wszystkim dla cesarza. Hiszpanie zobowiązywali się do wspierania handlu zagranicznego habsburskiego imperium, a w szczególności belgijską Kompanię Ostendzką, której działalność miała umożliwić Austrii wypłynięcie na szerokie wody handlu towarami kolonialnymi . Główną korzyścią Hiszpanów było przełamanie izolacji politycznej ich kraju. Agenci Ripperdy i on sam robili co w ich mocy, by przekonać Europę o znacznie poważniejszym charakterze tego związku politycznego aniżeli był on w rzeczywistości . Celował w tym sam Ripperda, wygłaszający po powrocie do Madrytu buńczuczne deklaracje pod adresem brytyjskiego rządu . Jednak izolacja polityczna Hiszpanii trwała aż do zawarcia Pacte Familial ( Pacto de Familia) z Francją w 1733 roku.

Polityka Ripperdy doprowadziła do podziału Europy na dwa obozy, a ponieważ Hiszpania była głównym burzycielem ładu ustalonego w Utrechcie, była też głównym a właściwie jedynym agresorem w czasie zbrojnego pokoju 1727 roku. Atak na brytyjską bazę w Gibraltarze był właściwie jedynym starciem zbrojnym tego roku w Europie. Mały garnizon brytyjski zdołał odeprzeć szturmy, podczas gdy flota brytyjska atakowała hiszpańskie konwoje z zaopatrzeniem. To właśnie obrona Gibraltaru w 1727 roku spowodowała, że Brytyjczycy zwrócili uwagę na to zaniedbywane przedtem miejsce. W latach trzydziestych tematyka Gibraltaru jest już stale obecna w prasie brytyjskiej . A pod koniec rządów Walpole’a stanowiła argument za większym zaangażowaniem brytyjskim na kontynencie europejskim . Po zakończeniu konfliktu zbrojnego śledzono każdy ruch Hiszpanów w pobliżu bazy.

Szef rządu Brytyjskiego od 1721 roku, sir Robert Walpole, zgdonie ze swą pacyfistyczną i oszczędnościową filozofią polityczną, ograniczył się do działań defensywnych. Używając określenia Thomasa Carlyle’a, „pozwolił Hiszpanom wystrzelać całą ich amunicję na Gibraltarze ”. Wobec niemożności zdobycia bazy, byli oni znowu zmuszeni do podporządkowania się brytyjskiemu i francuskiemu arbitrażowi. Gdy w latach trzydziestych przybrały na sile konflikty handlowe między obydwu krajami tego rodzaju rozwiązanie było mocno krytykowane przez prasę i opozycję w Wielkiej Brytanii.

Handel brytyjski już przed traktatem utrechckim był znaczny. W 1667 roku zawarto korzystny dla obu stron traktat handlowy, zaś traktat utrechcki i związane z nim animozje wywołały utrudnienia dla brytyjskich kupców handlujących bezpośrednio z europejską częścią Hiszpanii. Kupcy, którzy handlowali z kolei z amerykańskimi koloniami Hiszpanii, ucierpieli na skutek zwiększenia kontroli administracji hiszpańskiej nad nimi po zlikwidowaniu zniszczeń wojny o hiszpańską sukcesję. Na Karaibach trudno było odróżnić przemytnika od uczciwego kupca. Z przemytnictwa utrzymywała się właściwie cała brytyjska populacja Jamajki, a tamtejszy gubernator przymykał oczy na ten proceder. Asiento de Negros (przywilej wysłania do kolonii hiszpańskich 4800 czarnych niewolników rocznie) stanowiło dla nich pretekst do szmuglowania towarów. Podobnego pretekstu dostarczała europejskim poddanym Jerzego I i II inna zdobycz układu utrechckiego zwana navio de permiso , przyznająca im prawo wysyłania do kolonii Filipa V corocznie jednego statku o wyporności 500 ton. W 1728 roku minister José Patiño, od dwóch lat szef sekretariatu Marynarki i Indii, kazał utworzyć flotę amerykańską straż wybrzeża (Guarda Costas), która liczyła około 20 statków wojennych stale patrolujących wybrzeża i tyleż dodatkowych pozostających w portach . Działając z dala od władz w Madrycie strażnicy często zamieniali się czasem w zwykłych piratów prześladujących kupców. Ponieważ kłopoty te dotykały sporą część brytyjskiego społeczeństwa, konflikty z Guarda Costas były jednym z najszerzej dyskutowanych problemów w Wielkiej Brytanii pierwszej połowy XVIII wieku. Na razie jednak Brytyjczycy skłonni byli pogodzić się z Hiszpanami podpisując z nimi kompromisowy traktat sewilski w 1729 roku. Handel między Hiszpanią „europejską” a Wielką Brytanią przeżywał ciężkie chwile od traktatu w Utrechcie aż do momentu, gdy mający nadzieję na zwycięstwo swej anty-cesarskiej kampanii Alberoni zaczął (około roku 1717) dbać o naprawę stosunków dyplomatycznych. Wówczas George Bubb-Dodington (1691-1762) zdołał wynegocjować dobre warunki handlowe dla kupców brytyjskich . Jednak jak zauważa Doroty Marshall, South Sea Company musiała płacić Hiszpanom wysokie cła od dostarczanych niewolników (34.000 funtów rocznie).

Warunki dla handlu uległy też przejściowej poprawie w latach 1733-1735, gdy Hiszpania popierała Francję przeciw cesarzowi w wojnie o polską sukcesję. Wówczas brytyjscy kupcy w Ameryce byli traktowani dobrze, ponieważ nie chciano naruszyć brytyjskiej neutralności, zaś po tym jak Francja zdradziła swych hiszpańskich sprzymierzeńców zawierając separatystyczny pokój z cesarzem traktowano ich z szacunkiem, by uniknąć osamotnienia politycznego w Europie. Postawa Madrytu różniła jednak się często od postawy gubernatorów kolonialnych, którzy widząc jak do ich portów przybywa na raz 30 statków zamiast jednego, a brytyjscy piraci napadają na statki hiszpańskie (nawet na te należące do Guarda Costas) próbowali zapobiec brytyjskim nadużyciom często w brutalny i niezręczny sposób. W 1737 roku hiszpańskie władze kolonialne zdecydowały się wyposażyć pewną liczbę nowych okrętów. Rezultatem wzmożonego polowania było przechwycenie dwunastu statków należących do brytyjskich kupców. Pięć z nich znikło bez śladu, więc można przypuszczać, że padły one ofiarą nie Guarda Costas, lecz piratów. Co do losu pozostałych dwór hiszpański starał się przyjąć postawę koncyliacyjną .

Jesienią 1737 roku brytyjscy kupcy z Londynu, Bristolu i Liverpoolu, a także innych centrów handlu z Ameryką złożyli petycję do parlamentu , by odniósł się on do sprawy strat wyrządzonych im przez Guarda Costas. Benjamin Keene , brytyjski ambasador w Madrycie złożył tam swój protest 10 grudnia tego roku. Oficjalna i wychodząca naprzeciw oczekiwaniom brytyjskim odpowiedź dworu hiszpańskiego nadeszła jednak za późno (w końcu maja 1738 roku) , by powstrzymać opinię publiczną i opozycję parlamentarną przed atakami na Hiszpanię i jej politykę. Opozycja domagała się ukarania Hiszpanów (Keene został poinstruowany, by w lutym 1738 roku przedstawić kolejną listę skarg brytyjskich rządowi hiszpańskiemu), chcąc przy okazji zdyskredytować pokojowo nastawiony rząd Walpole’a.. Mniej oficjalne doniesienia o pojednawczości Madrytu nie powstrzymywały anty-hiszpańskiego krzyku opozycji i opinii publicznej. Można przytoczyć tu jedno z takich doniesień pochodzące z wrześniowego wydania Gentleman’s Magazine (z roku 1737):

...Z Hagi: Niektóre propozycje, przedstawione przez hiszpańskiego ministra na dworze Wielkiej Brytanii wskazują, że dwór hiszpański ma dwie wizje załatwienia sprawy; będąc świadomym tego że trwające nadal pirackie wykroczenia (popełniane przez) ich Guarda Costas nie mogą być w żadnym razie uzasadnione, król Hiszpanii myśli tu o wymianie szkód i pretensji, które mogłoby doprowadzić do zawarcia traktatu takiego jak tego z 1670 zawartego przy podobnej okazji, po drugie jeśli Hiszpania nie uczyni zadość pretensjom by naprawić szkody wyrządzone przez prywatnych hiszpańskich właścicieli statków, może ich użyć by osiągnąć swoje cele co do Port Maken i Gibraltaru, chętnie (w zamian za odstąpienie ostatniego z wymienionych miejsc) rezygnując ze swoich pretensji do Georgii i Karoliny ...

Hiszpanie byli jak widać gotowi wyrównać nie tylko szkody spowodowane nie przez Guarda Costas, lecz także załatwić także dalekosiężne cele polityki między obu krajami, które to cele byłyby, ich zdaniem, korzystne dla obu krajów. Sugerowanie oddania Gibraltaru, który podczas kryzysu z roku 1727 stał się drogi sercom wyspiarzy. Tak jak w ocenianiu polityki Walpole’a wobec Francji kluczowym momentem są lata 1728-1730, kiedy to rozbroił on Europę i położył kres anty-austriackim polityczo-militarnym zapędom swego szwagra i sekretarza stanu Charlesa Townshenda tak dla oceny jego postawy wobec Hiszpanii kluczowy jest rok 1738, kiedy próbował on, tak jak jego hiszpański odpowiednik markiz de La Quadra rozwiązać w sposób pokojowy powstały konflikt ekonomiczno-polityczny . Czerwcowy numer Gentleman,s Magazine zamieścił jego odpowiedź na wysunięty przez opozycję projekt ustawy: A Bill for the more effectual securing the Trade of his Majesty’s Subjects in Columbia (Ustawa mająca zabezpieczyć handel poddanych Jego Królewskiej Mości w Kolumbii (tj. w Ameryce Południowej). Przedstawiony w Izbie Gmin projekt składał się z trzech klauzul. Pierwsza miała przyznawać poddanym brytyjskim do zatrzymania na własność przechwyconych ładunków statków hiszpańskich, druga przewidywała wynagrodzenie dla brytyjskich marynarzy w wysokości 5 funtów za każdego schwytanego na otwartym morzu Hiszpana. Trzecia miała przyznać Brytyjskim prywatnym „zdobywcom” zagrabione Hiszpanom ziemie na kontynencie Amerykańskim jeśliby doszło do wojny pomiędzy obu krajami. Był to zgłoszony przez tzw. „Patriotów ” projekt mający uczynić ataki na Hiszpanów skuteczniejszymi.

Walpole odniósł się kolejno do wszystkich punktów proponowanej ustawy. Po pierwsze przedstawił, jakie mogłyby być konsekwencje uznania przez parlament pierwszej ustawy, przy czym szczególnie uwzględnił on handlowe interesy francuskiego sojusznika, które jego zdaniem były zbyt połączone z hiszpańskimi.

...Tak więc byłbym rad wiedzieć co będzie jeśli wskutek końca dobrych relacji z Hiszpanią, flota Wielkiej Brytanii sięgnie po jej przyjaciół i sprzymierzeńców, którzy korzystali z hiszpańskich statków z pełną wiarą i zapewnieniami o przyjaźni i jakie muszą być konsekwencje takiego przejęcia dóbr ...jestem daleki od myślenia, że nie potrafilibyśmy zmierzyć się z Hiszpanami, jeśliby nasze obecne rozbieżności doprowadziły do otwartego zerwania i że nie moglibyśmy wówczas zmusić ich do oddania nam sprawiedliwości. Lecz proszę pozwolić mi powiedzieć, że nie jesteśmy w stanie zmierzyć się z Hiszpanami i Francuzami jednocześnie. Każdy wie, że udział, który mają Francuzi w hiszpańskich statkach transportujących kruszec jest bardzo poważny i z tej racji, nie ma tu podstaw wątpić, że kiedy na dworze Francji będzie wiadome, że omawiana ustawa, oddająca naszym oficerom i marynarzom skarb, który jak myśleli był tak dobrze zabezpieczony przez przyjaźń z nami, przeszła, Francja od razu opowie się po stronie swoich zysków i jak przypuszczam to opowiedzenie się nie będzie dla nas przyjazne. Sposób w jaki będzie rozumować po przyjęciu przez nas ustawy będzie taki: - Postanowiłam pozostać neutralna w tym konflikcie pomiędzy Wielką Brytanią a Hiszpanią, zwłaszcza, że ich rozbieżności nie szkodzą moim interesom. Ale tym razem sprawa uległą zmianie. Mam wielki majątek w rękach losu i muszę go skutecznie zabezpieczyć. Mogę to osiągnąć jedynie przez zaatakowanie wybrzeży Wielkiej Brytanii i zmuszenie jej tym samym do zaakceptowania takich warunków jakie będę chciała jej narzucić lub przez wysyłanie żołnierzy by bronili hiszpańskich statków z kosztownościami - Możemy być pewni, Sir, że w ten właśnie sposób dwór Francja będzie rozumować...nie będę zdziwiony jeśli następna hiszpańska „srebrna flota” przybędzie chroniona przez francuski konwój... . Jest to dobra próbka kwiecistego stylu Walpole’a, a także jego talentu do prostego prezentowania najbardziej zawikłanych spraw. „Premier” zapewnił następnie, że całym sercem jest po stronie „skrzywdzonych kupców” (our injur’d merchants) przypominając jednocześnie o tym, że Brytyjczycy nie są jedynym narodem, którego kupcy cierpią z powodu decyzji hiszpańskich władz kolonialnych, lecz również, że:

...Prawie nie ma narodu w Europie, którego kupcy nie posiadaliby jakichś dóbr na pokładach hiszpańskiej floty z kruszcem, których nie staraliby się zabezpieczyć... Belgowie z pewnością ucierpieli wiele od Hiszpanów, chociaż może nie zabrano im tyle statków co nam; mają więc takie same prawa jak my i jeśli zastosowaliby te same środki... lecz widzimy, że czekają oni na rezultat naszych negocjacji. Jeśli środki jakie chcemy przedsięwziąć mają zagwarantować satysfakcję za wydarzenia przeszłe i bezpieczeństwo na przyszłość, potrzebujemy bez wątpienia ich pomocy i udziału; lecz jeśli zastosujemy środki, które uczynią lekarstwo gorszym niż choroba, nie wyobrażajmy sobie, że jakikolwiek naród opowie się przeciwko własnym interesom ...

Walpole przepowiadał, że mało które państwo poparłoby takie awanturnictwo polityczne tym bardziej, że jak zauważył: ...większość z ostatnich wypowiedzeń wojny była spowodowana aktami wrogości, a więc akty te poprzedzały zazwyczaj wypowiedzenie wojny a jest (teraz), bardzo możliwe, że jeśli będziemy zmuszeni do otwartego zerwania z Hiszpanią, po raz pierwszy deklaracja wojenna z uczynionych przez nas będzie wystrzałem z armaty...i z tego powodu, Sir, myślę zgodnie z powszechną sprawiedliwością, że przynajmniej powinniśmy dać naszym sojusznikom uczciwe ostrzeżenie. Przeto ta ustawa nie powinna wejść w życie aż do momentu otwartego zerwania z Hiszpanią, tak by nasi sojusznicy mogli wiedzieć czego się spodziewać w razie gdyby posiadali towary na hiszpańskich pokładach ....

Walpole grał prawdopodobnie na zwłokę, by umożliwić pokojowe rozwiązanie konfliktu zwłaszcza, że cytowany tekst jest o miesiąc późniejszy od oficjalnej pozytywnej odpowiedzi strony hiszpańskiej, która gotowa był uczynić zadość brytyjskim żądaniom. Obawiał się poparcia Hiszpanów przez Francuzów, tym bardziej, że Fleury nie krył przed nim takiego zamiaru ich poparcia w razie wojny brytyjsko-hiszpańskiej. Gentleman’s Magazine w lipcu 1738 roku kontynuował zamieszczanie przemówień członków Izby Gmin dotyczących problemu hiszpańskiego. Bardzo interesujące jest zamieszczone w nim dokończenie przemówienia „premiera”, w którym przyznaje, że: ...Doświadczenie często zachęcało mnie by przeciwstawiać się popularnym rozwiązaniom jeśli były niesłuszne i popierania niepopularnych, jeśli były słuszne ... Można jedynie pozazdrościć mu tej niezależności od opinii wzburzonego i ignoranckiego tłumu. Walpole pozostał wierny swoim przekonaniom. Odpowiedzią na przemówienie ministra była mowa posła opozycji (sądząc po prasowym celowym przekręceniu jego nazwiska (Wimgul Pulnub) był to William Pulteney, który stwierdził, że akty wrogości ze strony hiszpańskiej nastąpiły 60 dni przed zgłoszeniem projektu ustawy, stwierdził, że rząd nie dba dostatecznie o „honor” kraju i wyraził swe przekonanie o tym, że Francuzi Hiszpanów nie poprą ponieważ byłoby to dla nich zbyt duże ryzyko . Trudno stwierdzić czy wiedział o stanowisku Fleury’ego w tej sprawie. Opozycjoniści nie wierzyli lub udawali, że nie wierzą w dobrą wolę Hiszpanów. Kolejna odpowiedź Walpole’a zawierała zapewnienie o dbaniu o interesy kupców i apel do opozycji by nie przyczyniała się do podzielenia kupców, którzy, jego zdaniem, powinni występować wobec króla Hiszpańskiego jako całość .

Po wielu dalszych wymianach opinii w których obie strony manifestowały swoje przywiązanie do „honoru narodu”, przywódca opozycji William Pulteney zabrał głos po raz kolejny by wyrazić swoją niechęć wobec zagmatwanych negocjacji rządu z Hiszpanami:

...Niektórzy ministrowie wiedzą, że ustawa której teraz bronię, jest ustawą, która nie pozostawi w przyszłości miejsca na pajęczynowe negocjacje, niespójne traktaty czy śmiechu warte wyprawy ...

W ten sposób Pulteney chciał zdyskredytować parlament i jego działania w oczach posłów. Postulaty te przypominają oświadczenie Wilhelma II po usunięciu Bismarcka w 1890, że polityka powinna być jasna, prosta i zdecydowana. Taką politykę będzie prowadził w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XVIII wieku William Pitt, który będzie się odwoływał w tym samym stopniu do patriotyzmu posłów jak Walpole do ich lojalności uzyskanej dzięki przekupstwom . Jeszcze na długo przed rokiem 1737, kiedy wzmożona akcja Guarda Costas zbyt mocno już dała się we znaki kupcom brytyjskim, prasa brytyjska pełna była buńczucznych artykułów, których autorzy dowodzili tego, że zachowanie się Hiszpanów wobec nich jest niegodne . Mówiono nawet, że Hiszpanie nie uznają pierwszeństwa Wielkiej Brytanii, które uzyskała dzięki sukcesom w handlu . Jednak towarzyszyło im przyjazne zainteresowanie sprawami uzyskania księstw włoskich przez Don Carlosa . Dopiero rok 1737 przyniósł wyraźnie anty-hiszpańskie nastawienie. Zmieniło się nastawienie opinii publicznej do kupców karaibskich. W marcu 1731 na łamach Gentleman’s Magazine ukazał się artykuł, którego autor zapewniał, że: ...wszystko co jest czynione wokół Gibraltaru nie me żadnego innego celu poza chęcią zapobiegania przemytowi (...that , what is doing before Gibraltar, is really with no other view, than to prevent a contraband Trade... ... Dziś wiadomo już ponad wszelką wątpliwość, że Hiszpanie ani na moment nie zaprzestali myśleć o odzyskaniu Gibraltaru, tak jak nie zaprzestali prac fortyfikacyjnych mających ułatwić (w razie wojny) jego zdobycie . Jednak Brytyjczycy skłonni byli tolerować manewry hiszpańskie niedaleko bazy i usprawiedliwiać ich przed sobą. Cała ewolucja poglądów musiała zajść by pomyślano o Hiszpanach jako o narodzie, którego trzeba ukarać. Artykuł z sierpnia 1738 dotyczący ultimatum złożonego przez ambasadora Keene’a „Jego Katolickiej Wysokości” utrzymany jest w zupełnie innym duchu na zapewnienia Brytyjczyka, że na utrzymanie pokoju nie jest jeszcze za późno jeśli król hiszpański będzie skłonny uczynić zadość oczekiwaniom Londynu. Jak się okazało Hiszpanie patrzyli na te sprawy w zupełnie inny sposób:

..Markiz de Villarias odpowiedział, że: „król Hiszpanii buł daleki od rozpatrywania spraw w takim samym świetle jak dwór Wielkiej Brytanii wydawał się czynić...uczciwość zachowania korony hiszpańskiej był ewidentna we wszystkich działaniach które maiły miejsce od czasu konwencji z 14 stycznia , że: ...Król Katolicki nie mógł patrzeć na odgrywanie się na Hiszpanach inaczej niż jak na akt wrogości ....

Zacytowany tu fragment ukazuje nam jak tragiczne w skutkach może być dyplomatyczne nieporozumienie. Stolice obu krajów miały dość niepewną kontrolę nad swoimi poddanymi w Ameryce, gdzie potyczki między załogami były powszechne. Jednak samo nieporozumienie i brak kontroli nad poddanymi nie doprowadziłyby do wojny gdyby nie usilne starania brytyjskiej opozycji parlamentarnej, która nie mogła przepuścić okazji by obalić lub przynajmniej osłabić rząd Walpole’a. Sytuacja nadawała się do tego znakomicie, ponieważ pacyfizm gabinetu można było „tłumaczyć” brakiem patriotyzmu a to słowo nie schodziło opozycjonistom nigdy z ust. Sam Walpole kpił z nich nazywając ich Patriot-Boys wytykając im tym samym niedojrzałość polityczną . Ich retoryka trafiała jednak do serc brytyjskiego społeczeństwa, tym bardziej, że mieli oni na swych usługach wiele zdolnych piór. Mnożyły się liczne pamflety a nawet dramaty ośmieszające politykę negocjacji .

Rok 1738 był rokiem licznych bardziej i mniej oficjalnych petycji kupców do władz państwowych. Ich skargi jeszcze przed 1737 rokiem przyjęto by jak krzyki słusznie ukaranych przemytników. Wiedział o tym słynny kapitan John Jenkins , kapitan statku Rebecca brutalnie przeszukanego przez Guarda Costas w 1731 roku. Zakonserwowane ucho, które nieszczęsny marynarz postradał przy tamtej dawnej okazji pokazał parlamentowi dopiero w 1738 gdy koniunktura zmieniła się na korzyść zanoszących skargi. Nad oficjalną petycją kupców rozgorzała oczywiście debata parlamentarna. W Izbie Gmin Pulteney uważał za stosowne zaznaczyć, że:

...nie jest to, jak było sugerowane, jakiś słaby krzyk grupki przemytników, których towary słusznie obłożono sekwestrem, lecz skromne i sprawiedliwe napomnienie ze strony najlepszych przyjaciół zarówno interesów jak i konstytucji ich kraju...jeśli (te skargi) zostaną potwierdzone, czego zresztą mamy powody oczekiwać, ponieważ myślę, że nasze ministerstwo, było winne skandalicznego zaniedbania obowiązków ... W imieniu rządu na zarzuty Pulteneya odpowiedział Henry Pelham, brat Księcia Newcastle i późniejszy premier: ...Nie wątpię w prawdę zeznań zawartych w petycji. Jednak, Sir, jeśli nawet są one prawdą, dlaczego mają one obciążać charakter członków ministerstwa? Czy ministrowie Jego Hiszpańskiej lub Jego Brytyjskiej Wysokości muszą odpowiadać za zachowanie ich gubernatorów w Ameryce, i za każde złe przekręcenie otrzymanych od przełożonych rozkazów, którego się dopuszczają? Wydaje się, że w obliczu jednej z tych petycji nasze ministerstwo było tak aktywne jak tylko być można w domaganiu się odszkodowań dla składających petycje ...

Trwający od 1717 roku wspólny brytyjsko-francuski arbitraż w Europie był w 1738 nadal częścią politycznej rzeczywistości. Lecz Francja była także od 1733 złączona paktem familijnym z Hiszpanią i prowadziła od 1734 do 1738 roku u jej boku wojnę o polską sukcesję, a niechętny Brytyjczykom francuski sekretarz spraw zagranicznych w latach 1727-1737 Germain Louis Chauvelin (1685-1762) swą prowadzoną za plecami Fleury’ego polityką mocno podkopał brytyjskie zaufanie do Wersalu. Oficjalnie sojusz trwał nadal, lecz sojusznicy już sobie nie ufali. Trudno więc było w 1738 roku przewidzieć reakcję Francji na wypowiedzenie wojny Hiszpanii przez Wielką Brytanię. Walpole, miał powody przypuszczać, że Francja mimo wszystko pomoże Hiszpanom i takie też było generalne stanowisko rządu w tej sprawie. Zaś opozycjonista John Carteret (1690–1763) grający w Izbie Lordów rolę analogiczną do roli Pulteneya w Izbie Gmin dowodził w 1738, że Francja zbyt sobie ceni szczęśliwe dla niej efekty pokoju by wikłać się w nową wojnę . Uznał wówczas Francję za państwo miłujące pokój , czemu będzie przeczył w petycji z 1741 roku o usunięcie Walpole’a z urzędu. W 1741 roku uzna też, że sojusz francusko-hiszpański jest nierozdzielny, natomiast w roku 1738 sądził, że ryzyko podrażnienia Francji jest niewielkie. Carteret uznał niepowodzenie osadzenia na tron polski Stanisława Leszczyńskiego za dowód słabości Francji, a mediację między cesarzem a Turcją (konflikt zakończy się w 1739 pokojem w Belgradzie) przedstawił jako przykład jej pokojowych zamiarów. Następnie stwierdził, że również ze strony Szwecji przeżywającej wewnętrzne trudności noc Brytyjczykom nie grozi po czy konkludował, że jedynym niebezpiecznym krajem jest Hiszpania. Wprawdzie uznał hiszpańskie napaści za „pirackie praktyki” (piratical Practicies) a więc organizowane przez prywatnych właścicieli statków i stwierdził że jest możliwe, że niektórzy gubernatorzy mają udział w zyskach z tych napaści , po czym przeszedł do sprawy stałej armii, która, jak postulowała opozycja powinna być zmniejszona z 18.000 do 12.000 żołnierzy ponieważ jest droga a jako daleko słabsza od hiszpańskiej i tak nie przydałaby się w zbliżającym się konflikcie, w którym siła decydującą miała być flota.

Thomas Pelham-Holles, 1. Książe Newcastle (1693-1768) , sekretarz stanu południowego departamentu w latach 1724-1746 , broniąc polityki rządu wyraził ciekawą opinię o dworach europejskich, których polityki przewidzieć nie sposób ponieważ nieustannie zmieniały się na nich fakcje rządzące (zabawne, że np. Fryderyk Wielki i cesarz Józef II potem mówili tak samo o zmieniających się rządach brytyjskich) . Pelham-Holles stanu wyznał, że nie wierzy w pokojowość zamiarów francuskich, przytaczając przykłady ich ukrywania agresywnych planów pod maską łagodności . Zaś to, że cesarz nie stracił jeszcze wszystkich swych terytoriów zapisał na konto tak pogardzanej przez opozycję stałej armii lądowej .

Podczas gdy Carteret i cała opozycja głosili pogląd, że Hiszpanów należy ukarać, lub przynajmniej z nimi zerwać ponieważ „pogwałcili oni postanowienia Traktatu Sewilskiego” ponieważ traktat ów miał ponownie ustanowić handel między obu krajami a z czym były obecnie kłopoty, Walpole i jego rząd rozpoczęli za pośrednictwem ambasadora Benjamina Keene’a (1697-1757) negocjacje z królem Hiszpanii . W grudniu 1738 roku król hiszpański zgodził się na preliminaria układu, przy czym hiszpański minister de la Quadra poinformował Keene’a już po wysłaniu przez Brytyjczyka, kuriera do Londynu o zastrzeżeniu króla Hiszpanii nie chcącego się zgodzić na pozbawienie jego marynarzy prawa przeszukiwania brytyjskich statków . Nie przeszkodziło to jednak negocjacjom. W styczniu 1739 doszło do podpisania konwencji w Pardo , której pierwszy artykuł przywracał normalne warunki handlu między obu krajami potwierdzając traktaty z lat 1667, 1670, 1713, 1715, 1716, 1721, 1728 i 1729 (wraz z Asiento de Negros) i ustanawiał komisję mającą rozpatrzyć wzajemne pretensje finansowe . Drugi artykuł potwierdzał status quo Karoliny i Florydy zakazując wznoszenia tam fortec. Trzeci ocenił sumę do wypłacenia Brytyjczykom na 95.000 funtów, po odjęciu od pierwotnej sumy żądanej przez brytyjskich kupców kwoty (według Dorothy Marshall miało to być 140.000 funtów ), której domagali się Hiszpanie na pokrycie szkód wyrządzonych przez marynarzy brytyjskich. Artykuł kolejny uznawał oddanie kilku zatrzymanych przez Hiszpanów statków (Woolball, Loyal Charles, Dispatch, George Prince William i kilka mniejszych) za część spłaty należnych 95 tysięcy. Piąty i ostatni artykuł dotyczył spraw natury formalnej. Te pięć artykułów podpisanych zostało przez Keene’a i Quadra’ę. Hiszpański polityk podpisał jednak sam jeszcze dalsze trzy artykuły, których treść była potwierdzeniem postanowień poprzednich pięciu głoszące zastosowanie ustalonej procedury w odniesieniu do najświeższych wydarzeń. Trzeci z nich jednak ustalał sumę 68.000 należną dworowi hiszpańskiemu jaką powinna zapłacić South Sea Company tytułem wyrównania należnego cła za dostarczanych w ramach Asiento niewolników.

Hiszpański ambasador w Londynie Sir Thomas Fitzgerald przedstawił żądanie dyrektorom Kompanii, którzy odmówili jej zapłacenia. Ten sprzeciw niektórzy historycy uznają za dowód przemożnego wpływu Kompanii na politykę Wielkiej Brytanii. Rzeczywiście storpedowało to całą operację, ponieważ obie wypłaty były od siebie uzależnione mocą konwencji. Dyrektorzy South Sea Company nie chcieli płacić w zamian za obietnicę wypłaty, zwłaszcza, że na skutek nieoficjalnych wojen między obu krajami w roku 1718 i 1727. Spowodowało to nową falę głosów za wojną. Walpole przestrzegał, że jeśli zostanie ona wypowiedziana po zawarciu konwencji nie będzie ona ani słuszna, ani sprawiedliwa . Walpole był jednak samotnikiem w swej walce o pokój. Basill Williams cytuje list Hardwicke’a do księcia Newcastle, w którym Walpole jest przedstawiony jako stary wojownik o sprawę pokoju pogrążony w melancholii. Hardwicke przytacza swą rozmowę z Walpole’m, w której starał się go przekonać, że to powszechne przekonanie o ustępliwości ministra wobec Hiszpanów, podzielane przez niektórych członków gabinetu, zaszkodziło sprawie pokoju . Opozycja w swym dążeniu do wojny posługiwała się efektem psychologicznym jaki wywoływały opowieści o żeglarzach brytyjskich zakutych w łańcuchy i zmuszonych pracować w ciężkich warunkach w Hiszpanii. Wspomniana już delegacja kupców opowiedziała o tym w parlamencie 3 marca 1738 roku. Opowieści te, choć nieco przesadzone, były prawdziwe jednak takie traktowanie jeńców w XVIII wieku było uważane za normalne. Walpole oskarżał kupców o granie na emocjach i uniemożliwianie przez to rzeczowej dyskusji . W Londynie o Hiszpanach krążyło wówczas wiele negatywnych stereotypów, opartych na zaszłościach historycznych. Żywa wciąż pamięć o wojnach religijnych XVI wieku i o wielkiej armadzie, która próbowała podbić wyspiarzy w 1588 roku. Opowieści z 1739 roku o łańcuchach i żeglarzach były jakby żywcem wzięte z XVI wieku. Delegacja kupców opowiedziała o tym w parlamencie 3 marca 1738 roku. Ówczesny premier Robert Walpole oskarżał kupców o granie na emocjach i uniemożliwianie rzeczowej dyskusji , wyczuwając w całej akcji chęć osłabienia jego gabinetu i autorytetu.

O tym jak w arystokratyczno-demokratycznym świecie anglosaskim postrzegano Hiszpański absolutyzm, wiele mogą mówić opinie amerykańskiego dyplomaty Johna Jaya, który porównywał hiszpańskiego króla absolutnego Karola III, do „złego czarodzieja”, który całkowicie zmieniać stan rzeczy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To, że akurat ten monarcha był władcą łagodnym i oświeconym, nie zmieniało krytycznej o nim opinii, co jest symptomatyczne. Samo Królestwo Hiszpanii widziane było jako kraj o średniowiecznych elitach i równie przedpotopowej gospodarce .

Il. 1. Ilustracja do poematu z 1738 roku pt: The Voice of Liberty. Poem occasioned by the Insults of the Spaniards. Staroświecko ubrani Hiszpanie, przetrzymują pojmanych kupców brytyjskich w strasznych warunkach w lochu. Wyraźnie widać tu rzekomy sadyzm Hiszpanów. Jedna z osób to „papistyczny” duchowny, źródło: M. Duffy, The Englishman and the Foreigner

Bardzo antyhiszpański był już Oliver Crommwell, który w 1656 wyraził pogląd, że Hiszpanie są śmiertelnymi wrogami Anglików oraz , że są okrutni i nietolerancyjni (Crommwell powoływał się na „Relację o wyniszczeniu Indian” Bartolomeo de Lac Casasa z XVI wieku ). Żywa była pamięć o ambasadorze Gondomarze (dla Anglików wcielenie diabła), który groził królowej Elżbiecie I i spoufalał się z niepopularnym Jakubem I Stuartem, a także o krwawym oblężeniu Antwerpii w 1602 roku. Czarna legenda odżyła za sprawą ulokowania się francuskiej dynastii Burbonów w Hiszpanii w 1701 roku, w postaci wnuka Ludwika XIV – Filipa V. Odtąd stale obawiano się współdziałania Hiszpanów z Francuzami przeciw Wielkiej Brytanii . Odrzucała także ceremonialna, katolicka religijność hiszpańska, kojarząca się z bezrefleksyjnym klepaniem pacierzy, tylko po to by po pacierzach dalej czynić zło. Król Ferdynand VII, był, już w czasach napoleońskich często określany, jako: tirannical religious fanatic. William Pitt Starszy powiedział raz o Hiszpanach, w jednej ze swych słynnych mów: Spaniards are as mean and crafty, as they are pro ud and insolent – „Hispzanie są tak skąpi i przebiegli, jak dumni i bezczelni”, jak widać nie była to tylko opinia gminu, ale i elit .

Hiszpanie w całej Europie uchodzili za naród do przesady dumny, agresywny i bez polotu. W XVIII wieku, podobnie jak we wczesnej nowożytności wierzono (i echa tych przekonań przetrwały do dzisiaj), że brzmienie języka ma związek z narodowych charakterem danej nacji. W takich porównawczych zestawieniach przodowali właśnie Francuzi. Wierzono, że język hiszpański jest dumny (w związku z czym Hiszpanie też są tacy), włoski – zniewieściały (nawet Voltaire tak uważał), a niemiecki – szorstki lub wręcz grubiański . W 1581 roku renesansowy pisarz francuski Henri Estienne pisał, że włosi wzdychają, francuzi śpiewają, Niemcy wyją, a Hiszpanie jęczą. Dominique Bouhours w XVII wieku pisał bardziej franko centrycznie:, że azjaci śpiewają, Niemcy terkoczą, Hiszpanie deklamują, Włosi wzdychają, Anglicy gwiżdżą, a tylko jedni Francuzi - mówią . Także w Paryżu Hiszpanie, byli postrzegani jako naród ciemny zacofany. Mimo, iż od początku wieku zasiadał w Madrycie na tronie dynastia burbońska pełna reformatorskich pomysłów, zmiany następowały zbyt wolno by zadowolić liberalną opinię francuską. Encyklopedia Diderota i d’Alemberta obraziła Hiszpanów pisząc o ich kraju przez pryzmat rzezi Indian opisanych przez Las Casasa w XVI wieku i lekko zdemonizowanej działalności inkwizycji. W swym: „Słowniku filozoficznym podręcznym”, wydanym w Genewie w 1764 roku Voltaire uwzględnił oddzielnie zagadnienia wolności pojętej czysto filozoficznie, zajmując stanowisko w krótkim dialogu, że czyny człowieka są wolne, ale jego wola już nie oraz wolność polityczno-społeczną, czyli „wolność myślenia”. Tą ostatnią również przedstawił w formie dialogu hiszpańsko-angielskiego (angielski wolnomyśliciel kontra hiszpańskie wykształcenie scholastyczne) , stosując podobny manewr jak potem w: „Historii Jenniego” (1775) .

Il. 2. Brytyjska karykatura z 1738 roku. Hiszpan odziany w typowy hiszpański płaszcz, orze pojmanymi brytyjskimi kupcami, a Walpole powstrzymuje brytyjskiego lwa, chcącego pomścić ich hańbę. W tle walka okrętu brytyjskiego z hiszpańskim, co miało podkreślać, że konflikt już de facto się rozpoczął, a pacyfizm Walpole’a nie przystaje do wymogów chwili. źródło: M. Duffy, The Englishman and the Foreigner

Hiszpanów postrzegano we Francji, a wiec i w całej oświeconej Europie, przez pryzmat ich upadłej dawnej świetności i powieści łotrzykowskiej, czyli pikarejskiej – spopularyzowanej jako gatunek literacki we Francji przez Lesage’a, jako dumnych ignorantów i gwałtowników, na co wskazuje choćby postać gwałtownego hiszpańskiego w operze Rameau: Les Indes Galantes, adoratora córki indiańskiego wodza, który współzawodniczy o jej względy z niestałym i kapryśnym Francuzem. Niektórzy jednak doceniali starania oświeconych Hiszpanów w pracy dla polepszenia warunków życia w ich kraju. Rousseau twierdził, że z wojaży zagranicznych tylko „Hiszpan przywozi coś użytecznego dla swojego kraju”, w przeciwieństwie do Anglików, Francusów i Niemców, którzy myślą głównie o osobistej karierze .

Warto pamiętać nie tylko o nie tak znowu wielkiej sprzeczności interesów obu państw, ale także o bardzo poważnych różnicach ideologicznych ich elit. Wielka Brytania była krajem protestanckim, o deistycznych (wpływy filozofii Johna Tolanda) oświeconych elitach, podczas gdy Hiszpania ciągle jeszcze miała ambicje odgrywania jednej z głównych katolickich sił na kontynencie. Dopiero w latach czterdziestych konflikt konserwatywno-katolickiego ministra Carvajala z liberalnym wyznawcą racji stanu markizem Ensenada , naruszy nieco ten obraz, a zasadnicza zmiana nastąpi dopiero w latach sześćdziesiątych, czego objawem będzie nawiązanie stosunków w 1766 roku z Marokiem. Dotąd uważano, iż rekonkwista się nie zakończyła, tymczasem Primero Secretario de Estado (w l. 1776-1792) José Moniño, hrabia Floridablanca (1728-1808) twierdził, ze z Marokańczykami należy tak rozmawiać jak z Włochami czy Brytyjczykami. Religia przestała więc mieć znaczenie - oświecenie zwyciężyło .

Zła prasa, jaką mieli Hiszpanie w Londynie, miała ogromne znaczenie dla wybuchu wojny w 1739 roku. W czasie debaty, która miała miejsce w Izbie Gmin 6 marca 1739 roku opozycja wigowska z Pittem i Lyttletonem na czele znowu zaatakowała rząd. Pitt odpowiadając na poprzednią mowę Walpole’a dramatycznym głosem spytał: ..Czy to nadal jest naród? Co się stało z angielskim parlamentem, jeśli posiadając więcej statków w portach niż we wszystkich flotach Europy mamy znieść słuchanie o danej nam z Hiszpanii niepewnej, niezadowalającej, niehonorowej konwencji, przynosi całkowite zniewolenie w każdej linijce ... Pitta poparł Lyttleton stwierdzając, że prawo do przeszukiwania statków jest przyczyną wszystkich trosk (the root of all our grievances ). 9 marca część posłów opozycji (Torysi) z przyjacielem Bolingbroke’a Williamem Wyndhamem ogłosiła swą chęć wycofania się z parlamentu by „nie brać udziału w hańbie” . Newcastle myślał o wysłaniu Wyndhama do Tower za obrazę parlamentu (insolence). Walpole miał jedynie wyrazić obawę, że szybko powrócą. Wykorzystał ich nieobecność do przeforsowania kilku ustaw, jednak nie udało mu się zapobiec wypowiedzeniu wojny. Już w lipcu 1739 by uciszyć ataki opozycji przeciw konwencji wysłano admirała Vernona do Ameryki. Wojna została oficjalnie wypowiedziana 19 października 1739 wśród radości tłumu i bicia dzwonów . Sprzyjający opozycji Książe Walii wznosił toasty do tłumu stojąc w tawernie wśród swych stronników Walpole stwierdził przy tej okazji, że ludzie „biją w dzwony a niedługo będą załamywali ręce” . Wojna zrodziła jednak powszechną radość a wśród kupców nadzieję zysków. Obroty giełdowe i ceny papierów wartościowych wzrosły . W deklaracji wojennej króla Jerzego II jest mowa o pogwałceniu przez Hiszpanów zasady wolności mórz poprzez przeszukiwanie brytyjskich statków. Deklaracja była utrzymana w afektowanym tonie. Jej treść oskarżała Hiszpanów o uniemożliwienie Brytyjczykom czerpania korzyści z ich własnych kolonii i plantacji w Ameryce (deprive Us and our subjects of the Benefit of trhose Colonies and Plantations) .

Z aplauzem przywitano pierwsze zwycięstwo w tej wojnie gdy (w listopadzie 1739) admirał Vernon zablokował sześcioma statkami Porto Bello (dzisiejsze Portobelo w Panamie) i zmusił je do kapitulacji. Był to jedyny większy sukces brytyjski, ponieważ akcja nieudolnego generała Wentwortha nie zdołała mimo wsparcia Vernona, zdobyć Kartageny (dziś w Kolumbii). Komandor Anson dokonał wielkiego wyczynu żeglarskiego opływając Przylądek Horn i atakując wybrzeża Peru. Nie powiódł się z kolei atak na Santiago de Cuba w 1741 roku. Podjęta jeszcze rok wcześniej ofensywa z Georgii nie powiodła się i Georgia została spustoszona w 1742 roku przez Hiszpanów. Przygotowania hiszpańskie do wyprawy przeciwko Georgii zaobserwował już w czerwcu 1738 roku kapitan Joseph Prew, rząd hiszpański zapewniał wtedy, że zostaną one przerwane . Wówczas toczyła się już wojna o sukcesję austriacką, w której Wielka Brytania walczyła przeciw Francji, mimo, że aż do 1744 nie brały one oficjalnie udziału w wojnie, ponieważ Jerzy II nazwał swą armię „Armią pragmatyczną” (Pragmatic Army), która była sprzymierzeńcem cesarza przeciwko Bawarczykom, popieranych z kolei przez Francuzów. Dopiero w 1744 Francja wypowiedziała wojnę Wielkiej Brytanii . Mimo,, że Francja nie pospieszyła się specjalnie z poparciem Hiszpanów to można powiedzieć, że proroctwo Walpole’a spełniło się. Wydarzenia te rozgrywały się już bez udziału Walpole’a, który jak wiemy odszedł z urzędu w lutym 1742 roku. Warto jednak przypomnieć, że zgodnie z traktatem w Akwizgranie w 1748, kończącym obie wojny Wielka Brytania zrezygnowała ostatecznie z Asiento , które zawiesił im król Hiszpański w 1739. Odtąd przywilejem tym cieszyła się sojuszniczka Hiszpanii Francja, tak jak to miało miejsce przed pokojem utrechckim z 1713. Wojna osłabiła na jakiś czas pozycję Wielkiej Brytanii . Brytyjczycy walczyli kiepsko , wojna została na rządzie wymuszona, więc operacje przygotowano chaotycznie i bez przekonania. Możliwe jednak, że doświadczenie nabyte podczas tego ataku na amerykańskie posiadłości Hiszpanii pomogło Brytyjczykom w osiągnięciu spektakularnych sukcesów podczas wojny siedmioletniej (1756-1763) prowadzonej przez Pitta. Wydarzenia 1739 roku i następnych stanowią dość rzadki w dziejach przykład, kiedy to pokojowo nastawiony rząd został zmuszony przez opinię publiczna do rozpoczęcia wojny, której nie sposób było wygrać.

BIBLIOGRAFIA • Baruque J., de Lara M., Ortiz A., Historia Hiszpanii, Kraków 1997.

• Boswell J., The Life of Samuel Johnson, London 1791.

• Bromley J., Meyer J., The Second Hundred Years War (1689-1815) in: Britain and France Ten centuries, Folkestone (Kent) 1970.

• Burke P., Języki i społeczności w Europie wczesnonowożytnej, Wydawnictwo UJ Kraków 2009.

• Bury J., Butler J., Clark G., The New Cambridge Modern History, volume VII: The Old Regime 1713-1763, Cambridge University Press 1950.

• Carlyle T., History of Friedrich II of Prussia Called Frederick the Great, NY 1866.

• Davis C.C., Szambelan Jego Królewskiej Mości, PAX Warszawa 1967.

• Duffy M., The Englishman and the Foreigner, Chadwyck-Healey Cambridge 1986.

• Dziubiński A., Między mieczem, głodem i dżumą - Maroko w latach 1727-1830, Ossolineum Wrocław 1977.

• Gentelman’s Magazine, London.

• Hof U., Europa Oświecenia, Wydawnictwo Wolumen, Warszawa 1995.

• Johnson S., A petition to the King for the Removal of Sir Robert Walpole, London 1741.

• Kędzierski J., Dzieje Anglii 1485-1830, Ossolineum, Wrocław/Warszawa, 1986.

• Lynch J., Bourbon Spain, Clarendon Press Oxford 1989.

• Marshall D., Eighteenth Century England, NY 1962.

• Napierała P., Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi, Wydawnictwo UAM Poznań 2008.

• Napierała P., Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res, Gdynia 2010.

• Nilzén G., Carl Gyllenborg – en frihetstida hattpolitiker, Carlssons Stockholm 2007.

• Perroy É., Doucet R., Latreille A., Historia Francji, t I: Od początku dziejów do roku 1774, Książka i Wiedza, Warszawa 1969.

• Rostworowski E., Historia powszechna. Wiek XVIII, Warszawa 1977.

• Sorel A., Kwestia wschodnia w XVIII wieku, PIW Warszawa 1981.

• Taracha C., Szpiedzy i dyplomaci - wywiad hiszpański w XVIII wieku, Wydawnictwo Werset, Warszawa 2005.

• Trevelyan G.M., Historia Anglii, PWN, Warszawa 1965.

• Voltaire, Dictionnaire philosophique, GF-Flammarion Paris 1964.

• Voltaire, Księżniczka Babilonu, Opolpress Opole 1993.

• Voltaire, Le Philosophe Ignorant, LGF Paris 2008.

• Williams B., The Whig Supremacy 1714-1760, Oxford Clarendon Press 1939.

• Woodfine P., Britannia’s Glories – the Walpole ministry and the 1739 war with Spain, Woodridge (Suffolk) 1998.

Polska-Hiszpania. Wczoraj i dziś

J. Kudełko, C. Taracha (red.), Polska-Hiszpania. Wczoraj i dziś. Studia poświęcone wybranym zagadnieniom z historii i współczesności, Werset Lublin 2012 ISBN 978-83-60133-94-1

Praca zbiorowa pod redakcją Joanny Kudełko i Cezarego Tarachy O książce Z prawdziwą przyjemnością oddajemy do rąk Czytelników piąty tom „Biblioteki Polsko-Iberyjskiej”. Wraz z nim obchodzimy pierwszy, mały jubileusz. Lubelskie środowisko hispanistyczne zyskało poprzez „Bibliotekę” nową platformę do publikacji swych dokonań naukowych w obszarze szeroko rozumianych relacji Polski z krajami języka hiszpańskiego, ale również prac dotyczących zagadnień stricte hiszpańskich czy latynoamerykańskich. Tom niniejszy zawiera zbiór studiów poświęconych różnorodnym zagadnieniom z obszaru relacji polsko-hiszpańskich, spraw polskich i hiszpańskich w przeszłości i we współczesnym świecie. Większość z nich powstała na bazie referatów wygłaszanych podczas międzynarodowej, interdyscyplinarnej konferencji naukowej pt. „Polska-Hiszpania. Wczoraj i dziś”, zorganizowanej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II, w czerwcu 2011 r. Autorami tekstów są uczeni reprezentujący różne dyscypliny nauk humanistycznych i społecznych: historycy, językoznawcy, historycy literatury, prawnicy, ekonomiści, bioetycy oraz różne ośrodki uniwersyteckie z obu krajów (Logroño, Murcia, Kraków, Lublin, Poznań, Warszawa, Wrocław). Część pierwsza poświęcona została różnorodnym problemom z zakresu historii, druga natomiast to refleksja dotycząca wybranych obszarów i zagadnień współczesnych.

Spis treści:

• Wstęp (Cezary Taracha) / 9 • Polska, Hiszpania, relacje polsko-hiszpańskie w przeszłości

• Matylda Urjasz-Raczko • Między Francją a Turcją. Monarchia hiszpańska wobec pierwszej wolnej elekcji w Rzeczypospolitej / 15 •

• Bogumił Szady • Benedykt Chmielowski i „czarna legenda” / 25

• Piotr Napierała • Polityka rządu Roberta Walpole’a (1721-1742) wobec Hiszpanii - rola animozji ideologicznych i narodowych w konflikcie 1739 roku / 35

• Pablo de la Fuente • La política naval de Ensenada durante el reinado de Fernando VI / 62 • Dorota Nowak • Konsulat hiszpański w Gdańsku. Zarys problematyki / 81

• Cezary Taracha • „In vino veritas”. O promocji hiszpańskiego wina w Polsce połowy XVIII wieku / 93

• Teresa Kuźmicz • Jaime Masones de Lima do José Carvajala. Hiszpańska korespondencja dyplomatyczna z XVIII wieku / 111

• Cristina González Caizán • Los contactos entre españoles y polacos durante la Guerra de la Independencia española (1808-1813). Primeras aproximaciones / 122

• Barbara Obtułowicz • María Ámparo Muñoz y Borbón, księżna Czartoryska – niespełniona nadzieja

• José Antonio Molina Gómez • Ferdinand Gregorovius: un historiador de la cultura que amaba a Polonia

• José Luis Gómez Urdáñez • De la Caridad a la Filantropía. Antecendentes históricos del Tercer Sector y la Economía Social en La Rioja

• Adam Redzik • Polski wkład w Kongres Prawa Międzynarodowego w Madrycie z 1933 roku

• Jan Stanisław Ciechanowski • Sprzedaż broni i innych materiałów wojennych stronom hiszpańskiej wojny domowej przez władze Rzeczypospolitej Polskiej

• Marcin Paluch • Wojna domowa w Hiszpanii (1936-1939) w pismach generałach Władysława Sikorskiego

• Jacek Gołębiowski • Hiszpański cud gospodarczy lat 60. XX wieku i jego twórcy • Polska i Hiszpania we współczesnym świecie • Polonia y España en el mundo actual

• Joanna Kudełko • przekładzie „Konia na wzgórzu” Eugeniusza Małaczewskiego (1897 – 1922) na język hiszpański

• Elżbieta Bender • La guerra civil española de 1936 en la literatura. La forja de un rebelde de Arturo Barea

• Tomasz Nestorowicz • Sistema de los tiempos de pasado del español y del polaco: estudio comparativo

• Janusz Bień • Diferencias tipológicas actuales entre el español y el polaco • Marta Minkiewicz • Polska transformacja w opinii dziennika „El País”

• Lech Miodek • Przyszłe zmiany polityczne na Kubie przez pryzmat doświadczeń hiszpańskich

• Leocadia Díaz Romero • The Accession of Poland and Spain to the EU. Special Consideration of the Region of Murcia

• Dorota Jegorow, Grzegorz Krawczyk • Bezpośrednie inwestycje hiszpańskie w Polsce i polskie w Hiszpanii • Piotr Wasilewski • Hiszpański sektor energii odnawialnej w świetle publikacji prasowych

• Emma Juaneda Ayensa • La expansión del Tercer Sector y la economía social. ¿Una respuesta a la crisis del estado de bienestar?

• Anabella Martínez Pérez Caritas diocesana de Calahorra, La Calzada y Logroño * • Jerzy Achmatowicz • Problem założeń polityki społecznej w przypadku systemów emerytalnych w Polsce i Hiszpanii (analiza porównawcza)

* • Roberto Germán Zurriaráin • Polonia y la futura ley de Fecundación in vitro

sobota, 14 kwietnia 2012

Sheffield w XVIII wieku

Sheffield założył w XII wieku arystokrata William de Lovetot, dlatego miasto to wzrastało wokół zamku i nieco późniejszego kościoła. Już w tych czasach miasteczko znane była z produkcji wełny. W XIV wieku doszła jeszcze produkcja sztućców. Około roku 1600 był to najważniejszy ośrodek icj produkcji w Anglii (poza Londynem). W XVII wieku miasto było dość biedne. W 1642 roku zajęli je rojaliści, a w 1644 żołnierze parlamentu. W 1648 ludzie Cromwella zniszczyli zamek – miejsce obrony rojalistów. Pod koniec XVII wieku liczba ludności wynosiła zapewne około 5.000.


Il. 54. Mapa Sheffield z 1736 roku, źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Shef1736.jpg (dostęp: 18.01.2011 r.).

W XVIII wieku miasto szybko się powiększało. W 1763 roku miało już ponad 10.000 mieszkańców, a w 1801 – 31.000. W 1707 roku założono szkołę dla ubogich chłopców, a w 1721 roku przytułek (hospital) earla Gilberta. W 1762 roku wzniesiono budynek dla zabaw elit (assembly rooms), a w rok potem pierwszy miejski teatr. W 1797 zbudowano nowy szpital (infirmary) miejski. W 1768 roku opisano Sheffield jako „duże i ludne miasto, lecz bardzo brudne i źle wybrukowane”. Miało ono opinię rudnego miasta przemysłowego. Najważniejsza była przemysł metalurgia (produkcja żelaza). W początkach lat czterdziestych XVIII stulecia wynalazca i lekarz Benjamin Huntsman (1704-1776) wymyslił lepszą od dotychczasowej metodę produkcji stali. Mieszkający w Sheffield Thomas Boulsover (1705-1788) wymyślił w 1743 roku kombinację miedzi i srebra (tzw: Sheffield plate), która pozwoliła na tańszą produkcję czajników i świeczników. W roku 1773 Sheffield otrzymało swój własny urząd probierczy srebra.



Il. 55. Sheffield widziane od Attercliffe Road (ok. 1819), źródło: J. Hunter, Hallamshire, The History and Topography of the Parish of Sheffield in the County of York, J. Hughes, Richard &Arthur Taylor London 1819.

W swej książce o podróży po Anglii wydanej w 1724 Defoe tak pisał o mieście:
„Po opuszczeniu Leaving Doncaster, zboczyliśmy z drogi na w małą dróżkę w lewo, skąd mieliśmy widok na stare i ładne miasto znane z produkcji sztućców. Miasto jest ludne i pokaźnych rozmiarów, ulice wąskie, domy ciemne i czarne z powodu smogu z ustawicznie pracujących kuźni. Produkuje się tu sztućce wszystkich rodzajów, szczególnie noże, brzytwy, siekiery i gwoździe. Produkcja sprzętu wzrosła tak bardzo, że powiedziano nam, że przemysł miejski zatrudnia 30000 ludzi… ”.

Wiek XVIII przyniósł usprawnienia komunikacyjne. Około 1751 roku rzeka Don była już w pełni spławna. W roku 1756 na drogach z Sheffield do Chesterfield i Derby postawiono rogatki, czyniąc z nich drogi prywatne i utrzymywane z opłat przez podróżnych. Podobnie uczyniono z drogami do Barnsley i Leeds w 1758 roku i do Halifaxu w 1777 roku.

Życie codzienne osiemnastowiecznego Sheffield barwnie i dokładnie opisał Robert Eadon Leader w swej klasycznej pracy: Reminiscences of Old Sheffield; its Streets and its People (1875), wydanej następnie w 1901 roku pod nieco innym tytułem . Leader pisał, że miasto było rządzone de facto przez powierników (Town Trustees) i wpływowy cech nożowników - Cutler’s Company. Dzięki rachunkom tej drugiej organizacji historycy dysponują wiedzą o życiu majstrów i praktykantów-terminatorów . Wówczas tworzono nawet ballady o nożach z Sheffield np. ze słowami: sharpen me well and keep me clean…

Tak potężna gdzie indziej szlachta nie miała specjalnego wpływu na to co się dzieje w mieście, gdyż miejscowe rody takie jak Hanby, Holiss i Birley już od dawna były osiedlone w Londynie, gdzie prowadzili życie na takim poziomie jaki tylko stolica mogła oferować. Nie zapomnieli jednak skąd pochodzą, o czym świadczyć może spora ilość organizacji i akcji charytatywnych w Sheffield firmowanych ich nazwiskami. Bogaci odjeżdżali w poszukiwaniu okazji i lepszych gruntów, a ludzie wykształceni (w tym i duchowni) w poszukiwaniu bardziej inspirujących okolic i bardziej lukratywnych posad w innych częściach kraju. W ten sposób cała władza znajdowała się w ręku tzw. „małych panów” - little mesters – kupców i rzemieślników (zwł. tych wyrabiających sztućce) . Little mesters byli dość zabawnymi „władcami”. Swe dni spędzali w fartuchach ciężko pracując, mieli kłopoty z gramatyka, po pracy pili w swych przylegających do sklepów domach herbatę lub napoje alkoholowe w towarzystwie rodziny i plotkowali o sprawach miasta i polityce kraju . Town Trust było średniowieczną (działającą od 1297 roku) organizacją charytatywną, pierwotnie zwaną oficjalnie: Burgery of Sheffield, złożoną z bogatszych członków miasta, którzy płacili za możność zasiadania w niej. Odpowiadali oni za wiele robot publicznych i prywatno-publicznych inicjatyw.

Teoretycznie Cutler’s Company było towarzystwem dość hermetycznym, lecz dość łatwo było z wolnego strzelca zostać pracodawcą; wystarczyło mieć tylko tyle pieniędzy by kupić narzędzia do produkcji łyżek. Zatrudnieni przez nich nie mieli juz tak miłego żywota, wszak mawiano wówczas o źle traktowanych: he is treated as bad as only ‘prentice lad’ – „jest tak źle traktowany jak praktykant”. W 1749 roku Master Cutler czyli szefem Cutler’s Company został George Smith w 1749 roku (do dziś stoi jego dom przy Pea Croft, dziś Solly Street przy której stoi też XIX-wieczny katolicki kościół Św. Wincentego). Smith potrafił być surowy dla praktykantów, podobnie jak wytwórca pędzli George Jeeves, który lubił czekał rano o 6:00 przy swym sklepie i ciągnął spóźnialskich za uszy, miał też rózgę i narzekał, że praktykanci go denerwują, a wtedy za dużo klnie, co zagraża jego zbawieniu. Pożywieniem codziennym ludzi mniej zamożnych takich jak właśnie owi praktykanci (apprentices) były: lokalna odmiana naleśnika: oat cake (często zbyt twarde) i owsianka - porridge (często zbyt wodnista). Bywało i odwrotnie – niektórzy praktykanci oszukiwali swych mistrzów . Robotnicy manufaktur i kuźni mieli jeszcze twardsze życie.

Zamożniejsi osiemnastowieczni Sheffielders byli ludźmi praktycznymi. Ubierali się elegancko; ale z umiarem i wygodnie. Peruki nosili tylko przy ważniejszych okazjach. Wielebny John Pye płacił za każdą swą perukę 1 gwineę, co było sumą dość znaczną. Nieco mniej zasobni nosili długie włosy które pudrowali i zapuszczali „koński ogon” zwany w Anglii „świńskim” – pigtail.

Plebs miejski lubił proste ludowe rozrywki. Lubiano szczucie byków (bull-baiting) i niedźwiedzi (bear-baiting) psami. Bull-baiting zakazał parlament dopiero w 1802 jako zbyt niehumanitarną rozrywkę, której żałowali niektórzy, w tym niejaki generał Gascoyne. Popularna była też inna zabawa – cock-throwing - przywiązywanie koguta do pala i rzucanie weń drewnianymi sztabkami. Town Trustees w 1752 roku wyraźnie potępiły cock-throwing, a w 1757 zrobiły akcje zainteresowania plebsu, jako bardziej cywilizowaną formą spędzania wolnego czasu. Od 1711 roku odbywały się wyścigi konne Crookes Moor (dziś Fulwood Road). Nic bliższego nie wiadomo o wysligach odbyłych w latach 1711 - 1763. O tym, ze odbywały się one już wcześniej świadczy artykuł z: „Sheffield Public Advertiser” z sierpnia 1763. Wyścigi trwały kilka dni i odbywały się co roku. Nagrodą dla zwycięzcy był złoty puchar. Ostatnie zawody odbyły się w 1781 roku. Zrezygnowano z kontynuowania tych imprez ze względu na niespokojne zachowanie tłumów podczas ich trwania .



Il. 56. Ogłoszenie o wyścigach z 1777 roku, źródło: J. Hunter, Hallamshire, s. 140.

Problemem XVIII-wiecznego Sheffield, podobnie jak Londynu, było pijaństwo. Wiele tawern zawierało ogłoszenia mówiące wprost: you may get drunk here for a penny. Pewien turysta wspominał w 1802 roku o wielu uwiezionych za nieuregulowanie rachunków alkoholowych z tawern. Sheffield było miastem nadużywania alkoholu, ale też miastem pobożności. Nawet w sprośnych piosenkach tej epoki dopatrzyć się można oznak pobożności i głębokiej znajomości Biblii, poza tym nawet tacy stateczni obywatele jak księgarz James Gales, redaktor „Sheffield Register” czy naukowiec (i radykalny polityk i poeta) Charles Sylvester (1774-1828) spotykali się w „Bull Inn”: to discuss political and social topics . Warto przy okazji wspomnieć o Jamesie Montgomerym (1771-1854), wydawcy, aktorze, poecie i abolicjoniście, a także zwolenniku zakazu wykorzystywaniu chłopców jako czyścicieli kominów. Jego ojciec był misjonarzem braci morawskich w Irvine (Ayrshire). Rodzice następnie wyjechali do Ameryki (gdzie zmarli), podczas gdy James studiował w Fulneck niedaleko Leeds. Potem próbował bezskutecznie zrobić literacką karierę w stolicy. W 1792 roku Montgomery przeniósł się do Sheffield, gdzie został asystentem Josepha Galesa w redakcji „Sheffield Register”. Przez pewien czas „Sheffield Iris” było jedyną gazetą w Sheffield, i w dodatku pojawiającą się czasem co tydzień, a czasem co dwa. W 1794 Gales musiał wyjechać z Anglii z powodów politycznych, więc Mongomery przejął redakcję zmieniając tytuł gazety na: „Sheffield Iris”. Montgomery, jak to radykał, często lądował w więzieniu; w 1795 roku za poemat sławiący upadek Bastylii i w 1796 roku za rozpędzenie politycznej demonstracji przez władze miasta. Ówczesny burmistrz był bardzo rad z uwięzienia Montgomery’ego na zamku w Yorku.

Więzienie groziło oczywiście nie tylko za przewinienia polityczne, lecz przede wszystkim za pospolite przestępstwa. Z 223 sprawców straconych na zamku w Yorku w XVIII wieku, 1trzynastu pochodziło z Sheffield. W tych czasach kara śmierci groziła za wiele przestępstw i wykroczeń, przy czym naruszenie własności często było traktowane jako poważniejsze niż atak na osobę. Jeśli kieszonkowca przyłapano na kradzieży więcej niż 12 pensów – groził mu stryczek . Poważne przestępstwa również czasem zdarzały się w mieście. W 1782 praktykant rzemieślniczy Frank Fearn zwabił jubilera Nathana Andrewsa w ciemną uliczkę (niby prowadząc go skrótem), po czym brutalnie go zamordował. Drogi dojazdowe do miasta również nie były zupełnie bezpieczne. Niestety rabusie grasujący na nich rzadko mieli maniery szlacheckich zubożałych knights of the Road, lecz zwykle byli brutalnymi oprychami. W lutym 1791 roku tacy bandyci napadli na zwykłego post boy, zabrali mu listy, przywiązali go do ogrodzenia i założyli chustkę na oczy. Uczynili to tak niedbale, że po jakimś czasie zdążył on się uwolnić .

W osiemnastowiecznym Sheffield zdarzały się zamieszki. W 1774 roku wybuchły „zamieszki węglowe” - coal riots przeciw stawianiu rogatek na drogach. Wcześniej w sierpniu 1756 roku wybuchły zamieszki (ataki m.in. na młyny) związane z wzrostem cen żywności. Wówczas akurat polityk wigowski Charles Watson-Wentworth, markiz Rockingham (1730-1782) przejeżdżał przez Sheffield, wraz z sędzią Battie’m. Markiz powołał 10 nowych konstablów, którzy nocą zaaresztowali 30 prowodyrów zajścia, niektórych zaskakując w łóżkach i zaprowadzili przed oblicze markiza i justice Battiego. W 1791 roku miał z kolei miejsce atak na rezydencje „zbyt” surowego sędziego wikarego Wilkinsona, Broom Hall.

Miasto miało swą burzliwą politykę wewnętrzną, sciśle powiązaną z konkurencją ekonomiczną rodzin. W roku 1753 Joseph Broadbent kandydował na Town Trustee, kiedy to ubiegłoroczny Town Trustee Benjamin Roebuck (jeden z 5 synów Johna Roebucka, właściciela manufaktury ur 1718) sprawował funkcję skarbnika Town Trust-u czyli: Town Collector. Niezadowoleni Roebuckowie poparli opozycję z Thomasem Newbouldem na czele, Broadbent został jednak wybrany dużą większością głosów. Pastor William Guest pisał o tym w liscie do niejakiego Joshua Matthewmana, pisząc że popiera Broadbenta i ganiąc ambicję Roebucków, jego zdaniem „równą ambicji Cezara i Pompejusza”. Niedługo po wyborach upadł bank Roebucków, lecz Broadbentowie niedługo cieszyć się mogli ich porażką, jako, że wkrótce potem upadł także ich bank. Obie familie musiały powrócić do ich pierwotnego zawodu - zawodu kupca. Jako bankierzy zastąpili ich Haslehurstowie. Ich bank - Sheffield Old Bank był bardzo ambitnym przedsięwzięcie,, o czym świadczą banknoty o wartości 5 gwinei wypuszczone w roku 1783. Niestety już w 1785 roku bank upadł. Dłużej funkcjonował bank Samuela Shore’a (od 1776 do 1846 roku).

O czym już wspomnieliśmy, drogi wokół miasta pozostawały w pierwszej połowie XVIII wieku wiele do życzenia. Wtedy właściwie jedynie krótkie zachowane fragmenty dróg po-rzymskich pozwalały na rzeczywiście wygodną i sprawną komunikację. O prymitywnych niewygodnych drogach w tej części kraju pisał jeszcze w roku 1756 Horace Walpole. W 1710 Joshua Wright otworzył linię transportu powozowego Sheffield-Londyn. Był to początek nowej ery - od ok. roku 1740 powstawały połączenia do innych miast. W roku 1760 Samuel Glanville zorganizował połączenie dyliżansowe Leeds-Londyn wiodące przez Sheffield. W roku 1787 do Sheffield prowadziło już 5 dużych tras. Podróż do Londynu trwała jednak dwa tygodnie (w XIX wieku wczesne koleje będą przemierzać dystans miedzy Sheffield a stolicą w 9-10 godzin) .
Z roku 1734 pochodzi najwcześniejsza wzmianka o lampach ulicznych, a rząd Jerzego III nakazał utrzymywanie czystości w wszystkich miastach, także w Sheffield .

Od roku 1728 Town Trustees postanowili, że ratusz może być używany także do celów rozrywkowych (teatr, muzyka) . W XVIII wieku organizowano też częste koncerty w assembly rooms. W powstałym nieco wcześniej pierwszym stałym teatrze miejskim, odbywał się w 1769 roku „Grand Musical Festival” w ramach którego wystawiono „Mesjasza” (Messiah) i Acis and Galatea Händla. Wykonało te dzieła 98 instrumentalistów i 160 wokalistów. Popularnym zwyczajem był też Christmas boxing – w Boże Narodzenie grajkowie wchodzili grać do budynków publicznych, gdzie ich występy, jeśli się spodobały, nagradzano pieniędzmi. Inne rozrywki również były nieobce elicie miasta. W „Sheffield Public Advertiser” z 22 lipca 1769przeczytac można np. o aukcji w zajeździe „George”.

Jak widać osiemnastowieczne Sheffield, mimo stosunkowo małej roli odgrywanej przez szlachtę w życiu miasta, nie było jedynie miastem manufaktur, pozbawionym kulturalnych aspiracji.