Loading...

wtorek, 17 grudnia 2013

Skąd holocaust czyli o propagandzie "Frondy"

Ostatnio na konferencji socjologicznej natknąłem się na wypowiedź wrocławskiego kolegi, który w jednej kwestii nie umiał odróżnić prawdy naukowej od propagandy politycznej. Proponował on, by europejscy humaniści wzorowali się na konfucjańskich zasadach Chin, ponieważ, jego zdaniem oświeceniowo-liberalne zasady społeczne się nie sprawdzają, a nawet doprowadzają do rozmaitych nadużyć, z … holocaustem włącznie. Swoją drogą to sami oświeceniowcy interesowali się bardzo konfucjanizmem, zwłaszcza zanim monarchowie nie stanęli – zaalarmowani rewolucją francuską - murem po stronie sojuszu tronu i ołtarza, a przeciw nim. Wcześniej bowiem niejeden monarcha (np. król Prus Fryderyk II, cesarz Józef II, król Hiszpanii Karol III i kilku innych) upatrywał w oświeceniowych zasadach szansy na lepszy, sprawniejszy i sprawiedliwszy rząd, lub przynajmniej udawał, że tak uważa (caryca Katarzyna II). Tak więc pomysł wykorzystania konfucjańskiej filozofii nie jest nowy. Natomiast wróćmy do holocaustu.

Od dawna religijni fundamentaliści, lub tylko ultra klerykałowie (ciężko rozgryźć, bo w sumie najpilniejsza dla nich sprawa do przywrócenie władzy Kościoła także w polityce i sprawach społecznych świeckich) z „Frondy” i co bardziej klerykalnych towarzystw prawicowych (np. konserwatyzm.pl), karmią nas bzdurą głoszącą, że oświecenie głosząc utylitaryzm niejako nauczyło nas bezpardonowego wytrzebiania wrogów, czego przykładem bolszewizm i nazizm. Tymczasem holocaust zdarzył się w krajach ledwo liźniętych oświeceniem, mocno chrześcijańskich takich jak Niemcy i Austria, w których oświecenie brano często za francuski niepożądany wpływ kulturowy (por. np. pisma Adama Müllera z XIX w.), zaś te gdzie, od XVIII wieku konsekwentnie rozwijano tolerancyjną oświeceniową opinię społeczną, jak UK czy USA stanęły po stronie anty-nazistowskiej.

Voltaire i inni mieli swe antyżydowskie uprzedzenia, tak samo jak mieli je np. Martin Luther czy jezuici (zresztą w jezuickich szkołach kształcili się i Voltaire i np. Mercier), z drugiej strony wśród oświeceniowców zdarzyło się też kilku Żydów: Spinoza, Mendelssohn, choć niewielu. Przeważali myśliciele starający się godzić religię z nauką i racjonalizmem (np. Lessing, Jovellanos, Feijoo, Krasicki, Defoe, Swift), jak widzimy wśród nich nie brakowało księży (Feijoo, Swift, Krasicki), i ekumenistów (Lessing), mniej liczni trzymali się tylko samej wiary w Boga bez udziału religijnych dogmatów (czyli deiści; np. Bayle, Voltaire,. Bolingbroke, Pope), a tylko nieliczni głosili ateizm (Diderot, Holbach, Meslier, i ewentualnie Hume zamykają w zasadzie listę). Jak widać oświecenie było nie tyle jakimś wąskim ruchem, lecz wielokierunkową myślowo epoką, zresztą nie tylko w sprawach wiary i religii.

Europa nie potrzebowała oświecenia, by już w średniowieczu dokonywać mordów na Żydach za rzekome niszczenie hostii (wierzono, że naruszanie jest rodzajem tortury na Jezusie, skoro to jego ciało – tak uznano na soborze laterańskim w 1215 r.), i kradzież krwi chrześcijańskiej rzekomo potrzebnej Żydom do obrzędów (wierzono, że wszyscy Żydzi miesiączkują i tracą wiele krwi). Pamiętam moją wizytę w Norymberdze w kościele, który powstał po pogromie Żydów na miejscu dawnej synagogi. Jeden z tych „cudów” związanych z Hostiami zdarzył się w moim mieście w Poznaniu, i brany jest do dziś zupełnie na poważnie przez redaktorów „Frondy”, w końcu wszystko co chrześcijańskie MUSI być dobre – definicja fanatyzmu. Oto fragment:

„…Karmelita podkreśla, że Żydzi będący świadkami, tych cudownych a rozgrywających się na ich oczach wydarzeń „aby nie mieć trudności z miastem” postanowili pozbyć się za wszelką cenę Hostii. „A tak, szukając rozmaitych fortelów, tak w ogień kładąc, w błoto depcąc, w studnię wrzucając, żadnym obyczajem onych trzech Hostyj nie mogli zagubić”. Co więcej, ku ich zdumieniu, na Hostii nie widniały jakiekolwiek ślady przypalenia, zawilgocenia lub zabrudzenia. W wigilię Wniebowzięcia Maryi Panny wynieśli więc posiadany przez siebie Najświętszy Sakrament poza miasto i w miejscu, gdzie znajdowały się ówcześnie „trzęsawiska a pastwiska miejskie” wrzucili Hostie w bagna, opuszczając w pośpiechu to miejsce. Kilkadziesiąt godzin później miejski pasterz, wypasający bydło na owych błoniach ujrzał coś niebywałego – jego zwierzęta, w postawie półklęczącej zdawały się adorować Hostie unoszące się nad bagnami. Zostawiwszy trzodę, prędko udał się do miasta zdając relację burmistrzowi z wszystkiego, czego był świadkiem. Ten początkowo nie dał wiary opowieściom pasterza, w końcu jednak zawiadomiono również Biskupa, który wraz z duchowieństwem udał się na błonia. Najświętszy Sakrament unoszący się cudownie nad bagnami został uroczyście przeniesiony do ówczesnego kościoła farnego (nieistniejącego już, a znajdującego się w bliskim sąsiedztwie dzisiejszej poznańskiej Fary). Jednak, gdy w sposób niewytłumaczalny sam powracał kilkukrotnie na podmiejskie Piaski, pobożny lud Poznania odczytał to, jako znak z Nieba, mówiący o tym, że Bóg pragnie na tym właśnie miejscu, porzucenia przez Żydów, a odnalezienia przez pasterza Hostii, być czczony w sposób szczególny. Najpierw księżna Jadwiga stawia tu małą kapliczkę, w której umieszczone zostaje i odbiera cześć profanowane w mieście, a cudownie odnalezione poza miastem, Ciało Chrystusa. A następnie król Władysław Jagiełło, w 1406 roku, funduje kościół Bożego Ciała wraz z klasztorem opiekujących się świątynią Karmelitów (dzisiejszych Karmelitów Trzewiczkowych). Inne źródło o poznańskich wydarzeniach z 1399 roku (Jan Chryzostom Sikorski „O cudzie trzech hostii w Poznaniu”) dodaje, że Żydzi oraz kobieta, która wykradła Hostie, zostali przez polskiego króla osądzeni i surowo ukarani. Za to, że „ośmielili się popełnić tak straszne świętokradztwo”, przywiązani do pala „spłonęli żywcem” „ponosząc zasłużoną karę bezbożności”…”.

http://www.fronda.pl/blogi/prog-nadziei/poznanski-cud-eucharystyczny-1,21046.html

Tyle „Fronda”. Owa „zasłużona kara” to po prostu pogrom na Żydach, którego panowie redaktorzy absolutnie się nie wstydzą. Kradzież ciasteczek to faktycznie strrrrrraszliwa zbrodnia. W komentarzach czytelników też żadnej skruchy czy namysłu nie znajdziemy, przeciwnie, oto dwa z kilku tam zamieszczonych:

„…Bóg zapłać za tą opowieść.

I pomyśleć jak nam się dziś ateiści rozbestwili :)…”.

„…Niesamowita historia- Bardzo dziękuję! Zdumiewa mnie zanik pamięci o tej cudownej historii, nawet w Poznaniu. Zdumiewa nade wszystko ukrycie świętych Hostii przed oczyma wiernych i skazanie ich na zapomnienie! Moim skromnym zdaniem, powinny znajdować sie w widocznym miejscu i odbierać należną im cześć i hołd. Gdyby Hostie te nadal były wystawione na widok publiczny mielibyśmy bez wątpienia jeszcze jedno wspaniałe miejsce kultu i pielgrzymek. Miejsce to tętniło by sławą, oraz dziejącymi się tu cudami i łaskami, jaka wielka szkoda!!!! Biskupi poznańscy powinni coś z tym zrobić...a tak mało kto już o tym wie…”.

Ten pierwszy niby żart, ale jakiś taki mroźny. Drugi koncentruje się wyłącznie na reklamie jaki wydarzenie i miejsce powinny stanowić dla religii chrześcijańskiej, a może tylko katolickiej. Widać wyraźną tęsknotę za czasami katolickiego tryumfalizmu i władzy kościoła nad duszami. (Biskupi politycznie nie rozgłaszają tego wydarzenia, bo pachnie ono wojnami religijnymi i nietolerancją na milę, ale wierni w to nie wnikają). Czemu miało więc być inaczej w 1939 czy 1940 roku? Warto pamiętać kilka rzeczy. Po pierwsze sceptyków religijnych w tym czasie w Niemczech było tyle co na lekarstwo, po drugie, Hitler zakazał działalności masonów i innych wolnomyślicieli, m.in. dlatego, że miały połączenie z Londynem. Po trzecie kościoły chrześcijańskie Niemiec trochę ze strachu , a trochę z podziwu poparły hitlerowców, o czym świadczy wiele wypowiedzi ówczesnych dostojników duchownych. Po czwarte – jeszcze w 1914 roku watykańskie gazety serio pisały o bezczeszczeniu hostii przez Żydów, zresztą „Fronda’ jak widzimy pisze o tym serio do dziś… Po piąte wreszcie – nijak nie da się uznać hitlerowców zainspirowanych oświeceniem sceptyków. Ich przekonania stanowiły połączenie chrześcijaństwa może nieco heretyckiego wobec papieskiej wykładni, ale jednak (wystarczy poczytać „Mein Kampf” by przekonać się jak bardzo Hitler cenił Chrystusa), z rozmaitymi elementami hinduizmu i buddyzmu (Eichmann i Himmler wierzyli w reinkarnację, zaś Hitler w przeznaczenie). Sam zaś nazizm stanowił religijną mutację i jego metody i rytuały były mocno sekciarskie. Reinkarnacja i wiara w opatrzność stanowią przeciwieństwo racjonalizmu oświeceniowego. Chrześcijanie zawsze postulują, by ateiści uznali część swej winy za system sowiecki (chociaż ten sowiecki „ateizm” był bardziej świecką religią marksistowską, ale ok.), sami zaś nieustannie wykręcają się od rachunku sumienia za zbrodnie na Żydach inspirowane chrześcijańskim antyjudaizmem. Wiemy, że jest on chrześcijański, ponieważ a) poprzedza oświecenie, b) w pogańskim Rzymie, Żydzi byli tolerowani, choć czasem wyśmiewani, ale nie mordowano ich, wrogami stali się dopiero, gdy Konstantyn uczynił chrystianizm religią i ideologią państwową.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Że na "Frondzie" zdarzają się nierzetelne teksty, to znana sprawa, ale czy aby Pan się tutaj popisał rzetelnością. Pod cytowanym tekstem z blogosfery na portalu fronda.pl nie ma podpisu, nie jest to zatem dzieło redakcji. Pod notką blogową jest adnotacja: "Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji." Czy zatem rzeczywiście, jak konstatuje Pan, ? Z poważaniem - i niech Pan się ogarnie!

Anonimowy pisze...

znaczniki <> tekst mi zjadły

Że na "Frondzie" zdarzają się nierzetelne teksty, to znana sprawa, ale czy aby Pan się tutaj popisał rzetelnością. Pod cytowanym tekstem z blogosfery na portalu fronda.pl nie ma podpisu, nie jest to zatem dzieło redakcji. Pod notką blogową jest adnotacja: "Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji." Czy zatem rzeczywiście, jak konstatuje Pan, [[Tyle „Fronda”.]]? Z poważaniem - i niech Pan się ogarnie!