Loading...

środa, 20 lutego 2013

Unia Europejska supermocarstwem XXI wieku ?



O wiele rzadziej patrzymy na UE z zewnątrz, a przecież celem jej pomysłodawców z lat 50 była misja promowania praw człowieka i godności politycznej w świecie. Powodzenie w tym promowaniu wymaga iście mocarstwowej pozycji. Oczywiście wiadomo, że wszelkie prognozy mogą być nietrafione, lecz niektóre przesłanki przyszłej mocarstwowości lub jej braku możemy dostrzec już dziś analizując politykę mocarstwa, a zwłaszcza siłę przebicia tej polityki w rozgrywkach mocarstw, obojętnie czy są to państwa giganty jak USA, sojusze gospodarczo-polityczne jak UE czy mówiąc językiem Huntngtonowskim „cywilizacje udające państwa” jak Chiny . Interesować mnie więc będą kolejno:

1. Skuteczność polityki zagranicznej i dyplomacji UE

2. Polityka wojskowo-obronna UE

3. Społeczna spójność populacji zamieszkującej kraje UE

4. Elastyczność i potencjał naukowo-technologiczny UE

Najpierw jednak omówię kilka ogólnych wizji roli UE w polityce późnego XXI wieku. Tu największym chyba euro-optymistą jest Mark Leonard, urodzony w 1974 roku, politolog brytyjski, autor książek takich jak: Why Europe Will Run the 21st Century (2005) i What Does China Think (2008). Leonard uważa, że to Unia Europejska, lub szerzej Europa będzie dominować w XXI wieku, a nie USA. Jego zdaniem, UE wydaje się często słaba i martwa, gdyż patrzymy na nią oczyma Amerykanów, przy których twardym militarnym podejściu, „miękka siła” dyplomatów z UE zdaje nam się słabością. Tymczasem Leonard uważa, że wielką zaletą tego europejskiego taktu, jest to, że UE wciąga ona inne państwa w orbitę swych wpływów nie antagonizując ich. Brytyjski autor przekonuje, byśmy nie patrzyli na Europę i UE jak na biurokratycznego potwora, lecz na rewolucyjny model współpracy międzypaństwowej przyszłości, przypomina też, byśmy pamiętali, że Unia powstała wg projektu Jeana Monneta, w celu zapobieżenia wojnom i promocji liberalnej demokracji, co czyni .

Recenzent Leonarda, dziennikarz „Guardiana”, Martin Jacques, związany z LSE Asian Research Centre, jest bardziej sceptyczny; nie sądzi, by Unia przekroczyła granice Europy w swym dziele pokojowego wchłaniania nowych państw. Jacques uważa też, że potępienie amerykańskiego unilateralizmu u Leonarda, ma więcej wspólnego z poczuciem moralnej wyższości wobec topornych działań USA, niż z faktami. Jacques nie zgadza się też z tezą, że o przyszłości decydować będą organizacje takie jak UE, MERCOSUR czy ASEAN, lecz UE i kilka państwa narodowych . Jacques przyznaje, że UE stanowi nowy rodzaj wpływu cywilizacyjnego, nie przecenia siły tego wpływu . W swej książce o Chinach Leonard zauważa wzrost Chin, uważa go za trwały, i co więcej podkreśla, że już w XIX wieku Chińczycy postanowili wykorzystać zachodnią „wiedzę funkcjonalną” (yong), do utrzymania chińskiej „istoty” (ti) . Co ciekawe nie koncentruje się na słabościach nowego Chin, np. wobec Zachodu, co robi np. Robyn Meredith, która słusznie zauważa paradoksy takie ten, iż mimo, że co druga para butów na świecie jest made in China, choć często powinny się nazywać: made by Americans/Europeans in China, jako, że zachodnie inwestycje to ok. 40 % tego co Chiny wytwarzają . A to przecież oznacza ogromną zależność od Zachodu. Chińczycy, jak pisze Leonard, lubią wprawiać Europejczyków i Amerykanów w zakłopotanie liczbami dotyczącymi ich kraju, jeśli wierzyć Fareedowi Zakarii, działa to szczególnie na zamieszkałe przez naród gigant omanów USA. Co ciekawe, w książce o Chinach Leonard już nie pisze o nich jako o uczniu UE.

Fareed Zakaria, amerykański autor hinduskiego pochodzenia, za potęgę XXI wieku uznaje USA, odmawia im co prawda szansy na absolutną hegemonię. Być może mamy tu do czynienia z pewnym przejawem wishful thinking lub pisania ku pewnemu „pokrzepieniu serc” po obu stronach Atlantyku. Autorzy amerykańscy i to zarówno konserwatywni tacy jak Robert Kagan czy Samuel Huntington jak i liberalni jak Francis Fukuyama czy Zakaria starają się zwykle obronić USA. Europejczycy są mniej pewni swego, ale też nie kalają własnego gniazda. Najbardziej z głośnych amerykańskich autorów w pułapkę wishful thinking popada chyba Huntington, który w swej głośnej książce zajmuje się udowadnianiem, że kraje współpracują coraz częściej według klucza cywilizacyjnego , ale paradoksalnie daje wiele szans meksykańskim próbom stania się krajem północnoamerykańskim . Jako konserwatysta Huntington atakuje liberalne marzenia (np. liberał Ian Buruma apaleuje zawsze by nie przeceniać róznic miedzy Zachodem i Wschodem ) nadzieję w imię stałości, choć polityka USA, której wyraźnie broni jest w przeciwieństwie do chińskiej, zdecydowanie idealistyczna (w wydaniu demokratyczno-liberalnym). Zresztą Huntington życzyłby sobie raczej twardej polityki USA bez sentymentów na wzór Azjatyckiej. Co chwilę u Huntingtona natykamy się na „azjatycki optymizm" pochodzący z odrzucenia „dekadenckiego Zachodu", co ma dowodzić i istotnie dowodzi że Azja nie jest już zapatrzona na Zachód choć sam wcześniej pisał, że Azja jedynie nadrabia zalęgłości (równa do Zachodu), a odwrót Zachodu jest jedynie względny. Słabe punkty wizji Huntingtona są jednak słabościami konserwatyzmu jako ideologii, nakazującej bardzo partykularne spojrzenie na wartości społeczne i polityczne. Dlatego zarzucano mu mitotwórstwo i przesadne akcentowanie równic miedzy cywilizacjami przy jednoczesnym niedocenianiu tych wewnątrz-cywilizacyjnych. Liberałowie mogliby mu też zarzucić traktowanie wolności politycznej jako wytworu zachodu zamiast stanu swobody obywatelskiej i ekonomicznej. Z drugiej jednak strony, ma rację, że modernizacja nie musi oznaczać westernizacji , i tego właśnie obawia się liberalny Zachód. Dla Huntingtona Zachód jest jedną całością, mającą swe centrum w Waszyngtonie. Broni konstytucji USA i jej liberalnych treści z konserwatywnych powodów, jak rasowy republikanin z USA. Broniąc American Creed (wolność, indywidualizm, odpowiedzialność itd.), Huntington gromi multikulturalistów, chcących „zmienić Amerykę w miniaturę świata” . Europa w jego wizji jest tylko moralnym księżycem USA. Gdy liberał Fukuyama, pisał w Nadzie, ze po upadku ZSRR, liberalne demokracja zatryumfuje wszędzie, Huntington wieszczył, iż z kończeniem Zimnej Wojny, starcia miedzy komunizmem a liberalizmem, zastąpią starcia między cywilizacjami i religiami. Świat Huntingtona jest jednak zbyt statyczny by jego wizje przekonywały.

Ja dalece nasi futurolodzy motywowani są przez własny Weltanschauung? W głośnej i nieco szalonej książce George'a Friedmana (ur. 1949), Amerykanina żydowsko-węgierskiego pochodzenia, widzimy zniechęcenie Colina Powella do „starej Europy”, która zapomniał o wdzięczności wobec USA, co prowadzi go do szybkiego wysłania Niemiec i Francji na śmietnik historii . Natomiast daje on wielkie szanse Polsce i Turcji, nie mając zbyt przekonujących argumentów. Widać wyraźnie autorzy z USA lubią (i rozumieją) państwa narodowe, nie lubią i nie pojmują UE. Przy tym wszystkim, Friedmann jest sceptyczny co do potęgi Chin, które jego zdaniem będą zachowywać się raczej biernie pod względem strategicznym . Ameryce przepowiada kłopoty, ale i utrzymanie pozycji supermocarstwa. Opowiada o USA tonem starego zachowawczego w poglądach mędrca . Przewiduje sojusz między Rosją a Paryżem i Berlinem, co zbliża go do polskich nacjonalistów , jest to wielka niekonsekwencja: po co Rosji sojusz z rzekomymi „trupami”? Ostatnio modnym tematem w Internecie była mapa Europy 2035 roku. Rosyjscy politolodzy przepowiadali rychłe bardziej (Szkocja, Katalonia), lub mniej prawdopodobne (Lotaryngia, arabska Marsylia) podziały w Europie , w czasach, kiedy sami resztką sił trzymają Syberię…

Żaden chyba poważniejszy autor nie przewiduje gorszego scenariusza dla UE i Europy niż amerykański historyk rodem z Wrocławia, Walter Laqueur (ur. 1921), który opuścił nazistowskie Niemcy w 1938 roku. Jego apokaliptyczna wizja Europy jako mało znaczącego wyludnionego skansenu pełnego muzeów i restauracji dla bogatych turystów z Chin, oparta jest o takie nękające UE problemy jak brak głębszych reform emerytalnych, walki o krótszy tydzień pracy, wzrost wydatków na opiekę społeczną, spadek dzietności, wzrost przestępczości, zanadto masową imigrację i rosnące uzależnienie od Rosyjskiego gazu i nafty. Lacqueur narzeka na przykład, że w Europie nie powstają żadne nowe spektakularne budowle, zapewne szukając w niej odpowiedników szanghajskich drapaczy chmur , choć to normalne, że nie buduje się ich tak, gdzie kapitalizm już ma swoją infrastrukturę. Wrocławianin krytykuje Leonarda, przypisując mu nadmierny „optymizm lat 90”, czyli wynikający z rozpadu ZSRR, choć książka Leonarda została wydana dopiero w 2005 roku. Laqueur krytykuje też Martina Hüfnera, za jego książkę: Europa: Die Macht von Morgen i zawarte w niej stwierdzenia, jakoby Europejczycy byli bardziej dalekosiężnie myślący, tolerancyjni i międzynarodowi niż Azjaci i Amerykanie, nie będąc wcale pewny czy Hüfner może tak powiedzieć. Tymczasem Martin Hüfner mówi też, że UE z jej 450 milionami mieszkańców i konsumentów, przetrzyma obecny kryzys, bo jest coraz odporniejsza i mocniejsza. Hüfner nawołuje też do ratowania strefy euro i podkreśla sukcesy niemieckiej opartej na eksporcie gospodarki . Pozostaje mieć nadzieję więc, że to raczej Hüfner, a nie Lacqueur ma rację, w końcu, ten ostatni nie stawiał złamanego szeląga na niemieckim programie liberalnych reform: Agenda 2010 , które wielkie wrażenie zrobiły na Zakarii. Lacqueur sięga obficie po argumenty typowe dla konserwatystów; Europa upada, bo rodzi się mniej dzieci, te zaś się nie rodzą, bo instytucja rodziny jest atakowana i przeżywa kryzys . Nie wspomina, ani o tym, ze w krajach o społecznie przeważającym profilu konserwatywno-religijnym dzietność wcale nie jest większa (np. w Polsce i Hiszpanii jest znacznie mniejsza niż we Francji czy Szwecji), ani o alternatywach dla klasycznego małżeństwa itd. Tak samo jak zapewne nie chce wiedzieć, że tabletka antykoncepcyjna jest rzadko używana na katolickim południu Europy, choć to właśnie Hiszpania i Włochy wloką się w demograficznym ogonie .

Z Hüfnerem, Lacqueur zgadza się chyba tylko w tym, że Unia potrzebuje ściślejszej integracji, by móc poradzić sobie z kryzysem demograficznym i ekonomicznym, i ubolewa, że belgijski premier Guy Verhofstadt, brat liberalnego publicysty Dirka Verhofstadta, jest jednym z niewielu polityków konsekwentnie zmierzających w tym celu . Być może wizja Laqueura wynika z typowo amerykańskiego postrzegania Europy jako starej i muzealnej, choćby dlatego, że ¼ uznanych światowych zabytków znajduje się we Włoszech. Lacqueur przeciwstawia optymizmowi Hüfnera ostrożność Tony’ego Judta (1948-2010) i wahaniom Amerykanina Charlesa Kupchana, który według niego „wycofuje się z euro-optymizmu , choć przecież wystarczy poszperać w Internecie, by się przekonać, że ten euro-entuzjazm wcale nie wygasł . Swoją drogą ciekawe, że w najczarniejszych barwach przyszłość UE i Europy widzą amerykańscy intelektualiści żydowskiego pochodzenia, których kiedyś skrzywdziły Niemcy – ekonomiczna lokomotywa obecnej Unii. UE w odróżnieniu od USA przyjmuje zwykle twardy kurs wobec Izraela, co też może mieć pewne znaczenie, choć oczywiście może to być tylko przypadek. Bardziej dziwią u Laqueura pesymistyczne wizje demografii europejskiej, który zakłada na przykład, że ludność Włoch będzie miała 2100 roku zaledwie 15 mln obywateli, a przecież ogólnie wiadomo, że rozsądne dane demograficzne da się ustalić jedynie na jedno (czasem dwa) pokolenia naprzód, poza tym Lacqueur sam przyznaje, że UE może w końcu np. sięgnąć po wielki rezerwuar ludności z Ameryki Południowej, choć dotąd tego nie czyniła, i nie wiadomo czy teraz kiedy kraje MERCOSUR przeżywają rozkwit zechcą wyjechać. Osobiście dziwię się czemu nikt z omawianych autorów, nie dostrzega tego, że spadek ludności obciąża gospodarkę, ale też „kasuje” wywołane komputeryzacją bezrobocie, co znów może pobudzić dzietność.

Podobnie pewien jest Lacqueur, że Europa w sporym stopniu będzie islamska, choć na przykład Fareed Zakaria uważa, że europejska moda na straszenie islamizacją (Eurarabią), jest nieracjonalna i służy głównie do zdobywania głosów partiom o profilu nacjonalistyczno-ksenofobicznym. Zakazria cytuje statystyki CIA, które wykazują , że muzułmanie obecnie stanowiący jakieś 3% mieszkańców Europy będą w roku 2035 stanowić około 5-8%, po czym najprawdopodobniej ich udział przestanie wzrastać. Zakaria kpi z europejskiej niezdrowej ekscytacji każdym bełkotem radykalnego imama i stwierdza, że świat islamu, wcale nie zatrzymał się w wieku VII, lecz też się modernizuje tylko wolniej niż reszta świata, a dowodem jaki daje jest to, że muzułmanie o wiele częściej wyjeżdżają zobaczyć wieżowce Dubaju niż Mekkę . Zakaria zauważa też, że cała Azja Południowo-Wschodnia z wyjątkiem Indii mają podobne problemy demograficzne, przy czym w Chinach i Japonii mogą być one poważniejsze niż w Europie . Zakaria tratuje UE nie jako championa przyszłości, lecz jedną z potęg depczących USA po piętach.

Zakaria, podobnie jak Laqueur wyraźnie oddziela USA od Europy, podczas gdy na przykład Brytyjski autor Edward Lucas po huntingtonowsku traktuje ‘Zachód’ jako całość, co dość typowe dla autorów o mentalności „atlantyckiej”. I Lucas i Huntington uważają kłótnie w łonie Zachodu za aberrację. Lucas w dodatku jest przekonany, że każdy wyłom między USA i UE zwiększa szanse Rosji na odbudowanie swej nikczemnej potęgi. Dlatego narzeka Lucas na arogancję ekipy Busha i na modny nad Sekwaną i Szprewą antyamerykanizm. Podczas gdy Huntington, bardziej przejmujący się Chinami, w kontaktach z Rosją proponuje uznać jej status jako kraju-matki prawosławia i gwaranta spokoju w Azji Centralnej – i to bez dociekań dotyczących przestrzegania praw człowieka przez moskiewskich decydentów , Lucas nawołuje do przeciwstawiania się rosyjskim wpływom w Kazachstanie, Gruzji i Estonii, sugerując, że każde wzmocnienie Rosji oznacza osłabienie wolnościowego ideału Zachodu. Lucas uważa, że Rosja rośnie w siłę dzięki złodziejstwu rządzonego przez FSB państwa, które pasie się na pojelcynowskim koncesjonowanym kapitalizmie , podczas gdy polski politolog Tadeusz Kisielewski (ur. 1950) mający równie paskudne zdanie o Putinie, uważa Rosję za politycznego trupa, który już niedługo będzie musiał sprzedać/udostępnić nie surowce, a całą Syberię Chinom lub Zachodowi .

Jak widać bardzo wiele zależy od tego z jakiego środowiska i kraju wywodzi się autor prognoz. Dla amerykańskiej GOP, Francja i Niemcy to niemal synonim wszystkiego co złe, co słusznie piętnuje amerykański komik i komentator polityczny Bill Maher , z drugiej zaś strony wielu Europejczyków uważa Amerykanów za naród przeciętniaków i ignorantów, w czym pobrzmiewają jeszcze echa arogancji Tocqueville’a wobec niesfornych amerykańskich demokratów, niechcących nikogo słuchać poza sobą, co miało wynikać z przesadnego egalitaryzmu , i fakt, ze najlepsze uczelnie znajdują się od dekad w USA jakoś tego nie zmienia. Zachód nie jest całością, lecz wieczną kłótnią Europy i USA, zwłaszcza w brutalnej erze Busha-juniora , stąd zasadne jest pytanie o osobną od NATO i USA ewentualną potęgę UE.

Oczywiście można dać wiarę takim autorom jak Niall Ferguson, autor: Civilisation. The West and the Rest i Ian Morris, autor: Why the West rules for now, którzy wierzą, że takie kraje jak Chiny, Indie , a także Brazylia i Meksyk wyprzedzą ekonomicznie kraje G8. Wydaje się jednak, ze fascynacja tą zmianą nieco uderza tym autorom do głowy, tak naprawdę sami dobrze wiedzą, że sam potencjał ludnościowy tych państw wpłynie na to ewentualne przetasowanie nie w mniejszym stopniu niż obudzenie się ich gospodarek z letargu. Chiny może i są drugą gospodarką świata, ale na razie nie widać, by mogły w jakikolwiek sposób zastąpić USA w roli żandarma świata, co najwyżej mogą, tak jak UE czy Japonia pomagać w tej pracy. Zazwyczaj w opracowaniach politologicznych przeważa idea, że Chiny nie mają koncepcji swojej nowej roli w świecie.

1. Mocarstwo dyplomatyczne.

Skoro dziś nawet Niemcy z ich 82 milionami mieszkańców i kwitnącą gospodarką opartą na eksporcie, albo posiadające silne armie i broń atomową Francja i Wielka Brytania mogą być dziś co najwyżej regionalnymi mocarstwami, to pozostaje im nic innego jak stworzyć wspólne supermocarstwo, takie które wpływałoby w ogromnym stopniu na losy świata a może nawet było jego siłą przewodnią, tylko czy pomyśl wspólnej polityki zagranicznej UE na dużą skalę ma szanse? Obecnie państwa mocno targują się o budżet unijny, choć pojawiają się także głosy niezależne, jak np. dziennikarzy „The Economist” , mówiące, że Unia ma właśnie o wiele za mały budżet, by móc się faktycznie i skutecznie zajmować wszystkimi dziedzinami statutowymi. Austriacki pisarz Robert Menasse postanowił odczarować mit o straszliwie rozdętej ślamazarnej i niekompetentnej biurokracji unijnej, stwierdzając po wizycie w instytucjach unijnych (początkowo miał zamiar napisać własną wersję kafkowskiej urzędowej traumy), że jest ona skromna, i fachowa, niczym najlepsi ministrowie najlepszych lat reform oświeconego cesarza Józefa II Habsburga (pan. 1780-1790). Menasse ostrzegał przed narodowymi i nacjonalistycznymi odruchami przykrawania UE, i czynienia z niej chłopca do bicia w imię załatwiania głosów wyborców narodowych. Całkiem słusznie Menasse, jak prawdziwy liberał stwierdził, że to naród niemiecki czy austriacki czy jakikolwiek inny jest sztuczny i abstrakcyjny w porównaniu z instytucjami realnie działającymi jak UE czy ONZ. I to raczej po nich, a nie po narodowych mitach o urojonej jedności oczekiwać można czegoś dobrego . Menasse uważa za problem, to, że naród, choć jest tworem abstrakcyjnym (jego zdaniem np. naród austriacki narodził się dopiero po 1945 roku), uchodzi za konkret. Uważa też, że zjednoczenie Niemiec rozpoczęło proces psucia Europy, bo wyciągnęło na wierzch ducha nacjonalizmu. Jako spadkobierca Austro-Węgier jest Menasse zapewne szczególnie uczulony na nacjonalizm, podobnie jak jest nim np. skrajnie konserwatywny autor niechętny UE, Erik von Kuehnelt-Leddin. Menasse uważa, że rozpad strefy euro może znowu uwolnić nacjonalistyczne demony, co ciekawe holenderski historyk Geert Mak wcale tak nie uważa; twierdzi, że ewentualny rozpad strefy euro nie będzie jeszcze powodem do rozpaczy, bo państwa z pewnością znowu zaczną się organizować, choć może w mniejsze grupy .

Unia gra zatem poniżej swych możliwości, a może szkoda ponieważ jest to polityka idealistyczna i humanitarna, przy tym ostrożniejsza jak się wydaje od amerykańskiej, choć ciężko to stwierdzić na pewno, bowiem UE jako całość nie może się równać z potęgą USA, w każdym razie jeszcze nie. Oceniając prace Ryszarda Zięby o Wspólnej Polityce Zagranicznej i Bezpieczeństwa Unii Europejskiej, prof. Teresa Łoś-Nowak (UWr) wyraziła wdzięczność temu autorowi za to, że udowodnił ze polityka zagraniczna Unii istnieje i ma szanse na dalszy rozwój, przy czym chodzi tu o wizję polityki faktycznie wspólnej, a nie o używanie Unii do własnych celów przez jej najsilniejsze państwa. UE była pomysłem francuskim, choć już w latach 60-tych Francja zaczęła się wycofywać z koncepcji pełnej wspólnoty, zwłaszcza kiedy się okazało, że inne państwa nie chcą zrobić z niej kopii NATO, na czym zależało Paryżowi . Pod koniec lat 70-tych sprawa UE nabrała rozpędu za sprawą takich federalistów jak Włoch Algiero Spinelli . Niemcy i Francja zgłaszały wtedy własne mniej radykalne kontr-propozycje. O „europejskiej polityce zagranicznej”, według Ryszarda Zięby, zaczęto mówić w 1985 roku, wyraźnie zaznaczając, że nie ma być to prosta suma polityki poszczególnych państw WE. W roku nadziei (upadek ZSRR, zjednoczenie RFN) 1990 roku Brytyjczycy z ich nowym premierem Johnem Majorem przestali hamować dalszą unifikację, i tak w 1993 roku wszedł w życie traktat o UE (tj. traktat z Maastricht) wraz z tzw. II filarem działalności UE – wspólną polityką zagraniczną i obronną . Przyświecała jej humanitarna ideologia liberalno-demokratyczna, jakby pożyczona od USA i ONZ (wspieranie demokratycznych ruchów w krajach autorytarnych, eliminowanie min przeciwpiechotnych itd.) Polityka wobec bezpośrednich sąsiadów UE doczekała się już konkretyzacji, ale zwykle nie można mówić o jakiejś wielkiej skuteczności . Jakaś centralizacja następuje wraz z stałym wzmacnianiem kompetencji utworzonej w 1974 roku Rady Europy .

Jeśli chodzi o spójność polityki UE i w ogóle o przyszłość Unii, Jan Maria Rokita pokłada nadzieje w niemieckim przywództwie, w które jedyni poważniejsi konkurenci – Francuzi zdają się coraz mniej ingerować, bowiem reformy w ich kraju uległy zablokowaniu. W 2003 roku, w zamian za francuskie ustępstwa w sprawie parytetu głosów, Niemcy zgodzili się wzmacniać francuską międzyrządową (a nie wspólnotową) wizję UE, co osłabiło, według Rokity więzi między krajami UE (traktat lizboński był mało federalistyczny, ale nawet jego musieli federaliści twardo bronić przed alterglobalistami i narodowcami). Dodatkowo w czasie kryzysu wszystkie państwa chcą zwijać budżet, a nie tylko Brytyjczycy jak dotąd. Pojawiają się apele do Niemiec (jak berliński apel Radosława Sikorskiego o większą aktywność RFN w ratowaniu euro z grudnia 2011 r.) by zapłacili wspomogli zadłużone państwa południa (tzw. PIIGS), przy okazji ratując też swoje banki, które często są wierzycielami. Pakt fiskalny i polityka wobec zadłużonych państw ustanowiła, zdaniem Rokity, pewien rodzaj władzy jednych państw nad drugimi, co prowadzi do napięć ale stanowi też szanse na wyjście z kryzysu (pocieszające dla UE jest to, ze nawet Chiny mu uległy) choćby przez upowszechnienie się niemieckiego typu zarządzania długami . To by wskazywało, że Niemcy są naturalnym motorem UE rozumianej jako proces. Ale, z drugiej strony, według Timoty’ego Asha szanse Unii na prawdziwe zjednoczenie paradoksalnie zmniejszyły się od Zjednoczenia Niemiec, ponieważ bardziej niż Europejczykami, Niemcy chcieli poczuć się Niemcami .

Jeśli chodzi o polityczną samodzielność UE na zewnątrz, to jej miarą mogą być te kroki, które nie były w smak partnerowi zza Atlantyku, jak na przykład zacieśnianie współpracy gospodarczej i politycznej z Kanadą (nawiązanej w 1976 roku) i unijno-kanadyjsa deklaracja przeciw embargu USA wobec Kuby (1996), za co USA nałożyła restrykcje na kanadyjskie firmy na Kubie . Gorszym przykładem może być wspólna strategia piętnastki wobec Rosji, niestety dość jednostronna, ponieważ UE właściwie nie może Rosji do niczego zmusić, sama zaś jest częściowo (coraz bardziej) uzależniona od Rosji energetycznie. Według Ryszarda Zięby dopiero od 2006 roku Unia stara się utrzymywać naprawdę wspólny front w dialogu z Rosją, ale nie zawsze się ta jedność utrzymać. Te słabości wobec Rosji skutkują np. impasem w mediacji UE (obok Rosji i USA) w Mołdawii, lub ograniczeniem ekspansji unijnego liberalnego demokratyzmu w Azji Środkowej do Kirgistanu .

We wspomnianej już wizji Kisielewskiego, Rosja to trup, który nie wie czy zachowa kontrolę nad Syberią , której populację wyniszcza alkohol i kryzys demograficzny i której PKB tylko nieco przewyższa (dzięki rekordowym cenom surowców) PKB Holandii, i której wkrótce zabraknie gazu na własne potrzeby , której armia znajduje się w rozsypce, a flota ma coraz bardziej symboliczne wymiary . Nie wróży Kisielewski sojuszu Rosji z Chinami, bo Chiny z zasady nie uznają sojuszy, co ma skazać niedługo Moskwę na sojusz z UE i USA. Edward Lucas martwi się z kolei wzrostem wpływów Rosji i narzeka, ze tylko Londyn, Talinn, Sztokholm i Warszawa otwarcie krytykują militarystyczne zapędy Moskwy, co mimo słabości Rosji daje jej wszystko czego sobie zażyczy . Bierność Francji i jeszcze bardziej Niemiec („Gorbymania”), liczących zyski z handlu z Rosją, umacnia pozycję reżymu Putina . Dlatego w Rosji British Council ma zawsze kłopoty z urzędnikami, a Goethe Instutut i Institut de France działają bez trudu. Lucas opisuje fiaska przepychanek dyplomacji UE z Rosją, która wykorzystując korupcję w Azji i podziały wewnątrz UE, zablokowała projekt energetyczny Nabucco , osiągnęła co chciał w Czeczenii pretekst wojny z terrorem), Gruzji/Osetii, Mołdawii, Estonii itd. Do nielicznych przykładów twardej postawy całej UE wobec Moskwy, Lucas zalicza sprawę polskiego mięsa, kiedy to Angela Merkel uważała, że jeśli Putin ma problem z jednym krajem UE, to ma problem z całą UE, niestety jak pisze Lucas, unijna solidarność zwykle nie jest tak silna i Kreml musi podkupić tylko kilka krajów obietnicami zysków . Inaczej niż np. Zięba, Lucas uważa, że tylko w Afganistanie współpraca UE i Zachodu z Rosją przyniosła jakieś pozytywne efekty, co wynika z tego, że Rosja jest zbyt słaba, rozgoryczona i autokratyczna, by prowadzić rozsądną politykę , mimo to USA i UE rozpieszczają ją goszcząc na zjazdach G-8, do której to grupy Rosja w ogóle nie powinna należeć. Jeśliby strategia UE wobec Rosji była naprawdę wspólna i unijna, wtedy Rosja musiała by ustąpić we wszystkich istotnych kwestiach. Być może wystarczy poczekać na spadek cen surowców, jednak Lucas uważa, że trzeba zacząć naciskać na bezwstydny Kreml już teraz, by zbyt bardzo nie wzrósł w siłę.

Dla Zakarii dowodem wzrostu siły UE i jej samodzielności od NATO i USA, świadczy to, że w sprawie Gruzji rozmawiał z Moskwą nie Bush, ale Sarkozy . Kraje takie jak Chiny czy Brazylia pożyczają sobie wzajem pieniądze i wspierają się militarnie nie oglądając się jak dawniej na USA, czy MFW, ale dotyczy to też Japonii i krajów UE. W 2002 roku spór między Marokiem a Hiszpanią o wysepkę Leilę musiał rozwiązywać Colin Powell, dziś według Zakarii, nikt by nawet nie postulował mieć USA za rozjemcę. Londyn powoli odbiera Nowemu Jorkowi status stolicy finansowej świata . Zakaria barwnie opisuje atmosferę wyborów w USA w 1992 roku: „zimna wojna się skończyła Japonia i Niemcy wygrały” . Jednak nawet według Zakarii ambicje UE mają swe granice, jak np. w przypadku Jugosławii, której nie zdołała UE okiełznać bez pomocy USA.

Od połowy lat 70 UE ma swoje zdanie wobec Izraela i naciska na ten kraj w czasie fal szczególnie brutalnej polityki wobec mniejszości arabskiej . Według Ryszarda Zięby jednak naciski te są często za mało konsekwentne, by mogły być skuteczne (w 1994 roku udało się zmusić Izrael do zniesienia bojkotu palestyńskich towarów, w tym roku miała też miejsce udana misja policyjna na spornych terenach, lecz np. w latach 2001-2003 Izrael wykorzystując wsparcie rozgniewanych atakami terrorystów Ameryki, mógł w ogóle nie słuchać napomnień UE i krwawo poczynać sobie z Palestyńczykami , a w 2006 roku z Libańczykami.

Najlepiej różnicę między polityką USA i UE widać na przykładzie Iranu. W 2006 roku ONZ jednomyślnie wezwał Iran do zaprzestania projektów atomowych; od tego momentu USA grozi, UE nadal rozmawia . Chiny niepokoją UE i USA ponieważ są tak bardzo odmienne, stąd wynikają przesadne reakcje na ich wzrost. Jeffrey Wasserstrom barwnie opisuje, że według mieszkańców Hong-Kongu „kręgle są dla dziewczyn” , zaraz potem opisuje jak w roku 1997 (termin oddania Hong Kongu) i 1999 (antymareykańskie demonstracje w Pekinie) na Zachodzie było modne demonizowanie Chin. W 1999 znajomi w USA pytali Jeffrey’a Wasserstroma czy nie boi się jechać do Chin, a on sam obawiał się, że ci Chińczycy których zagadnie zostaną poddani ostracyzmowi. Obawy te nie ziściły się . Chińskie demonstracje (także inne nacjonalistyczna i antyjapońska w 2005 r.) były zorganizowane przez władze, i hasła stare z lat 50. i 60. („precz z imperializmem USA”) mieszały się tam z nowymi („nie mówicie nam o prawach człowieka”) . Huntington ostrzega, że Chiny i Japonia nie rozumieją europejskiej koncepcji: ballance of power , lecz wyznają własną koncepcję „równania do silniejszego", mimo to ma autor nadzieję, że w razie czego Japonia poprze jednak USA przeciw ewentualnej hegemonii Chin . Czego zdają się nie rozumieć np. Friedmann, pisząc: „naturalną skłonnością systemu międzynarodowego jest dążenie do równowagi” . Z tego wynikałoby, że wobec Chin, a jeszcze bardziej Japonii Zachód powinien prężyć muskuły, a tu bardziej pasuje podejście amerykańskie...

Jak słusznie jednak zauważa Zakaria, wiele zależy od tego czy patrzymy na świat oczyma konserwatysty czy liberała. Dla konserwatysty kultura jest źródłem siły, a więc będzie on widział statyczny uhierarchizowany nacjonalistyczny świat Chin i Indii mocniejszym i „zdrowszym” od zachodniego, z kolei liberał wierzy, że „polityka może zmienić kulturę i ocalić ją przed nią samą” . Stąd spojrzenie liberalne daje więcej szans elastycznemu kulturowo Zachodowi. Jednocześnie Zakaria przestrzega, że mocno odmienna polityka UE i USA wobec Chin może nawet zniszczyć globalny rynek. Wobec USA i Zachodu, Chiny stosują politykę wspierania ONZ, wspierania reżymów, które musiałyby się bez ich wsparcia poddać woli Zachodu (Afryka, Iran, Birma, Wietnam, Tunezja), cenzury (podobno aż 100.000 ludzi przegląda Internet dla rządu, zmuszenia Google i Yahoo do zaakceptowania ich reguł gry, chińczycy wysyłają obrazki cyfrowe dołączane do maili by uniknąć cenzorów) i rozwijania tzw. koncepcji asymetrycznego mocarstwa, czyli np. cyberbroni zamiast ścigania się z USA co do liczby lotniskowców. Niedawno ponoć wojskowi w USA narzekali, że maja za mało (piekielnie drogich) samolotów F-22 by pokonać Chiny w powietrzu, może to jednak być tylko forma prośby o pieniądze do rządu USA. Dopiero od 1975 roku Chiny współpracują z EWG (początkowo zamyślano w Pekinie nawiązać stosunki jedynie z Londynem i Lizboną a to w związku z Makao i Hong-Kongiem), choć nigdy nie była ona uważana za priorytetową dla żadnego z tych partnerów Cała UE spełnia dziś podstawowe wymaganie ChRLD nie uznawania rządu w Tajpej (czego nie uznaje np. Watykan i oczywiście USA). Od 2003 roku Chiny maja ministra ds. UE. Hu Jintao do Londynu udał się w 2003, a do USA dopiero 2006 roku, za Chiraca Chiny miały znakomite stosunki handlowe z Chinami, które pogorszyły się za Sarkozy’ego, i odkąd Chiny porzuciły nadzieję rozerwania NATO, przez zacieśnienie współpracy z UE. Nie ma w zasadzie unijnej polityki wobec Pekinu, o czym wymownie świadczy opisanie jej przez Ryszarda Ziębę wobec Chin na zaledwie połowie strony. Nie ma też polityki unijnej wobec Indii, które obecnie USA wspierają militarnie, a Japonia gospodarczo. W 2002 roku UE i Rosja mediowały w konflikcie o Kaszmir. W 2003 roku oddziały UE prowadziły misję cywilizacyjną w prowincji Aceh w Indonezji. W 2004 roku UE znacznie zwiększyła swój prestiż w Azji Południowo-Wschodniej poprzez wydatną pomoc humanitarną dla ofiar tsunami .

Pierwsza misją wojskową wojsk UE była misja w Kongu w 2003 roku . Jednak nie ma unijnej strategii także wobec Afryki. Unia ma kontakty i umowy gospodarcze z MERCOSUREM i rozmawia regularnie z państwami azjatyckimi (od 1996 tzw. szczyty Azja-Europa ASEM).

Widać więc wyraźnie, że UE ma własną, odmienna od USA koncepcję polityki zagranicznej, co świadczyłoby o sile, pesymiści jednak tacy jak Lacqueur diagnozują brak woli dla prowadzenia wielkiej unijnej polityki. Przytacza tu opinię Monneta, który żałował pod koniec życia (zm. 1979), że nie zaczął integrowania Europy od integracji kulturowej, zamiast gospodarczej . Lacqueur dziwi się też ślamazarności w tworzeniu armii UE (i temu, że państwa UE nie przeznaczą na nią np. ¼ swych sił tj. ¼ z 2 mln żołnierzy, 22 tys. czołgów i 6500 samolotów) i przypisuje to zbytniemu skupieniu Europejczyków na potędze moralnej, zdaniem cytowanego przez Lacquera innego konserwatysty z USA Roberta Kagana UE odwołuje się do moralności, bo jest słaba . Przecież nie jest słaba struktura, majaca teoretycznie pod bronią 2 mln wojska. Czy to kolejny przykład braku zrozumienia USA dla projektu UE?

Jeśli przyjrzymy się niedawnemu konfliktowi libijskiemu, to szybko dojdziemy do wniosku, że nie sposób powiedzieć czegokolwiek o sile UE w tym kontekście. Sankcje na Kadafiego nałożyło ONZ, interwencję przeprowadzały USA, Wielka Brytania, Francja i Włochy, oraz niektóre mniejsze państwa, wbrew woli Indii, Rosji (chociaż Miedwiediew i Putin mieli tu skrajnie różne opinie), Unii Afrykańskiej i Chin, które potępiły polityke Kadafiego, ale także i interwencję. 28 lutego 2011 roku Unia Europejska uzgodniła sankcje wobec Libii, a także zamrożenie aktywów i restrykcje wizowe wobec przywódcy Libii Muammara Kaddafiego i jego otoczenia. 15 maja w Benghazi UE otworzyła przedstawicielstwo do rozmów z libijskimi powstańcami. Przybyła tam szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton, która zapewniała o wsparciu UE dla przemian demokratycznych w Libii.

2. Mocarstwo militarne i energetyczne.

Teoretycznie UE jako całość jest drugą potęga militarną świata po USA, przynajmniej na polu broni konwencjonalnej. Jednak jak każdy twór wielonarodowy cierpi na brak spójności decyzyjnej. Od roku 1981 obowiązuje procedura kryzysowa, zakładająca zwołanie w 48 godzin ministrów SZ wszystkich państwa na żądanie 3 z nich. Od 2000 roku UZE przekazała UE prawo prowadzenia misji stabilizacyjnych i pokojowych . Ryszard Zięba podaje, że państwa UE liczone razem wydają rocznie 160 mld euro na zbrojenia , co odpowiadało 1/3 wydatków USA i dwukrotności chińskich. UE jest wiec niejako skazana na mocarstwowość, nawet jeśli Holandia jest jedynym państwem szeroko otwierającym UE dostęp do swych narodowych arsenałów , a jedynym sprzętem nabytym przez USA od państw UE, był brytyjski samolot pionowego startu Harrier.

Do 2001 roku USA naciskały na UE, by wysyłała misje wosjkowe tylko jeśli nie może lub nie chce tego uczynić NATO i zmuszały UE do uznania, wbrew woli np. Francji, że NATO powinno pozostać podstawa obronności Zachodu. Sytuacje zmienił 11 września 2001 . Odtąd zaniepokojone terroryzmem USA nie przeszkadzają już tworzyć odrębnych struktur obronnych UE, ale coraz częściej wykorzystują podziały między państwami o orientacji atlantyckiej (Dania, Wielka Brytania, Portugalia, Polska itd.) a pozostałymi państwami UE. W 2000 uzgodniono, że nie powstanie jednolita armia UE, lecz siły będące jedynie konglomeratem sił narodowych, co przywołuje skojarzenie ze zdaniem Machiavellego: „potęga Niemiec jest wielka ale tego rodzaju że nie sposób jej użyć”. Od 2004 roku tworzone są nowoczesne grupy bojowe po 1500 wojska gotowe do użycia w 15 dni. Niektóre państwa UE jednak są oficjalnie neutralne, a np. Niemcy nie mogły do 1994 roku zgodnie z konstytucją wysyłać swych wojsk za granicę, jakoś jednak pokonano te przeszkody. W 1998 roku Tony Blair wywarł presję na Jacquesa Chiraca, by ten uznał, że siły UE nie mają dublować zadań NATO , więc nadal mimo daleko posuniętej współpracy wojskowo-technologicznej w ramach UE aparaty obronne są nieujednolicone , a zadania wydzielonych sił UE (około 100 tys. wojska, stu okrętów i kilkaset samolotów), mocno zawężone. Nie mamy jednak wbrew obiegowej opinii do czynienia z prostym podziałem na blok proatlantycki i francusko-niemiecki blok unijny, bowiem np. polityka brytyjska była mocno sceptyczna wobec projetu roszerzeania NATO na wschód Europy, co mocno kontrastowało z planami USA, odrzucenia Rosji jak najbardziej na wschód . To raczej Niemcy i Francja odrzucały ją jeszcze przed dekadą na wschód wbrew oporowi Londynu, co przeczy wizji Lucasa, który przypisywał UK rolę samotnego rycerza walczącego z rosyjskim imperializmem, wspieranego jedynie przez słabe państwa jak Polska, Szwecja czy Estonia.

3. Spoistość społeczna.

Jedność i dyscyplinę społeczną jako podstawę mocarstwowości i zwycięstwa zalecał już chiński filozof Sun Zi (ok. VI w. p.n.e.). Jak już wspomnieliśmy konserwatyści widzą wielokulturowe społeczeństwa Zachodu słabszymi od hierarchicznych i otwarcie rasistowskich społeczeństw Chin czy Japonii. Wielu już pisało o fiasku europejskiego multikulturalizmu. Zakaria i Lacqueur zauważają, że USA znacznie lepiej absorbują obce etniczne elementy, a także to, że muzułmanie w USA są zwykle lepiej wykształceni i bardziej otwarci niż muzułmańscy wieśniacy w Europie. Lacqueur snuje jak zwykle ponure wizje przyszłych głębokich konfliktów kulturowych między muzułmanami i nie-muzułmanami w UE/Europie i Rosji w XXI wieku, przyznając, że Trzeci Świat też słabnie jeśli chodzi o przyrost demograficzny (rodzice mają tam średnio 3 dzieci, a nie 5 jak dawniej), ale i tak sytuacja tam jest lepsza niż na Zachodzie. Najciekawsze, że wini za to kryzys rodziny, i niedostateczne jej cenienie za spadek demograficzny, a wiec przemawia tonem konserwatysty, a zaraz potem pisze, że w wielkim współczesnym mieście posiadanie dzieci jest ekonomicznym samobójstwem, więc wszędzie tam, gdzie przybywa mieszczan a ubywa wieśniaków, ubywa też dzieci. A dzieje się ta wszędzie, na Zachodzie i Japonii najszybciej. Miasta takie jak Londyn czy Paryż już w XVIII wieku były umieralniami , więc nie jest to nic nowego. Dziwne, że Lacqueur nie widzi sprzeczności miedzy swoimi spostrzeżeniami natury naukowej i tymi umotywowanymi ideologicznie. Konserwatyzm autora widać też po jego dość lekceważącym stosunku wobec radykalnie prorodzinnej polityki Francji i Szwecji , które bądź co bądź mają najlepsze wyniki demograficzne w Europie i niemal dorównują zasilanym przez stały dopływ meksykańskiej biedoty USA.

Słusznie pisze Lacqueur o problemach z barierami językowymi i kultowymi utrudniającymi muzułmanom integrację w Europie, m.in. o tym, ze bardzo wielu młodych Turków nie kończy w Niemczech szkół z tego powodu. Nieco bardziej dziwne są jego lamenty nad tym, ze młodzież nie słucha już imamów i rodziców znajduje się często poza wszelką kontrolą niczym młodzi Afroamerykanie w miastach USA , a przecież to wyjście spod kontroli, chociaż często kryminogenne nie musi być zjawiskiem negatywnym, może być przecież wstępem do asymilacji. Dziwnie kontrastują te zawodzenia Lacqueura (i Iana Burumy ) o utracie kontroli nad młodymi z narzekaniami nad brakiem asymilacji. Lacqueur zauważa, że podczas zamieszek na paryskich przedmieściach imamowie wydali fatwę przeciw jej uczestnikom , ale zapomina już dodać, że było tak m.in. dlatego, że młodzi sfrustrowani nihiliści demolowali także meczety. Odium z religii islamskiej jako sprawczyni konfliktów między imigrantami a gospodarzami próbuje też zdjąć Ian Buruma, pisząc iż muzułmański zabójca van Gogha wpadł w radykalizm z powodu życiowych frustracji o naturze ekonomicznej . Buruma jednak znany jest z bagatelizowania zagrożenia ze strony samego islamu, pokładając nadzieję w euro-islamskich koncepcjach dziwacznego fundamentalisty udającego oświeconego muzułmanina Tariqa Ramadana, mimo, iż jak zauważył choćby Walter Laqueur, Ramadan uzyskał zakaz wystawiania sztuki Voltaire’a „Mahomet czyli fanatyzm" w Genewie , a taki zakaz mało wspólnego ma z oświeceniem. Jednocześnie niewiele ma sympatii Buruma dla byłych muzułmanów-radykalnych bojowników o świeckość takich jak Somalijka Ayaan Hirsi Ali czy Irańczyk Afshin Ellian, mimo iż jak zauważa Lacqueur reformatorski islam w Europie jest słabszy niż w krajach islamskich, a radykalnemu islamowi przeciwstawia się raczej pokusa bezreligijności w stylu europejskim. Lacqueur nie podziela zdania Burumy, iż motywem zabicia Theo van Gogha było ubóstwo czy ekonomiczne frustracje, i geranralnie krytykuje miękką postawę Europejczyków nawet wobec radykalnego islamu, co szczególnie wyraźne jest w Wielkiej Brytanii . Lacqueur wpada w pułapkę typową dla autorów konserwatywnych, gdy chce jednocześnie zdjąć odium winy z kultury i religii w ogóle, a jednocześnie sprzeciwić się obcej kulturze i religii . Zwraca on uwagę na duży odsetek rozwodów (w Europie sięgający 40 %, a USA około 20-25 %, co ciekawe bez względu na światopogląd, a nawet jak się okazuje ludzie religijni nieco częściej go biorą niż ateiści), i nie przekonuje go szwedzka czy francuska polityka prorodzinna, która czyni z tych krajów jedyne w Europie o w miarę zadowalającym wzroście demograficznym. W ten sposób konserwatywne mity dostają się do głównego nurtu poważnych międzycywilizacyjnych dyskusji.

Melanie Philipps napisała książkę w której krytykuje obojętność władz brytyjskich na działalność islamskich fundamentalistów w UK, oraz edukatorów-multikulturalistów, którzy nakazują wychowywać dzieci w kulturze ich rodziców, wbrew liberalnym indywidualistycznym wartościom. Narzeka na brak brytyjskiej wersji American Creed tj. brytyjskich wartości ponadreligijnych, z którymi mógłby się utożsamiać także brytyjski muzułmanin , Sikh czy hinduista . Multikulturaliści z Londynu od lat krytykują Francję za bardziej twardą „nieliberalną” politykę wobec islamu, choć to przecież francuskie podejście indywidualistyczne, nakazujące trzymanie kultury na dystans jest bardziej liberalne, od multukulturowego dzielenia ludności na strefy wpływów. Nawet Lacqueur przyznaje, że we Francji, gdzie obserwujemy „silniejszy nacisk laickości”, mamy może więcej konfliktów z imigrantami, ale i mniejsza niechęć do władz i większe enklawy świeckich muzułmanów niż w UK . Według Lacqueura 100 milionów euro rocznie jakie rząd RFN wydaje rokrocznie na integracje to zdecydowanie za mało, by zapewnić sukces. Wydaje się, że niedawna deklaracja kanclerz Merkel o fiasku multikulturalizmu może być pierwszym krokiem do aktywniejszego wspierania właściwej asymilacji, tzn. drogą ukazania wyższości zachodniej świeckiej kultury nad średniowieczną mentalnością islamu i innych religii. Według Zakarii USA to pierwszy w historii naród uniwersalny, a Europa nie wydaje się zdolna do asymilacji obcych kulturowo elementów. Jednak wcale nie musi tak być, wystarczy choćby spojrzeć na zdumiewającą listę sławnych Francuzów często bardzo egzotycznego pochodzenia (np. Rene Goscinny czy Dany Boon).

4. Elastyczność i innowacyjność naukowo-technologiczna.

Ostatnią częścią składową tego co można określić jako mocarstwowość, do jakiej warto się odnieść to kwestie elastyczności ekonomicznej, które np. Ryszard Zięba ocenia jako największą przewagę UE, a także USA i Japonii, nad Chinami i Indiami. Ta przewaga technologiczna jest w dalszym ciągu niewątpliwa. Wystarczy porozmawiać z gospodarzami sklepów RTV, by dowiedzieć się, że to co wtórne i umiarkowanie nowoczesne Japończycy produkują w Chinach, rezerwując prawdziwe high-tech dla swoich pracowników w kraju. Jednocześnie jednak dwucyfrowy wzrost gospodarczy Chin i nieco mniejszy Indii robią wrażenie na ludziach na Zachodzie. Częściowo jednak owe wrażenie kontrastu miedzy oszczędną Azją, która w końcu nadrabia jedynie zaległości, a pogrążonym niby w stagnacji i przygniecionym kredytami Zachodem, wynika np. z przestarzałych metod liczenia zadłużenia, co podkreśla Zakaria. Autor ten pisze, że wydatki gospodarstw i państw na edukację, są błędnie i anachronicznie liczone jako konsumpcja, choć przecież są forma inwestycji . Inne przestarzałe statystyki nie odnotowują np. wzrostu oszczędności korporacyjnych który częściowo rekompensuje spadek prywatnych. Także liczba inżynierów wykształconych w Azji, jak pisze Zakaria, nie robi już takiego wrażenie, gdy uświadomimy sobie, ze to słowo oznacza tam zwykle zwykłego mechanika, lub nadzorcę hali maszyn, a nie np. konstruktora mostów .

Zakaria podkreśla, że szkolnictwo w Indiach i Chinach jest kiepskie, więc to raczej UE stanowi poważniejsza konkurencję dla USA niż Azja, zwłaszcza na krótką metę. W swej ponurej wizji upadku Europy, Lacqueur rzadko pisze o technologiach i nauce, zauważ jedynie, że np. w naukach biomedycznych rola UE słabnie na korzyść USA i Azji . Trudno mi polemizować z tym stanowiskiem, jako niespecjaliście. Mogę jednak zwrócić uwagę na popularny tekst zamieszczony w Gazecie Wyborczej, w którym podjęto polemikę z obrazem UE jako ślamazarnej i rozpieszczonej na tle konkurencyjnych potęg. Autor tekstu , pisze, że w pierwszej dekadzie XXI wieku udział UE w produkcji globalnej utrzymywał się na poziomie około 30 %., udział USA spadł z 31 do 23 %, a także iż, po przystąpieniu do Unii Europejskiej Irlandia znalazła się wśród dziesięciu najbogatszych krajów świata, pomimo kryzysu utrzymuje się w czołowej dziesiątce. Europa, jak zauważa autor, zapewnia połowę światowego obrotu towarami i usługami, a w okresie od 1970 do 2009 roku uboższe gospodarki europejskie rozwijały się w tempie niemal 4 proc. rocznie; zaś bogatsze w tempie niemal 2 proc. rocznie. To podciąganie cywilizacyjne krajów biedniejszych uważać można, zdaniem autora, za europejski wynalazek, który w dodatku się sprawdza. Zadłużenie firm i państw północy Europy jest zdaniem autora w normie, dużo gorzej jest po obu stronach basenu Morza Śródziemnego. W latach 1995-2009 przedsiębiorcy z Europy Zachodniej tworzyli miejsca pracy szybciej niż USA. Z kolei tradycyjnie rozbudowane administracje państw UE, wynikają jednak nie z rządzy władzy, lecz ze stylu życia, opartej na zabezpieczeniach socjalnych, europejskiej koncepcji „pracy dla życia” (a nie odwrotnie), stąd tak wielka popularność krajów UE dla imigrantów, co może rozleniwia, ale równie dobrze może się na dłuższą metę opłacić.

Reasumując, wszystkie wizje mocarstwowości UE opierają się na założeniu, że poszczególne jej państwa będą ze sobą harmonijnie współdziałać, zwłaszcza w kontaktach ze światem zewnętrznym. UE by być prawdziwym mocarstwem musi pokazać, ze jest zdolna do reform wynikających z kryzysu demograficzno-ekonomicznego. Jak pokazuje historia, wydaje się, że jest do tego zdolna.

SUMMARY This article concerns the chances EU has to become a global power. Author concentrated his attention on the difference between American and European concepts of political power and the connection between the political orientation of various authors writing on the future global politics, and their attitude towards American, European values.

BIBLIOGRAFIA:

• Ash T. G., Kryzys Europy, czyli jak Unia powstała i dlaczego się rozpada, Przegląd Polityczny Nr 115/116 2013, s. 10-19.

• Buczyński J., Polityka bezpieczeństwa Chin w XXI wieku, Akademia Obrony Narodowej Warszawa 2010.

• Buruma I., Misjonarz i libertyn eros i dyplomacja, przeł. Piotr Rosne, Universitas Kraków 2005.

• Buruma I., Śmierć w Amsterdamie. Zabójstwo Theo van Gogha i granice tolerancji, przeł. Adam Liprzyc, Universitas Kraków 2008.

• Forster E. M., Droga do Indii, Atext Gdańsk 1993.

• Friedmann G., Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek, przeł. Maciej Antosiewicz AMF Plus Group, Warszawa 2009.

• Fuentes C., Conta Bush, Wydawnictwo: Świat Książki 2005.

• Griffiths S. (red.), prognozy. Trzydziestu myślicieli o przyszłości, przeł. Tomasz Piwowarczyk ,Zysk i S-ka Poznań 2006.

• Huntington S., Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, przeł. Hanna Jankowska, Muza, Warszawa 1997.

• Hüfner M., Europa: Die Macht von Morgen. Hanser Verlag, 2006.

• Kisielewski T.A., Schyłek Rosji, Dom Wydawniczy Rebis Poznań 2007.

• Krzemiński A., Nadchodzi wiosna Europy? , Przegląd Polityczny Nr 115/116 2013, s. 38-45.

• Lacqueur W., Ostatnie dni Europy. Epitafium dla Starego Kontynentu, Wyd. Dolnośląskie Wrocław 2008.

• Leonard M., Why Europe will run the 21st century, Fourth Estate London 2005.

• Leonard M., Zrozumieć Chiny, przeł. Witold Falkowski, Nadir Warszawa 2009.

• Lucas E., Nowa zimna wojna. Jak Kreml zagraża Rosji i Zachodowi, Dom Wydawniczy Rebis Poznań 2008.

• Manent P., Intelektualna historia liberalizmu, Wydawnictwo Arcana Kraków 1994.

• Meredith R., Chiny i Indie. Supermocarstwa XXI wieku, przeł. Witold Falkowski, Nadir Warszawa 2009.

• Napierała P., Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res, Gdynia 2010.

• Napierała P., Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy, Wydawnictwo Libron-Filip Lohner, Kraków 2012.

• Philips M., Londonistan. Jak Wielka Brytania stworzyła islamski terror, Sprawy Polityczne 2010.

• Polityka bezpieczeństwa i siły zbrojne Wielkiej Brytanii, Bellona Warszawa 1995.

• Rokita J., Deutsche Ordnung? (O dylemacie skąpca i imperialisty), w: „Liberté. Głos wojny wolność ubezpieczający” grudzień 2012-luty 2013, s. 128-150.

• Zakaria F., Koniec Hegemonii Ameryki, przeł. Stanisław Kroszczyński, Nadir Warszawa 2009.

• Zięba R., Wspólna Polityka Zagraniczna i Bezpieczeństwa Unii Europejskiej, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2007.

Jean-Philippe Rameau a początki francuskiego liberalizmu



Moim celem było zbadanie związków między twórczością najwybitniejszego chyba francuskiego kompozytora operowego XVIII wieku, a postulatami polityczno-społecznymi i wizją kultury promowaną przez oświeceniowców. Jean-Philippe Rameau (1683-1764) żył w dość skomplikowanych czasach. Była to epoka, w której francuski dwór stracił monopol na kształtowanie opinii publicznej. Pojawiło się wielu pisarzy politycznych, którzy formułowali nowe postulaty dotyczące charakteru władzy; domagając się przewidywalności posunięć władcy, starań o utrzymanie międzynarodowego pokoju, poszanowania praw jednostki i tolerancji religijnej. Tą przełomową epokę określa się często zbiorczym hasłem oświecenia.

Jean-Philippe Rameau urodził się 25 września 1683 roku w burgundzkim Dijon przy rue Saint-Michel nr 5 (dziś rue Vaillant nr 5-7) . Jego ojciec Jean Rameau był lokalnym organistą i prawdopodobnie pierwszym nauczycielem muzyki przyszłego kompozytora. Cała rodzina związana była z muzyką. Siostra, Catherine Rameau uczyła potem gry na klawesynie w Dijon, a młodszy brat Claude Rameau (1690-1761) był lokalnym organistą. Również swych synów Claude wykształcił na muzyków. Starszy Jean-François Rameau (1716-1777), to neurotyczny i kapryśny bohater powiastki Denisa Diderota: Le neveu de Rameau („Bratanek Rameau” – znanej u nas pod błędnym tytułem: „Kuzynek mistrza Rameau”). O życiu młodszego syna Claude’a – Lazare’a Rameau (1757-1794) z drugiego, o wiele późniejszego małżeństwa, wiadomo niewiele poza tym, że był organistą w kilku miastach francuskich.

Ojciec wysłał Jeana-Philippe’a do kolegium jezuickiego zw. collège jésuite des Godrans (dziś w budynku kolegium mieści się biblioteka miejskia Dijon) na studia prawnicze, chciał bowiem by został on prawnikiem parlamentu, Rameau był jednak miernym uczniem i musiał opuścić szkołę. Ponieważ już jako dziecko chciał być muzykiem, ojciec wysłał go na kilka miesięcy do Włoch. Powrócił w 1701 roku do Dijon. W 1720 roku pracował w katedrze w Awinionie a potem w Clermont. W 1706 roku pojechał do Paryża by odwiedzić doświadczonego organistę Louisa Marchanda (1669-1732) oraz by go zastąpić jako organista kościoła jezuitów przy rue Saint-Jacques. Marchand opuszczał je by zostać organistą Kaplicy Królewskiej. Starszy kolega po fachu również był przyjezdnym – pochodził z Lyonu. Prawdopodobnie udzielił mu kilku lekcji, lub przynajmniej udostępnił mu swe utwory, gdyż wydane wówczas drukiem pierwsze dzieło muzyczne Rameau: Livre de pièces de clavecin – nosi wyraźne wpływy stylu Marchanda. Przyjaciel i pierwszy biograf Rameau, Michel Paul Guy de Chabanon (1730-1792) twierdził, że kompozytorzy utrzymali kontakty ze sobą . Jeszcze w 1706 roku Rameau zmienił miejsce pracy. W 1709 roku powrócił do Dijon, gdzie objął stanowisko organisty po ojcu. W 1atach 1713-1715 przebywał głównie w Lyonie, gdzie pracował jako organista (wyjąwszy grudzień 1714 roku kiedy był w Dijon by pochować ojca, i styczeń roku następnego gdy jego brat się żenił). W lipcu 1713 roku Rameau brał udział wraz z całym Lyonem w uroczystościach z okazji zawarcia pokoju w Utrechcie (kwiecień 1713 roku) . Po 1715 rokiem prawdopodobnie mieszkał w Clermont.

Na przełomie roku 1722 i 1723 roku Rameau osiedla się na stałe w Paryżu. Są to czasy regencji orleańskiej i burbońskiej z charakterystycznym dla tego okresu rozmachem i klimatem zabawy i rozwoju sztuk. Książę Filip II Bourbon-Orleans kojarzony jest zwykle z klimatem rozwiązłości jaki zapanował w Paryżu po śmierci Ludwika XIV (1715), gdy książę objął regencję w imieniu małoletniego Ludwika XV. O wiele rzadziej pisze się o klimacie wolności indywidualnej stanowiącej podglebie francuskiego liberalizmu .

Rameau stał się w Paryżu znany dzięki traktatowi: Traité de l'harmonie réduite à ses principes naturels opublikowanemu jeszcze w 1722 roku. Sław traktatu przekroczyła granice Francji (Händel zgadzał się z jego założeniami, a np. Bach nie). W 1724 roku Rameau stał się jeszcze bardziej sławny, w tym roku opublikował bowiem kolejny zbiór utworów klawesynowych. W tym okresie zapewne zajmował się już przedstawieniami w Théâtre de la foire, tj. wystawianymi na scenie na targu w bogatym przedmieściu Saint-Germain. Z tego okresu pochodzi też słynny „taniec dzikusów” – Les sauvages zainspirowany występem tanecznym dwóch Indian przywiezionych z Luizjany, którzy prezentowali swe tańce ludowe obok Comédie Italienne , lecz muzyka sceniczna pisana dla Théâtre de la foire (z czasem coraz bardziej sporadycznie, ale aż do około 1758 roku) prawie się nie zachowała. W 1726 roku Rameau wydał kolejny głośny traktat muzyczny: Nouveau système de musique théorique, a w 1729 roku kolejny zbiór klawesynowy Współpracujący z nim wystawianiu sztuk dramaturg i przyjaciel Voltaire’a Alexis Piron (1689-1773), który również pochodził z Dijon, przedstawił go jeszcze w tym roku roku bardzo bogatemu mecenasowi sztuki de La Pouplinière’owi. Piron był sekretarzem Pierre’a Dureya d’Harnoncourt, (1682-1765), dzierżawcy generalnego urzędującego w Dijon, finansowego doradcy królewskiego i przyjaciela owego mecenasa .

Finasista i generalny dzierżawca podatków Alexandre-Jean-Joseph Le Riche de La Pouplinière (1692-1762) miał wspaniałą rezydencję - hôtel de La Poupelinière w Passy, modnym zachodnim przedmieściu Paryża. Jego domownikami byli czołowi pisarze i artyści epoki z Voltaire’m i malarzami Carlem van Loo i Maurice’m Quentin de La Tour na czele. Wystawne kolacje były uświetniane występami najlepszych włoskich muzyków i śpiewaków. De La Pouplinière był zwolennikiem liberalnych teorii oświecenia, zarówno tych odnoszących się do polityki jak i tych dotyczących postulatu większej swobody obyczajowej. Sam przez wiele lat żył w nieślubnym związku z aktorką panną des Hayes, która została wielką wielbicielką i uczennicą Rameau. W 1737 roku król kazał dzierżawcy ożenić się. I bez tego wszystkiego tacy wzbogaceni mieszczanie jak on byli znienawidzeni przez arystokrację widzącą w nich niegodnych parweniuszy, i lud uważający ich za chciwców . Niezwiązany z nim Montesquieu szydził z chciwych dzierżawców w swoich „Listach perskich” (1721). Jednak jego zarzuty o ich gminne maniery z pewnością nie dotyczyłyby kulturalnego mecenasa Voltaire’a i Rameau . Należąc do domowników de La Pouplinière’a, Rameau wiązał się z obozem reformatorskim. De La Pouplinière miał prywatną orkiestrę, która według pisarza Jeana-Françoisa Marmontela, była najlepszą z wszystkich istniejących („le meilleur concert de musique qui fût connu dans ce temps-là”) . Przez 22 lata (1731-1753) Rameau będzie miał zaszczyt nią dyrygować mieszkając w hôtel de La Poupelinière, z wyjątkiem lat 1746-1752, kiedy to mieszkał w osobnej prywatnej rezydencji żony bogacza). Po 1753 roku rolę tą przejmą kolejno Johann Stamitz i François Joseph Gossec. To w Passy powstała większość oper Rameau, tj. wszystkie skomponowane do 1753 roku.

W roku 1726 Rameau zyskał nie tylko mecenasa, ale również małżonkę. 25 lutego 1726 roku 42-letni kompozytor poślubił 19-letnią Marie-Louise Mangot, śpiewaczkę, umiejącą też dobrze grać i pochodzącą z muzykalnej liońskiej rodziny (jej ojciec Jacques Mangot osiedlił się w Paryżu w 1707 roku, tj. rok przed jej narodzinami). Rameau zdecydowanie nie był chciwy – wziął ją bez posagu, sam zaś zagwarantował jej 200 liwrów w kontrakcie małżeńskim. W sierpniu 1727 roku urodził im się pierwszy syn nazwany imieniem brata kompozytora - Claude, którego Rameau przedstawił swemu mecenasowi. Co ciekawe żadne z czworo dzieci Rameau nie wiązało swej przyszłości z Muzyką; Claude zostanie dzięki staraniom ojca valet de chambre du roi (Rameu kupił synowi tą dworską funkcję), Marie-Louise (ur. 1732) zostanie w 1751 roku zakonnicą (ojciec, wspierał ja finansowo, ale w ceremonii nie uczestniczył, co wynikało zapewne z jego wolnomyślicielskich przekonań), Alexandre (ur. 1740) przeżył tylko kilka lat, a Marie-Alexandrine (ur. 1744) wyszła za mąż za niejakiego Françoisa de Gaultier już po śmierci swego ojca .

Dopiero 25 października 1727 roku Rameau pisze o zamiarze stworzenia opery (do tego czasu z muzyki wokalnej komponował jedynie kantaty, z których ostatnią była skomponowana właśnie w 1727 roku: le Berger fidèle), pisząc o tym obszernie w liście skierowanym do pisarza i librecisty Antoine’a Houdar de la Motte (1672-1731). Librecista współpracował już z takimi uznanymi kompozytorami jak: André Campra (1660-1744), André-Cardinal Destouches (1672-1749) i Marin Marais (1656-1728). Wydaje się jednak, ze nie odpowiedział na list Rameau, uznając go zapewne za nierealne marzenia wiecznego teoretyka muzyki, Rameau miał bowiem opinię bardziej naukowca niż praktycznego kompozytora, a także człowieka dość oschłego, niezbyt towarzyskiego i trudnego we współpracy . Voltaire początkowo uważający Rameau za nudnego pedanta, uległ w końcu czarowi jego muzyki. Stało się to jednak dopiero jednak po wystawieniu pierwszej tragedii lirycznej Rameau: Hippolyte et Aricie w Académie Royale de Musique czyli królewskiej operze paryskiej 1 października 1733 roku (próby odbyły się w lipcu). Sztuka ta na początku nieco zaniepokoiła paryżan, ponieważ zgadzając się formalnie (prolog i 5 aktów) z operową tradycją francuską zapoczątkowaną przez Jeana Baptiste’a Lully’ego (1632-1687) zawierała zupełnie inną muzykę; bardziej dynamiczną, szybszą i odważną rytmicznie (kompozytor i tak musiał zmienić kilka arii, których śpiewacy nie byli w stanie wykonać tak jakby on sobie tego życzył), lecz potem zyskała duże uznanie. Wiekowy już André Campra, stwierdził po premierze, że w „tej jednej operze jest dosyć muzyki , by starczyło na dziesięć” („assez de musique dans cet opéra pour en faire dix”) , a także, że Rameau przyćmił wszystkich dotychczasowych twórców operowych. Jeszcze w roku 1733 opera została wystawiona 32 razy, co dało Rameau bezsprzecznie pierwszą pozycję wśród kompozytorów francuskich jego epoki. Słuchacze szybko podzielili się na entuzjastów oryginalności nowego mistrza operowego (les rameauneurs) i konserwatystów tęskniących za bardziej statycznym i dostojnym stylem Lullego (les lullyistes), w którym upatrywali wzoru wszelkiej francuskości w muzyce. Mimo, iż Rameau przez całe życie żywił nieskończony szacunek do Lully’ego resztę dekady wypełniły spory i wojna na pamflety o właściwy kształt francuskiej muzyki operowej .

Ten spór o muzykę przybrał zupełnie inną formę niż rozwijający się niemal równocześnie po drugiej stronie Kanału La Manche operowy spór londyński. Chodzi tu o rozpoczętą w 1732 roku rywalizację między teatrem arystokratycznym kierowanym przez Nicola Porporę (1686-1768) a dominującą dotychczas w kulturalnym życiu stolicy trupą operowa pod kierownictwem Georga Friedricha Händla, wspomaganego przez dwór. Całemu przedsięwzięciu patronował brytyjski następca tronu Fryderyk Ludwik (1707-1751), który stanowił także ostoję dla opozycji przeciw gabinetowi Roberta Walpole’a (urzędującemu w latach 1721-1742). Fryderyk był skłócony ze swym ojcem Jerzym II, tak jak kiedyś jego ojciec z Jerzym I i starał się jak najczęściej robić na złość rodzicom. Opozycja złożona z niezadowolonych wigów, takich jak William Pulteney (1684-1764), których ambicji Walpole nie zdołał zaspokoić powierzając im „odpowiednie” stanowiska, oraz torysów widzących we Fryderyku przyszłego „króla-patriotę” z pism politycznych torysa lorda Bolingbroke. Arystokraci i książę Walii założyli: Opera of the Nobility w miejscu w którym poprzednio urzędowała trupa Händla. Ta ostatnia musiała się przenieść do Covent Garden; której właścicielem był John Rich, znany z wcześniejszych wystawień Beggar’s Opera Johna Gaya i Christophera Pepuscha, które również miały swój wyraźny podtekst polityczny (krytyka opery włoskiej i cudzoziemszczyzny, pochwała angielszczyzny i krytyka korupcji administracji Walpole’a). Cały Londyn pasjonował się tym polityczno-artystycznym sporem, poprzedni organizator wystawień. Pisarz i przyjaciel Händla, Johna Arbuthnot twierdził, że Londyn był zawsze skazany na dwupartyjność; na wigów i torysów, zwolenników Kościoła Anglikańskiego i dysydentów protestanckich (metodystów, purytanów), zwolenników króla i następcy tronu. Na przełomie 1734 i 1735 roku ludzie przysięgali na Handla lub Porporę, a rozmowy o obu teatrach rozpalały bardziej niż obrady w Izbie Gmin . Sztukę traktowano wówczas dość poważnie, jako poszukiwanie pewnego ideału. Tak było do 1737 roku, gdy opera włoska przejadła się Anglikom. Opera arystokracji zbankrutowała wtedy, a wyniszczony konkurencją Handel pojechał na kilka miesięcy kuracji do Akwizgranu. Po powrocie eksperymentował już z opera buffa, według przepisu Neapolitańczyka Giovanniego Pergolesiego, w której zamiast bogów i bohaterów występowali zwykli śmiertelnicy, a potem z angielskimi oratoriami. Z kolei kilka lat potem, w 1744 roku Händel sam został narzędziem w rękach arystokratów, którzy zamówili u niego operę: Semele. Opera nawiązywała do mitu o kochance Zeusa. Według mitu, zazdrosna żona boga, Hera namówiła Semele, by ta domagała się od Zeusa ukazania się na jednej ze schadzek w boskiej postaci. Zeus zgodził się spełnić życzenie i pojawił się przed ukochaną pod postacią piorunów. Rażona piorunem Semele zginęła. Miało to stanowić ostrzeżenie dla nielubianej przez angielskie elity metresy króla Amalii von Wallmoden, z królewskiego nadania, hrabiny Yarmouth (1704–1765). Przedstawienie musiało wywołać mieszane uczucia u króla i jego kochanki . Warto tu zwrócić uwagę, że podczas gdy londyńskie spory wynikały przede wszystkim z podziałów politycznych, paryskie rzeczywiście koncentrowały się wokół samej muzyki, tak jakby miała ona stanowić odbicie duszy narodu francuskiego. Trzeba było więc zdecydować, czy Francja A.D. 1733 jest nadal Francją „króla-Słońce” czy też nie i czy to dworski majestat grał w niej pierwsze skrzypce, czy kapryśny filozoficzny Paryż. Olśniony sukcesem kompozytora i zainteresowany dysputą artystyczną wokół jego pierwszej opery, Voltaire proponował współpracę w liście z grudnia 1733 roku, w którym informował go, że pracuje nad poematem „Samson”. Pisał także, że muzyka Rameau jest: admirable, co może przysparzać zawistnych wrogów. Voltaire wyraził przekorną nadzieję, że również on będzie miał ich kiedyś tylu co kompozytor, ponieważ liczba wrogów jest wprost proporcjonalna do ilości talentów. Voltaire cytuje tu przypisywane Rameau powiedzenie; „dajcie mi Gazette de Holland a ja dorobię do niej muzykę .

Według Cuthberta Girdlestone’a po 1733 roku relacje między Voltaire’m i La Pouplinière ochłodły , ale nie przeszkodziło to kontaktom miedzy poetą a kompozytorem, o czym świadczy serdeczny list jaki poeta i filozof wysłał do kompozytora 15 kwietnia 1734 roku. Voltaire tłumaczy się w nim, że ślub Louisa Françoisa Armanda du Plessis, księcia de Richelieu (1696-1788) - jednego z jego najważniejszych przyjaciół, także politycznych Voltaire’a (zwłaszcza zanim Voltaire został protegowanym nie lubianej przez księcia mieszczki – pani de Pompadour tj. przed 1745 rokiem) przeszkodził mu w dokończeniu „Samsona”. Autor listu pisał jednak w bardzo serdecznym tonie iż „ma nadzieję, że ich [Voltaire’a i Rameau – P.N.] mariaż muzyczny się jednak powiedzie”, i że da im obu nieśmiertelność, choć ich dzieci, tj. dzieła, nie są ani diukami ani parami Francji. Voltaire potwierdził swą chęć „wejścia w świat opery” i wyraził nadzieję, że w chwili, gdy pisze ten list, madame Rameau śpiewa teraz przy jego (Rameau) klawesynie. Voltaire zapewniał, że adresat jego listu ma dwie żony (madame Rameau i Voltaire’a) . Czy te wszystkie zachwyty i pochlebstwa świadczą o ochłodzeniu stosunków miedzy artystami, czy wręcz przeciwnie trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, pewnym jest, że Voltaire, korespondujący od 1736 roku z królem Prus Fryderykiem Wielkim, coraz bardziej zagłębiał się w świat polityki i nieco oddalał od świata artystycznego. Polityka znów zbliżyła do siebie Voltaire’a i Rameau w 1745 roku. Voltaire napisał libretti do dwóch dzieł Rameau wystawionych w tym roku w operze wersalskiej; komedii-baletu: La Princesse de Navarre (premiera 23 lutego 1745 roku z okazji ślubu syna Ludwika XV z infantką hiszpańską Marią Teresą) i opero-baletu: Le Temple de la Gloire (premiera 27 listopada 1745 roku). „Świątynia chwały” została napisana i skomponowana z okazji świętowania zwycięskiej bitwy rozegranej 11 maja 1745 roku pod Fontenoy w Belgii. Współpraca obu artystów układała się jednak przede wszystkim dla tego bez większych problemów, że Voltaire’owi bardzo zależało na jej podtrzymaniu. Jeszcze w 1733 roku Voltaire głosząc wszem i wobec swój zachwyt dla muzyki mistrza, prywatnie pisał do swego przyjaciela (jeszcze z czasów wspólnych studiów w Lycée Louis-le-Grand), Pierre’a Roberta Le Cornier de Cideville’a (1693-1776), że „Rameau to pedant, w muzyce drobiazgowy i nudny”. Przyjaciółka Voltaire’a, Émilie Le Tonnelier de Breteuil, markiza du Châtelet (1706- 1749) lubiła grać na klawesynie muzykę Rameau, jednak samego mistrza nie lubiła. Rameau rzeczywiście był pedantem, a jako twórca człowiekiem bardzo autorytarnym nie znoszącym sprzeciwu. Znana jest anegdota, gdy popędzał pewną śpiewaczkę by śpiewała szybciej, a gdy ta odparła, że tak prędko zaśpiewany tekst będzie niezrozumiały, miał odpowiedzieć: „nie szkodzi, grunt, że słychać moją muzykę”. Bardzo możliwe, że Voltaire ceniłby muzykę Rameau bardziej, gdyby sam jej twórca był łatwiejszym człowiekiem. Filozof był bardzo drażliwy na punkcie szorstkiego sposobu bycia i z trudem znosił obecność drugiego autorytetu. Rameau komponując Le Temple de la Gloire postępował z tekstem Voltaire’a, tak jak zwykł to czynić z innymi tekstami – dowolnie go zmieniał i naginał do swych potrzeb, szorstko traktując librecistów (brał odwet za wieloletnie zaszufladkowanie go jako utopijnego teoretyka muzyki) . Odkrył to akademik Charles-Jean-François Hénault (1685-1770), który doniósł o całej sprawie księciu de Richelieu. Ten z trudem przekonał Rameau do przywrócenia tekstu w formie oryginalnej. Człowiekiem, który dokonywał wspomnianych zmian był sam La Pouplinière. Rameau nie ukrywał przed Voltaire’m, iż zmiany były dokonywane. Całą sprawę załatwiono polubownie. Tak zwykle nieustępliwy Voltaire, zachował się miękko (stwierdził, że autor znakomitego dzieła jakim było Les Indes Galantes ma prawo być grubiański), licząc, że sztuka otworzy mu drogę na dwór. Dla tego celu warto było znieść grubiaństwo kompozytora . Po premierze Le Temple de la Gloire Ludwik XV i dwór dostrzegli i zaaprobowali muzykę, pomijając milczeniem poemat. Voltaire domagał się uwagi zapytując króla wprost: „czy Trajan jest kontent?” (w sztuce mądrość Trajana odnosić się miała do rozsądnej polityki króla), na co władca obrzucił go lodowatym spojrzeniem . Voltaire zapominał czasem, że władcy nie lubią takiej poufałości , Rameau pod tym względem lepiej znał swoje miejsce, zresztą muzykowi łatwiej udawać apolitycznego. W następnym roku Voltaire zrzekł się na rzecz Rameau wszelkich praw autorskich do dzieła, za co ten mu nie podziękował . 17 lutego 1746 roku Voltaire pisał do Rameau, że jego dzieła są na tyle dobre by rzucić wyzwanie „Armidzie” skomponowanej przez Lullego w 1686 roku – modelowym dziele dla lullistów . Środowisko Voltaire’a nie zerwało jednak z Rameau. W liście Marie Louise Denis do do Cideville’a z 5 listopada 1750 roku. Madame Denis zastanawiała się, czy do dzieła adresata lepiej pasowała by muzyka Rameau czy Jeana de Mondonville’a (1711-1772) . W latach sześćdziesiątych XVIII wieku mówiono o Rameau, Voltairze i włoskim muzyku Tartinim jako o „trzech sławnych chudzielcach” .

Innym filozofem, z którym do czynienia miał Rameau był Jean-Jacques Rousseau, jednak miało to miejsce w latach 1741-1745, kiedy Genewczyk był jeszcze jedynie muzykiem i początkującym kompozytorem. W 1741 roku Rousseau pojawił się po raz pierwszy w Paryżu, gdzie starał się zainteresować muzyków i elity wymyślonym przez siebie nowym systemem zapisu nut (w Paryżu uznali, że podobny system już kiedyś został wymyślony) i w salonie La Pouplinière’a (protektorka Rousseau pani Dupin była kuzynką żony dzierżawcy generalnego). Rousseau musiał przyznać rację Rameau, który stwierdził, iż system jest wprawdzie precyzyjny, ale wymaga zbyt wiele pracy umysłu w czasie wykonania zapisanego utworu . Drogi obu kompozytorów znowu się zeszły w 1745 roku, po powrocie Rousseau z Włoch świeżo zakochanego w tamtejszej muzyce (w Wenecji Genewczyk zmienił negatywne zdanie o muzyce włoskiej, która tylko w zapisie nutowym wygląda niepozornie) i jego ponownym dołączeniu do bywalców salonu La Pouplinière’a. Rameau uznawał Rousseau za plagiatora, którym ten istotnie bywał i mając poparcie zwłaszcza żony mecenasa, torpedował starania Genewczyka o wystawienie własnej opery (Les muses galantes inspirowanej przez Les Indes galantes Rameau) w Wersalu .

Muzyka Rousseau była pretensjonalnie prosta i niezbyt wysokiej jakości, jednak Rameau jak widać bał się chwytliwości niektórych rytmów. Rousseau zżymał się, że u La Pouplinière’a, Rameau był wyrocznią we wszystkich sprawach . Sukces Hippolyte et Aricie przekonał dużą część większość paryskich melomanów do tragedii muzycznych Rameau. W roku 1737 wystawiony został Castor et Pollux, w 1739 - Dardanus, dziesieć lat potem - Zoroastre , a w 1764 (roku śmierci kompozytora) - Les Boréades. Innymi gatunkami muzycznymi uprawianymi przez kompozytora były opero-balety - opéras-ballets (Les Indes galantes – 1735, Les Fêtes d'Hébé – 1739, Les Fêtes de Polymnie – 1745, Le Temple de la Gloire – 1745, Les Fêtes de l'Hymen et de l'Amour – 1747 i Les Surprises de l'Amour (1748). Rameau komponował też pastorales héroïques, komedie liryczne i klasyczne balety. Stałe poparcie La Pouplinière’a dla muzyki Rameau, kosztowało go utratę sympatii króla, który twardo bronił stanowiska lullistów . Do entuzjastów twórczości Rameau należeli za to d’Alembert, który w 1750 roku namówił kompozytora (być może z pomocą Diderota), by ten zaprezentował wyniki swych badań muzykologicznych przed Królewską Akademią Nauk (Académie des Sciences), oraz przybyły w 1749 roku do Paryża niemiecki intelektualista baron Friedrich Melchior von Grimm (1723-1807) . Dla paryżan opera była bardzo ważnym elementem kultury. Już w 1711 roku Joseph Addison pisał, że publiczność francuska czasem śpiewa partie chóralne razem ze śpiewakami .

W 1739 roku La Pouplinière kupił dom przy rue de Richelieu, gdzie Rameau i jego rodzina dostała apartament . Po śmierci Victora Amadeusa, księcia de Carignan (1690-1741), wielu jego instrumentalistów z hôtel de Soissons uzyskało zatrudnienie w Passy u La Pouplinière’a. W tym specyficznym: laboratoire musical Rameau, a potem Stamitz i Gossec mogli demonstrować swa muzykę bez obaw, iż jacyś paryscy ignoranci muzyczni ich skrytykują .

Od 1748 roku bogacz i jego żona żyli w separacji, co pozbawiło Rameau jego najwierniejszej zwolenniczki. Drogi mecenasa i artysty zaczęły się rozchodzić. Na początku 1752 roku Friedrich Grimm napisał głośny artykuł, pod tytułem Lettre sur Omphale (od opery André-Cardinal Destouchesa (1672-1749); Omphale z 1701 roku), w którym starał się wykazać wyższość włoskiej muzyki operowej nad francuską, dość ostro krytykując tą ostatnią. O Rameau w swym artykule nie wspominał, ponieważ nadal cenił go bardzo wysoko . 1 sierpnia 1752 roku włoska trupa operowa wystawiła w operze paryskiej dzieło włoskiego kompozytora Pergolesiego: La Serva padrona. Opera ta wystawiona została w Paryżu już w 1746 roku, wtedy jednak nie przykuła większej uwagi publiczności, natomiast w 1752 roku wywołała burzę. Pogodzeni zwolennicy Lully’ego i Rameau uwikłali się w spór ze zwolennikami włoskiej opera buffa i tezy o wyższości muzyki włoskiej. Spór nazwany „kłótnią bufonów” - Querelle des Bouffons, trwał aż do 1754 roku. Wbrew intencjom Grimma, spór dotknął przede wszystkim muzyki Rameau jako największego żyjącego kompozytora francuskiego. Jego zwolennicy zasiadali w operze paryskiej wokół loży króla. Ci, zaś którzy uważali tragedie liryczną Rameau za zbyt skomplikowaną i sztuczną w stylu, zaś w dziełach włoskich twórców upatrywali tego co przyjazne człowiekowi przez swą rzekomą „naturalność”, skupili się wokół loży królowej – polskiej melomanki Marii Leszczyńskiej. Do zwolenników Rameau zaliczało się wielu pierwszych arystokratów i arystokratek królestwa. Zwolennicy opera buffa byli grupą bardziej społecznie zróżnicowaną. Encyklopedyści pod wpływem Rousseau znaleźli się właśnie w tej grupie. Jednym z powodów ich krytyki Rameau, był sam fakt, iż był on do swej śmierci oficjalnym kompozytorem dworu. W 1761 roku Diderot zaczął pisać: Le neveu de Rameau, w którym zawarł wiele niekorzystnych uwag na temat muzyki francuskiej w tym muzyki Rameau. Bratanek Rameau chwali tam muzykę włoską, z czego rozmówca (personifikacja samego Diderota) wyciąga następujący wniosek: „…Jeśli ta muzyka jest wzniosła, to muzyka boskiego Lulliego, Campry, Destouchesa, Moureta, a nawet, między nami mówiąc, drogiego stryja musi być nieco płaska….” . Bratanek mistrza niechętnie i szeptem się z tym zgadza mówiąc na ucho swemu rozmówcy o swym stryju:

„…Na próżno robi w oktawach, septymach: ,,Hon, hon; hin, hin; tu tu tu, turlututu" z wrzawą diabelską; ci, którzy zaczynają rozumieć się na tym i nie biorą już zgiełku za muzykę, nie zadowolą się tym nigdy. Należałoby policyjnie za bronić ludziom wszelkiego rodzaju i stanu kazać wykonywać „Stabat" Pergolesego . To „Stabat" należałoby spalić ręką kata. Na honor, ci przeklęci buffoniści swą „Servante Maitresse", swym „Tracollo" zadali nam bobu. Niegdyś wystawiano takiego „Tankreda", takie „Issé", „Europe galante", „Indes", „Castor", „Talents lyriques" przez cztery, pięć, sześć miesięcy, nie było widać końca przedstawień „Armidy" . Obecnie wszystko to pada jedno po drugim jak domki karciane. Dlatego Rebel i Francoeur plują ogniem i żarem. Mówią, że wszystko stracone, że są zrujnowani, że jeśli będzie się znosić dłużej tę śpiewającą hołotę jarmarczną , to muzyka narodowa pójdzie do diabła, a Akademia ze ślepej uliczki będzie musiała kram zamknąć. Jest w tym nieco prawdy. Stare peruki, które przychodzą tam od trzydziestu czy czterdziestu lat co piątku, zamiast bawić się, jak się bawiły w przeszłości, nudzą się i ziewają, nie wiedząc dobrze, dlaczego, pytają o to siebie samych i nie umieją sobie odpowiedzieć. Czemuż nie zwrócą się do mnie? Spełni się prze powiednia Duniego i jeśli tak dalej pójdzie, to niech zdechnę, jeśli za cztery, pięć lat, licząc od „Peintre amoureux de son modele", panowie ze sławnej uliczki bez wyjścia na psy nie zejdą. Poczciwcy Zrzekli się swych symfonii, by grać symfonie włoskie. Sądzili, że przyzwyczają do nich swe uszy, bez następstw dla swej muzyki wokalnej… ”.

A oto inny, więcej chyba jeszcze mówiący o muzycznych gustach encyklopedystów, fragment o muzyce Rameau w powiastce Diderota:

„…Byliście ciekawi dowiedzieć się imienia tego człowieka i oto znacie je: to Rameau, wychowanek sławnego Rameau, który nas wyzwolił od śpiewu kościelnego , co go psalmodiujemy od stu lat z górą; który napisał tyle niezrozumiałych wizji i prawd apokaliptycznych o teorii muzyki, z czego ani on, ani nikt nigdy nic nie rozumiał; który obdarzył nas pewną liczbą oper, gdzie jest harmonia, okruchy śpiewu, myśli bez związku, zgiełk, wzloty, tryumfy, wybuchy, glorie, pomruki, śpiewy zwycięstwa do utraty tchu, melodie taneczne, co trwać będą wieczność; i który pogrzebawszy Florentczyka [Lullego– P.N.], pogrzeban będzie przez wirtuozów włoskich, jak to przeczuł i — spochmurniał, po smutniał i zjadowiciał. Gdyż nikt nie jest w tak złym humorze — ani nawet piękna kobieta, co budzi się z krostą na nosie — jak autor zagrożony tym, że prze żyje swą sławę: dowodem Marivaux i Crebillon młodszy…. ”.

Warto zwrócić tu uwagę, iż mimo swej niechęci do muzyki mistrza francuskiej opery, Diderot – liberał i ateistyczny filozof oddaje mu sprawiedliwość jako temu, który przyczynił się (poprzez dobór repertuaru) do zeświecczenia kultury francuskiej XVIII wieku. Jednocześnie warto tu zauważyć, że bratanek kompozytora wyraźnie zazdrości swemu stryjowi geniuszu:

„…Wszystko, co wiem, to to, że chętnie chciałbym być kim innym, może byłbym wtedy człowiekiem genialnym, człowiekiem wielkim; tak, muszę to wyznać, jest we mnie coś, co mi to mówi. Jeśli kiedy chwalono przy mnie którego z nich, pochwała ta doprowadzała mnie do tajemnej wściekłości. Jestem zawistny. Jeśli dowiem się z ich życia prywatnego o jakimś rysie, który ich poniża, słucham z przyjemnością; to nas zbliża, łatwiej mi pogodzić się z tym, że jestem miernotą. Powiadam sobie: Oczywista nie byłbyś nigdy stworzył „Mahometa" ni nawet pochwały dla Maupeou. Więc złościło mnie i złości to, że jestem miernotą. Tak, tak, jestem mierny i zły. Nigdy nie słuchałem uwertury z Les Indes galantes, nigdy nie słuchałem, jak śpiewają: Profonds abimes du Ténare; Nuit, éternelle nuit, by nie rzec sobie z boleścią: Tego nie stworzysz nigdy. Zazdrościłem więc swemu stryjowi; i gdy by umierając zostawił w swej tece kilka pięknych utworów na klawesyn, nie wahałbym się, czy pozostać sobą, czy być nim… ”.

Nie zważając na pisma Rousseau wychwalające styl włoski i postulujące wykorzystanie typowych dla niej rozwiązań muzycznych, Rameau nigdy nie zmienił swego stylu. Poza Denisem Diderotem nikt nie zdawał się pojmować, że porównanie zupełnie innych stylów jakimi były francuska tragedie lyrique i włoska opera buffa nie ma większego sensu, i że jeśli już koniecznie dokonywać takich porównań to punktem odniesienie dla tragedie lyrique mogłaby być ewentualnie włoska opera seria. Tak naprawdę opera buffa pokonała jedynie swą odpowiedniczkę czyli francuską operę komiczną i tak należałoby rozumieć sukces muzyki włoskiej w Paryżu połowy XVIII wieku .

W 1753 roku mecenas Rameu, zmienił front i przeszedł na stronę „bufonów”. Uczynił tak pod wpływem swej nowej metresy Jeanne-Thérèse Goermans, córki Jacquesa Goermans, producenta klawesynów. Metresa przekonała go do zatrudnienia nowego szefa orkiestry, pochodzącego z Czech Johanna Stamitza (1717-1757), co oznaczało zerwanie współpracy i kontaktów z Rameau, który przeniósł się z rodzina do domu przy rue des Bons-Enfants. Mieszkając tam przechadzał się codziennie po pobliskich ogrodach Palais Royal lub Tuilerie zatopiony we własnych myślach. Czasem spotykał tam swojego wielkiego wielbiciela i biografa Guy de Chabanona. Tymczasem La Pouplinière nadal prowadził życie światowca, melomana i mecenasa. W 1759 roku spędziła u niego nieco czasu pamiętnikarka pani de Genlis która oceniała, że w wieku 66 lat dzierżawca wyglądał na nie więcej niż 50, że odznaczał się łagodnym sposobem bycia i hojnością wobec mieszkańców Passy, że jego kolejny związek małżeński był nieszczęśliwy (podobno żałował że muzykalna Genlis ma dopiero 13 lat, bo chętnie by ją poślubił) . Po śmierci mecenasa, jego muzycy przeszli do Temple i Palatin, czyli na dwór księcia Conti. Rameau uzyskał wiosną 1764 roku tytuł szlachecki (wybrał sobie herb z gołębiem trzymającym złotą gałązkę (fr. rameau – „gałązka”). Niedługo potem stworzył swą ostatnią tragédie en musique, pt: Les Boréades – dzieło innowacyjne ale nie w tym kierunku, w którym by chcieli les philosophes. 12 września 1764 roku kompozytor zmarł na „gorączkę gnilną” (fièvre putride). Les Boréades czekało na swą premierę ponad 200 lat (aż do 1982 roku), muzyka Rameau uległa bowiem znacznemu zapomnieniu z upadkiem monarchii Ludwika XVI.

Widzimy wyraźnie jak silne emocje wywoływała muzyka Rameau u jego współczesnych. Emocje te dotyczyły nie tylko sfery sztuki, ale i sfery politycznej. Można więc zapytać, czy tylko charakterystyczny dla kompozytora styl muzyczny miał tu znaczenie, być może przesłanie libretti używanych do jego dzieł scenicznych też odgrywała pewną rolę. Rameau to pierwszy wielki kompozytor francuski, który tworzył niewiele muzyki religijnej, a ta, którą skomponował nie stanowi flagowych dzieł w jego dorobku. Rameau zapewne nie był przesadnie religijny, co jak widać nie przeszkadzało ani pobożnemu otoczeniu króla, ani tym bardziej filozofom-sceptykom. Przeszkadzał natomiast jego szorstki charakter, choć zapewne opinię grubianina przyniosła mu ta sama postawa życiowa, jaką przejawiał Rousseau, zwany „niedźwiedziem”, lub René de Voyer de Paulmy, markiz d'Argenson (1694-1757), polityk, pisarz polityczny i przyjaciel Voltaire’a, znany na dworze wersalskim jako „bestia” – une bête . Z takimi przydomkami musieli się pogodzić wszyscy ci, którzy w wieku galanterii, uważali dworskie eleganckie gesty za stratę cennej energii i czasu. Wszyscy biografowie Rameau zgodnie podkreślają, iż sama pełna harmonii muzyka mistrza najlepiej przeczy zarzutom o grubiaństwo. Wszyscy także podkreślają, iż Rameau żył w świecie muzyki i zajmował się niemal wyłącznie nią właśnie (uważał się w pierwszym rządzie za naukowca piszącego o muzyce a dopiero potem za kompozytora), co zapewne powodowało, iż dla ludzi nie będących zdecydowanymi melomanami jego towarzystwo było nudne. Tego rodzaju twórcom szkoda czasu na politykę, plotki, intrygi. Zapewne miał własne poglądy polityczne, ale ciężko do nich dotrzeć. Korzystał z dzieł różnych librecistów, wśród których byli ludzie zaangażowani politycznie i niezaangażowani. Do tych pierwszych z pewnością zaliczał się Voltaire. W XVIII wieku rząd był widziany często jako rozdawca zaszczytów i pensji. Ci z filozofów i literatów, którzy mieli szczęście zyskać państwową pensje często łagodzili swą nieprzejednaną postawę wobec monarchii Ludwika XV. Tak postąpili m.in. d’Alembert i do pewnego stopnia Voltaire gdy dostali się do Akademii Francuskiej, choć na przykład Jean-François Marmontel (1723-1799), jeden z głównych librecistów Rameau, mimo dostąpienia takiego zaszczytu i mimo dostania posady królewskiego historiografa dbał o to by podkreślić swe zaangażowanie w sprawę filozofów wydając odpowiednie publikacje . Innymi librecistami byli Louis Louis Fuzelier (1672-1752) i Charles-Antoine Leclerc de La Bruère (1714-1754) zapewne konserwatyści i monarchiści, skoro pozwolono im objąć redakcję rojalistycznej gazety: Mercure de France, rozdarty między służbą wobec Boga i muz marsylczyk Simon-Joseph Pellegrin (1663-1745), należący do kręgu madame de Pompadour, ale raczej bardzo chłodny liberał Pierre Joseph Bernard z Grenoble (1708-1775), okazjonalnie współpracujący z encyklopedystami Antoine-César Gautier de Montdorge (1701-1768) oraz Louis de Cahusac (1706-1759), domownik i klient hrabiego de Clermont. To Cahusac napisał najwięcej libretti, z których korzystał Rameau.

Idee oświeceniowe najogólniej rzecz biorąc sprowadzały się do postulowania mniej lub bardziej radykalnych reform społecznych w imię racjonalizmu, tolerancji i utylitaryzmu (słowo pochodzące z XIX wieku). Pomysły były rozmaite. „Król filozofów” Voltaire (właść. François-Marie Arouet, ur. 1694, zm. 1778) był zwolennikiem monarchii absolutnej lub konstytucyjnej zachowującej tolerancję religijną i szanującą „strefę prywatną” (termin zapożyczył od Locke’a) poddanych o, a więc był monarchistycznym liberałem . Baron Charles de Montesquieu (zw. W Polsce Monteskiuszem, ur., 1689, zm. 1755) miał podobne poglądy z tą różnicą, że wierzył, że silna pozycja arystokratów i sędziów stanowi najlepszą gwarancję swobód poddanych. Voltaire wierzył, że jedynie silny i nieskrępowany w swym działaniu monarcha zabezpieczy owe swobody. Hrabia Henri de Boulainvilliers (1658-1722) był zwolennikiem rządów starej szlachty o średniowiecznym (frankijskim) pochodzeniu, zaś Montesquieu, sam należący do nowej „szlachty sukni” (noblesse de robe), uważał ją właśnie za zdolniejszą i lepiej nadającą się do rządzenia. Przyjaciel i kolega szkolny Voltaire’a, markiz Rene d’Argenson (1694-1757) chciał decentralizacji monarchii wraz z umocnieniem pozycji króla i osłabieniem arystokracji, a także wprowadzenia jakiejś formy reprezentacji ludu prowincji. Voltaire popierał projekty przyjaciela. Denis Diderot (1713-1784) i baron Paul Thiry d’Holbach (1723-1789) różnili się od poprzednich wymienionych promowaniem ateizmu, choć pierwszy z nich był umiarkowanym demokratą (zwłaszcza po utworzeniu USA), a drugi monarchistą. Podobnie jak Diderot myśleli Jean Nicolas de Caritat, markiz Condorcet (1743-1794) i Louis-Sébastien Mercier (1740-1814). W jednym ze swych dzieł Mercier opisywał futurystyczny Paruż roku 2440 (sic!), racjonalnie zarządzany z nisko opodatkowaną ludnością i pozbawiony mnichów, żebraków. Kłócono się o politykę ekonomiczną. André Morellet (1727-1819), zwolennik wolności prasy na modłę angielską promował wolny handel bez dozoru państwa. Ekonomiści, później zwani fizjokratami chcieli wzmacniać przede wszystkim rolnictwo (jako rzekomo najbardziej produktywne) a resztę gospodarki poddać kontroli. Oprócz liberałów takich jak Voltaire czy Montesquieu, byli także radykałowie - utopijni zwolennicy przekształcenia całego społeczeństwa i ustroju, jak Jean-Jacques Rousseau (1712-1778) ze swoim uwielbieniem wybieralnej arystokracji i „społeczeństwa politycznego” zakładanego na zasadzie zgody wszystkich, lecz totalistycznego (wnikającego we wszystkie dziedziny życia członków wspólnoty), gdy już miało powstać, i proto-komuniści tacy jak Gabriel Bonnot de Mably (1709-1785). Do tych ostatnich nawiązywali radykałowie rewolucji francuskiej tacy jak Maximillien Robespierre (1758-1794) zwalczający liberałów tej doby; markiza Condorceta i Guillaume’a de Malesherbesa (1721–1794). Obaj Condorcet i Malesherbes byli ofiarami rewolucji francuskiej. Malesherbes znany jest z opieki nad encyklopedystami; zwł. Diderotem i de Jaucourtem. Słabsi od liberałów byli konserwatyści tacy jak Lotaryńczyk Charles Palissot de Montenoy (1730-1814). atakujący utopijność pomysłów radykalniejszych „filozofów”, czy wróg Voltaire’a i zwolennik dominacji światopoglądu katolickiego Élie Catherine Fréron (1718-1776). Siła francuskiej myśli politycznej wynikała z siły samej Francji jako państwa (ok. 20 mln mieszkańców na początku wieku, ok. 28 mln pod koniec wieku i statusu francuskiego języka jako języka międzynarodowego .

Polityki u naszego mistrza nie odnajdziemy wiele. Tematyką większości sztuk Rameau jest miłość. W Anacréon z 1757 roku tytułowy bohater przekonuje pozostałych, iż miłość da się pogodzić z dobrą zabawą i uciechami . Les Indes Galantes opowiada o losach miłości wygnanej z Europy przez boga wojny Marsa. W kolejnych aktach prezentowane są coraz to nowe epizody związane z miłością. Przykładowo w akcie czwartym Hiszpan i Francuz rywalizują o względy córki indiańskiego wodza Zimy, która odrzuca ich zaloty, stwierdzając, że pierwszy z nich „kocha zbyt mocno” (Vous aimez trop), co może prowadzić do tragedii, a drugi „za słabo” (Et vous, vous n'aimez pas assez), nawiązując do przysłowiowej francuskiej niestałości w związkach. Rameau nie był więc zamkniety w świecie mitów greckich i czerpał z kultury popularnej swych czasów . W Castor et Pollux (1737), Dardanusie (1739), czy Pigmalionie (1748) trudno dopatrzyć się jakiegoś politycznego „drugiego dna”. Mimo, iż wiele z jego dzieł powstała z okazji uroczystości dworskich lub zwycięstw militarnych lub dyplomatycznych (np. Castor et Pollux postała na cześć traktatu pokojowego zawartego w Wiedniu w 1736 roku). Wypada więc stwierdzić, że muzyka Rameau, ani teksty jego oper nie miały świadomego ostrza ideologicznego. Można by oczywiście dowodzić, że miłość prezentowana w jego operach miała wymiar hedonistyczny, relatywistyczny i neopogański, lecz tego rodzaju „zarzut” można by postawić operze barokowej jako całemu gatunkowi muzycznemu. Podobnie należy potraktować często pojawiające się w nich hedonistyczne, a właściwie bachiczne zwroty typu: „panujcie nam przyjemności i rozrywki!” (jak w scenie piątej III aktu: Dardanusa; Régner les plaisirs & les jeux). Nie widać w jego operach jakichś ataków na absolutyzm królewski (w Les Indes Galantes odnajdziemy co najwyżej potępienie despotyzmu wschodniego i brutalności podboju Ameryki Łacińskiej) czy porządek społeczny w którym dwór zajmuje dominującą pozycję. Rameau przez sam fakt uczestniczenia w kulturze swych czasów raz był wciągany w obóz konserwatywny (opera buffa była bardziej „demokratyczna” tzn. mniej arystokratyczna a bardziej mieszczańska w doborze bohaterów), a innym razem w liberalny, jednak dokonywało się to na zasadzie ideologicznego nadużycia, a nie świadomej manipulacji ideologicznej dokonywanej przez kompozytora. Nie podlega jednak wątpliwości, że świeckość tematów opracowywanych przez Rameau wynikała ze zeświecczenia całej społecznej i politycznej rzeczywistości jego czasów.

BIBLIOGRAFIA:

• Barbier P., Farinelli Prawdziwa historia genialnego kastrata, przeł. A. Choińska, Bellona Warszawa 1998.

• Beaurepaire P.Y., Le mythe de l’Europe française au XVIIIe Siècle. Diplomatie, culture et sociabilités au temps des Lumières, Éditions Autrement Paris 2007.

• Beaussant Ph., Rameau de A à Z, Fayard, Paris 1983.

• Burke P., Języki i społeczności w Europie wczesnonowożytnej, Wydawnictwo UJ Kraków 2009.

• Chabanon G., Éloge de M. Rameau, Paris 1764.

• Chaussinand-Nogaret G., The French Nobility in the Eighteenth Century. From Feudalism to Englightenment, Cambridge University Press Cambridge 1987.

• Craveri B., Złoty wiek konwersacji, przeł. Joanna Ugniewska, Kszysztof Żaboklicki, Oficyna naukowa Warszawa 2009.

• Diderot D., Kuzynek mistrza Rameau, przeł. Leopold Staff, PIW Warszawa 1953.

• Fumaroli M., Quand l'Europe parlait francais, Le Livre De Poche Paris 2003.

• Gay P., Voltaire’s Politics. The Poet as Realist, Princeton University Press Princeton New Jersey 1959.

• Genlis S.F., Pamiętniki, przeł. Wojciech Gilewski, Czytelnik Warszawa 1985.

• Girdlestone C., Jean-Philippe Rameau : sa vie, son œuvre, Desclée de Brouwer Paris/Bruges 1983.

• Łojek J., Wiek markiza de Sade: szkice z historii obyczajów i literatury we Francji XVIII wieku, Wydawnictwo Lubelskie Lublin 1987.

• Montesquieu Ch., Listy Perskie, PIW Warszawa 1979.

• Napierała P., Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie, Novae Res Gdynia 2010.

• Napierała P., „Kraj wolności” i „kraj niewoli” – brytyjska i francuska wizja wolności – XVII-XVIII wiek, Libron Kraków 2011.

• Nouvelle Histoire de Paris: Paris au XVIIIe siècle, Hachette Paris 1988.

• Orieux J, Wolter czyli królewskość ducha, przeł. Katarzyna Arustowicz, PIW Warszawa 1986.

• Pevitt Ch., The Man who would be King. The Life of Philippe d’Orléns, Regent of France, Butler & Tanner Ltd. London 1997.

• Rousseau J.J., Wyznania, przeł. Tadeusz Boy-Żeleński, Wydawnictwo Zielona Sowa Kraków 2003.

• Rousset Ch., Jean-Philippe Rameau, Actes SUD Paris 2007.

• Rzadkowska E., Francuskie wzorce polskich oświeconych. Studium o recepcji J.F. Marmontela w XVIII wieku, Warszawa 1989.

• Sadler G., The New Grove French Baroque Masters Grove/Macmillan London 1988.

• Voltaire, Correspondence and related documents. II, 1730 – 1734, Institut et musée Voltaire Genève/the Voltaire Foundation Oxford/ J. Touzot Paris 1968.

• Voltaire, Correspondence and related documents. IX, 1744 – 1746, Institut et musée Voltaire Genève/the Voltaire Foundation Oxford/ J. Touzot Paris 1968.

• Voltaire, Correspondence and related documents. XII, 1750 – 1752, Institut et musée Voltaire Genève/the Voltaire Foundation Oxford/ J. Touzot Paris 1968.