Loading...

wtorek, 23 września 2014

Belgowie – naród indywidualistów

Polecam książkę Marka Orzechowskiego: "Belgijska melancholia. Belgia dla nieprzekonanych" (MUZA W-wa 2011), w którym opisuje on ten kraj, o którym każdy coś wie, ale nic specjalnego, który zdaje się nie istnieć (s. 9), lub istnieć w formie dwóch odrębnych krajów: Flandrii i Walonii, którego mieszkańcy jednocześnie nie lubią państwa i administracji, natomiast do bliźnich mają swiętą cierpliwość, i wymieniają z nimi serdeczne podwójne pocałunki (s. 27).



Belgia jest w zasadzie rozbita nawet na 3 cześci ponieważ trzecią jest wieloetniczna, chętnie przechodząca na angielski Bruksela (s. 21). Nie brak Belgów, którzy dobrze znają Singapur i Brazylię, ale nic nie wiedzą o Belgii poza Brukselą. Geert van Istandael, pisarz cytowany przez Orzechowskiego, twierdzi, że Belgowie traktują państwo jak łagodnego okupanta i zło konieczne, a nawet niekonieczne (s. 33), co bierze się stąd, że Belgią zwykle rządzili nie-Belgowie, w końcu oni robią to dopiero od 1830 roku. Stąd Belgowie mają skłonność do nieuprzedzania faktów, cieszenia się chwilą i dostrzegania ulotności we wszytskim. "Dyskrecja jest cechą okupowanych narodów" twierdzi cytowany van Istandael (s. 39), stąd Belgowie rozmawiaja cicho, zamykają sie ze swymi pasjami i kłopotami w domach (prawie 80% jest właścicielem własnych domów i mieszkań, odrwotna proporcja niż np. w Danii), i nie afiszują bogactwem, nie czytają też o cudzym życiu prywatnym i bogactwie w tym stopniu co w innych krajach. XV wiek, czyli czas gdy tereny dzisiejszej Belgii należały do władców Burgundii, jest ulubionym okresem historycznym Belgów (s. 46). Znacznie mniej podobała się im już władza habsburska czy tak ultrakatolicka czy józefińska (z liberalnych reform Józefa II nie mieli specjalnych korzyści więc stanęli okoniem). Pamiętają też, ze napoleońscy żołnierze traktowali Belgię jak kolonię (s. 56), a nie po bratersku.

Rewolucja belgijska, isnpirowana francuskimi z 1789 i 1830 wybuchła w operze, ale jej przyczyną było też aresztowanie w 1828 niepokornego dziennikarza Louis de Pottera (s. 62), to, że się powiodła zawdzieczali Belgowie, ochonie brytyjskiej (brytyjczykom spodobało się, że liberałowie wygrali wybory do rewolucyjnego parlamentu, i Francji, natomiast nie zawdzęcza go poslkiemu powstaniu listopadowemu, ponieważ i Rosja i Prusy były po stronie powstania (s. 68). Belgów połaczyły interesy gospodarcze - ich rolna produkcja przeciw holenderkskiemu importowaniu zywności. Konstytucja z 7 lutego 1831 roku, była najbardziej liberalną w Europie, o czym się czasem zapomina. Liberalny konsensus trwał w zasadzie do II połowy wieku XIX. Autor wspomina o tym, że liberałowie powołali pierwszą partię polityczną w 1846 roku (wbrew woli króla, który chciał partyjności uniknąć - s. 73) , ale nie wspomina o prawdziwej przyczynie rozpadu liberalnego konsensusu - potępienia liberalizmu przez ultrasa piusa IX, który spowodowało walkę klerykałów z liberałami, którą zresztą ostatecznie klerykałowie przegrali, bowiem kosntytucja z 1831 roku mocno broniła świeckości państwa. Brak tej wzmianki nie oznacza, że Orzechowski jest klerykałem, wręcz przeciwnie - w przeciwieństwie do wielu polskich autorów zachowuje w tych kwestiach otwarty umysł.

Barwnie pisze Orzechowski o Leopoldzie II, który zafundował Belgii kolonię, choć Belgowie nie byli koloniami zainteresowani (s. 77), a gdy się przyjrzeli Kongu potępili tamtejszy wyzysk. Ciekawie też przedstawiona jest dyskryminacja Flamandów w XIX-wiecznej Belgii (wśród 382 urzędników państwa Leopolda II było ich tylko 22, rozkazy tylko po francusku w armii itd.). Orzechowski opisuje też niezłomność Belgów i Alberta I w 1914 roku wobec napaści niemieckiej (s. 113). Idealistyczne i naiwne zdanie Alberta: "naród, który się broni nigdy nie przegra" przypomina nieco naszą Rzplitę. Albert jednak potrafił zachowac pewna trzeźwość umysłu; nie wysłał swych zołnierzy w kretyńską masakrę pod Verdun. Flamadowie po wojnie twierdzili, że ich ziomkowie nie rozumieli francuskich rozkazów, więc 80-90 % zołnierzy posyłanych na najgorsze odcinki stanowili Flamandowie, choć historycy twierdzą, że najwyżej 67 % (s. 117). I wojna światowa jednocześnie Belgów połaczyła i podzieliła. Nieco rozgrzesza Orzechowski kolaborację belgijską podczas II wojny (stąd po wojnie trzeba było mieć zaświadczenie patriotyzmu od ruchu oporu by dostac dobra pracę!), tym, że król został w kraju, a Belgowie należeli do narodów niezadowolonych z pokoju wersalskiego (s. 133). Obecny król Albert II jest akceptowany przez Belgów głównie ze względu na łagodność i serdeczność w obejściu. Belgowie są bardzo rodzinni; kilka pokoleń jedzie razem na wakacje, a rewolta 1968 roku przeszła tu niemal niezauważona (s. 173), co nie oznacza, że są bardzo konserwatywni; przeciwnie Kościół ma tam niewielkie poparcie, bo uważa się go za siłę zupełnie odciętą od życia i moralnie obojętną (s. 191), chociaż wyszło to na jaw dopiero po ataku Pawła VI na antykoncepcję.

To i wypowiedzi Bendedykta XVI o AIDS Afryce i prezerwatywach, Belgowie uznali to za szkodliwe wtrącanie się kleru w życie prywatne, i podobnie uważał nawet kardynał Danneels, który przyznał, że czasem prezerwatywna to jedyny sposób zachowania życia. Nie mozna jednak powiedzieć, by spadek popularności KrK oznaczał hegemonię światopoglądu laicko-liberalnego. Były belgisjki MSW Louis Michel, zdeklarowany mason dziwił się młodym ludziom w UE, twierdzącym, ze rozszerzenie jej na Wschód to błąd, ponieważ jak twierdził, wsyzsy jesteśmy częścią tego samego świata (s. 207). W Belgii przewagę ma masoneria liberalna typu Grand Orient Francja 1877, nad konserwatywno-narodową typu UGLE, lecz masoni zauważają, że w UE dominują chadecy (Barroso, Buzek, van Rompuy itd.), stąd rozważają utworzenie masońskiego oficjalnego lobby (s. 218). Guy Verhofstadt, belgijski liberał przyrównywał Belgię do małej Europy twierdząc, że Belgia poprzedza kompromisową politykę Rady Europy i PE (s. 261). Ciekawe, że jego długoletnie rządy jako premiera Belgii przewrócił konflikt flandryjsko-waloński w 2008 roku. Podobnie było z jego poprzednikiem (1992-1999) J.L. Dehaenem. Belgowie zdaniem Orzechowksiego, nie wymagają od siebie jednolitego frontu we wsyztskich sprawach etycznych czy kulturowych, i pozwalają sobie nie być perfekcyjni, co czasem ściaga na nich pogardę bardziej scentralizowanych narodów (por. obelgi Farage'a wobec van Rompuya), ale pozwala być najszczęśliwszym - jeśli wierzyć badaniom - narodem w Europie.

Orzechowski kilkukrotnie cytuje belgijską zasadę: "nikomi niczego nie zbraniaj, ponieważ sam możesz znaleźć się w podobne sytuacji", która się wydaje czymś innym niż holenderską zasadą gedogen o której czytamy u Russela Shorto: "nie należy zabraniać tego co nieuniknione". Liberalizm ma wiele oblicz.

Brak komentarzy: