Loading...

czwartek, 14 sierpnia 2014

Bill Bryson: "Zapiski z wielkiego kraju"

Bill Bryson posiada rzadki talent tracenia gruntu pod nogami, dokądkolwiek by się udał - nawet (a może przede wszystkim) do kraju, w którym się urodził. Stało się to jasne, kiedy po prawie dwóch dekadach pobytu w Wielkiej Brytanii ten pisarz podróżnik postanowił wrócić do ojczyzny. Niespodziewanym wynikiem owej brzemiennej w skutki decyzji jest niniejszy zbiór zapisków dotyczących najdziwniejszego z fenomenów - amerykańskiego stylu życia. Niezależnie od tego, czy opisuje niebywałe możliwości przerobowe niszczarki do odpadków w zlewie czy egzotykę instytucji pakowacza w supermarkecie, Bryson daje nam po raz kolejny popis swego niepowtarzalnego poczucia humoru, tym razem wycelowanego w najbogatsze i najbardziej szalone państwo na świecie(tekst z okładki).
Bryson, ozeniony z Brytyjką, podkreśla przewagi UK i USA wobec siebie nawzajem. I tak Brytyjczycy mają łatwiejszą do okiełznania przyrodę, sympatyczniejsze odległości między miastami, lepszą znajomość hodowli kwiatów, bardziej pracowitą i dociekliwą pocztę państwową, ciekawsze seriale, bo nie tworzone pod wsyztkich z dziećmi i kretynami włącznie, bardziej stonowane reklamy, oraz bardziej wyrozumiałych urzędników na lotniskach, Amerykanie zaś większą swojską równość w kontaktach międzyludzkich, bardziej swojską pocztę częstującą pączkami, oraz większy optymizm na co dzień, mimo iż narzekają podobnie dużo jak ich brytyjscy kuzyni. Naprawdę warto poczytać o tym wewnątrz-anglosaskim dialogu kulturowym, aż żal że nie ma gdzieś drugiej Polski za oceanem (no bo Polonia to żart), może jako naród nabralibyśmy więcej dystansu? Bo z uświadomienia różnic podobieństw, powstaje liberalizm. Już Montesquieu zauważył, że ruchliwe miasta portowe mają bardziej liberalne podejście.

Henry David Thoreau: "Walden, czyli życie w lesie"

Thoreau postanowił, że zostanie poetą, a poeta był w jego mniemaniu istotą w społeczeństwie najwyższą, jego dziełem zaś powinno być samo życie. Według Thoreau wykonywanie ciężkich obowiązków i codzienne troski są wynikiem zwykłej ignorancji i błędnego rozumowania ludzi. Człowiek jest zbyt zmęczony pracą w kieracie, żeby "zrywać najpiękniejsze owoce życia". Większość luksusów jest ludziom zbędna i stanowi przeszkodę w rozwoju duchowym. A lwią część potrzebnych do życia produktów można zdobyć samemu lub wytworzyć przy pomocy własnych rąk. Sól na przykład "można zdobyć urządzając sobie przyjemną wycieczkę nad morze. A gdybym całkiem się bez niej obył, prawdopodobnie piłbym mniej wody" - pisał, kierując się zasadami "wyższej ekonomii" i negując "ekonomię przyziemną". (http://wyborcza.pl/1,75517,2826886.html)
Thoreau należał do XIX-wiecznych transcendentalistów amerykańskich, którzy inspirowali się niemieckim i brytyjskim romantyzmem i zadecydowali w duzym stopniu o demokratycznym, entuzjastycznym, i wysoce indywidualistycznym rysie amerykańskiej religijności, na przekór wiktoriańskiej rleigijności brytyjskiej. Choć Thoreau jest właściwie feudałem i zwolennikiem autarkii ekonomicznej, warto dziś poczytać jego spostrzeżenia o tym ile trzeba odwagi by ubrać NIEZGODNIE z obowiazującą modą, jakim małym pieskiem jest dorosły człowiek w gabinecie krawcowej lub w sklepie i jak bardzo jesteśmy beznadziejnymi konformistami. Ciekawe są też jego spostrzeżenia dotyczące gazet. Uważa, że jedna nowina o napadzie jednego goscia na drugiego wystarczy za wsyztske inne, nie trzeba więc tego czytać.

Mark Twain: "Pod gołym niebem"

Pod gołym niebem to jedna z autobiograficznych powieści Twaina, w której faktom i własnym doświadczeniom autor nadał koloryt, okraszając je obrazami z własnej wyobraźni. Fikcja splata się z realistycznymi opisami. Kopalnie srebra i złota w Nevadzie, panorama słabo zaludnionych i niemal nietkniętych przez cywilizację prerii i lasów Zachodu, mormoni w stanie Utah i Polinezyjczycy na Hawajach, rewolwerowcy, zabójcy, piraci, dziwaczni Indianie Gaszoci, wytrwali traperzy – wszystko to naszkicowane pełnym ostrego, kpiarskiego dowcipu językiem tworzy barwną i wartą lektury historię.
Inaczej niż w przypadku "Życia na Missisipi", ta książka jest dla każdego. Jako racjonalista-liberał szczególnie upodobałem sobie fragmenty, w których Twain oskarza fanatyzm i bandycko-mafijne praktyki mormonów w Utah (przypomina, iż prześladowani niewierni zagłosowali za oderaniem się od nich i utworzeniem Nevady), wyśmiewa Smitha i jego pseudo-Biblię, broni Chińczyków prześladownaych przez kalifornijski plebs, opisuje zwyczaje Hawajczyków oraz rozbiera na czynniki pierwsze proces tworzenia się opowieści opowiadanych przez podróżnych.

John Steinbeck: "Tortilla flat"

Tortilla Flat to powieść amerykańskiego pisarza Johna Steinbecka, opublikowana w 1935. Jej akcja rozgrywa się w kalifornijskim miasteczku Monterey tuż po zakończeniu I wojny światowej. Jej bohaterem jest grupa miejscowych lekkoduchów, włóczęgów spędzających czas na piciu wina, drobnych kradzieżach oraz uwodzeniu kobiet. Sami siebie nazywają paisanos, są potomkami hiszpańskich konkwistadorów i często posiadają domieszkę krwi indiańskiej. Budowa utworu nawiązuje do legendy o Królu Arturze, posiada on także cechy powieści łotrzykowskiej. Centralną postacią powieści jest Danny, właściciel domku w dzielnicy Tortilla Flat. Z przyjaciółmi: Pilonem, Pablo, Jezusem Marią, Wielkim Joe Portugalczykiem i Piratem tworzy coś w rodzaju komuny. Wspólnie przeżywają szereg przygód, z reguły zabawnych, czasem jednak kończących się tragicznie.

Steinbeck to dość intrygujący pisarz. Miał własne zdanie; był liberałem czasem trochę lewicującym, ale poparł wojnę w Wietnamie (z zastrzeżeniami i tylko z początku, ale jednak poparł), krytykował związki zawodowe ale i ich przeciwników, za co znielubiły go obie strony sporu. Czerpał inspirację z życia w USA, gdy modni byli obieżyświaci w typie Hemingwaya, oraz oparł się pokusie zmiany tradycyjnej narracji.

W "Tortilla Flat" Steibeck opisuje nie zawsze uczciwe, ale regulowane jakimś łotrzykowksim (jednak nie familistyczno-mafijnym, lecz wysoce indywidualistycznym) honorem, życie z dnia na dzień gromady ludzi jacy istnieli w paru miejscach na ziemi np. w dawnym Neapolu. W swych „Satrykach”, Petronius opisywał typowe także dla XVIII-wiecznego Neapolu zwyczaje; spędzanie większej części życia na ulicy, całodniowe wygrzewanie się na słońcu, starania by zarobić nie pracując i okantować cudzoziemców. W Neapolu, istniała osobna klasa ludzi nie posiadających niczego prócz połatanej koszuli i płóciennych spodni: lazaronów (hiszp.: los lazaros, wł. lazzaroni, od biblijnego Łazarza). W dzień wygrzewali się oni na słońcu, a nocą gnieździli w zaułkach. Jedli makaron, nadgniłe owoce i odpadki wydzierane psom. Co ciekawe często byli to piękni, rośli mężczyźni, mający swój kodeks honorowy, polegający na doskonaleniu się w kunszcie złodziejskim, przy jednoczesnym wystrzeganiu się cięższych przestępstw. Do 1806 roku, tj. do rządów napoleońskich, państwo nawet ekscytowało się tymi umiejętnościami organizując złodziejskie konkursy i zawody. Lazzaroni odgrywali dużą rolę polityczną w państwie., byli trybunami ludu, stanowili siłę napędową rewolucji 1647 roku (prowadził ją Masaniello ), uniemożliwili wprowadzenie inkwizycji hiszpańskiej do Neapolu, poparli zaś wyrzucenie jezuitów z Królestwa przez Ferdynanda IV w listopadzie 1767 roku .

Tacy ludzi żyli w kilku jeszcze innych miejscach, gdzie wobec bujności jadalnych roślin, bieda nie wykluczała życia pędzonego w błogim lenistwie. Ta feudalno-utopijna rzeczywistość przypomina nam, że nie potrzebujemy aż tak wiele do szczęścia. Przy czym Steibeck nie jest tu żadnym socjalistycznym radykałem (choć zarzucono mu to po wydaniu "Gron gniewu"), a raczej dokumentalistą.

Maxine Hong Kingston: "China Men"

Wydane przez PIW w 1996 roku opowiadania Maxine Hong Kingston (ur. 1940), córki kalifornijczyków chińskiego pochodzenia, zawierają teksty o różnym poziomie fikcjonalizacji. Autorka jest liberałką, feministką, i dość entuzjatsyczną Amerykanką, niespecjalnie lubianą przez bardziej zachowaczych Chinese Americans, którzy czasem zarzucają jej zachodnią z ducha stereotypizację Chin i Chińczyków. Wydaje się, że tak krytyka jest uzasadniona, lecz chyba wolno człowiekowi wychowanemu w dwóch kulturach żonglować ideami?
Tak czy inaczej opowiadania Maxine Hong Kingston zaciekawią każdego, kogo frapują róznice kulturowe miedzy Zachodem a Chinami. Przeczytamy w nich m.in: o chińskiej rubasznej nienaznaczonej wstydem cielesności (ojciec przygladający się swemu penisowi przy kolacji i "pytający" go czemu daje mu tylko synów a żadnych córek), o Chińczyku przełamujacym buddyjskie i konfucjańskie przyzwyczajenie by nigdy nie czytać przy jedzeniu, o problemach Chińczyków ze small talk i hobbies, o uprzedzeniach rasowych - obustronnych zresztą w XIX wieku, gdy wierzono i w USA i w Chinach, że race-mixing jest zły dla zdrowia, oraz o wyjątkowym okrucieństwie Wietnamczyków w 1969 i 1970 roku wobec schwytanych Chinese Americans w mundurach US Army.