Loading...

czwartek, 12 lutego 2015

Ramita Navai: „Miasto kłamstw. Cała prawda o Teheranie”

Teheran ukazany przez Navai to istny dom wariatów, w którym trzeba kłamać by przeżyć i mieć trochę spokoju. Sklepikarze kryją łamiących ramadan na zapleczach, a dzieci uczy się przekonująco kłamać, że tata nie pije alkoholu. Navai jest brytyjską dziennikarką irańskiego pochodzenia. Jej książka: City of Lies. Love, Sex, Death and the Search for Truth in Teheran z 2014 roku, została wydana po polsku przez Prószyński Media w tym samym roku w tłumaczeniu Tomasza Wilusza. Kuzyn dziadka Navai, Hassan Ali Mansur w 1964 dał amerykanom immunitet prawny w Iranie, czym wywołał ataki Chomeiniego (s. 329). Pomysł na książkę powstał w głowie autorki, gdy w 2004 roku była korespondentką Timesa w Teheranie, i zabroniono jej tymczasowo pisać o polityce Iranu (za dużo pisała o prawach człowieka), wtedy zaangażowała się w pracę charytatywnej szkoły przy ulicy Szusz w południowym Theranie, i usłyszała wiele ciekawych historii. Ramita Navai miasto klamstw Symbolem Teheranu jest dla Navai 17-kilometrowa ulica Wali Asr, której południowe brzegi okalają dzielnice konserwatywnej zwykle biedoty, a im bardziej na północ, tym zamożniej i chłodniej bo bardziej górsko (s. 13). Ulicę zbudował Reza Szach w 1921 roku, niszcząc sady oficjeli i arystokratów. Pierwotnie była to ulica Pahlawiego, w 1979 roku Mohammada Mosaddegha, byłego prezydenta obalonego przez pro-brytyjski zamach stanu, gdy próbował nacjonalizacji przemysłu naftowego (1953, stąd niechęć wielu Irańczyków do UK do dziś). Odtąd ma nazwę religijną na cześć imama Mahdiego. Nocami ścina się obecnie „niewinne” drzewa przy drodze, co odbierane jest przez mieszkańców, jako „ścinanie ich duszy” (typowo irańskie dramatyzowanie twierdzi Navai – s. 17). Navai przedstawia kilkanaście historii wzorowanych na prawdziwych wydarzeniach. Pierwsza opowiada o członku MEK (Modżahedin-e-Chalgh), organizacji, która schroniła się przed ajatollahami w Iraku Saddama H. Ma on świeckie (perskie) imię Dariusz, i nie rozumie swych rodziców, którzy wspominają popijawy przedrewolucyjnego Teheranu, za to zakochuje się w członkini MEK (w 1981 MEK zabiło przewodniczącego sądu najwyższego ajatollaha Behesztiego, a w 1998 roku naczelnika więzienia Elvin – s. 34, szefowa MEK Mariam Radżawi to istna guru). Bohater historii nie wykonuje zadania, a przy okazji widzi, że w Iranie nikt już za MEK nie tęskni. Następnie mamy historię córki bogobojnych rodziców z południowego Teheranu, która ogląda opery mydlane z dobrymi – brodaczami o islamskich imionach, i złymi – ogolonymi fagasami o perskich imionach (s. 49). Łatwo potępia koleżankę (czytelniczkę „Zanan” śmiałego pisma kobiecego, wychowaną przez ojca w stosunkowo liberalnej wsi, po trzęsieniu ziemi pojechali do zislamizowanego od 1979 roku Teheranu, nie mogli się przestawić) , przyłapaną na wychodzeniu z domu chłopaka (wydała ja matka chłopaka, potem wywalają owa koleżankę ze szkoły za to obrażenie moralności, a dokonuje tego dyrektorka, która okazuje się potem lesbijką i sama zostaje wywalona), za to dumna jest z ojca, który zgrywa wielkiego mędrca islamskiego, choć jego pielgrzymki okazują się wyprawami seksualnymi do Tajlandii, a Koran znał słabo, jednak same jego względne powodzenie majątkowe i domniemane pielgrzymki wystarczyły by uchodził za wyjątkowo prawego. Główna bohaterka rozdziału, zostaje wydana za bogatego utracjusza, opowiadającego dowcipy o seksie analnym i utrzymaniu błony dziewiczej (s. 77), nie pozwala jej ukończyć studiów (wbrew obietnicom zaręczynowym), a mimo to miał się za dobrego męża, bo ją utrzymywał. Po 2009 roku, sankcjach zachodnich i upadku Ahmadineżada, dało się odczuć pewną liberalną falę; nawet konserwatywne dziewczyny zaczęły oglądać tureckie seriale bogate w erotyczne akcenty, jak: „Zakazana miłość” czy „Harem sułtana”, a kobiety przestały uważać rozwód za coś niesłychanego (s. 97). Bardzo barwnie przedstawia Navai rozmowę bogobojnej kobiety mającej dosyć oschłego męża z mułłą: „modlę się daję jałmużnę… lekarz powiedział pani …, że każdy jest kowalem swojego losu” – na to mułła: „co za herezja! Miecz w rękach pijanego niewolnika jest mniej groźny niż nauka w rękach człowieka niemoralnego!”. Przy okazji Navai zauważa, że konserwatyści z takich dzielnic jak Mejdan-e Chorasan w południowym Teheranie, choć są wśród nich i zwolennicy rozdziały religii od państwa, cieszyli się z rewolucji, bo oznaczała ona zaprzestanie postrzegania ich jako dinozaurów, skrócenie czasu pracy, minimalną pensję, dopłaty do art. 1 potrzeby itd. (s. 67), państwo w którym duchowni w TV ze szczegółami opisują dziewice rajskie („zawsze rześkie, energiczne i młode. Nigdy się nie starzeją i są nietknięte” – s. 79), uznało ich nagle za wzorowych obywateli. Oto próbka stylu Navai z 3 rozdziału książki, którego bohaterem jest młody ateista (ukryty rzecz jasna) Amir, którego odwiedza sędzia i kat jego rodziców (wieśniak, dla którego rew. Islamska była awansem społecznym), proszący go po latach o przebaczenie (Amir nie wybacza ani nie przyjmuje jego podarków): „…Amir wszedł na ogromny plac przecięty dziesięcioma pasami ruchu. Minął taksówki, pijalnię soków owocowych, stoiska z chustami i wolnym krokiem, szereg zasobnych sklepów z manteau (red. okrycie wierzchnie, które kobiety muszą nakładać na ubranie, żeby ukryć sylwetkę) we wschodniej pierzei Haft-e Tir. Dwie furgonetki nabite członkami policji obyczajowej Gaszt-e Erszad niespiesznie sunęły obok grup kobiet, zainteresowanych najnowszymi przebojami mody islamskiej. Stróże moralności krążyli niczym sępy po placu obfitym w ofiary: młode kobiety w wąskich dżinsach i baletkach, z umalowanymi paznokciami, przebierające w jaskrawych, obcisłych okryciach. Nie brakowało też dziewczyn miejscowych, zwanych dziewczynami z Bisto-Pandż-e Szahriwar, na pamiątkę przedrewolucyjnej nazwy placu, która pochodziła od daty wymuszonej abdykacji Rezy Szacha na rzecz swojego syna, Mohammada Rezy. To pod wieloma względami zwyczajne Iranki – ani bogate, ani biedne. Wywodzą się z klasy robotniczej i średniej. Są studentkami, sekretarkami, pracownicami biur, gospodyniami domowymi, narzeczonymi, kochankami. Oglądają telewizję satelitarną i zakładają konta na Facebooku. W ich wyglądzie nie ma jednak nic zwyczajnego. Noszą tyle makijażu, że transwestyta by się przeraził. Brwi zwykle są podkreślone kredką albo wytatuowane pod kątem prostym do siebie, a la Spock ze „Star Trek”. Włosy w różnych odcieniach blond piętrzą się zatrważająco wysoko, na podobieństwo fryzur osiemnastowiecznych arystokratek francuskich. Podtrzymują je misterne rusztowania schowane pod zwiewnymi chustami, delikatnie udrapowanymi na głowach tak, by odsłonić jak najwięcej włosów z pasemkami. Prawie wszystkie nosy są skorygowane skalpelem. Obcasy rzadko mają mniej niż sześć centymetrów wysokości. Ta moda rozprzestrzeniła się w całym Teheranie, ale dziewczyny z Bisto-Pandż-e Szahriwar są jej dyktatorkami…”. (s. 109-110). Ramita NavaiTeheran il. mapa Teheranu dołączona do książki Navai. Amir nie gardzi religią, ale uważa, że duchowni nią manipulują, dlatego prowadzi na serwerze proxy VPN blog antyrządowy. Ten rozdział opowiada o tym, że singielki są uważane za kurwy, i nie wynajmuje się im mieszkań (s. 126), o tym jak lewica dała się prze 1979 rokiem, nabrać na egalitarne zagrywki Chomeiniego (s. 131), o pseudoreformach Chatamiego (prezydenta w l. 1997-2005 – „kilka filmów więcej, chusty nieco zsunięte do tyłu” – s. 137), o nadziejach jakie niesie wychowanek Chatmiego, Mir-Husajn Musawi, o Ormianach którym wolno produkować alkohol (nie są muzułmanami), więc czasem go sprzedają muzułmanom (s. 140), o Megdim Chazalim – uczonym islamskim i krytyku reżymu, o Mohammadzie Nourizadzie, który do wyborów 2013 był ultrakonserwą, a potem zaczął atakować Chameneiego (s. 141), o Murakamim i Kazuo Ishiguro, popularnym w Teheranie, o wybijanych oknach i przetrząsaniach księgarń (s. 150), o nadziei jaką dał wybór Rouhaniego na prezydenta w czerwcu 2013 roku. Kolejny rozdział traktuje o gangsterze, który przemyca wódkę Smirnoff z Irbillu w Iraku (s. 165), o irańskiej emigracji do Japonii w latach 80,, kiedy to Irańczycy pracowali na budowie, ale i dla Yakuzy (s. 169), o koreańskim serialu Jumong, zawiera też zabawną scenę kłótni bigotów z gangsterem, który ma napis „USA” na T-shircie (każe on im zniszczyć F-14, boeingi, i tamę firmy Morisson skoro wszystko co z USA pochodzi jest złe – s. 185). Zabawne są dowcipy o mułłach, który kobietom w czadorach daje klucze do raju, a tym „bezbożnym”, do swojego domu (s. 195), o seksie, który jest jak w ZSRR i w Chinach formą buntu, jak i o dziwacznych na serio głoszonych teoriach na temat przypadkowego zapłodnienia ciotki, przez upadnięcie na nią wskutek trzęsienia ziemi … (s. 196-197), i o hipokryzji w ogóle (w 2008 roku Reza Zarei, szef policji odpowiedzialny za walkę z rozpustą znaleziony w burdelu z 6 kobietami – s. 200). Mniej zabawni są ci co batożą nieobyczajne kobiety, czy czarownicy, którzy znoszą grzech czarami za forsę (s. 210-211). Popularnej aktorce Zahrze Amir Ebrahimi, na co dzień pseudobigotce, upiekła się sekstaśma, dziwki uliczne nie mają tyle szczęścia (s. 224). Bohaterem jednego z opowiadań jest kryptogej Morteza, należący do islamskiej obyczajowej straży obywatelskiej Basidż, nielubianych przez bardziej luzacką (i łapówkarską) policję regularną, który na koniec zmienia płeć (s. 273). Następna to historia Ashara, przedrewolucyjnego gangstera-gentlemana, który dostarcza hazardu nielegalnego (ajatollahowie uznali za legalny obstawianie wyścigów konnych jest ok – s. 293). Potem mamy historię Faridy, lwicy salonowej, żyjącej po 1979 roku w alternatywnej rzeczywistości, chodzącej potajemnie na fitness, urządzającej imprezy równie potajemne (otwarte są już tylko w LA – czyli Teherangeles – s. 302). Niektóre przyjęcia są bardziej jawne, po opłaceniu lokalnej policji, ale nie każdego na to stać, i nie gwarantuje to spokoju. Tajne gabinety zszywania błon dziewiczych, tajne ośrodki medytacji jak w Vippassana pod Theranem, czy sponsorowane przez chrześcijańskie uniwersytety z USA, ośrodki chrześcijańskie też należą do tego alternatywnego przedrewolucyjnego Theranu, który nadal żyje tu i ówdzie wśród północnych dzielnic, w południowych zaś kwitnie potajemny homoseksualizm (s. 308). Przy okazji LGBT; autorka wspomina jak w 1984 roku hermafrodyta imieniem Fejerdun poprosił Chomeiniego o zgodę na zmianę płci i uzyskał ją (s. 351). Nawet w irańskim bałaganie czasem znajdzie się nieco zdrowego rozsądku. Polecam lekturę!

Brak komentarzy: