Loading...

czwartek, 12 lutego 2015

Robert Levin: „Bill Clinton. Portret polityka”

Postanowiłem nieco przybliżyć biografię i osiągnięcia Clintona, świetnego mówcy i dyplomaty, człowieka który unowocześnił zaniedbaną za Reagana infrastrukturę, i wyrównał Reaganowski mega-deficyt, oraz dął światu Internet, a mimo to znany jest poza USA i może jeszcze UK, głównie z krótkiej znajomości z pewną Żydówką o polskim nazwisku (och! wreszcie z czegoś byliśmy znani! Pierwszy raz od czasów Kościuszki, bo Chopin to Francuz a Vojtilia to Italiano :). Ale wróćmy do Billa C. BC był prezydentem ze snów Davida Osborna; takim, który potrafiłby wyjść poza schematy myślowe zimnej wojny (obecnie w nie wracamy, ale ok). Osborn uważał, że nie jest najwazniejszy rozmiar rządu, ale jego sposób działania. Bill to skromny chłopak z Arkansas, jego owdowiała matka piła i ćpała, więc lekko nie miał (s. 12). Uczył się (od 1954 roku) w szkole katolickiej w Hot Springs, choć rodzina była baptystyczna, od 1964 pracował przez 2 lata dla sen. Fulbrighta w Waszyngtonie, w latach 1968 -1970 był stypendystą w Oxfordzie, w szkole prawa w Yale poznał Hillary Rodham, która w 1975 roku została jego żoną. W 1978 roku Clinton został gubernatorem Arkansas, namłodszym gub. w skali kraju. W 1983 roku wdrożył z powodzeniem reformy oświatowe w tym zacofanym (od jego kadencji nieco mniej zacofanym) stanie. W 1992 prezydent USA. W szkole średniej Bill był lubiany. Uchodził za bystrego ucznia. Interesował go np. związek między posiadaniem floty a demokracją w historii UK, USA itd. (s. 38). Od progresywistycznego przemówienia Kennedy’ego (1960), Clinton postanowił zapisać się do Democratic Party (s. 45). Bill liczył na ucywilizowanie Południa, choć sam stykał się czasem z odium południowca, np. Edith Jones ostrzegała go, że dla południowca dostanie się do jednej z uczelni Ivy League może być trudne (s. 47). Ale dostał się do jezuickiego Georgetown, gdzie chodził na religioznawstwo dla niekatolików (nazywano te zajęcia buddyzmem dla baptystów – s. 52), stąd religijność BC miała mieć bardzo ekumeniczny wymiar. Jako student BC nagadał rasiście George’owi Wallace, na jednym z jego wieców: „przez pana muszę się wstydzić, że jestem z Arkansas” (s. 65). W Oxfordzie stereotyp południowca dawał o sobie znac dalej. Czarny stypendysta z USA (jeden z 32 płynących do UK na tym samym statku) Tom Williamson na wszelki wypadek unikał Southenera, ale potem się zaprzyjaźnili. Brytów szokował BC otwartością i rubasznością, a także wysokim wzrostem (Clinton ma 186 cm wzrostu), jako jedyny przyjaźnił się z groźnym portierem Douglasem, eks-sierżantem British Army (s. 67). W kwestii Wietnamu BC był z Bobem Kennedym przeciw ekipie Johnsona. Yale było wg Levina idealnym miejscem dla Clintona bo znane było nie tylko z nauki czym prawo jest, ale i czym powinno być, a BC był typowym idealistą (s. 86). Po Yale BC uczył prawa konstytucyjnego w Arkansas. Starał się też działać w lokalnej polityce. Arkansas lat 70. było jedynym stanem gdzie nie było powszechnej edukacji (s. 90). Postępowcy jak Orval Faubus (we wszystkim prócz kwestii rasowej, był za segregacją) czy Dale Bumpers mieli często związane ręce, wobec konserwatywnych lobbies i anarchizmu mieszkanców stanu. W 1974 roku Clinton próbował sił w wyborach gubernatorksich; krytykował republikanina Hammerschmidta za popieranie Nixona, i postulował wzmocnienie pozycji kongresu wobec prezydentów (s. 95) i za sprezciw wobec powszechnej oświaty. W 1974 roku przegrał o włos, w 1978 wygrał, mimo iż krytykowano go za liberalizm w kwestiach dostępu do broni, marychy, praw kobiet i kary śmierci. Wygrał w 71 z 75 okręgów (s. 106). „Daily Citizen” z Searcy chwaliła go za „konserwatyzm” finansowy (czyli po ludzku odpowiedzialność finansową). Od początku 1978 roku BC mówił o równości szans w kontekście edukacji. Miał problemy z lobby drogowym i kubańskimi emigrantami (Fort Chaffe). Choc opanowął kryzysy, w 1980 wyborów już nie wygrał. W 1980 Clintonowie byli na baptystycznej pielgrzymce w Izraelu, co wzmocniło sentyment obojga dla tego kraju (s. 126). W 1984 roku DP wyznaczyła na pojedynek z Reganem staroświeckiego liberała z Północy Mondale’a, co spowodowało, że wielu demokratów z Południa, wolało Reagana (s. 141). BC też nie był zachwycony. Jako kandydat na gubernatora Bill Clinton uznawał, jak jego pastor Oscar Vaught, że biblia hebrajska nie zakazywała całkowicie aborcji, stąd BC był zawsze pro-choice, a przeciw propozycjom senatora z Arkansas Luthera Hardina z 1985 roku, wygrał stanowisko gubernatora dzięki naciskowi na edukację, o której pozostali kandydaci mówili niewiele. Jako gub. nie bał się bywać w domach ludzi oficjalnie zdeklarowanych jako LGBT i wielokrotnie przejawiał niechęć wobec wszelkich uprzedzeń (s. 164). Levin pisze nieco o seksaferze z Lewinsky, i uważa, trochę inaczej niż np. Paul Berman, że ludzie mieli gdzieś cudzołóstwo, lecz że przetrwał nagonkę dzięki temu, że się nie ukrywał i nadal spotykał na żywo z wyborcami (s. 186). Małoduszność GOP w tym czasie nie odpłaciła się, DP zemściła się w sprawie Foleya. Jako prezydent Clinton, stwierdził oligarchizację Reaganowo-Bushową i ujął się za ubożejącą klasą średnią (s. 213) oraz kobietami chcącymi faktycznej równości. Głosił, że państwo nie jest potworem jak malował je Reagan, lecz może się przydać. Clinton budował drogi i mosty (za Reagana USA inwestowały w nie 12 razy mniej niż RFN i Japonia), oraz ograniczył ogromny Reaganowski deficyt, który rujnował uboższych. Obiecał dostęp do netu w szkołach firmach i bibliotekach do… 2015 roku (s. 218), walkę z AIDS (Reagan pozwalał „rozwiązłym” pacjentom umierać), walkę z toksycznymi odpadami (Reagan zaniechał kontroli w sprawach bezp.), i wykorzystanie wiedzy wojskowej do cywilizacyjnego progresu cywilnego. Oskarżał Republikanów o hipokryzję; głoszenie family values i rujnowanie rodzin podatkami (s. 222). Urlopy rodzinne i pracownicze, i to by ludzie nie musieli ciągle wybierać między rodziną a pracą było priorytetem Clintona. Edukacja (program Head Start, który obiecali wspomóc Republikanie, ale nigdy tego nie zrobili) to kolejne oczko w głowie BC. Clinton starał się zmierzyć z zbyt kosztownym systemem zdrowotnym, w którym wszystkim rządzą ubezpieczyciele i producenci (często szkodliwych lub niepotrzebnych leków). W październiku 1991 w przemówieniu oskarżył Republikanów o szczucie ras i grup społecznych przeciwko sobie nawzajem, by odwrócić uwagę , od bezrobocia (s. 236). Lata 80. nazwał dekadą chciwości i egoizmu (s. 246), mówił o gigantycznych pensjach dyrektorów i managerów, bandytyzmie, lekceważeniu obowiązków obywatelskich i o błędnym Reaganowskim przeciwstawianiu wolności i bepieczeństwa, a jak ma być wolny chłopak, którego ojciec musi odprowadzać do szkoły, by go nie napadnięto? Clinton zrealizował większość obietnic, poległ tylko w walce z farmaceutami, tej potęgi chyba nikt nie ruszy. Ale i tak Clintonowski bilans jest imponujący. Także w polityce międzynarodowej; udane akcje w Serbii (w Serbii starał się mediować i rozumieć wszystkich, anie jak Bush jr w Iraku zakładał, że jakoś będzie) i demokratyzacja Korei, a także do pewnego momentu – Rosji. To Clinton zaczął ścigać terrorystów po świecie. Wiele zrobił też dla dysydentów w Chinach; niestety po nim przyszedł buldog z GOP niszcząc olbrzymi kredyt zaufania do USA, np. wysyłając samoloty szpiegowskie nad Chiny. Za Clintona takie wskrzesznaie cold war by nie przeszło. Czy wspomniałem już, że internet – ucho wolności – to dar Clintona dla świata? Dotąd był to niszowy projekcik.

Brak komentarzy: